Lewicki: Przegląd tygodników politycznych za tydzień 12

 

„Gazeta Warszawska” nr 11

„Dyktatura ciemniaków” – Jan Piński pisze o mizerii intelektualnej elit politycznych: „Trzecia RP była państwem rządzonym przez ćwierćinteligentów (….) Odsunięte od koryta przez władze PiS pseudoelity okazały się zbiorem ludzi „sprawnych inaczej” intelektualnie. Gdy okazało się, że muszą iść i coś mówić od siebie, to co słowo mamy kompromitację. Gdy dziś byłe elity muszą walczyć o swoją pozycję, dają dowody nie tyle miałkości ile zwyczajnej głupoty.”
Piński odkrył chyba największa tajemnicę władzy, która to także wyjaśnia, dlaczego w Polsce musi być tylu urzędników. Jeśli są to ćwierćinteligenci to trzeba ich cztery razy więcej do obsługi machiny państwa.

 

„Gazeta Warszawska” nr 11

„Rosyjski łącznik” – dr. Leszek Pietrzak pisze o enigmatycznej postaci, jaką jest Marcin Rey, który nie ustaje w atakach na znane osoby, nadając im, ni z gruszki ni z pietruszki, miano rosyjskich agentów. Zostały dotknięte tymi atakami zasłużone osoby: ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, prof. Bogusław Paź, czy dr. Lucyna Kulińska. Ten skrajnie proukraiński osobnik pojawił się w Polsce nagle i znikąd razem z ostatnim majdanem na Ukrainie. „Tropiciel rosyjskich agentów, spec od wojny informacyjnej Kremla, autorytet w sprawach ukraińskich znalazł się na celowniku Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. ABW interesuje się jego kontaktami z ukraińskimi nacjonalistami. Kim jest ów samozwańczy ekspert, którego chwali zarówno „Gazeta Wyborcza” jak i „Gazeta Polska”? (….) Jakim prawem Rey – człowiek znikąd – miesza z błotem i nazywa agenturą Putina osoby o niekwestionowanym dorobku i cieszące się autorytetem w środowiskach, w których na co dzień funkcjonują? Kim tak naprawdę jest Marcin Rey i czyje zadania realizuje dzisiaj w Polsce? Marcin Rey nie odpowiedział na nasze pytania.”

No właśnie! Ciekawym byłoby poznać afiliacje, źródła finansowania działalności i kontakty zagraniczne tego aktywisty.

 

„Newsweek” nr 13

„Dziel kasę i szczuj” – ten springerowski tygodnik postanowił rozpoznać sytuację na prowincji Polski, tego ważnego dla Niemiec obszaru. W tym celu redaktorzy wypuścili się do Radomia. A tam panie tylko … PiS i takie opinie zanotowano: „Tusk to jest Niemiec, przecież miał dziadka w Wehrmachcie. Gdyby nie Merkel, to nikt by go nie wybrał. Dobrze, że premier Szydło się postawiła i zgłosiła Saryusz-Wolskiego”. Albo inna rozmowa: „Pani Anna i pani Dorota śmieją się z argumentów, ze PiS łamie konstytucję i trójpodział władzy, który jest podstawą demokracji, że robi zamach na sądy. Mówią, że PO robiła to samo, tylko w białych rękawiczkach. – Ziobro zrobi porządek z sądami, sędziowie to jest kasta rządząca. Myślą, ze całe życie będą siedzieć jak boże krówki w gównie. W TVP pokazali sędziego, który ukradł pendrive’a (…) Anna i rówieśniczka Dorota głosowały na PiS i jeszcze raz zagłosują, bo PiS dał 500+, a pensje w Radomiu, z reguły niskie”

Oj nie będzie łatwo niemieckiej prasie w Polsce sprowadzać ludzi na właściwe tory według wskazań z listów szefa Ringier Axel Sprinter – Marka Dekana. J
„Newsweek” nr 13

„Tramwaj zwany pojednaniem” – rozmowa Jacka Pawlickiego z niemieckim ekspertem Corneliusem Ochmannem, który jest przerażony antyniemieckimi resentymentami w Polsce, które objawiają się co rusz, jak na przykład ta okładka GP z Tuskiem w mundurze Wehrmachtu. Mówi o tym tak: „Widziałem, straszne, ale dzisiaj sięganie po takie skojarzenia to nie jest już tylko specjalność prawicowych mediów w Polsce. Prezydent Erdoğan właśnie zarzucił Holendrom, że są „niedobitkami nazistów”. Co ciekawe, jeszcze 20 lat temu to Holendrzy przywoływali „niemieckie czołgi”, kiedy dochodziło do futbolowych napięć między Niemcami a Holandią. Te stereotypy istnieją nie tylko w Europie Środkowej.”

Oj tak, może Niemcy by jednak się zastanowili nad źródłami tych „stereotypów”.

Prowadzący przytacza, ze ponoć już „w średniowieczu wśród polskiego ludu krążyła legenda, ze naród niemiecki został sprowadzony na ziemię przez odbyt Poncjusza Piłata”.

Jak zatem poradzić sobie z tymi antyniemieckimi uprzedzeniami? Pan Ochmann chce przymusowo kierować młodych Polaków na studia w innych krajach (pewnie domyślnie w Niemczech). Kiedyś to się nazywało „przymusowe roboty”, a dziś Ochmann ujmuje to tak: „może należałoby pomyśleć o wprowadzeniu obowiązku odbycia części studiów w innym kraju europejskim, żeby młodzi nie zamykali się w swoich narodowych gettach”.

I jeszcze jeden wielki problem jest w Polsce według tych panów. Za mało jest działań antyrosyjskich. Na pytanie: „Słyszał pan, żeby Jarosław Kaczyński straszył kiedykolwiek Polaków Rosjanami?”, pan Ochmann odpowiada: „ – Nie przypominam sobie, chociaż zagrożenia dla Polski czyhają właśnie na Wschodzie.”.
Aha, czyli taki jest problem według Niemców. Kaczyński nie straszy Rosją. A tam właśnie jest zagrożenie. No cóż, te działania niemieckie, to nic nowego, gdy się przypomni, że według wielu świadectw, agenci pruscy, odegrali dużą rolę w doprowadzeniu do wybuchu powstania styczniowego, a także oszukańczy „sojusz” z Prusami w 1790 roku doprowadził do wojny Polski z Rosją, co zakończyło się likwidacją państwa polskiego. Jak widać, nie tylko cele ale i metody niemieckie nadal pozostały takie same. Napuszczać Polaków na Rosję, spowodować katastrofę i korzystać z klęski Polaków.
„wSieci” nr 12
„Polska nie jest piłką do kopania” – rozmowa z Jarosławem Kaczyńskim, w której przedstawia on ciekawe opinie na temat relacji z UE.  Pytanie: „Na jakiej podstawie pan sądzi, że Tusk już się zgodził poprzeć Europę dwóch prędkości?” Odpowiedź: „Na podstawie tego, co robią Niemcy. Inne sygnały też są jasne. Kilka dni temu, w Jesionce pod Rzeszowem (…) głos zabrał Jerzy Buzek. Jasno powiedział, że dwie prędkości są właściwie postanowione. Bez entuzjazmu, jednak to już jest zaakceptowane.”

A na temat przyczyn i konsekwencji tego kroku: „Niemcy widocznie uznały, że muszą pójść dalej, muszą umiędzynarodowić długi, czyli wziąć na siebie kolejne ciężary. Bez tego może upaść cała Unia, a na pewno upadnie strefa euro”.
Ale to nie będzie łatwe do przeprowadzenia gdyż: „Unia dwóch prędkości wymagałaby zmiany traktatów, czyli ratyfikacji przez wszystkich, jednomyślności. Skorzystanie z istniejących zapisów o dobrowolnej współpracy państw byłoby w tym wypadku jawnym nadużyciem”.
Czyli zapowiada się walka na śmierć i życie. Albo Niemcy, przez wsparcie i inspirowanie puczu opozycji totalnej, spowodują zmianę rządu w Polsce, albo nie będzie unii dwóch prędkości.

Możliwe jest dołączenie Polski do najszybszej grupy, ale to wiąże się z zagrożeniami. Według Kaczyńskiego – „moglibyśmy tam dołączyć tylko kosztem przyjęcia euro i innych rozwiązań, które całkowicie pozbawiłyby nas suwerenności. A przede wszystkim oznaczałoby dramatyczny spadek stopy życiowej (….) Jeśli kursy walut pozostałyby na obecnym poziomie, to nasze pensje przeliczone na euro, przy jednoczesnym nieuchronnym wzroście cen w kierunku poziomu niemieckiego, zdegradowałyby ekonomicznie miliony ludzi”
Mówiąc krótko, żarty się skończyły, zaczęły się schody. Natomiast liczenie na Niemcy, nie ma dobrych podstaw, bo one są jednak za słabe by pociągnąć całą gospodarkę Unii i odpowiadać za długi wszystkich państw. Wygląda na to, że te niemieckie pomysły, po raz kolejny w historii, skończą się wielką katastrofą.

 

„wSieci” nr 12

„Niemądre emocje” – Piotr Skwieciński uzasadnia, dlaczego nie powinniśmy obrażać się na Orbána. A wynika to z tego, że obecnie to Polska potrzebuje Węgier, a nie odwrotnie. Węgry są dziś na arenie unijnej silniejsze niż Polska i wynika to po części z tego, że „zdywersyfikowały” one swoją politykę mając dobre relacje i interesy z Rosją. „Związki Orbána z Putinem nie są przypadkowe. To konsekwentna polityka. Od wyborczego zwycięstwa Fideszu obaj prezydenci wprowadzili praktykę corocznego regularnego spotkania na szczycie, zawsze w pierwszym kwartale. To narasta – ostatnio obie strony przeniosły współpracę również w dziedzinę „nadbudowy” polityki historycznej. Związek Budapesztu i Moskwy staje się coraz bardziej strategiczny”

Mądry Orbán odnosi sukcesy a my, przez głupią politykę, dajemy się wykorzystywać innym w działaniach przeciwko Rosji.

 

„Do Rzeczy” nr 12

„dwaj panowie g” – na takie panie nieszczęście, a tylko w tej nie całkiem poważnej rubryce o nim napisali. „Zaniepokojonych stanem zdrowia Rycha Czarneckiego uspokajamy – będzie żył. Rękę na temblaku nosi, bo ma uraz czy tam inne zapalenie kaletki. Znajomym się chwali, że to „uraz typowo sportowy”. W opisie choroby czytamy, że występuje u „osób wykonujących czynności wymagające powtarzających się ruchów”. Nasza diagnoza – powtarzające się otwieranie drzwi do studiów radiowych i telewizyjnych. Rychu lubi ten sport.”

No to już jestem trochę spokojniejszy, a swoja drogą tyle lat człowiek przeżył i nigdy nie słyszał o jakiejś kaletce. J

 

„Do Rzeczy” nr 12

„Przeszłość cieśli z Minneapolis” – Marek Trojan pisze, że IPN zamierza wystąpić do USA o ekstradycję niejakiego Michaela K, który faktycznie jest urodzonym na Wołyniu zbrodniarzem Mychajło Korkociem. Był on w czasie wojny dowódcą 2. kompanii Ukraińskiego Legionu Samoobrony, która dokonała mordu na czterdziestu czterech polskich mieszkańcach miejscowości Chłaniów oraz Chłaniów-Kolonia i Władysławin-Kolonia. „Wśród zamordowanych były kobiety i dzieci. Sprawcy ograbili dobytek swoich ofiar, po czym puścili ich domy z dymem i odjechali. Później kompania Korkocia wraz z resztą ULS  brała udział m.in. w pacyfikacji Czerniakowa podczas powstania warszawskiego. Przez południową Polskę Legion trafił na Słowację, a na początku 1945 r. został wcielony do dywizji Waffen- SS Galizien”.
Korkocia wykrył kilka lat temu dr. Stephen Ankier, emerytowany brytyjski farmakolog i badacz Holokaustu. „Podwładnym Korkocia był również Mychajło Ostapenko, który do dziś żyje w Wielkiej Brytanii. Doktor Ankier i jego zdołał namierzyć, a sprawa trafiła na czołówki brytyjskich gazet”

Dodam jeszcze, że w sprawie identyfikacji ukraińskiego zbrodniarza bardzo pomógł portal Kresy.pl.
Dziwnym jest natomiast, że wykrył tych zbrodniarzy brytyjski amator, a cały aparat  IPN nie może się czymś podobnym pochwalić. A wystarczyłoby dobrze spenetrować środowiska byłych członków OUN-UPA na Ukrainie, a może i w Polsce. Tylko do tego potrzebna jest chęć działania, której ja w IPN nie widzę.

 

 

 „Gazeta Polska” nr 12

„Wata z mózgu” – GP gorączkowo, wręcz w popłochu, przerzuca siły na nowo otwarty front antyniemiecki, zabierając je częściowo z frontu antyrosyjskiego. Niektórzy próbują jednak działać według strategii dwóch wrogów i efekty są bardzo dziwne. Taki, na przykład, Wojciech Mucha, porównuje działania Niemiec wobec Polski do działań rosyjskich na Ukrainie: „Szczęśliwie w Polsce nie mamy dwujęzycznej mniejszości, którą można by manipulować. (…) Zagrożenie płynie z innej strony. (…) O tym jak to działa, przekonaliśmy się wraz z ujawnionym listem Marka Dekana, szefa niemiecko-szwajcarskiego koncernu medialnego Ringier Axel Springer Media, który poinstruował podległych mu dziennikarzy w Polsce, jak powinni oceniać rządzących naszym krajem. Oczywiście mają ich oceniać zgodnie z linią polityki niemieckiej. To co wiedzieliśmy od dawna, ujrzało więc światło dzienne. I choć formą różni się to od sytuacji w Donbasie, to zamysł jest ten sam.”

Trudno tu nawet coś komentować. Po prostu cudo. Wypada tylko zazdrościć i się zastanowić, ile to trzeba wypić, i czego, by mieć takie przemyślenia. J

A z tym szczęściem wynikającym z  braku dwujęzycznej ludności w Polsce to też długofalowo sprawa niepewna, bo rząd ściąga miliony Ukraińców.

 

 

„Przegląd” nr 12
Dwa tygodnie temu Mazurek i Zalewski, w swojej rubryce cotygodniowej w tygodniku „wSieci”, tak skomentowali powołanie Dworczyka na wiceministra: „w MON przyda się jeden normalny człowiek”.
Oj, chyba nie wiedzieli o nim wszystkiego, bo „Przegląd” pisze dokładniej o pasjach tego pana: „Od małego interesował się bronią. Ciągnęło go do amunicji. Zwłaszcza artyleryjskiej. Zbierał ją więc pracowicie i znosił do piwnicy. A mieszkał w dziewięciopiętrowym warszawskim bloku. Sąsiedzi, powiązani pewno z reżimem, ściągnęli policję. Oj, działo się działo. Cała ulica miała mocne przeżycia. Reżimowy sąd nie znał litości i skazał Dworczyka na półtora roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata.”
Uff. To Macierewicz ma dodatkowe powody do zmartwienia i chociaż od czasu do czasu powinien sprawdzać, co tam pan Michał gromadzi w gabinecie albo w przepastnych piwnicach MON. 

Stanisław Lewicki

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.