Kijów zamiast Budapesztu?

Dodając do tego impas w sprawie TK oraz miażdżące dla Polski opinie społeczności międzynarodowej, na czele z UE oraz Stanami Zjednoczonymi, lustrację zataczającą coraz szersze kręgi (po odcinku lustracyjnej telenoweli „TW Bolek” przyszedł czas na „TW Faraona”), najnowsze ruchy kadrowe w TVP (nominacja Dawida Wildsteina; kiedy Matt Tyrmand?) oraz podniesiony do rangi oficjalnej ideologii państwa, rozbuchany do niebotycznych rozmiarów kult żołnierzy wyklętych, idący w parze z nowymi szczepami choroby na Moskala, otrzymujemy pełny obraz „dobrej zmiany”.

Równolegle, w łonie obozu postsolidarności trwa w najlepsze bratobójcza walka, w której obie strony widzą w swoich antagonistach zbrojne ramię putinowskiej Rosji. Dla luminarzy PiS-u to KOD-owski Majdan ma stanowić początek hybrydowej agresji wymierzonej w Polskę, zaś dla PO z Nowoczesną to PiS jest trojańskim koniem Putina w Europie. Raz eksponentem woli Putina ma być Tusk, innym razem zaś Kaczyński. Oskarżenia o recydywę stalinizmu i powrót do „mrocznych czasów PRL-u” padają to z jednej, to z drugiej strony. Co i rusz adwersarze przywołują Gomułkę, Stalina, Jaruzelskiego i Putina. Jak słusznie ktoś zauważył, widoczny brak woli walki i inercja w szeregach PO wynikają właśnie z identycznej z pisowską genealogii. Politycznego abecadła i politycy PiS, i PO uczyli się na pismach Jana Józefa Lipskiego z jednej strony, Juliusza Mieroszewskiego i Jerzego Giedroycia z drugiej. Co bardziej radykalni pobierali nauki u Józefa Mackiewicza. Nie mogąc wyzwolić się z myślowego dogmatyzmu, skazują Polaków na kolejne odsłony tragikomedii, która zdaje się nie mieć końca. Dochodzący do tego chaos prawny i polityczny klincz dopełniają jedynie całości obrazu.

Środowiska narodowe nigdy nie traktowały ustroju państwa, tak politycznego, jak i gospodarczego, jako dogmatu. Były one zawsze oceniane z perspektywy realizacji celów wspólnoty narodowej. Czy jednak obecna odsłona rządów, nie będących wszak, jak chcą jej adwersarze, nową odsłoną komuny, a raczej schyłkowej sanacji, przyniesie Polsce coś poza nieustającą awanturą i chaosem, przypominającymi w dużo większym stopniu miast Budapesztu nad Wisłą praktyki rodem z „sojuszniczego” Kijowa?

Maciej Motas

Myśl Polska, nr 13-14 (27.03-3.04.2016)

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Kijów zamiast Budapesztu?”

  1. Przepychanka żydo-pedało-masońskich lachociagów, połączona z maskirowką, coby się ino ludziska nie zorientowały, że ich od 1989 roku dyma “żyd, ubek, mason i pedofil”. I to “w każdy otwór”. Bo jakby sie zorientowały, to moglbysmy mieć skrzyżowanie Powstania Chmielnickiego z Rewolucja Bolszewicka i Nocą Kryształową, i ludzie byliby głusi na p*lenie o “miłosmierdziu”, wybaczaniu, grubych kraskach i trzecich policzkach (zwłaszcza cielęcych).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *