Kaczyński agentem Putina?

Najnowszy numer tygodnika „Do rzeczy” przynosi ciekawy tekst Rafała Ziemkiewicza „Kaczyński wygrywa Polskę. Jak tego dokonał?”. To temat numeru. Ziemkiewicz analizuje fenomen prezesa PiS, którego upór i swoista „niereformowalność”, wsparte spójną i konsekwentną narracją smoleńską, orbitującą wokół zamachu, realnie stwarzają szansę na powrót do władzy. Ziemkiewicz zauważa, że na rynku politycznym tylko Jarosław Kaczyński posiadł najlepszy sposób na objaśnianie Polakom świata, który z miesiąca na miesiąc zyskuje nowych zwolenników.

W trochę za długim artykule Ziemkiewicza, obok tez według mnie nietrafnych, znalazłem jednak taką, z którą się zgadzam. Mianowicie, że Prawo i Sprawiedliwość jest partią… moskiewską. Ten paradoksalny na pierwszy rzut oka pogląd, dla niektórych być może oburzający, jest jak najbardziej do przyjęcia. Co ciekawe, Kaczyński, jak twierdzi Ziemkiewicz, ma pełną świadomość tego, że gra razem z… Putinem. Oddajmy mu głos:

„Należałby zapytać, czy Kaczyński nie wie, że jego dojście do władzy jest w interesie Putina? Oczywiście, że wie. Ale, po pierwsze, traktuje politykę jako moralne zobowiązanie, nie tylko wobec nieżyjącego brata i innych ofiar tragedii, ale także wobec pokoleń Polaków poległych w walce o wolność. Po drugie zaś wie, że w polityce ostateczny skutek jest nieprzewidywalną wypadkową bardzo różnych starań oraz intencji, i liczy, że wygra rosyjskie przyzwolenie dla dobra państwa, analogicznie do tego, celowo wszak wypuszczony z Magdeburga Piłsudski wykorzystał w 1918 r. wsparcie Niemiec, którzy woleli mieć w Warszawie jego niż nieżyczliwych sobie endeków albo forpoczty bolszewickiej rewolucji”.

W interesującym rozumowaniu Ziemkiewicza jest fragment, który mnie nie przekonuje. Otóż, nie sądzę, żeby dało się przeprowadzić paralelę pomiędzy Kaczyńskim a Piłsudskim. O ile Piłsudski był niewątpliwie agentem niemieckim, o tyle Kaczyński z pewnością nie jest agentem rosyjskim. Z punktu widzenia Rosjan, Kaczyński nie wymaga werbunku. Jest przez nich na tyle dobrze sprofilowany psychologicznie, że z góry są w stanie przewidzieć jego reakcje, a także je prowokować, jeśli będzie tego wymagać interes Rosji.

Jeśli miałbym wskazać agentów rosyjskich w obozie smoleńskim, to na pewno szukałbym ich w związanych z PiS-em mediach, a szczególnie w tygodniku, którego redaktor naczelny, od lat dyrygujący narracją smoleńską, doprowadził ją do absurdu. Nie jest tajemnicą, że tam gdzie wylewa się demonstracyjny radykalizm i polityczny „odlot”, można zakładać działanie różnego rodzaju służb. Znajomość tego typu praktyk, to elementarz przezorności politycznej. Pozwala uchronić się przed wdepnięciem w polityczny ekskrement.

Okazuje się, że słynna „partia rosyjska” w Polsce – jak określają media smoleńskiego nurtu Polaków, którzy nie dają się porwać lansowanemu przez nie szaleństwu – istnieje na… niepodległościowej prawicy. Przyznam, że mnie to nie zaskakuje. Ma rację Ziemkiewicz, zauważając z przekąsem konfuzję Donalda Tuska, który nie może zrozumieć, dlaczego po licznych gestach wykonanych w stronę Rosji, ta ich kompletnie nie odwzajemnia. Co gorsze, gra na obniżenie autorytetu obecnego rządu.

Trudno nie zauważyć, że Rosja ma interes w tym, by postawić na człowieka, który ma „podpalić Polskę” i Unię Europejską. Człowieka, który realizując testament polityczny tragicznie zmarłego brata ma rzucić Rosji wyzwanie. Czy jest to kalkulacja realna? W niewielkim stopniu. Kaczyński nie podpali Unii Europejskiej, bo jest jej autentycznym zwolennikiem, choć ze względów taktycznych sytuującym się we frakcji jej konstruktywnych oponentów. UE jest w tej chwili jedyną realną siłą, której potencjał może Kaczyński wykorzystać na odcinku wschodnim, zwłaszcza w obszarze tzw. bezpieczeństwa energetycznego.

Reasumując. Kaczyńskiemu do sukcesu politycznego nie jest potrzebny Donald Tusk. Jemu potrzebny jest Putin. Zły Putin. Putinowi z kolei potrzebny jest na odcinku europejskim Kaczyński. Tak oto, paradoksalnie, dwaj śmiertelni wrogowie maszerują obok siebie, choć nie wspólnie. Nic nowego w polityce. Jak mawiał Bismarck, ludzie nie powinni widzieć, jak się robi kiełbasę i politykę. W przypadku Kaczyńskiego i Putina mamy do czynienia z wyjątkowo dobrymi masarzami. Kiełbasa smoleńska w ich wykonaniu z pewnością znajdzie wielu amatorów.Kaczyński agentem Putina?

Maciej Eckardt

www.eckardt.pl

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *