Lewicki: Kto chce Polsce dać Królewiec i dlaczego nie powinniśmy się na to nabrać?

Ostatnio sporo w mediach wszelakich komentarzy na temat tego, że Amerykanie, a konkretnie uchodzący za ekspertów autorzy z organizacji Jamestown Foundation chcą ewentualnie dać Polsce  Kaliningrad, kiedyś nazywany Królewcem. To znaczy, chcą nam dać,  ale przedtem, bagatela, mamy go sobie zdobyć i pokonać Rosję w wojnie. Jeśli w tej wojnie, tocznej z jakimś udziałem sił USA, Rosja zostałaby pokonana to wówczas Polacy w nagrodę otrzymaliby Królewiec. Oczywiście, nawet wtedy nie jest to pewne, bo w końcowej części raportu omawiane są opcje zakończenia konfliktu i tam jest napisane, że obwód kaliningradzki, już jako zdemilitaryzowany, mógłby też zostać zwrócony Rosji.

Cała ta sprawa, pomysł wygranej wojny z Rosją, biorąc pod uwagę liczebność i stan uzbrojenia obecnej armii polskiej, nawet w teorii wygląda gorzej niż źle. Patrząc nawet na same liczby, trzeba przyznać, że obecnie liczba żołnierzy w Polsce to zaledwie około 10 proc. stanu sił rosyjskich. Ponadto Rosjanie posiadają strategiczną  i taktyczną broń jądrową, satelitarny system rozpoznania  i wiele innych składników swojego potencjału militarnego, których po stronie polskiej nie ma i nie będzie. Jak zatem moglibyśmy wygrać wojnę z Rosją?  Na dodatek, obecna strategia wojenna Rosji przewiduje, w przypadku zagrożenia żywotnych własnych interesów, możliwość tzw. deeskalacyjnego użycia broni jądrowej. Wynika z tego, że w przypadku wkroczenia obcych wojsk w granice Rosji mogliby oni takiej broni przeciwko agresorowi, czyli w tym przypadku przeciwko nam, użyć. Jak wtedy wyglądałby przebieg tej wojny? Wspomniał o takiej możliwości generał Mirosław Różański w rozmowie z Juliuszem Ćwieluchem, która jest zapisana w książce „Dlaczego przegramy wojnę z Rosją”: „taka wojna może się skończyć po trzech minutach. Tyle potrzeba, żeby wysłana z terytorium Federacji Rosyjskiej rakieta z głowicą nuklearną zamieniała nas w dymiącą kupkę popiołu”[i]

Założeniem omawianego raportu jest, że do zajęcia obwodu kaliningradzkiego użyto by dwie polskie dywizje, jedną polską brygadę powietrzno-desantową i jedną brygadę amerykańską[ii]. Wynika z tego, że to Polacy mieliby ponieść główny ciężar walki. Łącznie stanowi to 8 brygad (z tego aż siedem polskich), które rzucono by przeciwko siłom rosyjskim stanowiącym ekwiwalent około 4 brygad. Taka przewaga powinna, według autora, zapewnić opanowanie obwodu przez wojska polskie w ciągu 14 dni. Już takie założenia budzą wątpliwości. Siły rosyjskie mają wskazaną siłę obecnie, natomiast w przypadku kryzysu zostałyby  one niewątpliwie  poważnie wzmocnione, i to zarówno przez mobilizację jak i przerzut wojsk z innych obszarów Rosji. Ocenia się, że Rosja posiada obecnie możliwość przerzucenia jednej dywizji drogą powietrzną. To zaś oznacza, że zamiast czterech brygad rosyjskich, wojska NATO w sile 8 brygad spotkałyby się tam z oporem 7 brygad rosyjskich, co już stawia pod znakiem zapytania wygranie tej bitwy o opanowanie obwodu. Zatem nie tylko w przypadku użycia broni jądrowej szanse na wygranie takiej wojny są słabe, ale także i w przypadku użycia tylko sił konwencjonalnych.

Ja się nie dziwię tym ekspertom amerykańskim, którzy piszą o jakiejś  zwycięskiej wojnie w Rosją przy zaangażowaniu sił polskich. Mogłoby to być dla nich wygodne, ale też nie możemy przecież oczekiwać, że będą oni się przejmować tym. czym taka wojna mogłaby się dla Polski skończyć. Dla nich, jak i pewnie dla większości amerykańskiego establishmentu, istnienie Polski jest tylko elementem gry i nie wiążą oni z tym jakichś sentymentów.
Pojęcie o tym, jaki może być ich stosunek do Polski i Polaków, dawać powinna opina byłego szefa FBI, Jamesa Comeya, który, w kontekście holokaustu, wspominał o Polsce w takich słowach: „mordercy i ich wspólnicy z Niemiec, Polski i Węgier”. Nie dotyczy to zapewne wszystkich Amerykanów, ale niestety znacznej ich części, skoro nawet prezydent Obama pozwolił sobie, w obecności polskiego ambasadora, mówić o „polskich obozach śmierci”. Taki obraz naszego kraju wśród amerykańskich elit na pewnie konsekwencje w ich stosunku do obecnej Polski.

Być może bardziej rozsądnym byłoby pomiąć te opowieści o polskich wojskach zajmujących Kaliningrad milczeniem i nawet tego nie komentować. Tymczasem jednak, wiele osób zajęło stanowisko a nawet jakby poparło takie pomysły.
Dla przykładu, znany autor tekstów tratujących o geopolityce, pan Bartosiak, mówił, że przynależność Królewca do Polski byłaby dobra rzeczą, gdyż wpłynęłaby pozytywnie na rozwój gospodarczy tej części dawnych Prus Wschodnich, które obecnie należą do Polski, czyli województwa warmińsko-mazurskiego, gdyż nie trzeba by było przekopywać mierzei wiślanej, województwo miałoby swój port głębokowodny, zachowałby się uniwersytet[iii].

Ta jego opinia, wygłaszana właśnie w czasie kiedy mowa jest o raporcie Jamestown Foundation, może być rozumiana jako pewnego rodzaju wsparcie dla przedstawionej tam koncepcji zajęcia Kaliningradu. Pan Bartosiak nie bierze , jak widać, pod uwagę dwóch rzeczy. Po pierwsze, ewentualnych konsekwencji i ceny jakie mogą się wiązać z wyprawą na Królewiec. Po drugie zaś, pomija także  i to, że w czasach gdy Prusy Wschodnie stanowiły całość z Królewcem, to także i wtedy ta prowincja była najbardziej zacofana gospodarczo w Niemczech, gdzie większość ludzi zajmowała się pracą w junkierskich majątkach ziemskich,  i skąd bezustannie ludzie  masowo emigrowali na zachód, które to zjawisko ma nawet swoją nazwę: Ostflucht (ucieczka ze wschodu). Dlaczego teraz miałoby być inaczej, Pan Bartosiak nie wyjaśnia. Widać jego zwolennikom takie wyjaśnienie nie jest potrzebne.  Nie sposób jednak nie zauważyć, że gdyby Królewiec nadał był głównym ośrodkiem całości Prus Wschodnich, to nigdy Olsztyn, który był małym miastem przed wojną, nie miały szansy na wyrośnięcie do roli stolicy regionu. i nadał pewnie byłby tylko prowincjonalnym małym miastem, a nie 180 tysięcznym centrum województwa. Z Królewcem, jako głównym ośrodkiem regionu, Olsztyn nie miałby żadnych szans na tego rodzaju awans. Ale to jest oczywiście tylko mały szczegół w porywaniu do zagrożeń jakie wiążą się z ewentualną wojną z Rosją, które mogą być przecież fatalne dla Polski, wręcz zakończyć jej istnienie.

W tygodniku „Sieci” pisze na ten temat Marek Budzisz: „Czy Kaliningrad może się stać polskim miastem?”[iv]. Już na wstępie daje on próbkę swojego widzenia rzeczywistości: „Warto zapoznać się ze scenariuszem poświęconym prawdopodobnemu uderzeniu Sowietów na kraje bałtyckie”. Jak widać pan Budzisz, nie przyjmuje do wiadomości, że Sowiety nie istnieją już od 28 lat. Nie on jeden chyba, bo znalazłoby się, bardzo wielu, zarówno publicystów jak i polityków, którzy mają podobny ogląd. I to jest chyba przyczyna tego, że na świecie nikt Polaków nie pyta o sprawy rosyjskie. Skoro oni Rosji nie widzą,  a tylko nadal jakieś Sowiety, to o czym z nimi rozmawiać? Tym niemniej możemy się też czegoś z tekstu pana Budzisza dowiedzieć. Na przykład tego, że pomysłodawcą  The Jamestown Foundations  był szef CIA Wiliam J. Casey, zatem i dziś publikacje tego ośrodka są pewnie  przedstawieniem opinii tej agencji. Co ciekawe, i o czym też pisze Budzisz, Amerykanie nie pokładają już zaufania w NATO i działaniu artykułu 5, a „czynią ze słynnego artykułu 5 bardziej punkt, którego „lepiej nie tykać”, bo może się okazać, że w praktyce nie działa”. Z tego by wynikało, że w przypadku ataku, nie należy w ogóle uruchamiać procedury przewidzianej w punkcie 5 Traktatu. Czy zatem prezydent Macron mylił się mówiąc o śmierci mózgowej NATO?

Zatem mamy jasność; proponują nam, w przypadku kryzysu związanego z państwami bałtyckimi, natychmiastowe uderzenie na Rosję i zajęcie części jej terytorium, ale bez nadziei na pomoc NATO. Wojna będzie wygrana, a w nagrodę dadzą nam Kaliningrad, który być może i tak trzeba będzie zwrócić Rosji. Chyba jednak Amerykanie mają niskie mniemanie o inteligencji naszych polityków? A może wręcz przeciwnie, dobrze ich znają i dlatego przedstawiają takie plany.

Na koniec, jeszcze jedna uwaga o możliwych politycznych zagrożeniach w przypadku uwikłania się Polski w podobne plany. Załóżmy, że sprawa faktycznie przebiegłaby tak, jak przedstawia to ta amerykańska fundacja. Rosja zostałaby pokonana przez dzielne polskie wojsko a Kaliningrad, już jako Królewiec, zostałby włączony do Polski. Jaka sytuacja by wtedy powstała? Polska byłaby jedynym krajem w Europie, oczywiście poza Niemcami, jaki miałby w swym składzie terytoria III Rzeszy w granicach z 1937 roku. Zatem tylko, i wyłącznie, w stronę Polski mogłyby się kierować ewentualne niemieckie rewindykacje związane z utraconymi ziemiami. Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież te sprawy zostały  już uregulowane. Czyżby? Traktatu pokojowego nie ma a spory terytorialne mają bardzo długi żywot. Przypomnę tu choćby sprawę Gibraltaru, odebranego Hiszpanii przez Anglię już ponad trzysta lat temu, i ta kwestia nadal staje na agendzie i jest przedmiotem sporów, a nawet incydentów. Ostatnio, choćby przy okazji Brexitu, Hiszpanie wnieśli ostro i zdecydowanie swoje pretensje. Zatem Polska powinna być zadowolona z tego, że Kaliningrad jest rosyjski, gdyż wtedy sytuacja jest taka, że ewentualne niemieckie roszczenia względem terytoriów utraconych po wojnie musiałyby być wysunięte także wobec Rosji. I wyglądałoby to zupełnie inaczej niż roszczenia wysuwane tylko wobec Polski. Nie powinniśmy, wobec tego, roić o zdobyciu Kaliningradu a bardziej być zadowolonym z tego, że tam jest Rosja. I to jest oczywiste dla każdego myślącego polityka polskiego, chyba że mamy do czynienia z przypadkiem szczególnym, z jakimś Rydzem Śmigłym 2.0.

Stanisław Lewicki

[i] Juliusz Ćwieluch, Dlaczego przegramy wojnę z Rosją wyd. Znak ISBN 978-83-240-7  s. 8

[ii] https://jamestown.org/wp-content/uploads/2019/10/How-to-Defend-the-Baltic-States-full-web4.pdf?x14008

[iii] https://www.youtube.com/watch?v=uGd3KYIci0c

[iv] „Sieci” nr. 45 (363) 2019

[Głosów:20    Średnia:4.8/5]
Facebook

7 thoughts on “Lewicki: Kto chce Polsce dać Królewiec i dlaczego nie powinniśmy się na to nabrać?”

  1. A czy aby amerykańska fundacja nie została opłacona z PL? bo w przypadku p. Bartosiaka chyba nie można mieć wątpliwości 😉
    .
    Czyżby jakieś *wewnętrzne* problemy majaczyły na polskim horyzoncie?
    .
    BTW
    Chyba nie da się dawać komentarzy przez FB.

  2. A obecnych mieszkańców królewieckiej enklawy wypędzimy, czy wymordujemy?
    Długo można opowiadać o aktualnych interesach, dążeniach i ambicjach państwa polskiego, ale z pewnością nie ma wśród nich zdobyczy terytorialnych na naszych sąsiadach, zwłaszcza na Rosji. Parafrazując nieocenionego S. Michalkiewicza, to są jankeskie rzygowiny.

  3. Po co te dywagacje z Krolewcem w tle ? Szkoda na to czasu. Byloby inaczej gdyby to Rosja nam zaoferowala Krolewiec, w innym przypadku to bajdurzenie chorych glow. Tak, Krolewiec byl czescia RP w przeszlosci – jako lenno. Ale tez pamietam ze Rosjanie zdobyli cale Prusy Wsch. bodaj na pocz. XVIII wieku i tylko smierc carycy uratowala ta germanska narosl w pd.- wsch. czesci Baltyku.
    Wiec do dziela i zapytajmy Putina – moze za nasza rezygnacje z antyrosyjskiego amoku oddalby nam, Polsce Krolewiec , Pilawe, etc. Ja w to watpie, a na wojne nuklearna z Rosja tez sie nie pisze. Pozdrawiam.

  4. Z tym darowywaniem Königsbergu(zwanego czasem zartobliwie Krolewcem)to jakas dziwna historia.Jak gminna wiesc glosi,juz radziecki wspolobalacz komuny Gorbi chcial go podarowac Niemcom.Szczwany lis minister Genscher podziekowal odmownie.Gdyby dobrze poszukac w historii,moze znalazly by sie dalsze precedensy.

  5. Przy całej sympatii do Autora muszę napisać, że coś Mu nie wyszło. Obawiam się, że o poglądach p. Bartosiaka ma informacje ze słyszenia. Stąd napisał co napisał.
    Z tego co ja wyczytałem u Bartosiaka, i usłyszałem bezpośrednio od niego to uważa całkiem inaczej. Myślą przewodnią jego rozważań jest to, że:
    1) Na USA liczyć nie możemy. Tym bardziej na Europę Zach.
    2) Obecny porządek świata się sypie i nadchodzi czas ponownej gry o pozycję czyli każdy przeciwko każdemu – stąd potrzeba wzmocnienia sił zbrojnych i ich usamodzielnienia.
    3) Rosja nie jest taka silna i nie może użyć przeciwko Polsce znacząco większych sił niż my możemy wystawić. Reszta jest potrzebna gdzie indziej. Ma 53 razy większe terytorium do obrony niż my. I liczne zagrożenia…
    4) Opisany przez Bartosiaka scenariusz hipotetycznej wojny Polski z Rosją z taktycznym powodzeniem naszych sił kończy się użyciem przez Rosję broni nuklearnej.
    5) Praktycznie za każdym razem podkreśla rozbieżność interesów Polski i USA.
    6) Rzeczywiście uważa, że przydałby nam się Królewiec i pisze iż sami musielibyśmy go sobie zdobyć. To oznacza powodzenie w wojnie z Rosją czyli ostateczny koniec jak opisałem wyżej.
    Jak dla mnie to Bartosiak zdecydowanie nie wygląda na człowieka realizującego interesy amerykańskie. Raczej na człowieka rozważającego różne niemiłe scenariusze. Np. taki, że Amerykanie planowali w razie wojny z Rosją wielką rozstrzygającą bitwę “o wszystko” – na terenie centralnej Polski z oczywistymi skutkami dla Polski i Polaków.
    “Wadą” Bartosiaka jest to, że opisując Rosję czy USA nie używa epitetów ani żadnych ocen w stylu dobry-zły a u nas trzeba niekoniecznie z sensem ale za to emocjonalnie.

    1. 3) Nie musi… mają spora przewagę jakościowa.
      Może i maja złom… ale co z tego kiedy mamy szrot, o ile mamy (patrz sprawe MIG’ów 29)?

      1. Nie mają złomu, to po pierwsze, ale za to mają organizację armii i możliwości mobilizacyjne: do całkowitego rozbicia Wojska Polskiego wystarczy związek w sile korpusu, z dwoma dywizjami, brygadą artylerii, brygadą rakiet operacyjno-taktycznych, brygadą przeciwlotniczą i przydzielonym lotnictwem. Same nagłe uderzenia rakiet operacyjno-taktycznych są w stanie zniszczyć cały potencjał WP: zanim pododdziały zbiorą się na alarm i wyjdą z miejsc stałej dyslokacji, już dawno nie będą istniały. A dlaczego? Polska nie ma obrony powietrznej, a już na pewno zdolnej zwalczać rakiety balistyczne i nowoczesne samoloty(abstrachując już od tego, że rakieta zestawu Iskander jest celem bardzo ciężkim dla każdego obecnie istniejącego zestawu przeciwlotniczego). Wskutek śmierci układu INF(za sprawą naszego ukochanego sojusznika) nic nie wstrzymuje Rosjan od wprowadzenia do linii rakiet obejmujących zasięgiem całą Polskę z terytorium Obwodu Kaliningradzkiego. Ile potrzebuje polska brygada zmechanizowana na wyjście z koszar po ogłoszeniu alarmu? Kilkanaście godzin, dzięki wojsku zawodowemu. Ile potrzebuje na wyjście z koszar rosyjska brygada rakiet? Godzinę od alarmu…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *