Krzywa Rostowskiego nie działa

– Wzrost deficytu o 16 mld zł, czyli o 1 procent PKB dodatkowo wzmocni [!!!] naszą gospodarkę, a oszczędności w resortach rzędu 7,6 mld zł, czyli 0,5 procenta PKB obniżą deficyt strukturalny, zapewniając bezpieczeństwo i wiarygodność polskich finansów publicznych – mówił minister Rostowski w Sejmie. Jak można powiedzieć, że wzrost deficytu wzmocni gospodarkę? Jeśli tak jest, to może należałoby zwiększyć deficyt o 100 mld zł, albo i bilion, to dopiero gospodarka będzie mocna! Czy poprawi się sytuacja finansowa zadłużonej rodziny, jeśli ojciec nagle zacznie mniej zarabiać i będzie musiał bardziej się zadłużyć? Zdaniem magika Rostowskiego – poprawi się. W rzeczywistości większy deficyt nie tylko nie wzmocni gospodarki, ale na dodatek nałoży na nią dodatkowe obciążenie w postaci zwiększonego długu publicznego.

 

Bauca zdymisjonowali

 

Projekt nowelizacji budżetu zwiększa deficyt z 35,6 mld zł do 51,56 mld zł. Po zmianach dochody budżetu państwa wyniosą w tym roku prawie 275,73 mld zł, a wydatki – ponad 327,29 mld zł. Nowelizacja zakłada ograniczenie wydatków budżetowych o ponad 7,65 mld zł, a dochody budżetowe mają być niższe o około 23,7 mld zł. Największe cięcia mają objąć resorty: obrony narodowej (ponad 3,1 mld zł), transportu (ponad 1,1 mld zł) i finansów (900 mln zł). – Tych pieniędzy brakuje dużo więcej, bo do tego musimy dołożyć jeszcze ponad 5 mld zł, które NBP wpłacił [do budżetu – TC], zwiększenie wpływów z dywidend spółek skarbu państwa (blisko 6 mld zł) i zwiększenie możliwości zadłużenia się przez FUS – mówiła w Polskim Radiu Beata Szydło, posłana PiS i wiceprzewodnicząca sejmowej Komisji Finansów Publicznych. – To jest po raz kolejny wypychanie tego zadłużenia poza budżet. Zdaniem Szydło oznacza to, że łącznie brakuje nie 24 mld zł, lecz aż 44 mld zł. Szydło przypomina, że w 2009 roku też przeprowadzano nowelizację i nie wyciągnięto z tego wniosków. – Obawiam się, że sytuacja z nierealnym budżetem, nierealnymi założeniami i budżetem z dnia na dzień powtórzy się w roku następnym – powiedziała Szydło.

Minister Rostowski broni się tym, że politycy innych krajów unijnych także mają podobne problemy. – 11 krajów Unii Europejskiej także znowelizowało w tym roku budżet, niektóre więcej niż jeden raz. A oczekuje się, że do końca roku 17 krajów Unii Europejskiej będzie nowelizowało swoje budżety. Pomyliliśmy się, ale pomylili się prawie wszyscy – mówił w Sejmie Rostowski. – Pan minister dzisiaj mówi ‘pomyliłem się, bo wszyscy się pomylili’. Tylko panie ministrze, co to obchodzi Polaków. Pan jest od tego, żeby się nie mylić, tylko żeby planować budżet tak, żeby nie trzeba było przeprowadzać nowelizacji, która odbije się na różnych resortach, na różnych dziedzinach życia. I nie jest prawdą to co mówi pan premier, że będzie to nowelizacja, która nie dotknie Polaków – krytykowała Rostowskiego posłanka Szydło. Andrzej Romanek, poseł Solidarnej Polski, przekonywał, że to stwierdzenie ministra nie jest żadnym argumentem. – My mamy własny budżet i o niego mamy dbać. A pan minister solennie deklarował, że to jest doskonały budżet i nie będzie trzeba go w ogóle zmieniać – podkreślił Romanek. – Mamo, dostałem pałę z klasówki z matmy… Ale wiesz co, w sumie były same pały, tylko trzy dwóje i jedna czwóra, ale to Magda – ona jest kujonem! – obrazowo skomentował na Facebooku wypowiedź Rostowskiego Artur Dziambor, wiceprezes KNP.

Dlaczego minister Rostowski zasłania się państwami, które prowadzą złą politykę, a nie bierze dobrego przykładu z państw, które ograniczają deficyt jak Niemcy? W pierwszej połowie 2013 roku Niemcy zanotowały nadwyżkę budżetową w wysokości 8,5 mld euro. W 2014 roku niemiecki rząd, spodziewając się większych dochodów z podatków i zmniejszenia wydatków budżetowych, zamierza zmniejszyć sprzedaż obligacji i ma dojść do zbalansowania budżetu. Na dodatek w ciągu pięciu lat zadłużenie publiczne Niemiec ma zostać zredukowane z 80 procent do 68,5 procent.

W 2001 roku premier Jerzy Buzek zdymisjonował Jarosława Bauca, ówczesnego ministra finansów z AWS po tym, jak ten ujawnił gigantyczną dziurę budżetową w wysokości 17 mld zł. Tymczasem premier Donald Tusk absolutnie nie mówi o dymisji, tylko broni swojego ministra. Za to opozycja chętnie wyrzuciłaby Rostowskiego z jego stanowiska. – Trzeba nowelizować nie budżet, tylko Rostowskiego – powiedział w Polskim Radiu poseł Janusz Palikot. Podobnego zdania jest Przemysław Wipler, lider Republikanów, który stwierdził, że „zmiany w finansach publicznych należy zacząć od zmiany ministra finansów”. „Gdyby CFO [dyrektor finansowy – TC] w dowolnej korporacji wprowadzał w błąd akcjonariuszy w takiej skali, jak robi to minister Sami Wiecie Który, to na najbliższym walnym zgromadzeniu zostałby wyrzucony z pracy” – napisał prof. Krzysztof Rybiński.

 

Zawiesili próg

 

Nowelizacja była możliwa tylko dlatego, że parlament zdominowany przez koalicję rządową uchwalił, a prezydent Bronisław Komorowski podpisał zmianę ustawy o finansach publicznych, zawieszającą na dwa lata tzw. pierwszy próg ostrożnościowy, co umożliwiło zwiększenie deficytu budżetowego. Co ciekawe, cały ten proces legislacyjny trwał około miesiąc. Na tym przykładzie widać, że jak się chce, to wszystko da się zrobić. Nie są do tego potrzebne konsultacje resortowe i międzyresortowe, debaty publiczne ani konsultacje ze związkami zawodowymi. Dlaczego w takim tempie nie można uchwalić prawa, które wnosiłoby coś dobrego dla gospodarki lub społeczeństwa?

Zdaniem senatorów PiS, zmiany będą skutkować dalszym zadłużaniem polskich gospodarstw domowych, a nowela jest „białą flagą wywieszoną przez rząd, że rząd nie ma pieniędzy, żeby płacić rachunki”. Jan Maria Jackowski, senator PiS, przygotował nawet poprawkę zmieniającą tytuł ustawy na „ustawę o zadłużeniu przyszłych pokoleń”, jednak Senat się na to nie zgodził. – Dziś Prezydent Bronisław Komorowski zgodził się na politykę „róbta co chceta” w finansach publicznych – skomentował Paweł Gruza, członek zarządu Stowarzyszenia Republikanie. – Niestety Konstytucja RP nie stanowi dostatecznej zapory przed tego typu nieodpowiedzialnymi działaniami rządu. Skoro rząd może ustawowo „unieszkodliwić” próg ostrożnościowy, to w razie potrzeby może także zmienić według potrzeb ustawową definicję długu publicznego. Oznacza to, że konstytucyjne ograniczenia długu państwa (do 60 procent PKB) istnieją, dopóki nie będą przeszkadzać rządowi koalicji PO-PSL – dodał.

Przed zawieszeniem progu ostrożnościowego, gdy dług publiczny przekraczał 50 procent PKB, rząd miał obowiązek przedstawić budżet, w którym relacja deficytu do dochodów budżetowych nie jest wyższa niż w roku poprzednim. Jednak jak podkreśla Bankier.pl, w ostatnich latach ta reguła była regularnie omijana. Resort finansów stosował różne sztuczki księgowe, aby tylko ukryć wysoki deficyt i szybko rosnące zadłużenie publiczne, dobijające do biliona złotych. W rezultacie relacja długu publicznego do PKB, liczona według metodologii krajowej, na koniec 2012 roku wyniosła 52,7 procent. Ale już liczona zgodnie z kryteriami unijnymi sięgnęła 55,6 procent. Oznacza to, że Polska przekroczyła nie tylko pierwszy, ale też drugi próg ostrożnościowy. – To rozwiązanie jest niebezpieczne, ale alternatywą był blamaż na skalę międzynarodową. Jeśli przez dwa lata przekraczało się ten próg, choć udawano, że to nie miało miejsca, to w trzecim roku pojawiła się perspektywa ścięcia drugiego progu i blokady finansowej państwa – mówi prof. Zyta Gilowska.

– Zamiast zwiększać dług publiczny i zawieszać progi ostrożnościowe, należy zawiesić wydatki rządowe – uważa dr Andrzej Sadowski, ekonomista z CAS. Zdaniem eksperta, rząd powinien dostosować wydatki budżetowe do wpływów z gospodarki i od obywateli. Jego zdaniem, wszelkie zadłużenia mogą powodować destabilizację finansów publicznych i prowadzić „donikąd”. Według Sadowskiego takie nakręcanie koniunktury nie daje efektów, a konsekwencją są rosnące długi. W rezultacie w przyszłości odbije się to na gospodarce, ponieważ trzeba będzie spłacać coraz większe zadłużenie wraz z rosnącymi odsetkami. – Bez wątpienia potrzebny jest automatyczny mechanizm zamrażania wydatków rządowych i dostosowywania wydatków do poziomu dochodu – powiedział Sadowski.

Działacze KNP podczas licznych manifestacji podkreślali, że zawieszając próg ostrożnościowy, rząd bez skrupułów zadłuża przyszłe pokolenia Polaków, nie pytając ich o zdanie. – Zachowują się jak zaszyty alkoholik, który postanowił sobie wydrapać wszywkę, jak elektryk, który postanowił zamiast dbać o jakość obwodu, wymontować bezpiecznik. Zachowują się jak kierowca samochodu, który miał dwa hamulce i jeden z nich postanowił wyrwać – powiedział poseł Wipler. „Kryzys w finansach publicznych przybiera niepokojące rozmiary, a reakcją na to jest bezprecedensowe nasilenie operacji kreatywnego budżetowania” – napisał prof. Rybiński.

 

Pomylili się o 85 miliardów

 

– Już w ubiegłym roku było wiadomo, że te 35 mld zł deficytu nie jest realne, ponieważ prognozowane na 2013 rok wskaźniki makroekonomiczne były nierealne. Zwolennicy rządu bronią go, twierdząc, iż minister Rostowski zrobił to celowo, by oszukać zagraniczne instytucje finansowe, które mogłyby wycofać z Polski swoje środki. To tłumaczenie jest komiczne – wielkie instytucje finansowe lepiej od nas orientują się w naszych finansach – stwierdza prof. Gilowska w rozmowie z „Gościem Niedzielnym”. Jak podkreśla, ujawnienie kompromitującej sytuacji zostało przez rząd odsunięte w czasie z powodów propagandowych. – Dotyczyło to także parametru znacznie ważniejszego – kwoty długu publicznego. Tutaj rząd w swoich raportach do Brukseli „pomylił się”, według analiz prof. Stanisława Gomułki z Business Center Club, aż o 5 procent PKB, czyli o około 85 mld zł. Przecież nie można się pomylić o 85 mld zł, takie „pomyłki” nie istnieją – uważa Gilowska. – Gierek przy Tusku to trampkarz. To co zrobił w tej materii Gierek przez dekadę, Tusk robi w jeden rok. To jest mistrzostwo świata. To jest skala dramatu, który rozgrywa się na naszych oczach – powiedział Zbrzyzny, poseł SLD.

Okazało się, że w przeciwieństwie do krzywej Laffera, krzywa Rostowskiego, zgodnie z którą wzrost stawek podatkowych powoduje zwiększenie wpływów z tytułu tych podatków, najzwyczajniej w świecie nie działa. W wyniku podniesienia stawek VAT zmniejszyły się wpływy z tego podatku w 2012 roku. Po siedmiu miesiącach tego roku wpływy z podatku VAT powinny wynieść co najmniej 58 procent planowanych, a wyniosły zaledwie 52 procent. Deficyt budżetowy po siedmiu miesiącach jest już zaawansowany w 72,9 procentach, podczas gdy dochody podatkowe wyniosły zaledwie 51,1 procent. – Podwyższanie stawek podatkowych nie prowadzi do większych wpływów do budżetu – przypomina prof. Gilowska.

W reakcji na nowelizację budżetu na rok 2013 agencja ratingowa Fitch obniżyła perspektywę ratingu Polski. Rating utrzymał się co prawda na poziomie A-, ale jego perspektywa została obniżona z pozytywnej na stabilną. Efektem będzie wzrost odsetek od kredytów, a właśnie od tego rozpoczęły się problemy Hiszpanii, Włoch, Portugalii czy Grecji. – Kiedy Grecy zaciągali długi, to pewnie ich politycy też mówili, że stymulują gospodarkę – skomentował na antenie TVN24 prof. Leszek Balcerowicz, były minister finansów, słowa ministra Rostowskiego, który stwierdził, że zwiększenie deficytu o 16 mld zł to „silny impuls stymulacyjny”.

Państwo szuka pieniędzy, ale nie tam gdzie trzeba. Drenuje spółki Skarbu Państwa za pomocą dywidendy. Na przykład z samego PZU Skarb Państwa ma uzyskać w tym roku 1,8 mld zł dywidendy. Nieważne jest to, że w efekcie PZU będzie musiał wyemitować obligacje. Z kolei po obcięciu dotacji budżetowych na inwestycje kolejowe PKP PLK zamierza wyemitować obligacje w wysokości 1,5 mld zł. Tymczasem szybkie oszczędności można uzyskać, przyspieszając prywatyzację, likwidując subwencje dla partii politycznych, prowadząc bardziej racjonalną politykę zbierania podatków czy redukując liczbę urzędników i płace pozostałych. Polski fiskus wydaje 1,7 zł, by zebrać każde 1000 zł, podczas gdy w Niemczech jest to 0,7 zł. – To najdroższa administracja podatkowa w krajach OECD – dużo krwi psuje, a biorąc pod uwagę, ile kosztuje, to relatywnie zbiera mało podatków – mówi w rozmowie z „Najwyższym Czasem!” poseł Wipler. Na same trzynastki w sferze publicznej w 2012 roku wydano 5 mld zł. Czy ktoś słyszał o trzynastkach w sektorze prywatnym?

Tomasz Cukiernik 

 Niniejszy artykuł został opublikowany w nr 37-38 tygodnika “Najwyższy CZAS!” z 2013 r

M.G. 

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *