Lewicki: Smutne refleksje w dzień Święta Niepodległości

Jak tu radośnie świętować 11 listopada skoro stan państwa i wspólnoty napawa wielkim niepokojem. Okazuje się, że dla zabezpieczenia manifestacji zaistniała potrzeba użycia armii, gdyż policja okazała się raczej niezdolna do wypełnienia tego zadania. Zastanówmy się na chwilę nad tym co dzieje się w służbach mundurowych i zadajmy sobie pytanie, na ile obecnie można pokładać w nich zaufanie. Czy te służby będą w stanie nas zabezpieczyć w przypadku poważniejszego kryzysu?

W policji państwowej pojawiło się niezadowolenie i żądania poprawy finansowych warunków pełnienia służby. Ponieważ funkcjonariusze strajkować nie mogą, to ich związki zawodowe (takie mogą tam funkcjonować) zorganizowały jakąś zastępczą formę strajku polegającą na masowym udawaniu się na zwolnienia lekarskie. I to zaczęło działać, a liczbę tych, którzy wzięli te zwolnienia ocenia się nawet na 40 proc. ogółu policjantów. Rząd ugiął się przez żądaniami związkowców. W ten oto sposób, okazało się, że jedyną grupą w Polsce, która skutecznie potrafiła zorganizować szeroki protest płacowy, są …. policjanci. Spróbujmy spojrzeć na tę sprawę okiem zwykłego obywatela. Jest tu kilka możliwość, niestety jedna gorsza od drugiej.

Po pierwsze, branie zwolnień lekarskich, co jest połączone z pobieraniem świadczeń, powinno być uzasadnione stanem zdrowia. Nadużywanie tego jest naganne i bywa przedmiotem sankcji. Czy zatem jest możliwe, że nagle 40 proc. funkcjonariuszy poczuło dolegliwość, która uniemożliwia im pełnienie służby?  Raczej nie jest to możliwe i można domniemywać że doszło do nadużycia. Czy funkcjonariusze, mający stać na straży prawa, mogą posuwać się do takich działań? Bez utraty wiarygodności – nie.

Po drugie, jest możliwe jeszcze gorsze wytłumaczenie tego przypadku. „Dziennik”[i] wprost zadaje pytanie – „Niebieska epidemia czy bunt?”. I to jest pytanie zasadne. Chyba nigdy jeszcze w historii państwa polskiego od 100 lat, nie było tak powszechnego odejścia funkcjonariuszy od pełnienia służby. A bez służb państwa nie ma. Ono zwyczajnie wtedy nie funkcjonuje i nie istnieje. Staje się tylko ułudą, takim jakby bólem fantomowym, wspomnieniem po czymś co było, ale już tego nie ma.

Po trzecie, przypuśćmy na moment, że oni wszyscy rzeczywiście nagle ulegli chorobie, która eliminowała ich okresowo ze służby. Poczuli się nagle przemęczeni. Czym? Zwykły obywatel musi sobie tu zadać pytanie. A jak oni się zachowają, gdy rzeczywiście państwo znajdzie się w sytuacji, gdy policja będzie musiała podjąć działania z narażeniem życia, w sytuacji, na przykład, dużych niepokojów społecznych inspirowanych z zewnątrz? Ilu z nich wtedy pójdzie na zwolnienia? 50 proc., a może aż 70 proc.? A ilu z nich wybierze wtedy schronienie w bezpiecznych krajach? Czy zatem ta garstka odpowiedzialnych funkcjonariuszy, którzy zostaną na służbie, będzie  w stanie cokolwiek zrobić? I co wtedy będzie? Państwo i społeczeństwo się zwyczajnie rozpadnie.

Co gorsze, takie scenariusze mogą dotyczyć nie tylko policji, ale i pozostałych służb mundurowych. Media podają informacje o wielkiej absencji chorobowej wśród straży granicznej i straży pożarnej.[ii]  Takie zjawiska nie są obce także i w armii. Jest tam bardzo dużo ludzi, którzy nie są w stanie zdać egzaminów sprawnościowych, które obecnie i tak nie stawiają wielkich wymogów. Gdy przychodzi ich czas owi dzielni żołnierze gremialnie idą na L4.[iii] Czy oni staną, gdy przyjdzie taka konieczność, przeciwko choćby owemu Specnazowi, jak tego oczekiwał kiedyś Macierewicz? Należy się obawiać, że w razie realnego zagrożenia, oni także wybiorą inne rozwiązanie, które zapewni im osobiste bezpieczeństwo.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że takie właśnie zachowanie tych ludzi jest zgodne z panującym obecnie paradygmatem liberalnego świata. Przecież w liberalizmie własny interes, własne życie, bezpieczeństwo i samorealizacja są wartościami najwyższymi i najważniejszymi, przed którymi ma ustąpić jakiekolwiek dobro wspólne czy interesy wspólnoty. Jeśli to uznajemy, to w takim razie, żołnierz, czy policjant, który wobec zagrożenia, wybierze działanie mające, przede wszystkim, wzgląd na jego własne bezpieczeństwo i wygodę, postąpi właściwie. Nie możemy mieć do niego pretensji, ani robić mu wyrzutów. A że wspólnota, naród, czy państwo może tego nie przetrzymać, a wraz z nim wszyscy inni naokoło? A cóż to może obchodzić tego, który tymczasem sam uniknął ryzyka? Nie ma też co obwiniać tylko policjantów i funkcjonariuszy za niewłaściwe zachowanie. Cała nasza wspólnota, z której oni także pochodzą, jest właśnie taka: zdemoralizowana, zatomizowana i chora.

Ta sprawa ilustruje także  nierozwiązywalną sprzeczność liberalnego świata, który wszędzie na Zachodzie jest w kryzysie. On zwyczajnie upada, wręcz zdycha, bo nie potrafi się powielać, reprodukować. Od rewolucji ’68 roku, która to wprowadziła, upłynęło zaledwie 50 lat, a wszystko już wali się naokoło. Liberalna demokracja okazała się pomysłem tylko dla jednego pokolenia i na czas jednego pokolenia.  Niektórzy myśleli, że nas w Polsce to nie dotyczy, że my jesteśmy zaimpregnowani. Niestety to nieprawda. Dotyczy nas także, i to bardzo, jak pokazuje opisany powyżej stan funkcjonowania naszego państwa.

W tych realiach  świętowanie obecnej rocznicy wydaje się być czymś podobnym do oglądania zachodu słońca. Może być nawet wspaniałe, ale pamiętać należy, że już niedługo nastąpi ciemna noc.

Co zatem robić? Wydaje się, że dziś my Polacy jesteśmy w takim stanie jak w czasach saskich, a jeszcze bardziej może, takim, jak 140 lat temu. Wtedy Stefan Żeromski opisywał w swoich Dziennikach, jak nisko upadło morale Polaków. Okazało się, że jego tezy o odrębności narodowej studentów Polaków, ułożone przez niego wspólnie z Wacławem Machajskim i poddane głosowaniu we wszystkich kółkach regionalnych zdobyły tylko 25 proc. głosów. Ogromna większość uważała, że odrębność narodowa jest czymś niepożądanym. Czy dziś, szczególnie w wielkich miastach, nie mamy do czynienia z takim samym stanem świadomości jak za Żeromskiego?  I cóż się wtedy stało? Po niedługim czasie zaczął się proces ozdrowieńczy. Powstała Liga Narodowa, kierowana przez Romana Dmowskiego, i powoli, powoli, to wszystko się odmieniło. Dziś jesteśmy w tym samym punkcie i tak samo, jeśli chcemy przetrwać, trzeba zacząć  tam gdzie zaczęła Liga Narodowa.

Stanisław Lewicki

[i] http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/584782,11-listopada-rosnie-liczba-policjanci-zwolnienia.html

[ii] http://gazetaolsztynska.pl/548223,Zaczyna-brakowac-pogranicznikow-i-strazakow-Funkcjonariusze-masowo-ida-na-zwolnienia.html

[iii] https://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i-kariera/artykuly/886070,zolnierze-nie-lubia-wf-nie-przystepuja-egzaminu-sprawnosciowego-czesto-go-oblewaja.html

[Głosów:19    Średnia:4.8/5]
Facebook

1 thought on “Lewicki: Smutne refleksje w dzień Święta Niepodległości”

  1. (…)Ta sprawa ilustruje także nierozwiązywalną sprzeczność liberalnego świata, który wszędzie na Zachodzie jest w kryzysie.(…)
    Sprzeczność jest pozorna… funkjonariusz jako wolna jednostka dobrowolnie podął się pracy, która wiąże się z takim ryzykiem z jakim ta służba się wiąże.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *