„Łaska nie znosi natury ale ją doskonali”

„Sądzimy bowiem, że  człowiek osiąga usprawiedliwienie na podstawie  wiary, niezależnie od pełnienia uczynków wymaganych przez prawo” (Rz. 3,28). Z tego cytatu z Apostoła – można przytoczyć kilkanaście innych, podobnych – wynika, że chrześcijanin nie pełni uczynków, aby dostąpić zbawienia, lecz z wdzięczności za to, że został zbawiony. Stosownie do tego Najświętszy Sakrament nazywamy Eucharystią, czyli dziękczynieniem. Skąd zatem bierze się potoczne, instynktowne niemal przekonanie, że na niebo trzeba sobie „zasłużyć”?  Ten z gruntu pelagiański pogląd, nakłada na naturę ludzką obowiązek zbawienia.  Oczywistym skutkiem tego jest utrata spontaniczności i ciasnota duchowa piętnowana przez św. Pawła choćby u Galatów. „O nierozumni Galaci! Któż was urzekł, was przed którymi nakreślono obraz Jezusa Ukrzyżowanego? Tego jednego chciałbym się od was dowiedzieć, czy ducha otrzymaliście dzięki uczynkom wymaganym przez Prawo, czy z powodu posłuszeństwa wierze? Czyż jesteście aż tak nierozumni, że zacząwszy duchem, chcecie skończyć ciałem? Czyż tak wielkich rzeczy doznaliście na próżno? A byłoby to rzeczywiście na próżno. Czy ten, który udziela wam Ducha i działa cuda wśród  was [czyni to] dzięki uczynkom wymaganym przez Prawo, czy też z powodu posłuszeństwa wierze?  (Ga, 3,1-5).  Bardzo charakterystyczna jest utrata wolności i niewolnicza szarpanina z Prawem: „Czy Prawo jest grzechem? Żadną miarą! Ale jedynie przez Prawo zdobyłem znajomość grzechu. Nie wiedziałbym bowiem, co to jest pożądanie, gdyby Prawo nie mówiło: Nie pożądaj! Z przykazania tego czerpiąc podnietę, grzech wzbudził we mnie wszelkie pożądanie. Bo gdy nie ma prawa grzech jest w stanie śmierci. Kiedyś prowadziłem życie bez Prawa, gdy jednak zjawiło się przykazanie – grzech ożył, ja zaś umarłem i przekonałem się, że przykazanie, które miało mnie prowadzić ku życiu, zawiodło mnie ku śmierci” (Rz, 7, 7-9).

         Ponieważ od bardzo wielu – zwłaszcza tradycyjnie „nastrojonych”- katolików     słyszałem, że gadanie o spontaniczności i wolności to są modernistyczne dyrdymały i wymysły pseudo psychologii, prowadzące prosto do piekła, warto przytoczyć choćby jeden z licznych na ten temat tekstów św. Tomasza z Akwinu, który wyraźnie zgadza się z „modernistycznymi dyrdymałami”. „Wola jest nakierowana sama z siebie na to, co rzeczywiście jest dobre. Jeśli z powodu doznań, złego nałogu lub dyspozycji człowiek odwraca się od tego, co jest rzeczywistym dobrem, to działa w sposób niewolniczy, w takim stopniu w jakim jest nakłoniony przez czynnik zewnętrzny – jeśli rozważyć sam naturalny porządek woli. Lecz jeśli rozważymy akt woli jako skłonionej w stronę pozornego dobra, to człowiek działa w sposób wolny, poddając się doznaniu czy nałogowi; i przeciwnie działa niewolniczo, gdy posiadając tą samą dyspozycję woli, powstrzymuje się od tego, co chce, z lęku przed prawem, które tego zakazuje. Ponieważ zaś Duch Święty  przez miłość skłania wolę ku prawdziwemu dobru, ku któremu jest ona zwrócona  w naturalny sposób, znosi On zarówno niewolę, w której niewolnik doznań i skutków grzechu działa wbrew ukierunkowaniu woli, jak i niewolę, w której człowiek  działa zgodnie z prawem wbrew poruszeniu swej woli, jak niewolnik prawa a nie jak  przyjaciel”[1] Owoż właśnie łamanie woli, dla  większej stanowczości przeżywanej czasem „samowolą” – z lęku przed prawem – jest częstokroć przedstawiane jako cnota, zwyciężenie siebie i – o zgrozo – najświętsza  ofiara. Po prostu jako samo sedno życia; z wielkim wpływem nie tylko na moralność i pedagogikę lecz również na teologię i liturgię. Wielkie bitwy o katolicką liturgię nie gdzie indziej, tylko tu mają swoją przyczynę.

         Choroba nigdy nie będzie cnotą. Istnieje bowiem stworzony, naturalny powód dla którego tak się dzieje, jak się dzieje.  Św. Tomasz z Akwinu podaje go, analizując w „De passionibus” dwie kwestie: ”Czy zmysłowość jest jedną władzą niezłożoną?”[2] ; oraz  „Czy  władza gniewliwa i pożądliwa istnieją tylko w pożądaniu niższym?”[3]. „Istnieje jedna wyższa władza pożądawcza, która pożąda wszystkiego, co pożądalne, podczas, gdy niższe władze pożądawcze dzielą się ze względu na różne rzeczy, których można pożądać. Racja tego stanu rzeczy jest w obu przypadkach ta sama: władza wyższa ma przedmiot ogólny, podczas gdy władze niższe mają przedmioty szczegółowe”[4].  Ten pogląd jest w zaczątku już u Platona; rozwinięty u Arystotelesa; ale stoicy go zupełnie  zaprzepaścili. Ci ostatni nie dostrzegali bowiem różnicy między zmysłami a intelektem  i w konsekwencji nie potrafili odróżnić pożądania umysłowego od zmysłowego (czyli woli od uczuć).  „W błędny sposób utożsamiali z wolą każde pragnienie duszy zgodne z wymogami rozumu, każde zaś poruszenie sfery pożądawczej wymykające się wymogom rozumu brali za uczucie […] ich błąd teoretyczny polegał nie tyle na brakach w zakresie obserwacji i opisu przeżyć wewnętrznych, co na niewłaściwej identyfikacji (rozpoznaniu zasad i przyczyn)”[5].

         Również dzisiaj, zarówno zdeklarowanym jak i nieświadomym stoikom, nie da się wytłumaczyć, że błądzą, ponieważ w ich obserwacji i doświadczeniu wszystko się zgadza. Problem bowiem nie polega na błędności obserwacji, tylko na tym, o czym pisał, przytaczany wyżej św. Paweł: że doświadczenie jest ograniczone do zmysłowego doznania nie obejmując jego przyczyn i duchowej rzeczywistości! Przy takiej postawie konflikt emocjonalny jest nieunikniony. Zmysłowość bowiem, przeciwnie niż wola, dzieli się na pożądliwość (pragnienie przyjemności) i gniewliwość (pragnienie użyteczności). Mająca za przedmiot, to co trudne, gniewliwość jest bliżej związana z intelektem przez osąd użyteczności, wyobraźnię i pamięć, przez co jest częściej utożsamiana z wolą i dobrem. Tym samym dobro staje się przedmiotem wysiłku, lub trafniej mówiąc, to, co jest przedmiotem właściwym gniewliwości jest brane za dobro jako takie. Wynika z tego, że innych dóbr po prostu nie ma. Tym samym pożądliwość, która jest popędem zasadniczym i głównym, warunkującym naturalność akcji uczuć  gniewliwo-bojowych, traci swój przedmiot i musi być tłumiona. Tłumienie nie pozwala ujawnić się ani uczuciu miłości ani nienawiści  np.  ludzie dotknięci tym schorzeniem nie potrafią emocjonalnie nienawidzić zła. Do unikania grzechu wykorzystują lęk lub odwagę (lub inne uczucia gniewliwe). Podobnie jest z innymi afektami  popędu przyjemności. Charakterystyczna jest zwłaszcza niezdolność do emocjonalnego (nie mylić z wolitywnym!) przeżywania smutku i radości.

         Chyba najgorszym skutkiem stoicyzmu jest zaburzenie naturalnej podległości uczuć w stosunku do intelektu.  Można je zilustrować niezdolnością do intencjonalnego kierowania popędem przyjemności. Uczucia pożądliwe w porządku genetycznym  zaczynają się miłością, przechodzą w pożądanie, by skończyć przyjemnością; negatywna sekwencja (nienawiść – odraza – smutek) następuje analogicznie.  Jednak w porządku  intencji – chcenia pierwsze miejsce zajmuje uczucie będące kresem, realizacją, zaspokojeniem wszelkiego dążenia, czyli przyjemność, która w miarę jak jest zamierzona, wywołuje pragnienie i miłość. Ten właśnie porządek intencjonalny nie przenika z intelektu do uczuć, na skutek zaistniałego konfliktu: gniewliwość nie może przecież kierować się do przyjemności. Zła dopełnia traktowanie emocjonalnej kotłowaniny jako życia duchowego.  Wręcz maniakalne jest utożsamianie stanów emocjonalnych ze stanami ducha      uniemożliwiające harmonizację natury i łaski, w szczególności kontemplację.

         Kiedy Akwinata pisze o wzrastaniu  (processus) Ducha Świętego w nas to zauważa: „A wzrastanie to rozpoznaje się po tym , że umysł człowieka jest jest dobrze uporządkowany: po pierwsze w sobie samym, po drugie wobec tego, co jest obok niego, po trzecie zaś wobec tego, co jest poniżej niego. Wtedy zaś umysł jest dobrze usposobiony sam w sobie, kiedy panuje nad sobą zarówno w pomyślności, jak przeciwności. Pierwsze zaś usposobienie umysłu ludzkiego do dobra następuje przez miłość, która jest pierwszym odczuciem (affectio) i korzeniem wszelkich odczuć. Dlatego wśród owoców Ducha pierwsze miejsce przypada miłości, przez nią bowiem Duch Święty zostaje nam dany w szczególny sposób, jakby we własnym podobieństwie”[6].  Ponieważ „wszystko jest przyjmowane na sposób przyjmującego”, właśnie to „pierwsze” usposobienie umysłu staje się nieosiągalne i następuje stan tak sugestywnie opisany przez św. Pawła. Człowiekowi wydaje się, że może i powinien  przed Bogiem wykazać się, zasłużyć. Będzie mnożył umartwienia i obserwancje, kierowany najściślejszą pobożnością a osiągnie jedynie pychę lub rozpacz, gdyż jest niezdolny do postawy pokornego, ubogiego duchem, który tylko przyjmuje Bożą miłość, od której zależy to, czego jedynie potrzeba. Oby nas Bóg od tego ustrzegł.            

 

 

Włodzimierz Kowalik  

a.me.  

________________________________

[1]             Summa Contra Gentiles  4,22

[2]                miejsca paralelne: ST., I, q.81, a,2; q.83, a.5; III Sent., d.26, q.1, a.2; De malo, q.8,3; De anima, 1.14

[3]               miejsca paralelne: ST., I, q.59, a,4; q.82, a.5; III Sent., d.17, a.1, De anima, 1.14

[4]    De passionibus, a 3

[5]    Tomasz Pawlikowski, „Rola uczuć w życiu moralnym człowieka”, w: „Św. Tomasz z Akwinu, De passionibus, Dysputy problemowe o zmysłowości, o uczuciach. Komentarze”, Wyd. KUL 2008, str. 284 i n.

[6]             ST I-II q.70, a3; por. również ST I-II q 27, a4.        

Facebook
[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *