Lewicki: Chełmszczyzna, czyli Alzacja – Lotaryngia nad Bugiem

W Europie toczono mnóstwo wojen i sporów terytorialnych. Można także wyróżnić, czasami niewielkie nawet obszary, o które szczególnie mocno rywalizowano. Na przestrzeni wielu stuleci ich umiejscowienie się zmieniało. Można do nich zaliczyć Flandrię, Lombardię, Palatynat, Czechy, czy Śląsk. Ale wszystkie przebiła chyba, to już w najnowszych czasach, Alzacja – Lotaryngia, która w wyniku wojny francusko -pruskiej została zagarnięta przez Niemcy, a potem chęć jej odzyskania przez Francję stała się jednym z powodów pierwszej wojny światowej, a następnie także i drugiej wojny światowej. Jeśli spojrzymy bliżej, to okaże się, że tak wielkie i niszczące dla Europy i całego świata zmagania toczono, po części, z przyczyny sporu o terytorium niewielkie i słabo zaludnione. Alzacja – Lotaryngia to zaledwie 14 tys. km2 i  mniej niż dwa miliony ludności.

Wydawać by się mogło, że takie sytuacje, długie i krwawe spory o niewielkie terytoria, to bywały tylko na zachodzie Europy, bo tutaj, w środkowej i wschodniej Europie, wojny toczyły się o wielkie obszary, całe państwa, zaś los takich skrawków niewiele kogo poruszał. Nie jest to prawda. Także i w naszej części Europy można znaleźć przykłady niewielkich prowincji, które wzbudzały nieproporcjonalnie duże emocje sąsiadujących narodów. Do takich można śmiało zaliczyć ziemie na pograniczu polsko-litewsko-ruskim. Do nich należała ziemia chełmska, która od dawna była częścią Królestwa Polskiego, ale ludność była tam mieszana, w większości katolicka, ale z dużym udziałem grekokatolików i prawosławnych.

Władze rosyjskie, po powstaniu styczniowym, jako element represji, postanowiły wyłączyć tę część z Królestwa i włączyć bezpośrednio do Rosji. Przeprowadzono na tym terenie intensywną rusyfikację i zlikwidowano diecezję greckokatolicką włączając ją ostatecznie w 1875 roku do kościoła prawosławnego. Przeprowadzono to stosując represje z użyciem wojska, które wielokrotnie dopuściło się mordowania opornych unitów.  Te wydarzenia odbierano w Polsce jako cześć antypolskich działań władz carskich, które dodatkowo zatruwały stosunki polsko-rosyjskie. Jednak aż do 1915 roku, opuszczenia terenu Królestwa przez władze rosyjskie, nie dokonano włączenia guberni chełmskiej do Rosji, mimo że się do tego przygotowywano.

Wydawało się, że po okupacji Kongresówki przez wojska Niemiec i Austro-Węgier sytuacja się zmieni. Społeczeństwo polskie oczekiwało, że zapowiadane przez Akt 5 listopada państwo polskie będzie oczywiście zawierało ziemię chełmską. Wielkie było rozczarowanie Polaków, gdy na mocy traktatu z właśnie powołanym państwem ukraińskim, Niemcy i Austro-Węgry zapowiadały oddanie Chełmszczyzny tejże, utworzonej przez siebie, Ukrainie. Wśród Polaków, i to zarówno w Królestwie, jak i w Galicji, wywołało to masowe protesty i opór (dymisję złożył rząd Jana Kucharzewskiego). Spowodowało to także ferment w tych polskich oddziałach, które walczyły jeszcze po stronie państw centralnych, i w efekcie II Brygada Legionów Józefa Hallera przeszła na stronę rosyjską pod Rarańczą. Widać, że ta decyzja władz państw centralnych, by oddać Chełmszczyznę Ukrainie, przyniosła dla nich fatalne skutki, doprowadzając do ostatecznej utraty jakiegokolwiek poparcia Polaków, nawet jakichś marginalnych kręgów naszego społeczeństwa. Dla sprawy polskiej mogło to jednak okazać się korzystne, gdyż ze względu na klęskę państw centralnych, Polaków nie można było przedstawiać jako ich sojuszników. Nawet resztki Legionów w ostatniej chwili zdążyły zmienić front i pod Rarańczą oraz Kaniowem starły się z Niemcami.

W okresie międzywojennym Chełmszczyzna nadal stanowiła obszar napięć religijno-narodowościowych i miała tam miejsce w 1938 roku, tzw. akcja rewindykacyjna, której efektem było także niszczenie cerkwi. Znowu zastosowano przemoc, tym razem względem prawosławnych, których 70 lat wcześniej, także przemocą, Rosjanie zmusili do porzucenia Unii z Rzymem. Podczas II wojny światowej był to obszar  walk polsko-ukraińskich, w których ukraińscy kolaboranci byli używani i wspierani przez Niemców.

Ciekawe były losy tego obszaru po wojnie. Chruszczow, pierwszy sekretarz Kompartii na Ukrainie, naciskał na Stalina, by Chełmszczyznę i inne obszary, gdzie mieszkały znaczące ilości ludności uznawanej za ukraińską, włączyć do Sowieckiej Ukrainy. Zapewne miał na to wpływ fakt, że żona Chruszczowa pochodziła z okolic Tomaszowa Lubelskiego. Jednak Stalin nie zgodził się na to, pewnie ze względu na pamięć o wielkim poruszeniu wśród Polaków i negatywnych skutkach, jakie wywarła próba przekazania tych ziem Ukrainie przez państwa centralne w roku 1918. Stalin okazał tu ostrożność względem możliwych, negatywnych dla siebie, politycznych skutków tego rodzaju decyzji.

Ale to jeszcze nie koniec prób politycznych rozgrywek wokół tych ziem. Chełmszczyzna została, razem z innymi obszarami, zaliczona przez banderowców do tzw. „Zakerzonia”, które oni uważają za ukraińskie ziemie etniczne, choć Ukraińcy stanowią tam obecnie znikomą, ledwo zauważalną mniejszość. Obszar tego „Zakerzonia” to 14 powiatów, łącznie ok. 19 tys. km2, czyli nawet więcej niż powierzchnia Alzacji – Lotaryngii. Zatem wcale nie tak mało. Co gorsza, ten element banderowskiej ideologii o rzekomych etnicznych ukraińskich ziemiach został przejęty przez obecne władze ukraińskie. Niestety, różnego rodzaju ukraińscy lobbyści w Polsce usiłują tej sprawy nie dostrzegać, lub ją lekceważyć, gdy tymczasem objawia się ona często w nieoczekiwanych momentach i mocno zwraca uwagę. I coś takiego nastąpiło właśnie teraz. Podczas ostatniej, zakończonej kilka dni temu, wizyty na Ukrainie amerykańskiego sekretarza stanu Blinkena, odbyło się jego spotkanie z szefem ukraińskiego MSZ, Dmytro Kułebą. Blinken zamieścił na Twitterze zdjęcia z tego spotkania. Na jednym z nich widać, że Kułeba pokazuje mu coś na mapie. Nie byłoby to nic dziwnego, gdyby nie to, że sama ta mapa jest szczególna. Okazuje się, że w ukraińskim MSZ wisi na ścianie mapa, gdzie Chełmszczyzna, Przemyśl i inne ziemie polskie są pokazane jako cześć ukraińskiego terytorium. Trzeba sobie, wobec tego, zadać pytanie, czy Ukraina bezwzględnie uznaje, czy też nie uznaje granicy z Polską. Bo jeśli są tu jednak jakieś niuanse, to polski rząd powinien się chyba zastanowić, czy należy tak mocno popierać takie państwo. I tak to sekretarz Blinken wkopał Kułebę publikując zdjęcie z tą mapą.

Jeśli do tego dodać obecny skandal z blokowaniem przez Ukrainę pociągów zmierzających tranzytem, przez to państwo, do Polski, to mamy pełniejszy obraz stosunków z Ukrainą. Trzeba dodać, że władze polskie specjalnie usiłowały skierować tranzyt ze Wschodu przez Ukrainę, by pomóc gospodarczo temu państwu, A obecnie ono wykorzystuje ten fakt przeciwko nam. Ukraińscy lobbyści w Polsce ciągle oskarżają Rosję o rzekome prowokacje, mające psuć dobre stosunki polsko – ukraińskie. Tymczasem, jakby się ci jacyś domniemani  prowokatorzy nie starali, to patrząc obiektywnie, nigdy, nawet w części, efekty ich starań nie dorównają, uderzającym w Polskę, działaniom rządu ukraińskiego, w tym także oczywistym prowokacjom, jak ta mapa w siedzibie ukraińskiego MSZ. Czy można sobie wyobrazić, że mapa pokazująca Alzację-Lotaryngię w granicach Niemiec, wisi w siedzibie niemieckiego Urzędu Spraw Zagranicznych i jest prezentowana ważnym zagranicznym gościom?

Stanisław Lewicki

Click to rate this post!
[Total: 13 Average: 4.8]
Facebook

14 thoughts on “Lewicki: Chełmszczyzna, czyli Alzacja – Lotaryngia nad Bugiem”

  1. Prosiłby pilaster o jakiś namiar do zdjęcia tej mitycznej mapy wiszącej rzekomo w ukraińskim MSZ, na której Ukraina rozciąga się na obecne terytoria polskie. Skoro ta mapa jest podobno prezentowana ważnym zagranicznym gościom, takim jak Blinken, nie powinno być problemu z podaniem źródła.

        1. Prawe zdjęcie od dołu, jak dalej kłopot z dojrzeniem to do okulisty a nie pretensje do autora artykułu…

          1. No i mapy z ukraińskiego MSZ z Przemyślem i Chełmszczyzną po ukraińskiej stronie jak nie było, tak nie ma….

            Żeby nie było. JAKAŚ mapa tam wisi. Jednak zdjęcie jest zrobione pod takim kątem, że nijak nie można dostrzec takich szczegółów. Sama mapa optycznie wygląda zaś na jakiś zabytek kartograficzny, sprzed kilkudziesięciu, czy nawet ponad stu lat.

            Ale oczywiście to gdybanie. Dopóki mapa nie zostanie zaprezentowana en face, cały powyższy artykuł należy traktować jako wyssany z palca.

          2. Trzeba być przygotowanym na podejście pilastra, które jest ściśle heglowskie: „jeśli rzeczywistość przeczy teorii to tym gorzej dla rzeczywistości”. Typowe zaczadzenie ideologiczne 😉

        2. U dołu po prawej. Ale oczywiście rozumiem, że hurtowe zamieszczanie komentarzy nie pozostawia wiele czasu na inne zajęcia, w tym tak mało ekscytujące, jak sprawdzanie faktów…

  2. No i mapy z ukraińskiego MSZ na której Przemyśl i Chełmszczyzna znajdują się po ukraińskiej stronie, jak nie było, tak nie ma….

    Alternatywnie można by przedstawić JAKIKOLWIEK oficjalny rządowy ukraiński dokument, w którym by była mowa o tym, że Przemysł i Chełm należą, albo przynajmiej powinny należeć do Ukrainy.

    Ale i tego nie będzie…

  3. Oczywiście owa mityczna mapa z ukraińskiego MSZ, na której Przemyśl i Chełm są po ukraińskiej stronie nadal nie została zaprezentowana. Żadnych oficjalnych roszczeń do tych terenów wysuniętych przez jakikolwiek organ państwa ukraińskiego, też nie pokazano.

    No cóż, niczego innego się pilaster nie spodziewał….

    1. Targnę się na złośliwość – to pilaster ma tak ograniczone zdolności intelektualne, że musi mieć palcem pokazane na mapie w skali 1:2 od frontu i nie potrafi dopasować kształtów gdy mapa jest z ukosa? No cóż, niczego innego się nie spodziewałem. Oby tylko pilaster odróżniał samochód od roweru z ukosa 😉

  4. No i żadnej mapy nadal nie pokazano…

    Nic dziwnego, skoro istnieje on wyłącznie w kremlowskiej propagandzie, która usilnie, choć nieudolnie usiłuje dowodzić, że Ukraina ma rzekomo jakieś „pretensje terytorialne” do Polski…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.