Lewicki: Przegląd prasy patriotycznej tydzień 44, 2016 rok

„W Sieci” nr. 44

Rubryka „Przegląd Tygodnia Mazurka & Zalewskiego” a tam piszą, że ponoć Adam Lipiński, „swego czasu legendarny Pierwszy Wiceprezes PiS popadł w niełaskę u Kaczafiego. Wszystko dlatego, że protegowany Lipy Dawid Jackiewicz zatracił sztukę jedzenia małą łyżeczką”. O co chodzi z tą łyżeczką detalicznie nie piszą, ale i tak pokazuje to jak łatwo stracić łaski u Wszechwładnego Jarosława. Ten Lipiński dostał jakiś order od Wegrów, ale co tam znaczy order wobec utraty łask na Nowogrodzkiej.

I aktualne wskazania dla zabiegających o łaski: „Lipiński coś tam jeszcze może, ale coraz więcej w spółeczkach dolnośląskich może ponoć minister Elżbieta Witek. To jej więc należy składać CV.”

W poprzednim tygodniu w tej rubryce rzucono plotkę, że prezydencki minister Kwiatkowski nosi ksywkę „Frankenstein”. A teraz kontynuacja tematu; że to może niekoniecznie „Frankenstein”, a „Lurch Adams”, albo „Quasimodo”. Mało to eleganckie natrząsanie się z człowieka i jeszcze na dodatek autorzy napisali, że prezydenccy ministrowie Dudy, podobnie jak wcześniej Bronka, są kompletnie nijacy, i że „gdyby nie opowiastki, że jeden brzydki, inny gruby, a trzeci nieprzytomny i zabiegany jak Henio Wujec, to nie dałoby się powiedzieć o nich nic”. Widać, że Mazurek i Zalewski nie przepadają też za Dudą, co pokazali pisząc o nim, że jako „właściciel tego fraucymeru może łacno skończyć jak poprzednik”. Czego ja też bym sobie życzył. 🙂

Komentując słynną przemianę Nowaka na Ukraińca napisali celnie, że „platfusy szukają schronienia na Wschodzie, a nie na Zachodzie”.

Pani Marta Kaczyński pisze w „Dowody i emocje” o konieczności przeprowadzenia ekshumacji. Z tekstu wynika tylko niezbicie, że jego autorka jest prawnikiem. Dla mnie zaś to dziwne, że można felieton to tygodnika pisać w taki sposób jak pismo do sądu. Jeśli zaś to ja mam być tym sądem, to ja się nie zgadzam, bo nie uważam, że po ponad sześciu latach można odkryć jeszcze coś istotnego dla sprawy wyjaśnienia okoliczności katastrofy, tym bardziej, że przecież ileś tam tych ekshumacji już przeprowadzono i żadna nie przyniosła istotnych dowodów w sprawie.

Łukasz Warzecha w stałym kąciku „Off the rekord” przedstawia wymyśloną rozmowę pewnego ministra z premierem o Mistralach

„- Panie ministrze, nie może pan wysuwać poważnych oskarżeń za każdym razem, kiedy pana asystent wyczyta coś na rosyjskich stronach internetowych.

-To nie mój asystent, to ja sam. Poza tym to złożona gra wywiadowczo-kotrwywiadowczo-inforamcyjno-dezinformacyjna. Ta informacja znalazła się w rosyjskiej sieci, żebym pomyślał, że jest nieprawdziwa, ale ja wiem, że ona po to tam była, i dlatego wiem, że jest prawdziwa. A w każdym razie może być. Nadąża pani?

– Ja tylko proszę o trochę wstrzemięźliwości!

-Wstrzemięźliwość, pani premier, jest dla mięczaków!”

Właśnie, chciałoby się dodać; tylko, że problem polega na tym, że ten pan minister, może nas wszystkich przerobić z mięczaków na twardzieli, a dokładnie to na martwych twardzieli, czego to znaczna cześć z nas wcale by sobie nie życzyła. 🙂

 

„Do Rzeczy” nr. 44

W artykule wstępnym „Radykalny zwrot w lewo” Paweł Lisicki pisze, bez owijania w bawełnę, o lewicowych tendencjach w Kościele. Wymienia trzy wydarzenia z ostatnich dni, które o tym świadczą: przyjęcie przez episkopat Włoch decyzji o poparciu marszu na rzecz powszechnej amnestii dla więźniów, wybór nowego generała jezuitów, którym został znany wcześniej z wręcz marksistowskich poglądów o. Arturo Sosa Abascal, oraz na koniec, opinia papieża Franciszka, ze spotkania 13 października z niemieckimi katolikami i luteranami, gdzie stwierdził, że „przekonywanie przez katolików niechrześcijan do wiary jest czymś głęboko niesłusznym”.

Te wymienione sprawy, jak i wiele innych kwestii, muszą budzić wielki niepokój o to, co dzieje się z Kościołem i w Kościele. Co dzieje się z nauczaniem Kościoła? Może tak właśnie obecnie trzeba postępować? Może inaczej już nie można?  Coraz trudniej jednak jest mi powstrzymywać się od zdecydowanego wyrażania własnych opinii i protestu. Kościół zniósł i przetrwał wiele zmian, herezji, papieży i antypapieży, ale czy wiara w obietnicę, że „nie przemogą” nie jest obecnie nadużywana?

Jeszcze więcej na powyższy temat pisze Tomasz Terlikowski w tekście „Latynoski skręt Kościoła” i także nie są to refleksje pocieszające, szczególnie w odniesieniu do nowego generała Towarzystwa Jezusowego. Jest jednak i coś pozytywnego, gdyż papież Franciszek w swoim wystąpieniu skierowanym do jezuitów, także jego współbraci zakonnych, przypomniał o obowiązku działania w zgodzie z nauczaniem Kościoła, co może się odnosić do rozważanej przez św. Jana Pawła II i bł. Pawła VI decyzji o rozwiązaniu zgromadzenia. A pamiętajmy, że już raz w historii miało to miejsce; w roku 1773. A co raz już się wydarzyło, tym łacniej zdarzyć się może ponownie.

 

„dwaj panowie g” czyli Gryz i Gociek dzielą się plotkami i ciekawostkami. A to pewnie nie słyszeli państwo, że ponoć Antoni Zambrowski opowiadał, że jakoby rzekomo „Michnik jest adoptowanym przez Szechtera i Michnik polskim sierotą”. Jeśli to prawda, to już mi się go robi szkoda. J

No i jeszcze cytują wpis na ukraińskim portalu pod wiadomością o „udomowieniu” Sławomira Nowaka: „A co to, u nas własnych worów niet, że musimy sprowadzać obcych”. Co racja to racja. Ukraina to zawsze była z tego znana. Nawet do polskiego języka przeszło powiedzenie o „podolskim złodzieju”.  J

Blagierka Kataryna w swoim felietonie „Kij się znajdzie” pisze o przydzielaniu rządowych funduszy dla fundacji. A konkretnie o tym, że żona ministra Piotra Glińskiego, tego, co kiedyś przemawiał w Sejmie z tabletu Prezesa, otrzymała 50 tys. zł na jakiś program. Nieprawidłowości tu nie było, ale dla wielu ciekawe będzie pewnie to, że żona ministra Glińskiego jest od niego 20 lat młodsza. J

 

Igor Zalewski pisze o swoich wrażeniach z podróży do Iranu: „Nagle z bocznej uliczki ruszył ku nam tłum ludzi ….szyici akurat świętowali Aszurę, czyli rocznicę śmierci imama Husajna (wnuka Mahometa) zabitego w bitwie pod Karbalą….Z tłumu zaczęły się odrywać pojedyncze osoby i podchodziły do nas, pozdrawiając i obdarowując słodyczami. …procesja się urwała. A my zostaliśmy w nagłej ciszy, z tonami cukierków i w trudnym do zdefiniowania nastroju, będącym pomieszaniem szoku, wzruszenia, radości i raczej rzadko występującego poczucia braterstwa”.

Zatem nie bójmy się szyitów i pomyślmy o podróży do Iranu!

 

„Gazeta Polska” nr. 44

W tym numerze kontynuacja kultowego już raportu: „Sensacyjny raport BND na temat Smoleńska”. Pojawiają się inne nazwiska współpracujących z rzekomym generałem Desinovem, a mianowicie Popow oraz niejaki Dementjev (nie piszą, czy może cierpi na demencję i stąd takie nazwisko J ), i ci panowie mają być zamieszani w przemyt „tysiąca sztuk kartonów marki Marlboro US”. Ponadto ten Desinov podjął się pośrednictwa w  negocjacjach z mułłą Omarem na temat wstrzymania ataków Talibów na żołnierzy Bundeswehry w Afganistanie. Za usługę chce tylko 200 tys euro. Całkiem tanio można zrobić dobry deal z terrorystami. J

Desinov miał otrzymać wizę, pod pozorem kontaktów z Zakonem Św. Łazarza. No i są jeszcze załączniki w postaci strony paszportu tego Desinova, gdzie jest zdjęcie mężczyzny o raczej arabskim typie urody, zaś w rubryce obywatelstwo jest napisane – ukraińskie.

Dołączono także do raportu, to dopiero jest ciekawostka, zdjęcie „niewskazanego z imienia mężczyzny”. Mężczyzna ten, jak dla mnie, o średnio sympatycznej twarzy, jest ubrany w wojskowy podkoszulek i bluzę obwieszoną medalami, a na głowie na beret, jak sądzę wojsk powietrzno-desantowych. Jako, że jest on „niewskazany z imienia” to jego związek z treścią raportu także jest nieustalony a zapewne żaden. Na tej zasadzie to do raportu można dołączyć fotografię dowolnego człowieka. Z niezmierną ciekawością oczekuję, kto pojawi się w następnym odcinku za tydzień. Może Osama bin Laden, zamawiający polityk „T”, czy pułkownik „Robert”, czy jeszcze ktoś inny?

Chyba tylko Pan Samochodzik jest w stanie rozwikłać tę zagadkę i w końcu on także powinien się pojawić i wszystko to wyjaśnić detalicznie jak chłop krowie na miedzy.

 

W Gazecie Polskiej nr.44 jest też tekst Grzegorza Wierzchołowskiego „Rosyjskie interesy Francuzów z Airbusa”. Wynika z niego, że współpraca Rosji i Francji jest intensywna, a za przykład może służyć fakt, że jedna trzecia elementów samolotu Airbus A320 jest produkowana w Rosji. Firma ta współpracuje z Rosją w dziedzinie rakiet hipersonicznych, zaś Rosja dostarcza Francji tytan, który jest materiałem o znaczeniu strategicznym.

Jest to podstawą do takich opinii, że Francuzi „owi rzekomi sojusznicy od dłuższego czasu robią doskonałe interesy ze śmiertelnym wrogiem Polski i NATO – Rosją Władimira Putina”. Proszę zwrócić uwagę a tę kuriozalną frazę „śmiertelny wróg”. Ja ją zawsze kojarzę z rysunkiem propagandowym z okresu wczesnego PRL, przedstawiającym jegomościa słuchającego „Wolnej Europy”. I podpis pod rysunkiem był taki: „Dureń co słucha z miną tak błogą, komu pomaga? Śmiertelnym wrogom!”. Wówczas to jednak  sens tego jakiś tam był, gdyż wtedy Niemcy, wspierani przez swoich sojuszników, czyli USA, Wielką Brytanię, czy Francję, nie uznawali granicy na Odrze i Nysie i tym samym dążyli do zniszczenia państwa polskiego w ówczesnym kształcie terytorialnym.

Pamiętam, jaką sensację wzbudził w Polsce Charles de Gaulle, kiedy podczas wizyty w naszym kraju, w roku 1966 wzniósł okrzyk w Zabrzu: „Niech żyje Zabrze – najbardziej śląskie z miast śląskich, a zatem najbardziej polskie z miast polskich!”. To oznaczało, że Francja dystansuje  się od popierania RFN w sprawie nieuznawania granicy na Odrze i Nysie. A to już dawało jakąś nadzieję na przełom i uregulowanie tej kwestii.

Szkoda, ze  rusofoby o tym nie pamiętają, a to jest ważna sprawa. Dziś Rosja nie kwestionuje żadnych polskich granic i brednie o „śmiertelnym wrogu” w każdym przytomnym człowieku muszą budzić zażenowanie. Myślałem, że te wstawki o „śmiertelnym wrogu” mamy już za sobą, a tu panie nic z tego. Gazeta Polska znowu wprowadza swoich czytelników w takie klimaty. Jak to dużo musiało się zmienić by niektórzy znowu wrócili do retoryki z okresu późnych lat pięćdziesiątych.

 

„Gazeta Warszawska” nr. 44

Ten tygodnik czytam głównie z uwagi na podejmowaną tam tematykę kresową. W tym numerze jest tekst Roberta Wyrostkiewicza – „Polska Autonomia Wileńszczyzny zablokowana w Sejmie RP”. Okazuje się, że w obecnym sejmie nadal działa cenzura, przynajmniej, jeśli chodzi o tematy kresowe, gdyż zablokowano przeprowadzanie konferencji „Autonomia, Historia dążeń do autonomii Wileńszczyzny”. Konferencję chcieli przeprowadzić posłowie Narodowo-Demokratycznego Zespołu Parlamentarnego z przewodniczącym Sylwestrem Chruszczem, głównie  z klubu Kukiz’15 . Jak zapewne niektórzy pamiętają, była w latach 1990-1991 na Litwie taka inicjatywa, by stworzyć tam tzw. Polski Kraj Narodowo-Terytorialny. Niestety bez wsparcia ówczesnego rządu polskiego ten projekt się załamał. Okazuje się, że dzisiaj w polskim Sejmie nawet nie wolno o nim mówić.

Decyzję o zablokowaniu konferencji podjęła „pełniąca obowiązki Szefowej Kancelarii Sejmu RP pani Agnieszka Karczmarska”. Ta pani pełniła przedtem funkcję dyrektora Klubu Parlamentarnego PiS. Oto i mamy kolejny przykład działań tej partii.

Ale na Wileńszczyźnie nie wszystko jest stracone. Jak powiedział poseł Chruszcz,   „To co jest polskim orężem na Litwie, to nie antypolskie władze litewskie, to nie nasz polski rząd, nie wspominając o takich pokracznych kłodach jak te rzucane przez Kancelarię Sejmu, ale demografia. Dzietność Polaków na Litwie przekracza dzietność Litwinów w rejonach planowanej na początku lat 90. autonomii Wileńszczyzny. I to jest Polska, która się tam odradza”.

W tym samym numerze inny tekst Roberta Wyrostkiewicza „Kto nie chce pomagać Polakom w Kazachstanie?”  I okazuje się, że tą osobą jest …. polski konsul z Kazachstanu, niejaki Andrzej Papierz, który skrytykował akcję „Książka dla Rodaka” pisząc, że „zebrane książki bardzo się przydadzą Polakom w Polsce lub emigracji polskiej na całym świecie. Ale niestety akurat nie w Kazachstanie”.  Trudno to nawet skomentować, to jeden wielki skandal. Dodam jeszcze, że wicekonsulem na placówce w Kazachstanie była Justyna Skrzydło, która w  atmosferze skandalu został zwolniona gdy „jeden z interesantów po sześciu godzinach czekania w konsulacie dostał ataku padaczki o podłożu stresowym”.

Taką to mamy obsadę placówek dyplomatycznych i tak troszczą się oni o Polaków za granicą.

Stanisław Lewicki

 

 

 

 

 

 

 

[Głosów: 0   Average: 0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *