Joanna d’Arc

Joanna d’Arc pojawia się w historii trzydzieści lat po śmierci królowej Jadwigi. N’importe – jak mówią Francuzi. Aby zrozumieć Jadwigę, musimy ją zestawić z innymi kobiecymi postaciami średniowiecza. Mówiliśmy o Joannie Krwawej, mówmy o Joannie świętej.

Legenda, której wdzięk jest w tym, że chodzi tu o rzeczywistość. Na tym polega historyczna wielkość Joanny d’Arc.

Urodziła się w Domrémy, miejscowości położonej tam, gdzie Lotaryngia przestaje być Wogezami, a staje się płaszczyzną. Była piękną dziewczynką o ślicznych blond włosach, która rumieniła się, gdy ktoś z niej żartował, że jest dewotką, że za dużo się modli, że często chodzi do kościoła. Rodzicami jej byli wieśniacy dość obskurni. Raz usłyszała głos niebiański: „Joanno, bądź grzeczna i dobra, chodź często do kościoła”. Objął ją wtedy nieopisany strach. Cała się trzęsła z przerażenia.

Ale kilka lat później, jak miała już lat osiemnaście, ukazał się jej św. Michał i powiedział: „Joanno, idź na pomoc królowi Francji, zwrócisz mu królestwo”. Wzruszonym i również przestraszonym głosem odpowiedziała: „O, mój panie, jestem tylko biedną dziewczyniną, nie potrafię jeździć konno ani rozkazywać rycerzom”. Głos z góry jej odpowiedział: „Pójdziesz do pana de Baudricourt i on cię odeśle do króla. Święta Katarzyna i święta Magdalena dopomogą ci”.

Joanna zaczęła płakać, lecz ukazały się jej postacie tych świętych i dodały otuchy.

Ojciec Joanny powiedział jednak, że jeśli się będzie wybierała na wojnę, to utopi ją w studni. Zwróciła się więc do wuja, którego potrafiła nakłonić do odwiedzenia dziedzica de Baudricourt, powołując się na zlecenia archanioła Michała i dwóch świętych. Pan de Baudricourt wzruszył ramionami i powiedział, że dziewczynisku trzeba dać rózeg, to się uspokoi i przestanie gadać głupstwa.

Ale, widać, w niej było coś takiego, co tkwiło w indywidualności św. Franciszka – dar narzucania ludziom swego autorytetu. Odwiedza sama, choć w towarzystwie tegoż wuja, ponownie pana de Baudricourt i robi na nim takie wrażenie, że po dłuższych, co prawda, wahaniach pomaga jej wybrać się w podróż. Skaptowała sobie sześciu rycerzy, pan de Baudricourt ofiarował jej miecz rycerski.

Przeważna część terytorium francuskiego zajęta była wówczas przez Anglików i ich sojuszników. Paryż był angielski, ale miasto Orlean, oblężone przez okupanta, jak byśmy dziś powiedzieli, broniło się jeszcze imieniem „przyrodzonego” króla Francji, Karola VI wariata, Jak wiemy król angielski został uznany za króla Francji, a więc sytuacja była trochę podobna do sytuacji Polski W wieku XIX. Może dlatego mieliśmy zawsze do Joanny d’Arc nabożeństwo, prawie takie, jakie mają Francuzi.

Karol VII nie jest jeszcze królem w oczach Joanny, ponieważ jeszcze nie jest koronowany w Reims, nie jest namaszczony ze świętej ampułki, którą potem zniszczy rewolucja francuska. Przebywa w Chinon. Zaciekawiony jest bardzo przybyciem młodej bohaterki, którą mu zapowiedziano. Przyjmuje ją w wielkiej sali zamkowej, późnym wieczorem, w świetle pięćdziesięciu olbrzymich pochodni. Sam ukrył się w tłumie książąt, wielkich panów i dworzan. Już te pięćdziesiąt pochodni powinno było onieśmielić dziewczynę ze wsi, która tak płakała, kiedy święci do niej przemawiali. Tymczasem ona śmiało i pewnie podchodzi do nieznanego jej z twarzy Karola VII i przemawia do niego tymi słowy:

„Miły królewiczu, nazywam się Joanna. Bóg wzywa cię przeze mnie, abyś był namaszczony i koronowany w Reims i będziesz na ziemi namiestnikiem Boga, który jest królem Francji”.

I teraz następuje rzecz najbardziej niezwykła w tej niezwykłej historii. Na królu młoda dziewczyna robi tak poważne wrażenie, że życzy sobie porozmawiać z nią na osobności i tutaj, w cztery oczy, zwierza się jej, że nie wie, czy powinien domagać się korony, bo wątpi, aby był prawdziwym delfinem, czyli następcą tronu. Urodził się przecież w czasie, kiedy choroba umysłowa jego formalnego ojca była bardzo ciężka i kiedy królowa, jego matka, żyła prawie otwarcie ze swym kochankiem, księciem Orleańskim.

Joanna uspokaja króla. Zapewnia go uroczyście, że jest synem Karola VI i legitymnym królem. Inaczej przecież Archanioł Michał nie wzywałby do zwrócenia mu korony.

Ale w tej bajce, w opowiadaniu której człowiek mimo woli posługuje się stylem bajek, a która przecież była przez nikogo niekwestionowaną rzeczywistością, nie wszystko idzie tak gładko jak w bajkach zwyczajnych. Dziewczyna powołuje się na wizje świętych – nie było to wtedy żadną rzadkością – mnóstwo osób miało wtedy widzenia, jeszcze kilkaset lat upłynie, a ludziom będą się ciągle święci pojawiać. Ale skąd ten jej wpływ na ludzi? -  Skąd płynie to, że wydaje rozkazy rycerzom, a rycerze ją słuchają? Przecież jest pastuszką ze wsi, nieumiejącą pisać i czytać. Czyż nie należy przypuszczać, że jest po prostu czarownicą nasłaną przez diabła? To przecież jest chyba wyjście najprostsze i najbardziej naturalne.

Zaczynają się indagacje, w których bierze udział ta część episkopatu, która zamieszkuje terytorium będące we władzy Karola VII. Roztrząsa tę kwestię uniwersytet w Poitiers. Ale ktoś z najmędrszych przypomina, że diabeł nie może działać poprzez dziewicę – dziewice z samego przyrodzenia nie są i być nie mogą służebnicami diabła. Sprawa więc jest zupełnie prosta: albo Joanna nie jest dziewicą, i wtedy rzecz zupełnie oczywista, że tu chodzi o pospolitą, zwyczajną sprawę diabelską, albo jest dziewicą i wtedy sytuacja jest wręcz odwrotna.

Królowa Sycylii, wraz z innymi paniami zamieszkałymi na zamku w Chinon, podejmuje się delikatnego egzaminu, z którego Joanna wychodzi oczyszczona od jakichkolwiek zarzutów.

Staje na czele armii, która idzie na Orlean. Wydaje rozkazy, przemawia nawet tonem surowego wodza: „Jeśli w tej chwili nie zrobisz tego, co ci mówię, to każę ci uciąć głowę”. Bitwa pod Orleanem jest wygrana. Entuzjazm ogarnia tłumy. Anglicy są bici na łeb, na szyję. Joanna trzyma w ręku biały sztandar ze złotymi liliami, herbem domu Kapeta, herbem także naszej Jadwigi. Wśród triumfów wojennych prowadzi Karola VII do Reims i jest obecna, stoi koło niego, w czasie jego namaszczenia i koronacji. Potem pierwsza pada przed nim na kolana i całuje jego nogi jako wierna poddanka.

Stanisław Cat-Mackiewicz

Jest to fragment książki “Herezje i prawdy”, która została opublikowana przez Wydawnictwo UNIVERSITAS: http://www.universitas.com.pl/szukaj?t=herezje+i+prawdy&szukaj=1&simple_search=1&a=1%2C+19%2C+20%2C+21&szukaj=szukaj

a.me.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *