Don Sixto de Borbón-Parma: Europa naśladuje obecnie USA, które starają się destabilizować świat

Jego zdaniem, wiele bolączek współczesnej Europy spowodowane jest tym, że utraciła ona dawne tradycje i duchowo się zagubiła. Rosji, przeciwnie, udało się, pomimo burzliwej XX-wiecznej historii, zachować tradycję i wiarę i uczynić z nich podstawę w drodze naprzód. Przyjechawszy do Moskwy na zaproszenie przyjaciół, monsignore de Burbon-Parma uprzejmie zgodził się udzielić ekskluzywnego wywiadu ITAR-TASS i wyrazić swoje zdanie na temat tego, dlaczego w Europie i w Rosji z diametralnie przeciwstawnych pozycji ocenia się to, co dzieje się obecnie na Ukrainie

Jak Pan wie, monsignore, Unia Europejska nie uznaje wyników referendum na Krymie. W Europie twierdzą, że referendum było bezprawne. Dlaczego UE odmawia uznania rezultatów wolnego wyrazu woli narodu Krymu?

To zadziwiające, że ludzie, którzy tak bronią demokracji, nie uznają tej samej demokracji, gdy nie odpowiada to ich interesom. Referendum jasno pokazało, że na Krymie powstał szeroki konsens wokół kwestii powrotu na łono ojczyzny. Ale konsens ten nie podoba się pewnym reżymom i rządom, nie wychodząc naprzeciw ich strategicznym i ekonomicznym interesom. Ten iście barani upór, z którym reagują oni na to, co ma miejsce, bardzo mnie rozczarowuje. Właśnie z tego powodu przyjechałem do Rosji, aby zobaczyć sytuację na własne oczy, nie zaś taką, jak ją przedstawiają środki masowego przekazu.

W jaki więc sposób przedstawiają one tę sytuację?

Na przykład we Francji, są trzy najważniejsze gazety codzienne: „Le Figaro”, „Le Monde” i „Libération”. Reprezentują one różne punkty widzenia w odniesieniu do spraw wewnętrznych, mówią jednak to samo, jeśli chodzi o politykę zagraniczną. Pojawia się wrażenie, że dochodzi do pewnego rodzaju ogłupiania Francuzów, i wywołuje to u mnie duży żal.

Jak, Pańskim zdaniem, to, co stało się na Krymie, wpłynęło na wizerunek Rosji w Europie?

Problem tkwi w tym, że ta, jak to Pan nazywa, Europa ignoruje historię i geografię. Między innymi kwestia Krymu posiada wymiar historyczny i geograficzny. Ale zrozumienia tego, moim zdaniem, bardzo brakuje obecnym rządom europejskim, które zapomniały lub nigdy nie wiedziały o pewnych oczywistych rzeczach. USA, Brytania, Francja i inni powtarzają, jak papugi, jedno i to samo. I bardzo żałuję porzucenia tej niezależności intelektualnej i krytycznego nastawienia, które niegdyś charakteryzowały Francuzów. I to nie tylko w odniesieniu do Rosji. Jakiś czas temu byłem w Libii – dokładnie w czasie przestępczej agresji Francji przeciw Libii, gdy wszyscy posługiwali się tą właśnie zasadą „poszukiwania diabła”. Mechanizm zawsze jest ten sam – gdy chce się pogorszyć pozycję, opinię lub przeszkodzić w decyzjach jakiegoś kraju, zaczyna się oczernianie go wszystkimi dostępnymi sposobami. Tak było w Iraku, później w Libii, od pewnego czasu w Syrii. Rosja rzecz jasna to inny przypadek. To silne mocarstwo, nie da się na nią tak po prostu napaść. Można jednak starać się zepsuć jej wizerunek, postępując wedle sprawdzonych metod. Kraje krytykujące dziś Rosję, w rzeczywistości starają się pozbawić ją jej tradycji, pamięci, terytorialnej logiki. To taka popularna koncepcja, że aby lepiej rządzić ludźmi i krajami, aby ich kontrolować i bezkarnie okłamywać, trzeba pozbawić ich pamięci i nadziei. Moim zdaniem, podobnego rodzaju gry źle skończą się przede wszystkim dla tych, którzy w nie grają. Wszyscy stają się jednakowi, tracą inicjatywę, własne cechy, swoje oryginalne korzenie na rzecz pewnego rodzaju międzynarodowych sloganów. I chcą oni, aby również Rosja, jeśli mogę tak się wyrazić, poddała się tym sloganom. Na szczęście, Rosja posiada solidny słowiański fundament. I jestem zdania, że Rosja, broniąc swojej niezależności, jednocześnie broni też naszej niezależności. Właśnie dlatego lubię przyjeżdżać do Rosji. Za każdym razem odkrywam tu coś nowego. Bywałem tu już w okresie ZSRS, i wydaje mi się, że obecnie Rosja wygląda lepiej, niż wyglądała wcześniej. Mieszkańcy zaś, jak dawniej, są gościnni i otwarci. Szczególnie mnie cieszy, że po 70 latach władzy sowieckiej Rosjanom udało się wrócić do wiary prawosławnej.

A co Pan myśli o sankcjach wprowadzonych przeciw Rosji przez USA i UE?

To zarówno głupie, jak i niegodziwe. Te sankcje, wprowadzane przeciw poszczególnym osobom, są jak ukąszenia komara. Próby wprowadzenia takich sankcji w odniesieniu do tych lub innych osób pokazują, jak niewiele ich inicjatorzy rozumieją z rosyjskiej duszy. I jeszcze mniej rozumieją z suwerennej i narodowej reakcji Rosji. W Rosji podobne działania wywołują w odpowiedzi dążenie, by zademonstrować swoją niezależność. Tak, to zarówno głupie jak i niegodziwe, pokazuje to duchową miałkość tych, którzy uciekają się do tego rodzaju manewrów.

Ale na Zachodzie mówi się także o wprowadzeniu sankcji gospodarczych przeciw Rosji. Chociaż są też tacy, którzy obawiają się, że sankcje ekonomiczne uderzą nie tylko w Rosję ale i w sam Zachód.

Oczywiście, w naszym świecie wszystko jest ze sobą wzajemnie powiązane i w tym sensie sankcje odbijają się też na tych, którzy je wprowadzają. Na dodatek, sankcje ekonomiczne ze strony Zachodu mogą popchnąć Rosję do zacieśnienia współpracy z Chinami, do zwiększenia wysiłków na rzecz strategicznego zbliżenia tych dwóch krajów. To zbliżenie może być bardzo dogodne, zarówno dla Rosji jak i dla Chin. W ogóle, sankcje to najlepszy sposób, aby skłonić Rosję do porzucenia jej tradycyjnej orientacji zachodniej. I to, moim zdaniem, byłby najbardziej niszczący skutek, jaki antyrosyjskie sankcje będą mieć dla samego Zachodu. Jeśli zwrócimy się ku historii, to zobaczymy, że Rosja dla wielu europejskich krajów odgrywała rolę stabilizującą, nie zaś destabilizującą. Wydaje mi się, że przeznaczeniem Rosji jest być swego rodzaju opiekunem krajów przezywających kryzys.

Kilka miesięcy temu, kiedy protestujący siłą zajmowali budynki administracji w Kijowie, w Europie mówiono, że mamy do czynienia z pokojowymi i zgodnymi z prawem protestami przeciwko reżymowi Janukowycza. Dziś, gdy to samo robią mieszkańcy miast na wschodzie Ukrainy, w Europie nazywa się ich postępowanie bezprawnym. Czy nie są to podwójne standardy?

Oczywiście, że są! Europa wpadła tu w swoją własną pułapkę. Kilka tygodni temu popierała ona rewolucyjne powstanie w Kijowie, dziś zaś potępia powstanie we wschodniej części kraju. Ta nieuczciwość stała się tak oczywista, tak doskonale widoczna, że Europie nie udaje się już ukryć swoich własnych wewnętrznych sprzeczności. Wszystko to wygląda nie tylko cynicznie, ale wręcz idiotycznie. Europa idzie obecnie śladem USA, które starają się zdestabilizować świat. I gdy mówią oni (tzn. Amerykanie – przyp. tłum.), że nie należy zmieniać granic, to jak w tej sytuacji nie przypomnieć Kosowa? W tamtym przypadku, z jakiegoś powodu pogodzili się oni ze zmianą granic. W ogóle, dążenie USA do tego, by udzielać moralnych lekcji – to rzecz szczególnie zajmująca. Na przeciągu wielu lat więżą oni i torturują osadzonych w obozie Guantanamo na Kubie, uważając jednak, że to w porządku. To typowe dla USA – potępiać innych za to, na co sami swobodnie sobie pozwalają. I tak, w XIX wieku wtargnęli oni do Meksyku, zajęli Texas, Kalifornię, a były to kraje, które nie miały ani angielskich, ani amerykańskich tradycji. A Ukraina, w odróżnieniu od tamtych, to w jakimś stopniu Rosja, Kijów przecież był stolicą dawnej Rusi. Tak więc Zachód demonstruje rzadko spotykany cynizm. I bardzo żałuję, że Francja nie kontynuuje dziś tych intelektualnych i dyplomatycznych tradycji, które wcześniej były dla niej charakterystyczne.

Tego rodzaju zmiany we Francji związane są z istniejącymi władzami?

Nie, przyczyną nie są obecne władze, przyczyna ta charakter dużo szerszy, spowodowane jest to tym, że Francja już od długiego czasu służy cudzym, nie zaś swoim własnym interesom. Przypomnijmy, jak półtora wieku temu Francja pospiesznie wystąpiła po stronie Brytanii przeciw Rosji, chociaż nie miała do tego absolutnie żadnych powodów: ani strategicznych, ani ekonomicznych, ani terytorialnych. Później, na początku XX wieku, Brytania była silnie zaniepokojona dynamiką rozwoju Rosji i Niemiec i szczególnie tym, że kraje te mogą zakłócić hegemonię brytyjskiej floty handlowej. Tak więc sprowokowała ona zwrócenie się przeciw sobie przez te dwa kraje, tak by doszczętnie zniszczyły się one nawzajem. Co też, rzeczywiście, się stało. Francja zaś, znowu poparła Brytanię i poniosła ciężkie straty. Brytania, oczywiście, także poniosła straty, ale udało jej się szybko dojść do siebie z pomocą USA. I jak mi się wydaje, właśnie wtedy zrodził się ten sojusz, który istnieje do dziś i w którym Brytania odgrywa rolę mózgu, zaś USA – rolę muskułów. I wiele lat później taką samą taktykę przyjęły USA, doprowadzając do wykrwawienia się nawzajem przez Irak i Iran. Możliwe, że tą samą taktykę chcieliby oni dziś zastosować przeciw Rosji, ale ona, na szczęście, wie, jak się bronić. Co się tyczy Francji, to w przeszłości między elitami dwóch naszych krajów (tzn. Francji i Rosji – przyp. tłum.) istniało szczególnego rodzaju wzajemne zaufanie, do którego dziś musimy koniecznie wrócić. Niestety, zamiast tego, obecne władze francuskie zdecydowały się po raz kolejny realizować cudze interesy.

Przy okazji, we Francji władze prowadzą walkę przeciwko Frontowi Narodowemu, przyklejając mu łatkę ekstremistycznej, skrajnie prawicowej partii. Dlaczego zatem nie krytykują one skrajnie prawicowych radykałów, którzy współtworzą obecne władze w Kijowie?

Mówiąc szczerze, nie chcą ich krytykować. A wszystko dlatego, że dojście do władzy tych radykalnych, nacjonalistycznych elementów do czasu pozwala Europejczykom realizować swoje własne interesy, które, jednak, tak na marginesie, w ogóle nie są zgodne z interesami Ukrainy. W ogóle, jawność celów Zachodu osiąga już poziom absurdu. Zachód powinien bardziej maskować swoje prawdziwe interesy, ale nawet nie próbuje tego robić.

Co, Pańskim zdaniem, należałoby zrobić dla zmniejszenia napięcia na Ukrainie? Rosja, na przykład, radzi rozważyć możliwość federalizacji lub regionalizacji. A jakie jest Pańskie zdanie?

Chciałbym powstrzymać się od dawania porad. Ale co do zasady, idea ustroju federalnego wydaje mi się w odniesieniu do Ukrainy całkiem sensowna. Ogólnie, wydaje mi się, że prawdopodobne są dwa warianty rozwoju sytuacji: albo Ukraina pójdzie drogą federalizacji i dzięki temu przetrwa jako jedno państwo, albo w rezultacie wewnętrznych sprzeczności Wschód oddzieli się od Zachodu kraju. W obydwu jednak przypadkach, wydaje mi się, że Rosja będzie musiała wziąć na siebie rolę opiekuna. Wydaje mi się to leżeć w rosyjskiej tradycji – sprawować opiekę, bronić, ale przy tym nie narzucać swojej własnej władzy, jak i nie pozwalać, by zrobili to inni. W tym sensie, Ukraina znalazłaby się pod swego rodzaju rosyjskim protektoratem.

Rozmawiał Andrei Nizamutdinow (ITAR-TASS)

(z języka rosyjskiego tłumaczył: Ronald Lasecki)

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *