Lubię Polaków!

Konrad Rękas: Muszę zacząć od pytania, które zadałby każdy establishmentowy dziennikarz: Panie Przewodniczący, dlaczego nie lubi Pan Polaków?

Nick Griffin: Ależ lubię! I darzę wielkim szacunkiem. Wśród członków BNP jest wiele osób mających polskie korzenie, dostrzegam jednak zasadniczą różnicę między osobami, których dziadkowie czy rodzice przybyli do Wielkiej Brytanii w trakcie II wojny lub zaraz po niej – kiedy nasz kraj potrzebował sojuszników, żołnierzy, ale także rąk do pracy, a przybyszami czasów współczesnych. Czasów, w których nasze państwo, jedno z najbardziej przeludnionych na świecie –

boryka się z ogromnymi problemami. Setki tysięcy ludzi przybywa do Wielkiej Brytanii ze wszystkich zakątków świata, starając się zająć miejsce brytyjskich pracowników, zwłaszcza ludzi młodych. Wszystkim im musimy powiedzieć: przepraszamy, nasz kraj jest już pełen!

KR: W Polsce powoli również narastają obawy przed rosną imigracją, zwłaszcza z krajów arabskich, czy szerzej islamskich. Co Pana zdaniem powinniśmy zrobić, aby ustrzec się błędów w polityce imigracyjnej popełnionych przez Wielką Brytanię?

NG: Po pierwsze i przede wszystkim trzeba zrozumieć, że to nie były błędy! Mieliśmy i mamy do czynienia z prostą konsekwencją m.in. nauk Szkoły Frankfurckiej i celowymi działaniami skrajnej lewicy, mającymi na celu zniszczenie od środka zachodniej cywilizacji, a zwłaszcza chrześcijaństwa, drogą różnych brudnych geszeftów, w tym także permanentnej masowej imigracji. W kolejnych latach docierały do nas kolejne fale przybyszów, od razu zresztą organizujących się we własnych środowiskach, co z kolei wspierały kręgi zainteresowane tym, by płace spadały, za to ich zyski rosły. Zwłaszcza syjonistyczne elity mają tę łatwość do pełnego głębokiej nienawiści wykorzystywania innych ludzi, a więc te masy imigrantów zostały użyte do złamania naszego społeczeństwa. Raz jeszcze więc – nie był to błąd, ale celowe, konspiracyjne działanie zmierzające do zniszczenia brytyjskich praw i swobód. I taki sam proces, te same grupy będą chciały sfinalizować i realizują w Polsce i całej Europie Wschodniej, co jest wielkim dla was zagrożeniem. Moja radą jest więc przede wszystkim: nie wierzyć żadnym głównonurtowym politykom, ponieważ oni wszyscy siedzą jak nie w jednej, to w drugiej kieszeni tych wpływowych grup posługujących się m.in. masową imigracją. Polscy narodowcy muszą powstać i być silni! Nie wolno dać się zakrzyczeć, że opieranie się napływowi przybyszów wynika, czy jest objawem nienawiści. To imigrantami kieruje często nienawiść. Tak bardzo nienawidzą Europy i jej mieszkańców, że chcą nas zalać, zgwałcić swoim nadmiernym przyrostem naturalnym. Nami kieruje zaś raczej miłość – do naszych narodów, do naszej kultury. I wokół tych wartości musimy się organizować, w ramach poszczególnych nacjonalistycznych partii. Musimy stworzyć i umocnić nasze własne elity, zanim tamci nie przyjdą całkowicie nas wykorzenić!

KR: A czy widzi Pan szansę na głębszą zmianę polityki brytyjskiej? Patrząc dziś, wasi „konserwatyści” są wyjątkowo liberalni np. w kwestii tzw. praw mniejszości seksualnych, wasz premier popiera zimną wojnę w Syrii (tak jak wcześniej chciał pełnej amerykańskiej agresji na to państwo). Brak też wizji jak cofnąć Unię Europejską do czasów, gdy była tylko wspólną płaszczyzną interesów gospodarczych, a nie superpaństwem – albo też opuścić ją w obecnym kształcie. Czy jest szansa na prawdziwą przemianę, czy też wciąż będzie się obrać wśród tych samych grup interesów?

NG: Nie ma co wiązać jakichkolwiek nadziei z brytyjską Partią Konserwatywną. Konserwatyści, jak bodaj wszystkie mainstreamowe partie prawicowe i centroprawicowe w całej Europie – stoją dziś na bardziej lewicowych, socjalistycznych pozycjach, niż komuniści pokolenie temu. Ich platformę stanowi obecnie wyłącznie neokonstwo, wolny rynek, liberalizm obyczajowy, z elementami markistowskimi, czy około marksistowskimi jeśli chodzi o samą organizację państwa i społeczeństwa, zwłaszcza jeśli chodzi o wspieranie imigracji, walkę z wartościami tradycyjnymi i demontaż zachodnich społeczeństw i stanowiącego ich fundament chrześcijaństwa. Wszystko zaś odbywa się za inspiracją „tęczowych koalicji”, zwłaszcza lobby gejowskiego. Nie ma więc nadziei na zmianę ze strony istniejących formacji centroprawicowych, w tym Partii Konserwatywnej. Podobnie zresztą nie ma żadnych podstaw, by wierzyć którejkolwiek innej z formacji głównego nurtu. One są zainteresowane wyłącznie kontynuowaniem obecnej polityki i realizacją jej długofalowych celów – tak, jak wskazują to jej syjonistyczni autorzy.

KR: A mniejsze partie? Na czym na przykład polega główna różnica między BNP a Partią Niepodległości Zjednoczonego Królestwa?

NG: UKIP to formacja libertariańska, stojąca podobnie jak konserwatyści na gruncie neokonstwa i wolnego rynku, za swój jedyny postulat uznająca praktycznie rozszerzanie strefy wolnego handlu i zarzucająca Unii Europejskiej, że po pierwsze zasadę tę nie w pełni jeszcze wcieliła w życie, a po drugie że ogranicza ją tylko do państw członkowskich, nie rozszerzając dalej. W programie UKIP nie ma więc treści stricte narodowych, zmierzających do obrony tradycyjnych wartości i krytykujących obecną UE właśnie z ich pozycji, również przeciw dalszemu wzmacnianiu UE jako superpaństwa i rozszerzaniu Unii na kraje spoza europejskiego, chrześcijańskiego kręgu kulturowego.

KR: Czy może się Pan pokusić o prognozę – czy powiedzmy za 10 lat obecna polityka KE i establishmentów politycznych krajów UE da efekty, a więc dewastacja państwa narodowych znajdzie swoje ostateczne rozwiązanie, czy też wewnętrzne sprzeczności i problemy, a także instynkty obronne samych narodów rozsadzą Unię i będziemy mogli rozmawiać jako przedstawiciele wolnych, suwerennych państw narodowych?

NG: W polityce UE jest wystarczająco dużo sprzeczności – między państwami, grupami państw, elitami bankowymi i kredytobiorcami, międzynarodowymi koncernami i pracodawcami, brukselską kastą urzędniczą i zwykłymi obywatelami, że nie zdziwię się, jeśli za 10 lat nie będzie już Unii takiej, jaką znamy dzisiaj i której „rozwój” stara nam się narzucić. Wiele jednak w tym zakresie zależy od nas samych, od naszej determinacji, zdolności do samoorganizacji, oporu, prawidłowego pojmowania własnych, narodowych interesów. Jakiekolwiek formy podpierania systemu, uczestnictwa i kompromisów z głównonurtową polityką nie prowadzą w istocie do niczego, poza umacnianiem obecnego bałaganu i degrengolady, ukrywających faktyczne rządy bankierów, neokonów i pro-syjonistycznych elit. I odwrotnie – budowanie własnej siły, w naszych własnych państwach, które przecież jeszcze wciąż mamy, wzmacnianie ich, obrona podstawowych wartości oraz wzajemne poszanowanie swych interesów musi przynieść efekty, którą pozwolą nie żałować nieudanej konstrukcji UE, a umożliwią skupienie się na przyszłości, która w moim przekonaniu należy do państw narodowych – tak Wielkiej Brytanii, jak i Polski!

Dziękuję za rozmowę

Konrad Rękas

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Lubię Polaków!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *