Sándor Márai, “Sąd w Canudos”

Sándor Márai, Sąd w Canudos, tłum. Irena Makarewicz, Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 2013, ss. 179

Książka Sándor Márai – znakomitego węgierskiego prozaika, pod doskonale dobranym tytułem „Sąd w Canudos” należy do grupy tych dzieł, które dotykają wydarzeń brzemiennych w skutki, a jakie na przestrzeni dziejów trwały tylko przez jeden, krótki moment. W tym przypadku tylko jeden dzień. I ten oto zabieg uważny i wymagający czytelnik z pewnością doceni. Konsekwencją takiego potraktowania ostatniego dnia wojny domowej w dziewiętnastowiecznej Brazylii jest mianowicie niezwykle precyzyjne i pogłębione ujęcie postaci – tych pierwszoplanowych, i tych stanowiących jedynie jej tło – ale w gruncie rzeczy dostarczających cennych spostrzeżeń – oraz samych zdarzeń mających wówczas miejsce. Odbiorca zyskuje dzięki temu wgląd w relacje, które wytworzyły się pomiędzy ludźmi, a także zaczyna pojmować mechanizmy i specyfikę ról społecznych narzuconych im przez okoliczności.

            Opowieść zawarta na kartach książki jest z jednej strony wyjątkowa – stanowi wszakże trudne do podrobienia studium konfliktu z udziałem ludzi z krwi i kości, a nie tylko figur historycznych, a z drugiej ma wymiar uniwersalny. Daje spojrzenie na mechanizmy będące prawidłami właściwymi niemal każdej waśni, w jakiej uczestniczy człowiek. Kreśli autor przy tym istotę spraw, które niegdyś przerażały, a w XX wieku pojawiły się na porządku dziennym. Zwraca uwagę – przy pomocy wymyślnych, ale i zdumiewająco przejrzystych aluzji – na to, co unicestwiło wiele istnień. Przygląda się zalążkom rewolucji, totalitaryzmom, ludobójstwu. Nic z tych rzeczy nigdy nie było człowiekowi obce, o czym autor przekonuje czytelnika, a co czytelnik rozważy w swoim sumieniu.

            Warto również docenić to, że w powieści tej pojawiają się wątki zaczerpnięte z historii Brazylii, które są nam bardzo słabo znane lub wcale. Nie oznacza to jednak, że czytelnika znudzi przywoływanie suchych faktów. Można bez wahania zagwarantować, iż zostały one zaprezentowane w świetnej formie – żywo, obrazowo, dynamicznie, a przy tym tworzą logiczną, spójną całość. Przykładowo interesujące jest studium rozkwitu i upadku sekty religijnej, na której czele stał samozwańczy prorok, nazywany Doradcą, nazywający się Antônio Mendes Maciel. Był on założycielem utopijnej, ale i anarchistycznej wspólnoty oraz Świętego Miasta. Nie było tam prawa własności, a struktura, hierarchia i zasady towarzyszące instytucji Kościoła były znamienne. Z pewnością warto pochylić się nad specyfiką obrazu powstałej na skutek tego rzeczywistości społecznej, tym bardziej, że została niezwykle ciekawie nakreślona. Fragmenty będące subtelnymi jej komentarzami zachęcają do namysłu nad proponowanymi współcześnie przez niektóre ugrupowania polityczne rozwiązaniami. Pozwalają dostrzec wpisane w nie szanse i zagrożenia. To niezwykle twórcze i oryginalne, a przez to inspirujące perspektywy. Dodatkowego kolorytu książce nadaje fakt, iż tytułowa historia została opowiedziana z punktu widzenia człowieka, który niegdyś widział, przyglądał się, ale czy… rozumiał? Otóż jest to zbiór wspomnień, spisanych po latach, O’Connela będącego żołnierzem rządowej ekspedycji, a przy tym narratora powieści. To jak widział on świat, w którym przyszło mu żyć rzuca nowe światło na poddanych Doradcy.

            Celem osób czczących Doradcę, czyli jego wyznawców było wszakże – według narratora – bezustanne oczekiwanie na nadejście apokalipsy. Oczekiwanie było sensem ich istnienia. Towarzyszyła temu nadzieja na wyzwolenie, a także szczęście wieczne – nie doczesne. Wbrew pozorom tkwiła w nich wielka siła, czego dowodem były wręcz nieprawdopodobne osiągnięcia na polu walki. Warto rozważyć co im przyświecało, jaką rolę w ich życiu pełniła religia. Opisy bardzo dobrze oddające hart ducha wojowników skłaniają natomiast do zastanowienia się nad kondycją współczesnych społeczeństw, stosunku jej członków do wartości i ich motywów do podejmowania wielkich wyzwań w imię ideałów lub człowieczeństwa.

            Ubodzy mieszkańcy utopijnego państewka trzykrotnie wychodzili obronną ręką z krwawych wojen domowych. Za czwartym razem czegoś zabrakło. Właśnie – czego? Odpowiedzi na to i wiele innych nasuwających się pytań udzieli czytelnikowi Sándor Márai w swej na każdej stronicy zaskakującej książce pod tytułem „Sąd w Canudos”. Poleca się ją nie tylko tym odbiorcom, którzy potrafią docenić dobre powieści historyczne, ale przede wszystkim również wszystkim chcącym lepiej zrozumieć i poznać człowieka wraz z jego skłonnościami, słabościami i mocnymi stronami, pojąć na czym polega jego zaangażowanie w budowanie, niszczenie – a przede wszystkim konflikt, który może – o czym przekonają się czytelnicy – zarówno burzyć, jak i budować.

Książka jest dostępna na stronie Wydawnictwa Czytelnik: http://www.czytelnik.pl/?ID=ksiazka&ID2=422

Krzysztof Wróblewski

a.me.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *