Koniec mitu dywersyfikacji?

Wśród umów podpisanych przez prezydenta Janukowycza podczas pobytu w Aschabadzie w dniach 12-14 lutego – znalazło się i to najbardziej oczekiwane memorandum gazowe. Przygotowania do otrzymywania dostaw bezpośrednio z Turkmenistanu (i przekazywania go następnie na Zachód) trwały od kilku lat. Minister energetyki Ukrainy Eduard Stawicki jeszcze w czwartek (21 lutego) w Brukseli zapowiadał rozpoczęcie dostaw turkmeńskiego gazu jeszcze w tym roku w ilości nawet 10 miliardów metrów sześciennych gazu. Prezydent Janukowycz zmuszony był ostudzić te zapały podnosząc, na podstawową trudność w transporcie surowca bez zgody władz Federacji.

Nie chciałbym przeceniać naszych możliwości i szans Turkmenistanu – przyznał prezydent w wywiadzie na żywo udzielony w piątek (22 lutego) programowi “Діалог з країною”. – Ukraina będzie eksportować turkmeński gaz i przekazywać go do Europy, ale po uzyskaniu zgody Rosji – podkreślił Janukowycz. – Musimy być realistami i opierać się przede wszystkim na własnych siłach – dodał prezydent Ukrainy zaznaczając, że sytuacja w basenie Morza Kaspijskiego jest złożona i nie może być jednostronnie rozstrzygana bez udziału Federacji Rosyjskiej. Również prospekty emisyjne euroobligacji ukraińskich na rok 2013 nie przewidują dostaw gazu z Turkmenistanu.

Deklaracje Janukowycza nie po raz pierwszy pozostają w pewnej kontrze do jego czynów, zaś dyplomacja prezydencka Ukrainy różni się niekiedy poważnie od rządowej. Z drugiej strony to „doniecki Machiavelli” ma w tym przypadku rację. Wszelkie – żywe także w Polsce – wizje dywersyfikacji dostaw surowców energetycznych z pominięciem i wbrew Rosji – są oderwane od rzeczywistości. Zwłaszcza Ukrainy nie stać w tym przypadku na narażanie się na otwarty konflikt z potężnym sąsiadem tylko w imię projektu, który w każdej chwili może zostać praktycznie udaremniony przez Rosjan, a także dla pięknych oczu Zachodu. Szkoda zresztą, że akurat w tym przypadku Warszawa nie bierze przykładu z Kijowa.

Wśród polskich decydentów (ale co gorsza także w części oczadzonej przez nich opinii publicznej) postulat „bezpieczeństwa energetycznego” ma posmak wyłącznie i jednoznacznie anty-rosyjski, a więc koniec końców sprowadza się nie tyle do realnych zmian naszej polityki energetycznej, co do jak najbardziej rzeczywistego pogarszania stosunków z Federacją (a co za tym idzie – naszego strategicznego położenia energetycznego). Ukraina, którą często wciągaliśmy na sztandar naszych gazowo-naftowych wojen z Kremlem poszła tymczasem po rozum do głowy uznając, że nawet myślenie o alternatywnych źródłach pozyskiwania surowców energetycznych – nie jest możliwe w konflikcie i wbrew Rosji. Polska ze względu na ewidentne błędy dyplomatyczne, warunkowane błędnym oglądem sytuacji, niewłaściwym uszeregowaniem priorytetów oraz uleganiem taniemu wewnętrznemu populizmowi – stopniowo traci i będzie tracić swoją pozycję jako kraju tranzytowego dla rosyjskich kopalin. To niemal ostatni dzwonek, żeby przyłączyć się do inicjatyw mogących wkomponować nas w nową mapę sieci przesyłowych dla Europy. Żadne mrzonki – niegdyś o cieplicach, a obecnie o łupkach – tego nie zastąpią.

Konrad Rękas

Artykuł ukazał się też na Geopolityka.org

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Koniec mitu dywersyfikacji?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *