Jeszcze o Madrycie, czyli o bezprecedensowym ataku lewaków

Tradycja Światowych Dni Młodzieży sięga roku 1985. Sam miałem przyjemność jako młody człowiek uczestniczyć w takim Zjeździe w 1989 r. w Santiago de Compostela. W trakcie owej wyprawy nie odnotowałem żadnych nieprzyjemnych akcentów wobec pielgrzymujących. Przeciwnie, przyjęto nas godnie, jak przystało na Hiszpanię – Kraj wierny Bogu i Tradycji. Owszem, dostrzegłem pojedyncze antyreligijne mazaje i graffiti autorstwa anarchistów czy też fanów ateistycznych zespołów muzycznych (np. Bad Religion), ale nic poza tym. Ot, myślałem sobie, w głowie młodzieży lewackiej z dobrobytu się poprzewracało i nie wie co czyni. Nikt wtedy zapewne nie przewidywał, że ktokolwiek w przyszłości ośmieli się zakłócać w obsceniczny sposób wizytę papieża.

Niestety, nadeszły czasy „wojującego postępu” i pielgrzymkom oraz przyjazdom papieskim zaczęły towarzyszyć coraz częstsze wystąpienia niewierzących aktywistów i ogarniętych antyreligijną fobią radykałów. Z biegiem lat przyzwyczailiśmy się więc do gorszących scen i manifestacji antypapieskich. Już za pontyfikatu Jana Pawła II dochodziło na Zachodzie do protestów środowisk ateistycznych oraz przedstawicieli tzw. mniejszości seksualnych. Profanowano symbole religijne, szydzono z sędziwego wieku Jana Pawła II. Podczas zeszłorocznego przejazdu Benedykta XVI ulicami Barcelony kilkaset homoseksualistów i lesbijek całowało się publicznie. We Włoszech lewacy okupowali rektorat Uniwersytetu La Sapienza na znak protestu wobec zapowiadanej wizyty papieża. W 2008 r. w trakcie francuskiej pielgrzymki Benedykta XVI zbezczeszczono pomnik Jana Pawła II w Bretanii. Anarchiści okleili monument papierem toaletowym i prezerwatywami. W Niemczech i Anglii organizowano obsceniczne przemarsze z udziałem roznegliżowanych transwestytów i homoseksualistów. Demonstrowali zwolennicy mordowania nienarodzonych. Niesiono wulgarne transparenty i kukły papieskie.

Pomimo tych hałaśliwych wystąpień, same wizyty Następców Piotrowych przebiegały spokojnie. Wyjątkiem był rok 1987 r., kiedy to miały miejsce zamieszki podczas mszy papieskiej w Santiago de Chile. Rozróba ta posiadała jednak podłoże polityczne. Wszczęły ją grupy lewackie na znak protestu przeciw rządom Augusto Pinocheta Ugarte.

Tym razem w Madrycie doszło jednak do wydarzenia bezprecedensowego. Przeciwnicy religii rzymsko-katolickiej poza zwyczajowym demonstrowaniem pełnym prymitywnych i obraźliwych akcentów antypapieskich, pozwolili sobie na bezpośrednie zakłócenie publicznego zlotu młodych katolików.

Za pretekst do wystąpień antyreligijnych posłużyły rzekomo duże koszty wizyty Benedykta XVI, jakie mieliby ponieść z tego tytułu borykający się z kryzysem gospodarczym Hiszpanie. Zauroczeni eurosocjalizmem i komunizmem osobnicy, którzy na co dzień przyzwalają na grabież ze strony socjalistycznego państwa oraz zwolennicy anarchistycznych wspólnot – nagle zdecydowali się gardłować przeciwko niepotrzebnym wydatkom państwowym. Padły oskarżenia o to, że ŚDM będą kosztować państwo 100 mln. €. Na nic zdały się wyjaśnienia kurii madryckiej, że organizacja Dni Młodzieży nie pociągnie za sobą żadnych wydatków z pieniędzy publicznych, iż rzeczywiste koszty sięgną 50 mln. €, a ich większość pokryją sami uczestnicy. Resztę zaś sfinansują sponsorzy – prywatni darczyńcy i firmy. Do lewicowych doktrynerów nie trafiła również rzeczowa argumentacja organizatorów, że przecież to międzynarodowe wydarzenie przyniesie miastu korzyści finansowe. Jak się bowiem okazało wpływy ze Światowych Dni Młodzieży dla prowadzących w samym tylko Madrycie usługi hotelarskie, gastronomiczne i transportowe przerosły najśmielsze oczekiwania. Oceniono je na 160 mln. € ! Jednakże głucha na wszystko, pogrążona w chorobliwej nienawiści do Kościoła propagandowa machina lewaków ruszyła.

O sprzeciw w obliczu przyjazdu Benedykta XVI zaapelowała działająca od 2001 r. organizacja o nazwie Europa Laicka (Europa Laica) zrzeszająca ponoć 140 ugrupowań ateistycznych i antyklerykalnych, m.in. Madryckie Stowarzyszenie Ateistów i Wolnomyślicieli (Asociación Madrileña de Ateos y Librepensadores). Wsparcia udzieliły im organizacje homoseksualistów oraz anarchosyndykaliści z Krajowej Konfederacji Pracy * (Confederación Nacional del Trabajo – CNT). Ci ostatni zainicjowali kampanię “Peligro, que viene el Papa!”  (Niebezpieczeństwo, przybywa Papież!), wyzywając katolików od sekciarzy, faszystowskich hord i dewotów. Na swej stronie towarzysze anarchiści zorganizowali konkurs na najlepszy plakat krytykujący ŚDM. Nie muszę dodawać, że zdecydowana ich większość prezentowała wyjątkowo niski, rynsztokowy poziom. No, ale czegoż wymagać od zanarchizowanego lumpenproletariatu?

Do akcji przystąpili nawet ludzie z Ruchu 15 maja, którzy protestują przeciw bezrobociu, kryzysowi gospodarczemu i korupcji w państwie. Tzw. Indignados (Oburzeni) dali się podejść ateistom i ruszyli z hasłem zaprzestania finansowania uroczystości religijnej z pieniędzy publicznych. Do protestu przeciw jak to ujęto „wystawności” wizyty przyłączyli się „postępowi chrześcijanie” oraz kilkudziesięciu niesubordynowanych księży, pracujących w biedniejszych dzielnicach.

Organizatorzy zapowiadali, że wielotysięczna demonstracja odbędzie się pod hasłem sprzeciwu wobec kosztów wizyty papieża a nie jako protest przeciwko osobie Benedykta XVI. Tymczasem okazało się, że całość sprowadziła się do hucznego przemarszu, podczas którego skandowano obraźliwe dla papieża słowa i niesiono transparenty uderzające w Kościół Katolicki. Pojawiła się nawet lektyka z olbrzymim sztucznym penisem, na którym powieszono różaniec. Radość wśród zrewoltowanego motłochu wzbudził pojazd przypominający papamobile z siedzącymi w nim osobnikami przebranymi za papieża i zakonnicę i z „kierowcą” – kukłą diabła. 2-tysięczny tłum krzyczał m.in. „Papież to nazista”, „Nie dla umysłowego Guantanamo”. Nad maszerującymi powiewały flagi w barwach republikańskich, w kolorach tęczy, skądinąd  pięknych, acz zawłaszczonych przez wojujących homoseksualistów oraz czerwony sztandar z sierpem i młotem. Wkrótce uczestnicy demonstracji dotarli na Plac Puerta del Sol, gdzie gromadzili się pielgrzymi. Atmosfera stała się gorąca. Lewacy lżyli katolików, rzucali w nich prezerwatywami. Próbowali zakrzyczeć śpiewających pielgrzymów, przeszkadzano modlącym się. Zaczęło dochodzić do pierwszych przepychanek. W końcu pojedynczy lewaccy harcownicy przedarli się przez kordon policji i zaatakowali katolików. Do akcji wkroczyli policjanci. Jedenaście osób odniosło rany, w tym dwóch policjantów. Aresztowano siedmiu zadymiarzy.

Pomimo skandalicznego zachowania protestujących, optymizmem napawa fakt, że stanowili oni margines wobec rzeszy pielgrzymów. Hałaśliwych demonstrantów było co najwyżej kilka tysięcy zaś katolików ok. 1,5 mln. Niemniej jednak zajadłość i nienawiść bijące z twarzy demonstrantów mogą niepokoić.

Zamieszki madryckie doskonale wpisują się w tradycję wojującej, bezbożnej Hiszpanii z „gorącego okresu” poprzedzającego wojnę domową w latach 1936-1939. Wówczas to środowiska republikańskie, anarchistyczne oraz komunistyczne prowadziły prawdziwą kampanię nienawiści wobec duchowieństwa, osób wierzących i w ogóle religii katolickiej. Jak wiemy, zaczęło się wtedy od napastliwej propagandy, wystąpień i demonstracji, a w rezultacie skończyło się na rozruchach, paleniu kościołów, prześladowaniach, morderstwach i męczeństwach katolików. Agresywny ton współczesnych hiszpańskich wrogów religii przypomina również ateistyczną, wulgarną propagandę Związku Wojujących Bezbożników – odpowiedzialnego za prześladowania wiernych i profanacje miejsc kultu religijnego w ZSRR.

W Polsce na razie protesty na wzór madrycki nam nie grożą. Bezbożnicy i radykalni ateiści siedzą jeszcze cicho. Znalazł się co prawda „wesołek” – niejaki Paweł Hajncel, onegdaj wyrzucony z religii, który jak przyznał – ceni sobie postawę anarchistyczną i nie może w spokoju znieść sfery religijnej. „Artysta” ten postanowił „oświecać” ludzi wierzących. Zaczął przeto urządzać prowokacje podczas publicznej transmisji beatyfikacji Jana Pawła w Łodzi oraz zakłócać procesje Bożego Ciała. Przebierał się niby dla draki – raz za misia, raz za motyla i wbiegał w procesję. No, ale to pojedynczy przypadek. Choć kto wie? Może za rok inny „nowoczesny artysta” wraz z grupą zwolenników przebiorą się za szerszenie i już nie będą tylko „wesoło pląsać” wśród wiernych, ale jak przystało na drapieżne owady – zaczną atakować.

* Pełna nazwa ugrupowania brzmi: Confederación Nacional del Trabajo Asociación – Internacional de los Trabajadores (CNT-AIT). Jest to hiszpańska anarchosyndykalistyczna centrala związków zawodowych należąca do Międzynarodowego Stowarzyszenia Pracowników. CNT powstała w 1910 r. Członkowie milicji CNT ponoszą odpowiedzialność za zabójstwa duchownych oraz osób przyznających się do katolicyzmu podczas hiszpańskiej wojny domowej. Formacja ta wzywa do radykalnej przemiany społeczeństwa za pomocą rewolucji społecznej.

P.S. Zdjęcie główne ilustruje tolerancję i praktyczną realizację anarchistycznego postulatu „żyj i daj żyć innym”. Plakat zamieszczony został na stronie hiszpańskich anarchistów.

http://historieodklamane.salon24.pl/

Maciej Matuszewski

a.me.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Jeszcze o Madrycie, czyli o bezprecedensowym ataku lewaków”

  1. Jak widać na załączonym obrazku Hiszpanom socjalizm serwowany przez tow. Zapatero nie wystarcza i pragną zaznać dobrodziejstw komunizmu. Oczywiście najłatwiej winą za całe napotkane zło obarczyć papieża i kler.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.