List w sprawie Sejmiku Liderów Ruchów Katolickich

Rzeszów, 12 czerwca 2013 roku

Pan Poseł

Andrzej Jaworski

Główny Organizator

I Sejmiku Liderów Ruchów Katolickich

Zapowiadany na najbliższą sobotę 16 czerwca Sejmik Liderów Ruchów Katolickich pod przewodnictwem czołowych polityków Prawa i Sprawiedliwości oraz dziennikarzy związanych z tym ugrupowaniem będzie bez wątpienia ważnym wydarzeniem dla określenia sposobu uczestniczenia katolików w życiu publicznym. Skoro Prawo i Sprawiedliwość zdecydowało się objąć polityczny patronat nad tym przedsięwzięciem, może dobrze byłoby, korzystając z obecności czołowych polityków partii, wyjaśnić pewne kwestie z przeszłości, które mogą wywoływać wątpliwości, co szczerości katolickich deklaracji Waszego ugrupowania.

1)     Na początku 2007 roku władze publiczne Rzeczpospolitej działaniami osób wywodzących się i związanych z Prawo i Sprawiedliwość doprowadziły do obalenia arcybiskupa Stanisława Wielgusa z funkcji metropolity warszawskiego. Nawet w okresie PRL władze państwowe unikały tego rodzaju ataków na niezależność Kościoła polegających na bezpośrednich działaniach osób pełniących najwyższe funkcje państwowe i prowadzeniu propagandowej kampanii nienawiści w mediach.

2)     W tym samym 2007 roku władze Prawo i Sprawiedliwość podjęły działania na rzecz storpedowania dokonania zmian w ustawie zasadniczej gwarantujących pełną ochronę życia od momentu poczęcia. Podobne kroki poczyniono w roku 2009, gdy politycy PiS użyli społecznego, popartego 600 tysiącami Polaków projektu w sprawie ochrony życia, do rozgrywek partyjnych przed wyborami, co doprowadziło do jego odrzucenia.

3)     Drugą kadencję Prawo i Sprawiedliwość forsuje w sprawach bioetycznych projekt ustawy zawierający zapisy niezgodne z nauczaniem Kościoła (tzw. projekt Piechy). Natomiast gdy w poprzedniej kadencji w sejmie trwało zbieranie podpisów pod projektem całkowicie zakazującym stosowania procedur in vitro, władze Prawo i Sprawiedliwość zabroniły posłom tego ugrupowania składania pod nim podpisów.

4)     W 2007 roku premier Jarosław Kaczyński uznał, że zapis w Statucie Miasta Łodzi, iż patronką miasta jest św. Faustyna Kowalska, narusza rozdział Kościoła od państwa, gdyż jest to decyzja władz kościelnych. Faktycznie, nadanie patronatu było decyzją władz kościelnych i to nawet Stolicy Apostolskiej.

Pytanie jednak, czemu miałoby to przeszkadzać liderowi ugrupowania, które obecnie chce być wręcz liderem, reprezentantem i organizatorem działań katolików w Polsce?

Wydaje nam się, że Jasna Góra, duchowa stolica Polski, sala o. Kordeckiego zapewne bardzo licznie zapełniona liderami wszystkich organizacji katolickich, to znakomite miejsce, by nim podejmie się działania na przyszłość, wyjaśnić parę kwestii z przeszłości.

Szczegółowe wyjaśnienia:

Ad 1)   Opisując w książce „Zamach na Arcybiskupa. Kulisy wielkiej mistyfikacji” Sebastian Karczewski, autor bardzo blisko związany z mediami Radia Maryja, entuzjastycznie przecież popierającymi PiS, podsumowując, nie zawahał się napisać: „niezadowolone z papieskiej nominacji były również prawicowe elity władzy, które zdawały sobie sprawę, że przy abp. Stanisławie Wielgusie jako metropolicie warszawskim, nie da się z Kościoła uczynić ‘przystawki’ do partii rządzącej”, Warszawa 2013, s. 345.

Dla pełnego ukazania rangi problemu należy jeszcze przytoczyć przepisy Kodeksu Prawa Kanonicznego:

kanon 377 § 5: Nie udziela się na przyszłość władzom państwowym żadnych uprawnień i przywilejów dotyczących wyboru, nominacji, prezentowania lub wyznaczania biskupów.

kanon 1375: Ci, którzy przeszkadzają w swobodnym wypełnianiu posługi, wyboru lub władzy kościelnej albo w zgodnym z prawem korzystaniu z dóbr kościelnych, albo wywierają nacisk na wyborcę lub wybranego bądź tego, kto wykonał akt władzy lub posługę kościelną, może być ukarany sprawiedliwą karą.

Ad 2)   Sprawa jest powszechnie znana. Działania Jarosława Kaczyńskiego szczegółowo opisane. Wystarczy więc chyba przytoczyć dwie opinie, które trudno uznać za tendencyjne, gdyż pochodzące od osób bardzo życzliwych PiS: Marka Jurka, który powrócił do współpracy z tym ugrupowaniem i Tomasza Terlikowskiego, którego portal Fronda konsekwentnie popiera tę partię.

„Franciszek Kucharczak: Czy wzmocnienie ochrony życia dzieci nienarodzonych miało szansę przejść? Jarosław Kaczyński sugerował, że próba zmiany konstytucji nie miała sensu, bo od początku była skazana na niepowodzenie.

Marek Jurek: Być może mówi o tym, że sam ją skazał i skutecznie wykonał egzekucję”, Marek Jurek, Dysydent w państwie POPiS, Dębogóra 2008, s. 74.

„Bo choć premier Jarosław Kaczyński deklarował, że jego sprzeciw wobec zmian w konstytucji wynika z obaw przed tym, że jeśli teraz naruszy się ‘kompromis aborcyjny’, to w przyszłości będą go próbować naruszać także partie lewicowe, to jednak inne jego wypowiedzi każą przypuszczać, że istotą jego sprzeciwu nie jest pragmatyka, ale głębokie przekonanie, że obowiązująca w Polsce ustawa to maksimum tego, co państwo może od kobiety i lekarza wymagać”, Tomasz Terlikowski, Prawo do życia. Zdradzona nadzieja, Kraków 2007, s. 206-207.

Ad 3)   Autorzy projektu (w obecnej kadencji druk nr 1107) w uzasadnieniu otwarcie stwierdzają: „Ustawa dostosowuje polskie prawo do wymagań prawa Unii Europejskiej”, wskazując w tym zakresie na dyrektywy 2004/23/WE, 2006/17/EC i 2006/86/WE. Ta pierwsza, podstawowa dyrektywa nosi tytuł: „w sprawie ustalenia norm jakości i bezpiecznego oddawania, pobierania, testowania, przetwarzania, konserwowania, przechowywania i dystrybucji tkanek i komórek ludzkich”. Czytamy w niej: „Niniejsza dyrektywa obejmuje tkanki i komórki przeznaczone do stosowania u ludzi, w tym tkanki i komórki ludzkie używane do wytwarzania produktów kosmetycznych” (motyw 11)”. „Niniejsza dyrektywa nie obejmuje badań z zastosowaniem tkanek i komórek ludzkich, takich jak używane do celów innych niż ich stosowanie w ciele ludzkim, np. badania in vitro, lub na zwierzętach doświadczalnych. Jedynie te tkanki i komórki, które podczas prób klinicznych umieszcza się w ciele ludzkim, spełniają normy jakości i bezpieczeństwa ustanowione w niniejszej dyrektywie” (motyw 11)”.

Mamy tu więc taką oto sytuację: Władza publiczna ma kontrolować relacje polegające na tym, że pobiera się komórki od jednego człowieka, po czym w wyniku różnych procedur komórki te będą „stosowane u ludzi”, czyli umieszczane w organizmie innego człowieka. Podstawowym motywem troski o „jakość” są względy zdrowotne, możliwość zarażenia chorobami.

Oczywiście sposób rozwiązania problemu jest dość klasyczny dla biurokratycznej mentalności brukselskiej. Polega on na ustanowieniu w każdym kraju specjalnego organu, który za pomocą procedur będzie kontrolował wszystko od momentu pobrania komórek u jednego człowieka, do momentu umieszczenia ich w organizmie drugiego. „W Państwach Członkowskich należy ustanowić system akredytacji banków tkanek oraz system powiadamiania o zdarzeniach i reakcjach niepożądanych związanych z pobieraniem, testowaniem, przetwarzaniem, konserwowaniem, przechowywaniem i dystrybucją tkanek i komórek” (motyw 25).

Szczególnym przypadkiem komórek, które mogą być pobrane od dawcy i umieszczone w organizmie innego, są komórki rozrodcze. W jeszcze bardziej szczególnym przypadku komórki te po pobraniu mogą być połączone, męska z żeńską w ten sposób, że powstaje zarodek, nowy byt ludzki. Ten aspekt twórców unijnych dyrektyw w zasadzie nie bardzo interesuje. Z ich punktu widzenia chodzi tu dalej po prostu o komórki, które są pobierane z jednego organizmu i umieszczane w innym, dokładnie w ten sam sposób, gdy komórki pobrane od jednego człowieka służą do produkcji kosmetyków, a potem w tej formie są używane przez drugiego.

Dwie dyrektywy wykonawcze (2006/17/EC i 2006/86/WE) wnoszą do problematyki operowania komórkami rozrodczymi tylko tyle, iż zdejmują konieczność ingerencji specjalnego organu administracji publicznej wówczas, gdy partnerów „łączy intymny związek fizyczny”. „W odniesieniu do dawstwa komórek rozrodczych na rzecz partnera, z którym dawcę łączy intymny związek fizyczny, uzasadnione jest wymaganie mniej rygorystycznych badań biologicznych” (motyw 5 dyrektywy 2006/17/WE ). Unia Europejska zachowuje tu, póki co pewien zdrowy rozsądek. Jeżeli, mówiąc językiem dyrektyw, dwoje ludzi i tak może dokonywać „dawstwa komórek rozrodczych” (to znaczy, mówiąc językiem ludzi normalnych, odbyć stosunek seksualny), to bezsensownym byłoby kontrolować te komórki w przypadku, gdy „dawstwo” nie następuje bezpośrednio. Na horyzoncie widać tu już jednak zupełnie inną możliwość: skoro władze publiczne powinny kontrolować jakość komórek rozrodczych, to w sumie czemu wyłączać przypadek „dawstwa” bezpośredniego?

Spójrzmy na zagadnienie „dawstwa” i „stosowania u ludzi” komórek rozrodczych według koncepcji unijnych z perspektywy nauczania Kościoła. Czy jest taki przypadek „oddawania, pobierania, badania, przetwarzania, konserwowania, przechowywania i dystrybucji tkanek i komórek ludzkich”, komórek rozrodczych, które Kościół uznawałby za moralnie akceptowalny?

Zgodnie z instrukcją Dignitas Personae „należy wykluczyć wszelkie techniki sztucznego zapłodnienia heterologicznego oraz techniki sztucznego zapłodnienia homologicznego, zastępujące akt małżeński”, DP 12. Można w zasadzie pominąć rozważania nad niektórymi przypadkami sztucznego zapłodnienia wewnątrzustrojowego, którymi dalej zajmuje się Instrukcja, skoro Unia Europejska i tak w wypadku „dawstwa” między „partnerami, których łączy intymny związek fizyczny” (po Brukseli można się w zasadzie spodziewać wszystkiego, ale chyba katolickie małżeństwo mieści się w tym pojęciu…) i tak nie wymaga szczególnej interwencji władz publicznych.

Podsumowując a priori można powiedzieć, że próby implementacji takiej dyrektywy muszą być niezgodne z nauczaniem Kościoła. Katolicy bowiem nie uznają komórek rozrodczych, z których może powstać nowe życie za to samo, co materiał biologiczny, z którego równie dobrze można zrobić kosmetyki. Co do zasady za niemoralne uznają wszelkie działania wiodące do powołania nowego życia ludzkiego poza normalnym pożyciem małżeńskim. Nie sposób więc znaleźć obszar dla działania specjalnego organu administracji publicznej, który ma się zajmować takimi właśnie działaniami.

Na tym można by poprzestać, ale skoro Prawo i Sprawiedliwość postanowiło jednak stworzyć ustawę implementującą dyrektywy, bez problemu można wskazać jej zapisy, które z nauczaniem Kościoła będą niezgodne.

– art. 17 projektu przewiduje dopuszczalność tzw. adopcji prenatalnej. Jak stwierdzono w DP 19: „Została też wysunięta propozycja wprowadzenia formy ‘adopcji prenatalnej’, tylko w tym celu, by stworzyć możliwość narodzenia się istotom ludzkim, które w przeciwnym wypadku skazane są na zniszczenie. Jednakże ta propozycja, godna pochwały co do intencji uszanowania i obrony życia ludzkiego, niesie ze sobą wiele problemów nie różniących się od wyżej przedstawionych”. Problemy „wyżej przedstawione” to oczywiście przede wszystkim godzenie w „jedność małżeństwa” (DP 12).

“Adopcja zarodków nie jest moralnie godziwym rozwiązaniem, gdyż dla szlachetnego celu korzystamy z moralnie złej metody in vitro”, jak to napisano opisując ten sam projekt w 2009 roku w specjalnym materiale przygotowanym przez e.kai, Gościa Niedzielnego, Idziemy, Niedzielę, Przewodnik Katolicki, Tygodnik Powszechny i Źródło, ze słowem przewodnim abpa Józefa Michalika – który jest dotąd chyba najpełniejszym odniesieniem się polskiego Kościoła do konkretnych projektów ustaw regulujących problematykę in vitro.

– art. 19 opisuje procedurę zapłodnienia pozaustrojowego, stanowiąc w pkt. 1, iż obejmuje ona: „czynności związane z tworzeniem embrionu i jego transferem do organizmu kobiety”. Po co projekt normuje to zagadnienie, skoro chwilę wcześniej w art. 16 proklamuje: „Zakazane jest tworzenie embrionu ludzkiego poza organizmem kobiety”? Wydaje się, że politycy PiS tworzący ustawę doskonale wiedzą, iż wchodząc w logikę dyrektywy unijnej i tak wkraczają na równię pochyłą, na której końcu znajduje się konieczność prawnego zaakceptowania sztucznego zapłodnienia pozaustrojowego – szerzej o tym w podsumowaniu.

– to samo zastrzeżenie dotyczy art. 21, który mówi, iż „jeżeli po utworzeniu embrionu zachodzą przeciwwskazania medyczne do transferu embrionu lub gdy matka genetyczna wycofa zgodę albo gdy z innych przyczyn nie ma możliwości transferu embrionu, podlega on kriokonserwacji w warunkach umożliwiających jego późniejszy transfer i rozwój w organizmie kobiety”. Do jakiego stanu faktycznego miałby się odnosić ten przepis, jeżeli obowiązuje zakaz z art. 16? Wydaje się, że zapis ten jest przygotowany już pod przyszłą nowelizację ustawy albo wniesienie autopoprawki w czasie prac nad projektem wiodących do tego, by dopuścić sztuczne zapłodnienie pozaustrojowe i mrożenie embrionów w ogóle, albo przynajmniej w niektórych wypadkach. Za taką interpretacją przemawia również brak jednoznacznego przyporządkowania tego przepisu (czy poprzednio omawianego art. 19) do art. 17, co wskazywałoby jedynie na to, że dotyczą one jedynie przypadków sztucznego zapłodnienia pozaustrojowego dokonanych przed wejściem w życie ustawy.

– art. 26 mówi: 1. Pobieranie, przechowywanie, kriokonserwowanie, testowanie, sterylizowanie, przeszczepianie i udostępnianie gamet w celu zastosowania u ludzi jest dopuszczalne tylko na podstawie zezwolenia Prezesa Urzędu ds. Biomedycyny, z zastrzeżeniem ust. 2; 2. Zezwolenie Prezesa Urzędu d.s. Biomedycyny nie jest wymagane na zabieg lekarski pobrania gamet w celu bezpośredniego ich użycia w procedurze zapłodnienia wewnątrzustrojowego, jeżeli dawca z biorcą pozostają w związku małżeńskim albo we wspólnym pożyciu.

Jak się wydaje, nie ma przypadku, w którym Kościół uważałby, iż „pobieranie, przechowywanie, kriokonserwowanie, testowanie, sterylizowanie, przeszczepianie i udostępnianie gamet w celu zastosowania u ludzi” jest dopuszczalne z moralnego punktu widzenia.

Niezależnie od tego, trudno uznać za zgodne z nauczaniem Kościoła zrównanie w statusie prawnym małżeństwa i osób pozostających „we wspólnym pożyciu”.

– art. 41 ust. 1 brzmi: „Umowa banku gamet z dawcami i biorcami gamet może określać zakres odpowiedzialności finansowej i prawej stron związanej z pobraniem, przechowywaniem, kriokonserwowaniem, testowaniem i transferowaniem embrionu lub gamet. Odpowiedzialność finansowa stron umowy nie wykracza poza zwrot uzasadnionych nakładów”. Skoro projektodawca przewidując możliwe postanowienia umowy między dawcami, biorcami gamet a bankiem gamet przewidywać będzie „transferowania embrionu” oznaczać to musi, iż przewidywane są przypadki tworzenia in vitro i transferowania embrionu również po wejściu w życie ustawy. Inaczej dokonywanie takich zapisów w umowach pozbawione byłoby sensu. Umieszczenie takiego zapisu w projekcie trudno wytłumaczyć inaczej niż z góry przewidywanym złożeniem jakichś poprawek dopuszczających jednak procedury in vitro także po wejściu w życie ustawy.

Reasumując, pomijając ewidentne niezgodności z nauczaniem Kościoła w postaci dopuszczenia „adopcji prenatalnej” jak również generalnego przyzwolenia na „Pobieranie, przechowywanie, kriokonserwowanie, testowanie, sterylizowanie, przeszczepianie i udostępnianie gamet w celu zastosowania u ludzi” szereg zapisów projektu robi wrażenie jakby przygotowanych do tego, by w drodze wniesienia poprawek już na etapie obecnej legislacji, późniejszych nowelizacji lub działań innych podmiotów mogących mieć wpływ na kształt obowiązującego prawa (Trybunał Konstytucyjny, trybunały europejskie) doprowadzić do częściowej lub pełnej prawnej dopuszczalności procedur sztucznego zapłodnienia pozaustrojowego. Wydaje się mało prawdopodobnym, by politycy PiS odpowiedzialni za tworzenie tego projektu nie rozumieli, iż wejście w logikę dyrektywy unijnej powoduje takie właśnie skutki.

Można zauważyć, iż sugerowany proces już się rozpoczął. W opinii prawnej Biura Analiz Sejmowych z dnia 9 lipca 2012 roku sygn. BAS-WAPEiM-1649/12 zwrócono uwagę na… niezgodność projektu z prawem unijnym. Ma ona polegać na tym, iż „na podstawie treści projektu nie można jednoznacznie ustalić zakresu pojęcia ‘obrót gametami’”, a wiele koniecznych unormować przesunięto do zapowiadanych przez ustawę rozporządzeń. Jednak w tym zakresie projekt nie dość jasno określa wytyczne dla wykonania delegacji ustawowej. Z politycznego punktu widzenia sprawa wydaje się dość oczywista. Projektodawca nie chciał zapisać wprost w ustawie wszystkich konsekwencji, które tak naprawdę wynikają z unijnych dyrektyw. Przesuwając duże obszary zagadnień do rozporządzeń, nie chciał brać na siebie odpowiedzialności za ich treść, która w logiczny sposób wynika z ogólnych przyjętych zapisów. W wypadku, gdyby konkretyzacja przepisów powodowała pojawienie się rozwiązań jawnie nieakceptowalnych moralnie Prawo i Sprawiedliwość mogłoby się zasłaniać, iż przecież ich projekt o tym nie mówił.

Ad 4)   Miesięcznik Aspekt Polski w swym internetowym wydaniu 29 marca 2007 roku opisywał: „Dekret Stolicy Apostolskiej o ustanowieniu Patronką miasta Świętej Faustyny odczytano w Łodzi podczas uroczystości 85-lecia diecezji łódzkiej: Duchowieństwo i wierni świeccy miasta Łodzi – stwierdza dokument – po dzień dzisiejszy otaczają szczególnym i nieprzerwanym kultem świętą Faustynę Kowalską, dziewicę, która bardzo troszczyła się o szerzenie w Kościele czci wobec tajemnicy Bożego miłosierdzia. Z tej racji Najdostojniejszy Ks. Abp Władysław Ziółek, Ordynariusz Łódzki, uwzględniając powszechną opinię wiernych, a także decyzję władz cywilnych, zgodnie z prawem, zaaprobował wybór Świętej Faustyny Kowalskiej jako Patronki tegoż miasta (…). Dlatego Kongregacja Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów na mocy władzy udzielonej jej przez Ojca Świętego Benedykta XVI, mając na uwadze przedłożone okoliczności oraz fakt, że wybór i aprobata zostały dokonane zgodnie z przepisami prawa, prośbę przyjmuje i Świętą Faustynę Kowalską, dziewicę, ogłasza jako Patronkę miasta Łodzi. Jakiekolwiek prawa nie mogą się temu sprzeciwiać”.

(-) Ireneusz Dzieszko

Do wiadomości:

1)     Jego Ekscelencja Ksiądz Arcybiskup Józef Michalik, Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski

2)     media

Za: http://www.prawicapodkarpacka.pl/?q=node/27

a.me.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *