Konecka: Czy Rumunia połknie Mołdawię?

W ciągu ostatnich dekad w Mołdawii zachodzą złożone procesy polityczne i gospodarcze. Wbrew powszechnemu przekonaniu ekspertów główną przyczyną takiego stanu rzeczy są nie tyle czynniki historyczne i geopolityczne, wpływające na wybór wektora polityki zagranicznej, lecz w istocie mamy do czynienia z klasycznym dylematem państwa granicznego, znajdującego się na styku dwóch bloków cywilizacyjnych. Jednocześnie też obserwujemy wewnętrzne przemiany polityczne na obecnym etapie powodowane przede wszystkim zatarciem tożsamości narodowej. Jej brak stopniowo wyzwala i wzmacnia idee separatystyczne i antypaństwowe, co prowadzi do sytuacji, w której głównym problemem mołdawskiej państwowości staje się unionizm – ruch na rzecz zjednoczenia Mołdawii z Rumunią.

Dwa państwa rumuńskie kontra Wielka Rumunia

Bukareszt swoją polityczną aktywność w Mołdawii od początku lat 90-tych wiązał z koncepcją „dwóch państw rumuńskich”. Jednak wpływy rumuńskie zaczęły systematycznie rosnąć zwłaszcza począwszy od pierwszej dekady XXI wieku. W 2007 roku Rumunia stała się pełnoprawnym członkiem UE, do NATO została wciągnięta już w 2004 r, w ten sposób uzyskując nowe mechanizmy wpływu na Mołdawię, która w 2005 roku oficjalnie przyjęła kurs na integrację europejską. Jednocześnie w 2004 roku w osobie Traiana Băsescu do władzy w Rumunii doszedł zagorzały zwolennik idei „Wielkiej Rumunii”, jasno deklarujący, że zjednoczenie z Mołdawią musi być najwyższym priorytetem po przystąpieniu do NATO i UE.

Opcja pro-rumuńska stopniowo zwiększa swój zasięg społeczny, o czym świadczy porównanie danych ze spisów powszechnych z 2004 i 2014 r. Wskazują na umacnianie się poglądów pro-rumuńskich (odpowiednio 2,2% i 7% ankietowanych określa się jako Rumuni). Ponadto około 150 tysięcy mieszkańców Mołdawii potwierdziło, że posiada obywatelstwo rumuńskie. Z roku na rok liczba ta rośnie i do grudnia 2018 r. osiągnęła 800 tys. osób – wynika z danych Krajowego Urzędu ds. Nadawania Obywatelstwa. Posiadacze podwójnego obywatelstwa zachowują większość miejsc w Trybunale Konstytucyjnym, są także członkami parlamentu Mołdawii. Nastroje unionistyczne są wyraźnie widoczne przy wyborach parlamentarnych: w latach 2001-2014 partie pro-rumuńskie otrzymały od 8,2% do 14,7% głosów, choć ugrupowania wprost unionistyczne nie uzyskiwały dotąd żadnych mandatów poselskich.

Wpływ na te zjawiska miała także polityka celowej romanizacji, wprowadzona do systemu edukacji w latach 90. ubiegłego wieku, wpływając negatywnie na tożsamość narodową mołdawskiego społeczeństwa. W tym kontekście Rumunia świadomie prowadzi politykę przyciągania mołdawskiej młodzieży do programów edukacyjnych na własnych uniwersytetach. Kształcenie na rumuńskich uczelniach, dostępne i atrakcyjne dla mieszkańców Mołdawii ze względu na bezpłatne miejsca w pełnym wymiarze godzin (w 2016 r. było ich aż 5,6 tys.), staje się powszechne i ma na celu ukształtowanie świadomości młodzieży w duchu unionizmu. A absolwenci rumuńskich uniwersytetów stają się wszak aktywnymi uczestnikami mołdawskiego życia kulturalnego, społecznego, ekonomicznego i politycznego. Z rumuńskich instytucji edukacyjnych wywodzą się znani politycy o poglądach pro-rumuńskich. Są wśród nich były przewodniczący Sądu Konstytucyjnego Alexandru Tănase, były burmistrz stolicy Mołdawii, przewodniczący Partii Liberalnej Dorin Chirtoacă, były premier Mołdawii Vladimir Filat, były przewodniczący parlamentu Andrian Candu, były przewodniczący Banku Narodowego Dorin Drăguțanu i wiele innych.

I wreszcie po trzecie, Rumunia zapewnia systematyczne wsparcie dla sektora pozarządowego i informacyjnego Mołdawii. Stworzone jeszcze w latach 90-tych. Ministerstwo ds. Stosunków z Diasporą Rumuńską do połowy poprzedniej dekady osiągnęło naprawdę znaczące wyniki dzięki finansowaniu szeregu kluczowych źródeł medialnych, takich jak agencja informacyjna UniMedia, gazeta Timpul, tygodnik Literatura Si Arta, oraz stacja radiowa Vocea Basarabiei. Sektor młodzieżowy grupy pro-rumuńskie przyciągają szkoleniami i seminariami, które otwarcie promują idee antypaństwowe. Innym narzędziem oddziaływania Bukaresztu jest Kościół, którego działalność została wznowiona decyzją Synodu Rumuńskiej Cerkwi Prawosławnej w październiku 2007 roku, przy znacznym dofinansowaniu aktywności Metropolii Besarabskiej.

Na skróty do Europy?

Europejski kurs” Mołdawii stał się dla Rumunii trampoliną do promowania własnych interesów. W tym kontekście Bukareszt przejął rolę mentora i mediatora w stosunkach UE z Mołdawią. Ideolodzy unionizmu argumentują, że podpisanie umowy stowarzyszeniowej z UE i zniesienie reżimu wizowego sprzyja budowaniu więzi między ludnością Mołdawii i Rumunii. Ruch bezwizowy między oboma krajami istniał jednak jeszcze przed przystąpieniem Rumunii do UE w 2007 r. Bukareszt pozycjonuje się jako udany model przystąpienia do Unii Europejskiej, co – łagodnie mówiąc – odbiega od faktów, nie przeszkadza jednak w wykorzystywaniu na każdy możliwy sposób status członkostwa w UE w relacjach z Mołdawią, na czele z oczywiście z hasłem ominięcia kolejki do Unii przez proste (?) zjednoczenie[i].

Oprócz istniejących programów europejskich Rumunia od 2010 roku udziela bezprecedensowych, nieoprocentowanych pożyczek oraz otwiera własny rynek na eksport mołdawskich towarów. Według mołdawskiego urzędu statystycznego w ciągu 20 lat udział Rumunii w mołdawskim eksporcie wzrósł z 7% do 25%, podczas gdy import wzrósł odpowiednio z 9% do 14%. Ważnym aspektem jest również budowa infrastruktury transportowej zapewniającej dostawy gazu do Mołdawii przez transgraniczny gazociąg Iasi-Ungheni.

Mołdawianin, nie Rumun!

A jednak… Jednak nawet biorąc pod uwagę rozwój idei unionistycznych w Mołdawii, jej wchłonięcie przez Rumunię nie wydaje się obecnie możliwe z kilku powodów. Retorykę dotyczącą „dwóch państw rumuńskich” można uznać za nie do utrzymania ze względu na fakt, że większość ludności Mołdawii (do 75%), według spisu z 2014 roku, akceptuje mołdawską państwowość i tożsamość. Społeczeństwo utrzymuje niezmiennie wysokie poparcie dla sił lewicowych, które propagują idee mołdawianizmu, w zgodzie zarówno z interesami Mołdawian, jak i mniejszości narodowych, w tym przedstawicieli mniejszości rosyjskojęzycznej. Fałszywy unionizm byłby więc rozbiciem tej – budowanej nie bez trudności, ale realnej – jedności mołdawskiego społeczeństwa.

Ważne jest również zrozumienie, że idee zjednoczenia z Rumunią mają praktycznie zerowy potencjał w Naddniestrzu, autonomii Gagauzów i na północy Mołdawii, gdzie większość stanowią w praktyce… mniejszości narodowe. W kręgach politycznych panuje wyraźne zrozumienie, że utrata niepodległości pociągnie za sobą natychmiastowe oddzielenie tych terytoriów od Mołdawii. Podstawowym czynnikiem odstraszającym Rumunię jest jednak brak poparcia dla idei unionizmu wśród krajów członkowskich UE, w tym Polski. Europejskie elity polityczne wyraźnie trzymają się kursu nienaruszalności granic państwowych, wychodząc z założenia, że wszelkie zmiany terytorialne na mapie Europy mogą stanowić precedens dla nowych (a właściwie dla „zapomnianych”) sporów terytorialnych. W tym duchu Rumunia może stawić czoła separatystycznym nastrojom Węgrów w Siedmiogrodzie, którzy nalegają na specjalny status dla regionu Partium i umocnienie statusu autonomii w odniesieniu do terytorium Székely. Ponadto nie ulega wątpliwości, że władza polityczna w samej Rumunii również przechodzi okres permanentnej niestabilności, w związku z czym brakuje jej narzędzi politycznych do wypracowania spójnej polityki zagranicznej wobec państw sąsiednich.

Przeanalizowanie wszystkich tych czynników pozwala zatem przypuszczać, że wzrost nastrojów pro-rumuńskich i idei unionistycznych w mołdawskim społeczeństwie z pewnością stanowi poważne zagrożenie dla rozwoju i istnienia Mołdawii jako całości. W kraju wyłania się nowa rzeczywistość polityczna, w której siły antypaństwowe zachowują wpływ na proces polityczny, przyczyniając się do dalszego rozsadzania społeczeństwa obywatelskiego. Jednocześnie polityka państwowa Mołdawii okazuje się w tej materii absolutnie nieefektywna, nie mając ani skutecznych instrumentów politycznych, ani potencjału by równoważyć wpływy unionistyczne, łatwe do odnalezienia nawet w kręgach rządzących Mołdawii. Brak mechanizmu kontrolnego w państwie ostatecznie przenosi wpływ polityczny na graczy zewnętrznych. Można więc argumentować, że przyszłość Mołdawii w większym stopniu zależy od dużych graczy regionalnych, czyli od Unii Europejskiej i Rosji oraz od ich woli politycznej do utrzymania status quo na kontynencie europejskim.

Linda Konecka

[Głosów: 14   Average: 4.3/5]
Facebook

6 thoughts on “Konecka: Czy Rumunia połknie Mołdawię?”

  1. Jak widać, zainteresowanie Rosji Naddniestrzem ciągle żywe. I jej pretensje do decydowania o zmianie granic w Europie także.

  2. sama autorka przypomina, że Rumunia jest członkiem NATO i EU a więc konsekwentnie, cokolwiek te robaczki (rumuni) robią to mają ‘parasol’ ochronny NATO i EU i oczywiście Francji (‘historyczne’ związki jak również sposób bycia>niejaki 5th-century Wallachian Prince Vlad the Impaler nie wziął się z ‘sufitu’)
    Mołdawia leży ‘między’ Rumunią a Ukrainą>też kraikiem ‘specjalnej’ troski NATO, USA i EU. Rozważanie czy ‘rumunia’ być wielka czy jeszcze większa (bo Nadniestrze) etc jest BEZPRZEDMIOTOWE.
    Uzupełnię te pisania o taką organizację jak yalta european strategy>>https://yes-ukraine.org/en/about/yes-board
    a tam kwachu (patron ‘lewicy’ dzisiaj), Bildt, etc
    a ojcem ‘założycielem’ yes-ukraine/.org to Pinczuk (oligarcha) >zięć Kuczmy (kumpel Kwacha z dawnych czasów).
    BTW żaden robaczek między Bugiem a Odrą ‘nie ośmielił’ się zauważyć zamachu w 2014 (tzw. Majdan) gdzie zarówno Sikorski+Bildt + Nuland mieli ‘udział’ (Nuland ‘wkład’>F…CK EU)
    ale także dorabiania Kwacha w radzie nadzorczej Burisma>razem z Hunterem Biden, synalkiem swojego tatusia
    Joe “creepy’ Biden.
    Ale nas interesuje tylko jak dokopać ‘ruskim’ a te się jakoś nie dają pomimo ‘recept’ Brzezińskiego.
    Rumunia może se chcieć tak samo jako państwo sezonowe zwane RPjakiśtamnumer>szczególnie pod światłym kierownictwem Kaczyński-Morawiecki jr-Maciarewicz-czy JEGO EKSELENCJA duda, który w życiu nie dostanie Legii Honorowej (jak trzaskowski) czy przestąpi progu Buckingham Palace (czyli wizyty u HMajesty)>wiocha to wiocha.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *