Lewicki: Od konwencji chicagowskiej do włoskiego finału. Co dalej ze Smoleńskiem?

Mija właśnie ósma rocznica katastrofy lotu PLF-101, w wyniku której zginęło 96 osób (88 pasażerów i 8 osób z załogi). Pomimo upływu tylu lat ostatecznych konkluzji wciąż nie widać, a za to mnożą się liczne teorie spiskowe skupiające się na sugerowaniu, że TU-154 rozbił się w wyniku zamachu. Jakieś osoby, bez badania dowodów i dokonując tylko analizy zdjęć usiłują przekonywać, że doszło do wybuchów. Zasadniczo szkoda czasu na odnoszenie się to tych rewelacji, które najczęściej przeczą sobie w kolejnych etapach prac. Na przykład twierdzi się, że w skrzydle zamontowano liczne ładunki wybuchowe, (doszli już chyba do ośmiu) jakieś taśmy i kocyki wybuchowe, które spowodować miały odstrzelenie pewnych jego części, lecz jednocześnie mówi się, że ta utracona cześć skrzydła była za mała by samolot stracił siłę nośną i się obrócił i na dodatek ładunki zamontowano tak, by wybuch nie spowodował eksplozji paliwa w zbiornikach, które są w skrzydłach. Po co zatem ci potencjalni zamachowcy mieliby to wszystko robić i tak sprawę komplikować skoro do zniszczenia samolotu wystarczy jeden ładunek?   Takie proste pytanie nie przychodzi chyba do głowy tym „badaczom”.  Ale bawić się można dalej, szczególnie za państwowe pieniądze.

Nie o tym jednak chciałem pisać, ale o pewnej istotnej i zastanawiającej paraleli, według której to, co wydarzyło się po katastrofie lotu PLF-101 zaczyna przypominać historię badania katastrofy lotu Aerolinee Itavia 870. To była największa katastrofa jaka przytrafiła się we w Włoszech. W roku 1980 samolot DC-9 spadł do Morza Tyrreńskiego a w wyniku tego życie straciło 81 osób. Także i w tym przypadku w trakcie badania przyczyn pojawiło się wiele teorii, z których część sugerowała zamach, ale większość dotyczyła możliwości strącenia samolotu rakietą przez wojskowe maszyny Włoch, Francji lub USA, które odbywały ćwiczenia w rejonie gdzie to się stało.   Podobnie jak w Polsce społeczeństwo Włoch było bardzo podzielone w kwestii poglądu na przyczyny tragedii. Wskazywano na możliwe zacieranie śladów i wiele niewyjaśnionych przypadków śmierci osób, które były świadkami w sprawie: „nie przesłuchano najważniejszych świadków, gdyż umarli nagle – blisko 10 osób! Dwóch pilotów z Grosseto zginęło w słynnym wypadku samolotowym w Ramstein w 1988 roku. Młody kapitan z bazy w Poggio Ballone, który tamtego dnia był przy radarze i na pewno widział to, co pułkownicy Naldini i Nutarelli, zmarł na zawał serca, choć nigdy wcześniej nie chorował. Jego przełożony Mario Alberto Dettori “powiesił się w sposób nienaturalny” w bazie w Grosseto. (…) Także podpułkownik Francesco Parisi pełniący służbę w sali radarowej w Otranto (…) też się “powiesił” – tuż przed złożeniem zeznań.”.[1] Jak widzimy włoski seryjny samobójca działał prawie w sposób hurtowy.

W Polsce często przypomina się też dziwne stwierdzenie Bronisława Komorowskiego, wtedy jeszcze nie prezydenta, który w znanym wywiadzie dla radia RMF powiedział, że „Prezydent będzie gdzieś leciał i to się wszystko zmieni”[2]. We Włoszech tymczasem były prezydent Francesco Cossiga powiedział, „że samolot DC-9 został zestrzelony przez rakietę  (…) wystrzeloną z francuskiego myśliwca, o czym poinformował go oraz ówczesnego ministra spraw wewnętrznych – Giuliana Amato wywiad włoski.”[3] Jak widzimy nawet posiadanie i podanie przez wywiad informacji o przyczynie tragedii nie spowodowało oficjalnych działań władz państwowych i wskazanie winnych. Wiele to mówi o tym jak na Zachodzie działają służby państwowe i jaką „prawdę” serwuje się społeczeństwu. To wyjaśnia także dlaczego w sprawie Smoleńska, jeśli ktokolwiek na świecie ma jakąś wiedzę, to jej nie udostępni, bo tego się nie robi. I to, że kraje te są w NATO razem z Polską, nie ma tu żadnego znaczenia. Jeśli jacyś polscy politycy mają zaś potrzebę by iść na wojnę z Rosją, to niech idą sami, innych nie pociągną. Ostatni wywiad Jarosława Kaczyńskiego w GP wskazuje, że on to chyba właśnie zrozumiał.

Także poszukiwanie ewentualnych winnych wśród własnych funkcjonariuszy skończyło się w przypadku Włoch fiaskiem: „Wielu włoskich wojskowych zostało postawionych przed sądem za utrudnianie dochodzenia, fałszywe zeznania, zniszczenie dowodów, nadużycie władzy. Przed sądem postawiono także czterech generałów: Corrado Melillo, Zeno Tascio, Lamberto Bartolucci i Franco Ferri. Po 25 latach od katastrofy, w grudniu 2005 r., sąd apelacyjny oczyścił ich jednak z zarzutów. Sąd kasacyjny podtrzymał ten wyrok.”[4]
Zatem i w przypadku Polski perspektywy znalezienie jakichkolwiek i gdziekolwiek winnych są żadne. Nie jest też wykluczone, jak sądzę, że cała walka PiS o zmiany w sądownictwie, miała na widoku także ewentualny proces w sprawie odpowiedzialności za Smoleńsk. Dlatego walka o to była tak zajadła. Ostatecznie, można powiedzieć, że Prezes sukcesu nie zaliczył, a zatem jeszcze bardziej prawdopodobnym jest, że cała rzecz zakończy się tak jak we Włoszech.
Czyli jak się zakończy? Tam sprawa zajęła różnym organom łącznie 33 lata. Było wiele komisji, które sporządziły też różne raporty, które w części sobie zaprzeczały. Ostatecznie sprawę rozstrzygnął sąd w kilku instancjach, który zawyrokował, że samolot został strącony zabłąkaną rakietą, jednak bez wskazywania sprawcy, bez wskazywania kto rakietę wystrzelił.[5]  Sąd nakazał też rządowi wypłacić bliskim ofiar odszkodowanie w  wysokości łącznie 100 mln euro. W Polsce bliscy nie musieli czekać tak długo na odszkodowanie, a otrzymali je bardzo szybko.

Jest też pewna osoba, która bezpośrednio łączy obie sprawy,  polską i włoską. To Frank Taylor, który brał udział w pracach jednej z komisji badających sprawę włoskiego samolotu a teraz został także zaangażowany do badania katastrofy smoleńskiej. W przypadku   Aerolinee Itavia 870, Frank Taylor twierdził, że powodem tragedii był wybuch w tylnej łazience samolotu i tak to zostało zapisane w raporcie technicznym z badań piątej komisji, której członkiem był Taylor. Jednak jego twierdzenia nie zostały uwzględnione  przez sąd, zaś niektórzy uczestnicy procesu określali  jego działania jako “obrazę dla wymiaru sprawiedliwości” i “obelgę dla prawdy historycznej”[6]. W przypadku Tu-154 Taylor znowu twierdzi że doszło do wybuchów, co zapewne znowu pojawi się w zapowiadanym przez Macierewicza „raporcie technicznym”. Jak widzimy, także i ta nomenklatura – „raport techniczny” – została przeniesiona z dochodzenia włoskiego. Jak to zostanie ostatecznie potraktowane, nie wiadomo, ale sądzę, że podobnie, bo dowodów na te rzekome wybuchy brak.

Widzimy zatem, że istnieje gotowa włoska ścieżka dla załatwienia sprawy smoleńskiej i zapewne ostatecznie któryś z naczelnych organów sądowych w Polsce wyda werdykt, gdzie będzie zapis w rodzaju „najbardziej prawdopodobną przyczyną katastrofy Tu-154 jest ….”.  Pytanie tylko, czy potrwa to, tak jak we Włoszech, ponad trzydzieści lat, czy też mniej? A może więcej?
Pożyjemy, zobaczymy!

Stanisław Lewicki

[1] https://wiadomosci.wp.pl/katastrofa-lotnicza-we-wloszech-niewidzialna-reka-zaciera-slady-6031283657983105a

[2] https://www.youtube.com/watch?v=ufMcILtz-zE

[3] https://wiadomosci.wp.pl/katastrofa-lotnicza-we-wloszech-niewidzialna-reka-zaciera-slady-6031283657983105a

[4] tamże

[5] https://wiadomosci.wp.pl/po-33-latach-sad-podal-mozliwa-przyczyne-katastrofy-samolotu-we-wloszech-6031587249476737a

[6] http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/zagraniczny-ekspert-macierewicza-frank-taylor-skompromitowany-wloskim-dochodzeniem/hg2gj4f

[Głosów:9    Średnia:4.8/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *