Zagrożenia religii

Religia przestaje pełnić swoją funkcję, gdy przyjmuje formę dewotyzmu oraz indoktrynacji. To klasyczne objawy choroby religii tak, iż zniechęca zamiast apostołować. I w jednym, i w drugim przypadku konstruktorom tych chorób wydaje się, że postępują właściwie, mało tego, siebie wystawiają za wzór, jedynie słusznego postępowania, na drodze do osiągnięcia zbawienia.

   Religia jest przekazem prawd o Bogu, znaczeniu człowieka, jego podmiotowości i drodze do zbawienia. Stwierdza, że szczęście absolutne odnajduje się w przebywaniu z Bogiem  „twarzą w twarz”.  Religia odpowiada na pytania: kim jesteśmy, dokąd zmierzamy, jaki jest sens istnienia kosmosu, hierarchizuje dobra, określa moralność miłości, słowem, wyznacza drogę naszego sensu bycia. Religia ma charakter społeczny, jednoczy bowiem wielu ludzi we wspólnocie tych samych celów.

   Dewotyzm to praktykowanie religii na pokaz. Cel zastępuje się w tym przypadku, przeświadczeniem o własnej świętości zaś w praktyce dewotyzm skrywa nieuporządkowane wnętrze, fałsz czynów,  brak miłości, niechęć do ludzi.

   Indoktrynacja jest ciągłym wpajaniem określonych reguł celem uzyskania tak zwanej „poprawności postępowania”. Indoktrynacja dotyczy ideologii.

   Kiedy religia staje się indoktrynacją? To zasadniczo cienka granica. Łatwo o pomówienia, stąd – oszczerstwa. W religii głównym motorem sprawczym jest ewangelizowanie, w indoktrynacji – ideologizowanie. Jak pierwszy mechanizm opiera się na wolności, ogólnie rzecz ujmując, na – mądrości, tak w drugim przypadku wszystko oparte jest na zniewoleniu i głupocie. Ewangelizacja traktuje człowieka podmiotowo, indoktrynacja, przedmiotowo. Już to zestawienie dyskredytuje indoktrynację, a wywyższa ewangelizację. Wszystko bowiem, co wypływa z mądrości Boga jest dobre i konstruktywne. Stwórca bowiem, czyniąc nas na Swój obraz i podobieństwo, właśnie w mądrości ukrył cząstkę Własnej Nieskończoności. Gdy będziemy analizowali przymioty tej mądrości, odkryjemy, że najistotniejszą jej cechą jest miłość, która tworzy  wszelką rzeczywistość i wszystkie dobra. „Bez miłości nic nam do Boga” głosi ludowe porzekadło i nic dodać, i nic ująć.

   Religia więc ma za zadanie odkryć naszą wolność, pogłębić miłość, usprawnić  do czynów miłosierdzia, tak aby praktyki religijne były wypełnione uczynkami dobrymi, nie zaś plewami autoreklamy. Miłość jest nieskończona, poklask zaś to  wypadkowa egoizmu i samouwielbienia. Poklask kończy się wraz z nudą, która zawsze towarzyszy ziemskim konstrukcjom sławy. Czy więc można religię nazwać ideologią? Nie, bowiem takie zestawienie zawiera w sobie błąd logiczny. Religia i ideologia to sprzeczności, to tak jakby zestawić ze sobą prawdę i fałsz. Prawdy nie można nazwać kłamstwem i na odwrót,  kłamstwa – prawdą. Religia nie jest ideologią, skoro w mechanizmach postępowania jest jej zaprzeczeniem. Wolność nie może być jednocześnie niewolą – to absurd rozumowania, wreszcie , jak wyobrazić sobie mądrość będącą jednocześnie głupotą lub głupotę, która jest mądrością. Komu zależy na takim pomieszaniu pojęć?! Łatwo zauważyć, iż chodzi tutaj o władztwo absolutne, pierwsze jest rzeczywiste i pochodzi od Boga, drugie pozorne i przypisywane sobie wbrew tej rzeczywistości. Stąd, to pierwsze władztwo jest twórcze, to drugie – niszczące, destrukcyjne. A dlaczegoż by nie pomieszać pojęć, w takiej anarchii zawsze plewy wypływają na wierzch. Gdy już głupota opanuje wszystkich, krzykniemy „Bóg umarł!”. 

   Ważnym elementem różnicującym religię od indoktrynacji jest wiara, która jako łaska  od Boga spływa na człowieka. Łaska darmo jest dana i niewątpliwie uaktywnia wolnego człowieka do ciągłej pracy na rzecz jej doskonalenia. Niemniej jednak wszystko zależy od Boga, od Jego woli i naszego stopnia zaangażowania się w Jego miłość. Wiara kształtuje osobowość obdarowanego całościowo, nie jest tylko dodatkiem do psychiki, ale tworzy psychikę wierzącego, stąd w praktyce – człowieka w całości swojego kodu stworzenia.  Wiara posiłkuje się mądrością. Angażuje ją do odkrywania prawd zasadniczych, prawd stanowiących o naszym bycie.  Wiara i mądrość postępuje razem i już z tego wynika, że nie służy indoktrynacji, gdyż ta rozwija się jedynie wtedy, gdy panuje głupota – zaprzeczenie mądrości. Wiara jednocześnie pogłębia wolność człowieka, która kształtuje się jako wolność do Boga, nie zaś, jako wolność od Boga. Bóg bowiem jest pełnią wolności, pełnią ładu, hierarchii i porządku.  W Bogu dopiero znajdujemy sens mądrości, sens wolności i wreszcie – sens miłości.

   Indoktrynacja najpełniej przejawia się w sektach, które z natury swojej ukazują ją  jako karykaturę przekazu narzucanego wspólnocie terroru i zniewolenia. Podstawowym mechanizmem tej indoktrynacji jest tzw. „pranie mózgów”, gdzie wolność człowieka zamieniana jest na rzecz podporządkowania, ślepego posłuszeństwa, aż do wynaturzeń kryminalnych, łącznie z pozbawianiem życia uczestników grupy nacisku. Sekta jest przejaskrawionym przykładem indoktrynacji ideologicznej i dobrze, gdy uświadamiamy sobie prawdę o jej zagrożeniach, gdyż w praktyce życia możemy nauczyć się dystansu do proponowanych ideologii, często sprzedawanych nam w opakowaniach „poprawności postępowania”, „vipowskiej propagandzie sukcesu”, „życia bogatego w doznania oraz powodzenie materialne”. Człowiek jest przedmiotem manipulacji marketingowej i tyle jest  warty, ile kupi i zużyje. Jego znaczenie kończy się z chwilą gdy przestaje kupować i opłacać instytucje ideologiczne.

   Pozostaje również faktem, że religia i deowotyzm to sprzeczności, których nie można pogodzić tak,  iż nawet próba łagodzenia tych różnic jest absurdem postępowania. Dewotyzm jest przejaskrawieniem dewocji; przejaskrawieniem zewnętrznych praktyk religijnych, pozą gry gestów dla poklasku. Dewotyzm ukryty nie interesuje aktorów praktyk pobożnościowych, gdyż nie ma wtedy publiczności. Zresztą ukryty dewotyzm nie istnieje.  W praktyce  tego nie można nazywać dewotyzmem, raczej mamy tutaj do czynienia z dewocją – autentycznym wyrażaniem uczuć religijnych wierzącego. Gdy religia zaczyna zwracać uwagę na poklask wszelka liturgia przyjmuje wtedy rygory scenicznej gry. Po jakimś czasie ewangelizującym wydaje się, że jest to jedyna droga dotarcia do wierzących. Spektakle zamiast sacrum. Oryginalność sprawowania sakramentów, zamiast powaga wynikająca z faktu łączności z Bogiem. Zabawa wokół ołtarza i tak zaciera się granica pomiędzy religią, a dewotyzmem. Praktyki religijne zatracają wtedy swoją jakość ponadziemską, a niejednokrotnie w  rękach słabych aktorów, pozbawionych talentu, uderzają kiczem  scenicznych układów i bylejakości.

   Podsumowując, religia to nie to samo co  indoktrynacja. Pierwsza dotyczy rzeczywistości ponadziemskiej i pochodzi od Boga, druga jest wytworem człowieka i podlega prawom przemijania, nadto obejmuje swoim zasięgiem często zjawiska społeczne o charakterze kryminalnym.  Religia przestaje spełniać swoją funkcję, gdy ewangelizatorzy wykorzystują swoje powołanie do marketingu, gdy ogarnia ich chęć podobania się wiernym i liturgię zamieniają na grę aktorską, gdy wreszcie stosują techniki indoktrynacji jako formę przekazu treści wiary. Szybko wspólnota religijna, w takim przypadku, zamienia się w sektę ze wszystkimi swoimi antyludzkimi i antyreligijnymi zjawiskami.

Zenon Dziedzic

a.me.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *