Karnowscy jak Czarzasty. Tylko bez dystansu

Uff … No to mamy odpowiedź! Michał Karnowski wreszcie odpowiedział na moje pytania dotyczące przypuszczalnego wsparcia Uważam Rze i portalu wpolityce.pl przez PiS (http://wpolityce.pl/dzienniki/jak-jest-naprawde/20883-w-odpowiedzi-arcykatolickiemu-janowi-f-libickiemu-ale-wczesniej-kilka-spraw-o-ktore-arcyniezalezny-senator-nigdy-nie-zapyta).

To ważna deklaracja. Przynajmniej w tej sprawie mamy jasność. I trzeba mieć nadzieję, że ta klarowność się nie zmieni. Trzymam kciuki.

Wybitny dziennikarz nazywa mnie prześmiewczo arcyniezależnym i arcykatolickim. Otóż ja nigdy o sobie tak nie twierdziłem. Nie ma więc za bardzo czego wyśmiewać. W przeciwieństwie do mojego polemisty, który z częstotliwością strzelającego karabinu maszynowego ogłasza wszem i wobec swoją niepokorność, niezależność i stanie po stronie prawdy, ja tego nie robię. Bo wiem, że politycznie niezależnym może być tylko premier bądź prezydent. Inni politycy mają niezależność ograniczoną. I tak miałem ją na przykład ograniczoną gdy za rządów Jarosława Kaczyńskiego z niesmakiem musiałem głosować za koalicją z Samoobroną. Dziś mam ją ograniczoną, gdy z kwaśną miną muszę głosować za podniesieniem składki rentowej. Znam życie i zawód polityka. I dlatego takiej deklaracji nie złożę. Rozumiem, że mój adwersarz przeciwnie – ma do tego prawo. Niech jednak pamięta, że takie deklaracje stawiają go pod szczególną lupą.

Ta ograniczona niezależność kończy się jednak w momencie, gdy w grę wchodzą sprawy sumienia. Ale tutaj akurat kłopoty ma zarówno PiS jak i Platforma. Tyle tylko, że gdy chodziło choćby o ochronę życia, to wierność swojemu sumieniu w PO kosztowała 1000zł. W PiSie – groźbę usunięcia z wyborczej listy. Do dziś pamiętam jak polityczny guru Karnowskiego, Jarosław Kaczyński mówił, że skoro jego posłowie domagają się autonomii w sprawie głosowania nad ochroną życia, to on woli mieć klub mniejszy. Złożony ze starych druhów, co to zachowali i rubla i cnotę. Która z tych sytuacji jest lepsza, pozostawiam do oceny czytelnikom.

Ciekawy jest zarzut arcykatolickości, który formułuje Karnowski . Tu bowiem dochodzimy do największego politycznego oszustwa III RP. Otóż oszustwem tym jest zdominowanie opinii katolickiej przez laicki element niepodległościowy. Tak oto więc arcykatolicka nie jest wierność dogmatom czy nauce społecznej Kościoła ale właściwy pogląd na lustrację czy przyczynę katastrofy smoleńskiej. Pisałem już na tym blogu, że gdy z Wałów Jasnej Góry wpływowy hierarcha zamiast o prawdach wiary mówi o prawie narodu do prawdy o Smoleńsku, to robi się niebezpiecznie. Wydziwiając nad moją „arcykatolickością” Karnowski podąża dokładnie tym samym, zabójczym dla opinii katolickiej tropem.

Pyta mój adwersarz: Co to za odwaga, domagać się ujawnienia wielorakich form wsparcia z jakich mogą korzystać jego media? To odwaga rzecz jasna żadna. To nie odwaga, a mała szpileczka mająca przebić napompowany nie wiadomo czym balon moralnej wyższości cechujący niestrudzonych dziennikarskich szermierzy prawdy. Pytanie jednak, dlaczego taka mała szpileczka wywołuje, aż tak nerwową reakcję? Reakcję, która każe definiować samo to pytanie jako ohydne. Czy nerwy te biorą się z tego, że pytanie to było zadane wyjątkowo celnie? Słyszymy, że nie. No to dlaczego? Może właśnie dlatego, że przerywa ono Karnowskiemu błogi stan tej właśnie moralnej wyższości. Wyższości na oparach, której unosi się radośnie niczym napełniony helem nędzny odpustowy balonik. I jeszcze słowo o odwadze. Słowo to, to pytanie co taką odwagą rzeczywiście jest? Czy jest nią wieczny protest? A może budowa równoległego świata, który za punkt honoru bierze sobie absolutny brak wpływu na realny stan polskich spraw? Warto trochę uważniej poczytać ostatnie teksty Łukasza Warzechy. Gorąco polecam! Dla mnie odwagą tą jest raczej zabieganie o konserwatywne wartości w ramach dużej, rządzącej partii. Jako częsty uczestnik spotkań parlamentarzystów PO o zapatrywaniach konserwatywnych zapewniam Karnowskiego, że toczą się tam bardzo interesujące dyskusje. Dyskusje, które mają realny wpływ na rzeczywistość. Co więcej, dyskusje których w PiSie nigdy nie prowadzono.

Mój zacny polemista podaje przykłady finansowania z publicznych środków Krytyki Politycznej, czy imprez Kuby Wojewódzkiego. Też mi się to nie podoba. Muszę jednak uznawać, że będąc w dużej partii, złożonej z różnych środowisk muszę zaakceptować sytuację, w której popierane są różne inicjatywy. Nawet takie, z którymi się głęboko nie zgadzam. Rozumiem, że Karnowski uważa inaczej. Że kiedy dojdzie do władzy, to strumień publicznych pieniędzy popłynie wyłącznie do Gazety Polskiej, Uważam Rze czy innych tego typu mediów. Szczerze kibicuję i życzę powodzenia.

Najzabawniejszy jest jednak zarzut, że oto finansowane z publicznych pieniędzy kampanie, realizowane są w Gazecie Wyborczej. Pytanie jest więc, gdzie mają być realizowane, jeśli nie w największym krajowym dzienniku? W Gazecie Polskiej? W Naszym Dzienniku? A może w kwartalniku Klubu Zachowawczo Monarchistycznego? Zachęcam do podjęcia takiej operacji. Taka kampania z pewnością będzie miała ogólnopolską docieralność.  Myślę, że poseł Artur Górski z przyjemnością zaangażuje się w to przedsięwzięcie.

Krótko mówiąc trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy chce się być mniej czy bardziej wpływową mniejszością w PO, mniejszością z własnym ministrem sprawiedliwości, czy też lepiej być większością w PiS? Większością w istotnych sprawach de facto pełniącą rolę mniejszości. Czy z punktu widzenia wartości chrześcijańskich lepiej mieć jawnego i zdeklarowanego przeciwnika, czy deklaratywnego sojusznika, którego prawdziwym celem jest ich instrumentalizacja? To trochę tak, jakby związek zawodowy leśników, chcąc bronić się przed zadeklarowanymi zwolennikami wyrębu lasów, udał się pod opiekę tych, którzy głośno krzyczą,  że będą ich bronić. Biedni leśnicy nie wiedzą jednak, że ich obrońcy chcą wykorzystać ukochane przez nich lasy jedynie jako dobry materiał do podpalenia całej okolicy. Tylko tyle i aż tyle. Tak mniej więcej widzę różnice między dwiema gazetami: Polską i Wyborczą. I to jest dokładnie powód i przyczyna mojej publicystyki, a nie obawa o jakąś wyimaginowaną stratę.

Wreszcie na koniec. Informacje, że portal wpolityce.pl utrzymywany jest z zaległych pensji redaktorów Karnowskich i Piotra Zaremby bardzo mnie zasmuciła. Jest bowiem gorzej niż myślałem. Pewien młody i wpływowy konserwatywny polityk, nie należący ani do PiS ani do PO, porównał rolę jaką dla PiS odgrywają bracia Karnowscy do roli jaką dla SLD odgrywa Włodzimierz Czarzasty. Nie jest to moja, ale niezwykle trafna i błyskotliwa opinia. Zgadzam się z nią w zupełności. Dlaczego jest jednak gorzej niż myślałem? Otóż dlatego, że w porównaniu z Karnowskimi, Czarzasty miał w SLD większe wpływy niż oni w PiS. No i zdecydowanie większy i zdrowszy dystans do swojej działalności. I właśnie odrobiny takiego dystansu, u początku 2012 roku, Michałowi Karnowskiemu życzę.

www.facebook.com/flibicki

Jan Filip Libicki

-asd

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Karnowscy jak Czarzasty. Tylko bez dystansu”

  1. Wczoraj nie było Libickiego na portalu, ale okazało się, że radość z jego zniknięcia jest przedwczesna. To tylko jeden dzień, dziś dla odmiany jest podwójnie. W ogóle to współczuję panu Libickiemu tego niesmaku z powodu złupienia mnie wyższą składką rentową. Na przyszłość życzę zamiast zdolności przezwyciężania niesmaku trochę więcej odwagi.

  2. P.S. A kiedy to pan senator poniósł koszt 1000 zł za wierność sumieniu w PO? Jakoś nie przypominam sobie w bieżącej kadencji takiego głosowania w senacie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *