Kamiński: Złapał Kozak Tatarzyna…

Na Ukrainie sytuacja jak w dawnych wiekach na tamtejszych stepach: „Złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma”. Jednym z głównych ustaleń genewskich rozmów „czwórki” była decyzja o rozbrojeniu nielegalnych formacji paramilitarnych, zwolnieniu okupowanych budynków i opuszczeniu zajmowanych placów. Sprawa rozbija się jednak o interpretację tych uzgodnień.

Otóż problem w tym, że przedstawiciele Donieckiej Republiki Ludowej, którzy kontrolują obszar Donbasu, choć podzielają słuszność przyjętych uzgodnień, to uważają, że postulat „zwolnienia okupowanych budynków i przekazania ich legalnym użytkownikom” dotyczy przede wszystkim… tzw. rządu tymczasowego w Kijowie. „Z satysfakcją przyjmujemy to stanowisko, zgodnie z którym kierownictwo kijowskiej junty powinno bezzwłocznie zrzec się wszelkich władczych uprawnień i opuścić wszystkie organy władzy państwowej na Ukrainie, zajęte bezprawnymi metodami” – oświadczyła z pełną powagą minister spraw zagranicznych DRL Jekatierina Gubariewa.

Donieccy republikanie zauważają też, że nie czują się związani genewskimi ustaleniami, ponieważ nie byli stroną tych negocjacji. „W pełni potwierdziły się nasze ostrzeżenia o nicości prawnej i politycznym bezsensie „ogólnoukraińskiego” dialogu bez udziału uprawnionych przedstawicieli Wschodu Ukrainy i Donieckiej Republiki Ludowej” – czytamy w oświadczeniu donieckiego MSZ z 17 kwietnia. A warto zauważyć, że początkowo rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow jako jeden z warunków udziału Rosji w genewskich negocjacjach stawiał obecność na nich przedstawicieli Południowego-Wschodu Ukrainy. Zachód i Kijów na ten warunek nie przystały, Moskwa ustąpiła i teraz mamy pasztet. Donieck mówi bowiem twardo: „nic o nas bez nas”.

W tej sytuacji trudno nie zgodzić się z brutalną oceną genewskich ustaleń sformułowaną przez donieckich republikanów: „Rezultatów negocjacji nie można ocenić inaczej niż jak zbiór bezsensownych, niekonkretnych i niewykonalnych w praktyce wezwań, skierowanych nie wiadomo do kogo, podlegających realizacji w nieokreślonym terminie i w nieustalonej formie. Na ten moment nie odzwierciedlają one ani realiów politycznych, ani nowej sytuacji prawnej powstałej po proklamacji suwerennej Donieckiej Republiki Ludowej”.

Po niesławnym fiasku szumnie zapowiadanej „operacji terrorystycznej” z 16 kwietnia na Ukrainie mamy bowiem rzeczywiście do czynienia z sytuacją patową. Wschód co prawda nie jest w stanie zagrozić władzy kijowskiego rządu tymczasowego, ale też tzw. junta faktycznie utraciła kontrolę nad zbuntowanym terytorium. I, co najważniejsze, czas działa na korzyść buntowników. Władze DRL z dnia na dzień umacniają się na terenie Donbasu, kontrolują większość miast, drogi, cywilne lotnisko w Donbasie, ustanawiają graniczne posterunki, w efekcie „operacji antyterrorystycznej” dysponują nawet własną bronią pancerną. Tymczasem pozycja rządu Jaceniuka słabnie w miarę pogarszania się sytuacji ekonomicznej.

A ta przedstawia się coraz bardziej katastrofalnie. Galopuje inflacja. Od końca lutego ceny wzrosły średnio o 40 proc., podczas gdy płace stoją w miejscu, a nauczycielom zapowiedziano nawet ich zmniejszenie o połowę. Nawet w Kijowie miały już miejsce pierwsze socjalne protesty. – Staliśmy na Majdanie za godne życie, a wyszło tak, że zmieniły się osoby u władzy, a życie to samo, jeszcze gorzej się stało – głoszą przedstawiciele protestujących z organizacji „O godne życie”. „Połowa kraju nie płaci podatków, bo nie uznaje „rządu tymczasowego”, druga połowa nie płaci, bo nie ma z czego” – komentuje ukraiński dziennikarz Aleksandr Rogers. To więc może być czynnikiem decydującym o kierunku rozwoju sytuacji na Ukrainie, a nie genewskie pogawędki dyplomatów.

Jacek C. Kamiński
Myśl Polska, nr 17-18 (27.04-4.05.2014)

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *