Lewicki: Przegląd tygodników politycznych za tydzień 20/2017

 

„Plus Minus” nr 19
„Aeroplan Beneša” –  Marek Rodzik i Marcin Furdyna piszą o upadku systemu bezpieczeństwa zbiorowego w Europie w roku ’38. „Polska i Czechosłowacja, w które najmocniej wymierzony był rewizjonizm niemiecki nie potrafiły działać we wspólnym interesie z obustronnej winy”. „22 października zdymisjonowany prezydent odleciał z praskiego lotniska do Londynu (…) W Pradze krążył dowcip, że zamiast planu, Beneš miał aeroplan”.
Jak się okazało, rządząca w Polsce sanacja także miała podobny plan – „Zaleszczyki”
„Przed konferencją monachijską Sowieci zostają wyłączeni z systemu państw decydujących o losach Europy Środkowo-Wschodniej. A jednak tę dyplomatyczną porażkę – zdaniem czechosłowackiego historyka Igora Lukeša – w dalszej perspektywie przekuli w strategiczne zwycięstwo. W 1939 r. Stalin miał wolną rękę: mógł zdecydować, czy zwiąże się z Francją i Wielka Brytanią lub z Niemcami. Po drugiej wojnie światowej natomiast Czechosłowacja znalazła się w jego saku, a mocarstwa, które dyskutowały o niej parę lat wcześniej w Monachium, nie miały już właściwie nic do powiedzenia”.
Ciekawa uwaga! Obecnie także próbuje się Rosję wyłączyć ze spraw europejskich. A najbardziej forsuje to Polska. Efekt tego, na dłuższą metę, może być podobny.
„Newsweek” nr 21
Taka bryndza w tym piśmie, że najciekawszy dla mnie tekst, to ten traktujący o przypadku Polki w Egipcie. „Co się stało z Magdą Ż.”. Mocnych sądów i opinii nie ma, ale autorka Renata Grochal rozmawiała z wieloma ludźmi i przedstawia fakty, które co nieco rozjaśniają scenę.
„Magda wyprowadziła się z domu, gdy miała 17 lat. Wpadała czasem do rodziców na obiad, ale gdy przyjeżdżała do Bogatyni, nocowała u przyjaciółek. (…) przyjaciele mówią, że największym marzeniem Magdy było mieć męża i rodzinę. Chciała stabilizacji. Kiedy w lutym na koncercie rapera Tade poznała Markusa, od razu zaczęła snuć poważne plany. – Zadzwoniła i mówi. Aguś, on jest taki mądry. I po dwóch tygodniach się do niego wprowadziła. Markus, który pracuje jako fryzjer, był inny niż jej dotychczasowi partnerzy poznawani w siłowni. (…) Tygodniowy pobyt dla dwóch osób kosztował Magdę cztery tysiące złotych. Połowę pieniędzy musiała pożyczyć od ojca (…) WERSJA PRZYJACIÓŁ (…) – Ktoś musiał jej dosypać środki odurzające i ją zgwałcić. To wywołało u niej silny szok psychiczny, stąd jej dziwne zachowanie – mówi Agnieszka. Według niej i Joanny, które razem z Markusem próbowały zorganizować wcześniejszy powrót Magdy do kraju, świadczy o tym sekwencja zdarzeń. (…) Według Biura Podróży załamanie Magdaleny zaczęło się już w Polsce. Radomir Świderski w przesłanej mi informacji przekonuje, że już na lotnisku w Katowicach była ona w kiepskim stanie, a w Egipcie to się pogłębiło. Po pożegnaniu w partnerem miała być emocjonalnie wzburzona i płakać”
Cóż, to taka smutna historia o tym jak w dzisiejszej rzeczywistości trudno jest dziewczynie zrealizować główne marzenie, czyli jak mówili jej przyjaciele: „mieć męża i rodzinę”.

 

 

„Newsweek” nr 21

”Kiedy będziemy więcej zarabiać?”
Henryk Kowalczyk, szef Komitetu Stałego Rady Ministrów, rzucił niedawno w jednym z wywiadów, ze za siedem, osiem lat średnia pensja sięgnie 10 tys. zł brutto. Tylko ciut mniej optymistyczne wizje roztacza wicepremier Mateusz Morawiecki. Wdrożenie jego planu rozwojowego miałoby sprawić, że około 2030 r. pensje Polaków dogonią średnią unijną. To też nieźle – dziś zarabiamy przeciętnie 3,2 tys. zł na rękę (dane GUS), średnia unijna to 6,4 tys. zł netto.

A jak jest dzisiaj? „Z danych resortu rozwoju wynika, że połowa pracujących dostaje do ręki niecałe 2 tys. złotych, czyli mniej więcej tyle co kasjerka z supermarketu (…) Ci zaś, którzy zarabiają ponad 5 tys. netto, należą do elity ok. 10 proc najlepiej opłacanych pracowników.

Tusk obiecywał, że będziemy drugą Irlandią, która osiągnęła sukces. „W latach 1986-2003 zatrudnienie wzrosło o 60 proc., a pensje – niegdyś o połowę niższe – dogoniły poziom brytyjski”

Przez osiem lat swoich  rządów Tusk niewiele zrobił by scenariusz irlandzki się zrealizował. Może jego następcy będą mieli więcej szczęścia i umiejętności?

 

„Przegląd” nr 20

„Sędziowie w rękach władzy” – rozmowa z Adamem Strzemboszem i jego  opinie na temat obecnego i byłego stanu polskiego sądownictwa. „Mam wrażenie déjà vu, co mnie bardzo niepokoi. Przyszedłem na aplikację w 1956 r. z wielkimi nadziejami, że po przewrocie październikowym będzie już zasadniczo inaczej. I było – pod tym względem, że skończyły się wyroki ustalane w Biurze Politycznym czy jednoosobowo przez Bermana. Natomiast władze polityczne chciały oczywiście zapewnić sobie odpowiedni wpływ na obsadę sędziowską, awanse i rozstrzygnięcia szczególnie drażliwych spraw. Byli więc sędziowie niepokorni, pomijani w awansach. (…) W latach 60. I 70. Większość sędziów w PRL sądziła swobodnie, bez nacisków, zgodnie z własnym przekonaniem i sumieniem. Gdy jednak zdarzyła się jakaś drażliwa sprawa, prezes sądu zawsze sobie znalazł takich, co rozumieli jak powinni orzekać. (…) W stanie wojennym w sądach wojewódzkich każda sprawa była pilotowana przez resort sprawiedliwości, dzwoniono, przysyłanourzędników mających przypilnować odpowiedniego orzekania. Niestety, takie możliwości znowu się tworzą.”

No ciekawe te opinie Adama Strzembosza o dobrym generalnie stanie sądownictwa w PRL, i te paralele ze stanem wojennym jakie maja rzekomo się tworzyć obecnie. Czyżby to była prawda? Trudno mi się z tym zgodzić choć wiele  wskazuje na to, że okres PRL-u czeka na ponowną uczciwą ocenę, bez tych, przyjętych a priori, propagandowych tez lansowanych usilnie przez ostanie lata.

 

„Do Rzeczy” nr 20
„Dwaj panowie g” – „Zasmuciła nas wiadomość o emigracjibyłego posła Johna Godsona do Nigerii. Podwójnie. Po pierwsze, mało u nas polityków, którzy dotrzymują słowa. Po drugie, mamy żal do kolegów z „Super Expresu” o niewłaściwy tytuł tekstu o nigeryjskiej farmie Godsona. Przecież aż się prosiło żeby napisać po prostu: „Wolał pasać świnie a Afryce niż być posłem Platformy Obywatelskiej” Tak, tak, wiemy, pastor Godson wyemigrował w chwili, kiedy nie był już platfusem. Zaliczył jeszcze epizodu naszych zielonych braci z Peezelu. Żeby więc nie wyjść na osobników stronniczych, mamy też wersję ponadpartyjną naszego hasła: „Lepiej świnie paść w Afryce, niż być w polskiej polityce”
Ci „panowie g” dyskretnie pomijają fakt, że Godson był też krótki czas wiceprezesem u Gowina. Obleciał zatem trzy partie i miał podstawy stwierdzić, że lepiej i uczciwiej zostać świniopasem niżli w partii przydupasem. J
A co do obietnic polityków, to nadal czekam kiedy pani Kopacz spełni wreszcie obietnicę emigracji z rodziną w przypadku zwycięstwa PiS. Pani premier, słowo się rzekło, kobyłka u płota.
„wSieci” nr 20

„Przegląd Tygodnia Mazurka & Zalewskiego” – „Podczas głosowania nad kwestią sędziów czworo pisiorów głosowało nie tak jak trzeba. Rozsierdziło to Naczelnika Państwa, który wysłał Waldemara Andzela, by upomniał krnąbrnych. Tenże biegał po Sejmie z wydrukami głosowań i opieprzał niepokornych (albo gapowatych) posłów tymi słowy: „Dlaczego nie głosowałeś tak jak klub? Pan prezes wszystko widzi!” Cóż tu można dodać? Co najwyżej; amen.
Teraz widać, że prezes jest niezbędny, bo inaczej to by się to wszystko zaraz rozlazło jak, nie przymierzając, stare gacie.

A i w Brukselipowinien ktoś pilnować, bo ostatnioKużmiuk z PiS wstrzymał się od głosu podczas głosowania rezolucji wzywającej państwa członkowskie do szybszej relokacji uchodźców, podczas gdy wszyscy inni z PiS głosowali przeciwko. Co to ma być? Niech się Kuźmiuk wytłumaczy. Jak się pomylił to trzeba na przyszłość wybierać takich co  się nie mylą.

„Słyszeliśmy strasznie złośliwe określenie babińca, który otacza panią premier Szydło. Otóż w PiS mówi się o nim „stado tapirów”.

W tej sprawie się nie wypowiadam, bo się na fryzurach nie znam zupełnie.

 

„wSieci” nr 20

„Zakłamać zabójstwo” – już od nie wiadomo ilu lat, Bronisław Wildstein, gdzie tylko może, pisze i mówi o tej porze o sprawie śmierci Stanisława Pyjasa, która to miała miejsce 40 lat temu w niewyjaśnionych okolicznościach. W tym roku jest tego nawet więcej bo wypada czterdziesta rocznica i znowu powtarza Wildstein to wszystko, co już słyszałem, po raz któryś tam z kolei. I jeszcze długi tekst o SKS (Studencki Komitet Solidarności), który wtedy powstał – „Byliśmy razem i nadal jesteśmy”. No to bądźcie sobie panowie. Kto wam broni?

Ogromna większość ludzi  w Polsce  nie pamięta sprawy Pyjasa ani SKS-u, aponad połowa urodziła się już po tych zdarzeniach, i dla nich sprawa Pyjasa jest tak samo odległa jak, na przykład, sprawa zaginięcia generała Włodzimierza Zagórskiego, najpewniej zamordowanego przez sanacyjnych oprawców. W tym roku wypada równo dziewięćdziesiąt lat od zaginięcia generała Zagórskiego. Zatem może wypadałoby się także zająć tą sprawą. Opis „zakłamać zabójstwo” nawet chyba bardziej pasuje to tego zdarzenia, gdyż sprawcy pozbyli się skutecznie ciała i twierdzili że generał „zdezerterował”. No cóż, jak widać, sanacja w niektórych sprawach potrafiła być bardziej skuteczna, bezwzględna i cyniczna od służb specjalnych czasów PRL-u.
„Gazeta Polska” nr 20

„Dzieci nienawiści” – Tomasz Sakiewicz, jak zwykle, opisuje swoje wyobrażenia dotyczące polityki. „Sytuacja stała się na tyle nienormalna, że jeszcze w 2015 r. PiS musiał zdjąć z linii strzału Macierewicza, a Kaczyński dowodził z drugiego szeregu, żeby „nie drażnić publicznie politykami mającymi negatywny elektorat”. A skąd się wziął ten negatywny elektorat? Z przyzwolenia na bezprzykładną agresję, kłamstwo, a czasami po prostu lincz.”
No straszne po prostu! Sakiewicz narzeka nanegatywny elektorat który nie chce popierać Macierewicza i jemu podobnych. I co tu teraz zrobić?  Ten problem rozwiązał już dawno temu Bertold Brecht proponując by w takim przypadku rząd rozwiązał naród i wybrał sobie drugi. Niech zatem pan Sakiewicz zastosuje się do tej rady i niech sobie wybierze inny elektorat w innym kraju, na przykład w tym, z którego otrzymał medal za jakieś, pewnie istotne dla tego kraju, zasługi.

Jerzy Targalski pisze w GP felietony, które noszą wspólny tytuł, uwaga, „Widziane ze śmietnika historii”. To aż tam pan Targalski trafił! Z jednej strony się nie dziwię, ale powinien on jednak uważać, bo przecież śmietniki się okresowo opróżnia a zawartość utylizuje.

I na koniec coś jeszcze. Ten numer GP zawiera tylko jedną całostronicową reklamę ze spółek Skarbu Państwa, a wcześniej bywało ich i pięć. Na ostatniej stronie reklamuje się państwowy bank. Widać dotarło do Prezesa, że Lisiewicz z GP wezwał do rozgrywki o spadek po prezesie. No i prezes chyba się wkurzył, kazał ująć wiktu i ściągnąć cugle. Każdy by się wkurzył.

Stanisław Lewicki

Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *