Klęska Jarosława, klęska pamięci

Wczoraj minęła pierwsza rocznica katastrofy smoleńskiej. Oceńmy ją dziś trochę inaczej. Z punktu widzenia statystyki. Bo liczby nie kłamią. Warto na nią spojrzeć zwłaszcza od strony tak zwanych obchodów niezależnych. Organizowanych przez PiS. Dokładnie rok temu, gdy ciało tragicznie zmarłego prezydenta jechało ulicami Warszawy z Okęcia na Krakowskie Przedmieście, witały je tłumy. Trudno Hannę Gronkiewicz – Waltz nazwać zwolenniczką braci Kaczyńskich. To wedle jej szacunków na ulice stolicy wyległo wtedy 800 tysięcy ludzi. Dziś najwyższa (podana przez PAP) liczba to 7 tysięcy. W 2007 roku na warszawską listę PiS oddano 250 tysięcy głosów. A więc dziś pod Pałac Prezydencki przyszło jakieś 3% jego ówczesnych warszawskich wyborców. I mniej niż 1% tych, którzy wylegli na ulice rok temu. Byli to warszawiacy, a więc ludzie, którzy na miejsce owych „niezależnych” obchodów mogli dojść piechotą. Ta niewielka grupa smoleńskich żałobników zebrała się po olbrzymiej mobilizacji. Nawoływaniach klubów Gazety Polskiej i Radia Maryja. A więc frekwencyjna klęska.

Dlaczego? Moim zdaniem to wynik konfrontacyjnego języka szefa PiS. I nie tylko języka. To także przekonanie jego własnych zwolenników, że to zwyczajnie nie przyniesie sukcesu. Że sprowadzenie przez niego własnych posłów do roli kiboli przewracających barierki i szarpiących się z policją do niczego dobrego nie prowadzi. Że walka o pamięć własnego brata przy głuchocie na świtoniowe oskarżenia jest zwykłą hipokryzją. Że stwierdzenia „Prezydent walczył o Polskę i może dlatego nie ma go już wśród nas” czy „Prezydent poległ.” są zwyczajnymi narzędziami politycznej walki. Nabrało się już na to jedynie 30% liczby kibiców z ostatniego meczu drugo ligowej Warty Poznań z KSZO Ostrowiec. Mizernie jak na lidera opozycji… Szkoda tylko, że ten lider zaryzykował w tej grze klęską pamięci. Pamięci o bracie – Prezydencie Rzeczpospolitej. I to jest chyba największa klęska Jarosława Kaczyńskiego.

Jan Filip Libicki

[aw]

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Klęska Jarosława, klęska pamięci”

  1. Sam tego nie widziałem, ale pisał mi znajomy, że pos. Artur Górski „bił się z policjantami jak rasowy konserwatysta” 🙂

  2. gdy warchołem jest 1 osoba – idzie do pudła za zakłócanie porz. publ, gdy partia – mamy do czynienia z „polityką”:)

  3. Rzuciłem okiem na wczorajsze relacje w reżymowych mediach . Powiem Państwu tak – trudno o to, by nie zwrócić śniadania i obiadu na widok tego, gdy tzw. prawica (w mniemaniu mainstreamowych mediów oczywiście) hańbi: powagę mandatu poselskiego (pomimo, że demokrację uważam za czarci pomiot . .), szacunek wobec śmierci (mimo wszystko) ochrzczonego człowieka (jeśli wpisywać się w retorykę partii Prawo i Sprawiedliwość – walka o pamięć zmarłego Lecha K.), powagę konstytucyjnie najwyższego, choć symbolicznego i reprezentacyjnego, urzędu w Rzeczypospolitej (niezależnie, czy mamy zafundowany demoliberalny syf, czy władza jest autorytarna – co akurat byłoby zbawienne dla tego Narodu, tych Granic itp.). A może tak delegalizacja?

  4. Tylko że przez ostatni weekend media mówiły językiem Kaczyńskiego. Jak zauważyli już krakowscy Stańczycy niepodległościowcy-insurekcjoniści są mistrzami emocjonalnej manipulacji. Od 300 lat potrafią skutecznie zwodzić naród i prowadzić go od katastrofy do katastrofy. Jakże do dzisiejszego zachowania kręgów patriotyczno-katolickich pasują dotyczące insurekcjonistów słowa Pawła Popiela: „jakaś niewiadoma siła kierowała opinią i krokami kraju, który jak chory na ciele i umyśle, odtrąciwszy biegłych lekarzy, uwierzył szarlatanom, a odtrącając zdrowe lekarstwo podane mu w odpowiednich instytucjach, oddawał się ŻAŁOBIE, AGITACJI i NADZIEI”. W przypadku ostatniej „afery tablicowej”, na nowy szantaż emocjonalny dali się nabrać nawet najrozsądniejsi komentatorzy. Dopiero dzisiaj np. wycofywał się w Polskim Radiu ze swoich wcześniejszych weekendowych twierdzeń były ambasador Ciosek, twierdząc że został wprowadzony w błąd (i obwinił o całą sytuację polski MSZ, który wiedząc o problemie od listopada umywał ręce i nie rozwiązał problemu – oczywiście Ciosek ma w tym przypadku rację). Nie trzeba było być specjalnie przewidującym, by wiedzieć, że jeżeli SAMOWOLNIE na terytorium OBCEGO PAŃSTWA, stawia się tablicę zawierającą sformułowanie sprzeczne z oficjalnym stanowiskiem tego państwa, to skończy się to awanturą. Oczywiście tablica została postawiona w Smoleńsku przez kręgi związane z Pis-em od początku ze ZŁĄ WOLĄ. Oni nie chcieli akceptowalnej dla władz rosyjskich formuły napisu na tablicy. Oni od początku chcieli wywołania międzynarodowego napięcia oraz atmosfery antyrosyjskiej histerii w kraju. Wykorzystywanie tragicznie zmarłych przez pisowskich prowokatorów do prowadzenia cynicznych rusofobicznych gierek jest moralnie dość obrzydliwe, ale jak stwierdzali już Stańczycy, sumienia insurekcyjnych nikczemników są zupełnie wypaczone. Mimo że insurekcjoniści wręcz wycierają sobie gęby patriotyzmem, to jednak, jak stwierdził już dawno Dmowski, nie jest to patriotyzm, ale zwykła nienawiść. Żaden insurekcjonista-rusofob nie ocenia działań, celów, wydarzeń pod kątem tego, czy służą one czy nie służą polskiemu interesowi. Dla niego eskalacja antyrosyjskich emocji jest wartością samą w sobie, a jego jedynym życiowym celem, jest zrobienie wszystkiego, aby takie emocje podgrzać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.