Jeszcze o Pileckim i „Radosławie”

Red. Jan Engelgard w artykule zatytułowanym „IPN im. Jacka Kuronia?”, odnosząc się do komentowanej ostatnio sprawy rotmistrza Witolda Pileckiego, napisał m.in.: „dla IPN tylko martwy bohater jest wart uwagi. Gdyby Pilecki przeżył, gdyby uznano, że może być przydatny Polsce i go wypuszczono – dzisiaj ten bohater z czasów wojny byłby na liście kolaborantów o zdrajców, jak wielu innych polskich bohaterów z tego czasu, by wymienić tylko płka Jana Mazurkiewicza «Radosława», faktycznego dowódcę powstania warszawskiego. Dla IPN jest on nieprzydatny jako bohater, bo po wojnie uznał, że walka zbrojna nie ma sensu, a potem był wiceprezesem ZBoWiD-u”.

Redaktor „Myśli Polskiej”, dokonując uogólnienia, które da się sprowadzić do konstatacji, że „dobry bohater, to martwy bohater”, dotknął sedna sprawy. Nie bez podstaw też przywołał w kontekście opisywanej sprawy rtm Pileckiego osobę płk Jana Mazurkiewicza „Radosława”, który po zakończeniu wojny podjął działania na rzecz rozładowania zbrojnego podziemia. Potwierdzeniem cytowanych powyżej słów może być bowiem końcowy fragment tekstu pochodzącego z wydanego przez IPN zbioru pt.: „Komunistyczne amnestie lat 1945-1947 – drogi do «legalizacji» czy zagłady?” (Warszawa 2012), zatytułowanego „Amnestia 1945 r. i deklaracja Jana Mazurkiewicza «Radosława»” autorstwa Tomasza Łabuszewskiego. W zakończeniu artykułu czytamy: „On sam [chodzi o „Radosława” – przyp. M.M.] pełnił rolę przysłowiowego «oswojonego» kombatanta z byłego wrogiego obozu, będąc dla jednej części środowiska byłych żołnierzy AK-DSZ symbolem zdrajcy, dla innych pragmatyka, kierującego się dobrem swoich podkomendnych. Wydaje się, że przy ocenie nie tylko jego postawy w tak ekstremalnych sytuacjach warto posłużyć się opinią Franciszka Niepokólczyckiego: «Dowódcy wojskowi na tak wysokich stanowiskach, na jaki ja byłem, czasami znajdują się w sytuacjach, że powinni zdecydować się zginąć, ale nie wolno im kapitulować lub robić woltę [podkreślenie moje – M.M.]. Tego wymaga od nich ponadpartyjny charakter wojska, które jest w służbie narodu»”. Autor zdaje się więc niedwuznacznie sugerować, że jedynym „właściwym” rozwiązaniem dla Jana Mazurkiewicza po wojnie byłaby śmierć, samobójcza lub w z rąk UB… Wtedy też zapewne trafiłby do panteonu tworzonego współcześnie przez IPN.

W innym miejscu Łabuszewski cytuje fragment konspiracyjnej publikacji, która na bieżąco odnosiła się do akcji podjętej przez „Radosława”. W gazetce wydanej przez Białostocki Okręg WiN-u można było przeczytać: „Jest on aktywnym narzędziem w ręku NKWD, wykorzystanym dla rozbijania frontu Polski Podziemnej. To jeszcze bardziej obciąża Radosława. […] Radosław każe się rejestrować, aby spisy rejestrowanych znalazły się w ręku NKWD. Radosław jest więc nie tylko zdrajcą sprawy, której przez cały czas służył, ale aktywnym agentem wypełniającym zadania, zlecone mu przez jego obecne władze”.

Autor cytując niemal bezkrytycznie przytoczoną opinię, zdaje się w pełni utożsamiać z opinią wyrażoną w podziemnym druku, nie biorąc przy tym zupełnie pod uwagę motywów, jakimi kierował się legendarny przywódca Powstania Warszawskiego. Cóż jednak, gdy dosłownie kilka stron dalej, w tym samym wydanym przez IPN zbiorze, w tekście autorstwa Wojciecha Jerzego Muszyńskiego („Podziemie narodowe i komunistyczne amnestie lat 1945 i 1947 – wybrane aspekty”), czytamy o Bolesławie Piaseckim jako o „komunistycznym kolaborancie”…

Maciej Motas

http://sol.myslpolska.pl

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Jeszcze o Pileckim i „Radosławie””

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *