Maciejowi Eckardtowi do sztambucha

Na portalu prawica.net przeczytałem krótki artykuł Macieja Eckardta „Dlaczego nie jestem kibicem”. Z pewnymi tezami postawionymi przez Pana Macieja zgadzam się, bo kto o zdrowych zmysłach zaprzeczy, że stadionowy bandytyzm należy bezwzględnie zwalczać? I kto zaprzeczy, że przykład idzie z góry?  Wszak partie polityczne same zachowują się jak polityczna chuliganeria. W tych kwestiach pełna zgoda z autorem rzeczonego tekstu.

Szkopuł w tym, że Eckardt dopuścił się tego samego procederu, co media usłużne Donaldowi Tuskowi w tej operacji informacyjnej mającej na celu wykreowanie nowego poczucia zagrożenia w społeczeństwie i odwrócenie uwagi od nieudolności oraz niekompetencji jego rządu. Otóż Pan Maciej w swoim artykule wrzucił do jednego worka stadionowych bandytów i normalnych kibiców zamiennie stosując sformułowania: „kibole”, „szalikowcy” i „kibice”. Nie wiem czy uczynił to świadomie, czy też nie, ale zrównał kibiców z bandziorami. Poza tym w ostatnich zdaniach swojego artykułu odmawia kibicom prawa do śpiewania hymnu przed meczami reprezentacji.

Tymczasem środowisko kibiców jest bardziej złożone i zniuansowane niż to przedstawił Maciej Eckardt. Otóż środowiska kibicowskie to nie tylko ubrane w dresy prymitywne ABS-y (absolutny brak szyi), ale ludzie wywodzący się z różnych środowisk. Wśród kibiców można znaleźć cały przekrój społeczeństwa: od studentów, robotników, przez białe kołnierzyki aż do biznesmenów. W ostatnich latach kibice zaczęli się organizować w stowarzyszenia, które koncentrują się nie tylko na tym co się dzieje w ich ukochanych drużynach i klubach, ale także inicjatywach o charakterze społecznym.

Wystarczy zadać sobie troszkę trudu i zerknąć na strony internetowe stowarzyszeń i klubów kibica, aby przekonać się, że są zaangażowani w różnego rodzaju akcje charytatywne. Ileż to razy wchodząc na stadion mojej ukochanej Legii Warszawa widziałem młodych ludzi z szalikami klubowymi na szyi zbierających do puszek datki na kosztowną operację dla dziecka z Warszawy będącego w potrzebie. O pomocy dla powodzian czy regularnych akcjach wsparcia dla warszawskich Domów Dziecka nie wspomnę.

Osobnym tematem jest udział kibiców różnych klubów w akcjach o charakterze patriotycznym. I nie tylko o wspaniałe oprawy stadionowe z okazji patriotycznych rocznic mi chodzi. Znowu wspomnę o swoim Legijnym „podwórku”. Otóż jest grupa kibiców Legii, którzy opiekują się kombatantami wyręczając ich w pewnych obowiązkach, których oni z racji wieku już nie mogą wykonać. Warto w tym miejscu przypomnieć o akcji kibiców Legii Warszawa, w której kibice mający swoje prywatne firmy składają informację w siedzibie Sekcji Sympatyków, iż mają miejsce pracy i przyjmą kibica do pracy. Okazuje się, że ten projekt skutecznie zadziałał i wielu przez ten „kibicowski pośredniak” znalazło płatne zajęcie. A to już nie jest patriotyzm na pokaz.

Kolejnym budującym przykładem jest zaangażowanie kibiców Lecha Poznań skupionych w stowarzyszeniu „Wiara Lecha” w opiekę na grobami Powstańców Wielkopolskich rozrzuconych po całym regionie. Kibice Lecha opiekują się nimi systematycznie przez cały rok, a nie od święta. Takich przykładów działalności kibiców w skali kraju można podać masę i śmiem postawić tezę, że kibice robiąc te patriotyczne oprawy ze swoich pieniędzy zrobili na niwie patriotycznej więcej niż niejedna instytucja państwowa utrzymywana z naszych podatków. 

Nieprzypadkowo kibice Lecha Poznań od ponad roku toczą regularną wojnę z Gazetą Wyborczą. Jako, że kibice Lecha odwołują się do tradycji zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego przeprowadzonego przez endecję i np. w Lubinie podczas meczu z Zagłębiem wywiesili sektorówkę z wizerunkiem Romana Dmowskiego i napisem „Jestem Polakiem, więc mam obowiązki polskie”, to siłą rzeczy znaleźli się na celowniku organu Adama Michnika. W końcu miarka się przebrała i kibice Lecha ogłosili bojkot GW w całej Wielkopolsce. Pojawiły się banery sygnowane przez kibiców z wezwaniem do bojkotu i faktycznie od pewnego czasu gazeta ta notuje spadek sprzedaży. Na dodatek zarząd klubu Lech Poznań wymówił umowę partnerską GW i logo tego dziennika próżno szukać na stadionie przy ul. Bułgarskiej w Poznaniu.

Oczywiście jest wąski margines ludzi, którzy podając się za kibiców są zwykłymi bandytami. Tylko, że oni nie stanowią nawet 1 procent wśród kibiców. I to ten wąski margines psuje reputację i dobrą opinię reszcie kibiców. Jednakże wystarczy przeanalizować statystyki policyjne, aby dostrzec, że zadają one kłam wyolbrzymionemu do niebotycznych rozmiarów przez premiera Tuska problemowi stadionowego bandytyzmu: od kilku lat odnotowuje się znaczący spadek awantur i incydentów stadionowych. Duża zasługa w tym stowarzyszeń kibiców, które same starają się pilnować porządku, bo każdy incydent wywołany przez chuliganów rykoszetem odbija się na wizerunku wszystkich kibiców. Rozumie to np. zarząd Lecha Poznań. Wiceprezes poznańskiego klubu Arkadiusz Kasprzak powiedział przedstawicielom mediów, że zarząd podtrzymuje współpracę ze stowarzyszeniem „Wiara Lecha” mówiąc m.in.: „Podtrzymujemy naszą dotychczasową linię. Dalej będziemy budowali relacje z kibicami, bo tylko budowanie środowiska kibicowskiego i wpływ na to budowanie jest drogą do bezpieczeństwa na trybunach. Naszym zdaniem, 99 procent kibiców Lecha i członków Wiary Lecha to ludzie wspaniali, którzy wiele zrobili dla regionu i miasta. Wydarzenia w Bydgoszczy psują ten wizerunek, ale mamy nadzieję, że już się nie powtórzą”.

W tym miejscu warto, aby każdy internauta zadał sobie następujące pytania: ile razy w mediach widział migawki ze stadionowych awantur? A ile razy widział lub słyszał relację z pozytywnych akcji, które organizują albo w których uczestniczą środowiska kibicowskie? Czy nie razi dysproporcja w przekazie informacyjnym? Czy mass media nie zniekształcają obrazu kibiców?

W swoim tekście Maciej Eckardt środowisko kibiców przedstawił- wypisz, wymaluj- jak Gazeta Wyborcza. Tym samym chcąc nie chcąc dał się wprząc w rydwan socjotechniki przekazu informacyjnego w służbie doraźnej rozgrywki Donalda Tuska. Wszak wystarczy przeczytać co napisał o kibicach Pan Maciej i co pisze o nich Gazeta Wyborcza oraz co podaje TVN24. Ten sam obraz kibiców- prymitywów.

Nie mam pretensji do Pana Macieja, że na siłę kreując się na oryginalnego, samodzielnie myślącego człowieka napisał: „Ponieważ obce są mi wszelkie odruchy stadne nie nadaję się na kibica. Zwłaszcza piłkarskiego. Nie potrafię śpiewać kretyńskich przyśpiewek, skakać na stadionowej ławce niczym małpa podczas chuci, kręcić młynków szalikiem, sapać na widok wrogich kiboli, czy zachwycać się ilością palonych rac. Nie rusza mnie to, kto ma z kim „kosę”, a kto „zgodę”. Mam w tym temacie zero wzruszeń”.

Nie mam o to zastrzeżeń, bo to prywatna sprawa każdego człowieka czym się fascynuje, a czym nie. Szkopuł w tym, że jeśli przyznaje się do tego, że nie interesuje się kibicowaniem, to przynajmniej niech nie powiela propagandy z TVN24 i Gazety Wyborczej, bo to człowiekowi odwołującemu się do tradycyjnych wartości, a więc Cywilizacji Łacińskiej w której dominują motywacje poznawcze zwyczajnie nie przystoi. Poza tym zbłaźnił się, bo kreując w feralnym artykule swoją osobę na indywidualistę okazał się jednym z masy tych, którzy ulegli stereotypowemu wizerunkowi kibica wylansowanego przez GW i TVN24. Jeżeli się na czymś nie zna, to niech po prostu nie zabiera głosu na ten temat, bo może- tak jak w tym przypadku- wesprzeć ośrodki, których celem jest tłamszenie wolności słowa w Polsce.

Tak! Wolności słowa i bynajmniej nie jest to patos, bo wystarczy na spokojnie, przeanalizować chronologicznie wydarzenia związane z tą zawieruchą medialną wywołaną wokół kibiców, aby dostrzec istotę sprawy. Otóż 16 kwietnia br. podczas meczu Lech Poznań- Legia Warszawa kibice obydwu drużyn wywiesili transparenty na których wypunktowano niespełnione obietnice Tuska. Akcja odbywała się pod hasłem: „Niespełnione rządu obietnice temat zastępczy- kibice”. Na dodatek kibice Legii wywiesili monumentalną flagę tzw. sektorówkę z wizerunkiem Adama Michnika i napisem „Szechter przeproś za ojca i brata”. Jako że mecz był transmitowany przez TVP i stację Canal+, to cała Polska mogła to zobaczyć. Kilka dni wcześniej podczas meczu na stadionie Legii kilka tysięcy warszawskich kibiców na całej trybunie zwanej „Żyletą” utworzyli gigantyczny napis „Gówno prawda” stylizowany na winietę Gazety Wyborczej.

I wówczas Donald Tusk rozpoczął działania. Pretekstem były burdy jakie miały miejsce 3 maja podczas finału Pucharu Polski w Bydgoszczy. Wnioski nasuwają się same: przez ponad trzy lata rząd nic nie zrobił w sprawie stadionowych bandytów i nagle zerwał się do działania. W jakie kluby uderzono? W Legię i Lecha, których kibice pierwsi przeprowadzili akcję obnażającą prawdę o rządzie Tuska oraz przypomnieli stalinowską przeszłość rodziny Michników. Przypadek? Wolne żarty… Jakoś przez trzy lata kadencji Tuska nie przeszkadzały mu incydenty na stadionach. Teraz planuje się sprawdzanie flag i transparentów na stadionach oraz grozi się kibicom karami za skandowanie haseł niezwiązanych z meczem. A to już pachnie cenzurą.

Rząd próbuje cenzurować kibiców, bo po zamknięciu stadionów Legii i Lecha kibice zaostrzyli formę protestu. Według szacunków policji w manifestacji antyrządowej zorganizowanej przez kibiców Legii wzięło udział ponad 6 tys. osób, które m.in. śpiewały: „Donald matole! Twój rząd obalą kibole!”, nieśli transparenty na których napisano „Tusk= Kononowicz. Nie będzie niczego” czy „Legia to nie stocznia. Nie zlikwidujesz nas”. Z kolei na drugi dzień kibice Lecha pod swoim zamkniętym stadionem zorganizowali protest antyrządowy. Na niektórych portalach internetowych można było zobaczyć jak śpiewają: „Cała Polska wie, kto populistą jest! Zamknął stadiony już, nie wybudował dróg, to premier Donald Tusk”. Dopiero w tym świetle- protestów kibiców, które przybrały formę stricte polityczną- można zrozumieć sedno działań premiera Tuska.

Nie trzeba być jakimś wielkim obserwatorem życia publicznego w Polsce, aby dostrzec, że Tusk problem chuligaństwa na stadionach- podobnie jak bezrobocie, emigrację Polaków, rosnący dług publiczny, źle funkcjonującą służbę zdrowia- ma w głębokim poważaniu. Problemem dla niego jest to, że kibice z dużych ośrodków miejskich dotychczas będących bastionami PO zaczęli mu robić czarny PR i dlatego zareagował. A wojna rzekomo wytoczona przez niego chuliganom, to taka sama prawda jak ta, że znalazł znakomitego inwestora do stoczni.

Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy. Otóż stadiony są (oprócz kościołów) ostatnimi w Polsce miejscami, gdzie ludzie o poglądach patriotycznych mogą się zebrać w jednym miejscu i zobaczyć się razem- w masie. Po tym jak po 1989 r. w ramach prywatyzacji przez likwidację przedsiębiorstw i zakładów pracy zlikwidowano duże ośrodki robotnicze, które zawszy były zagrożeniem dla władzy bez względu na ustrój, to właśnie stadiony piłkarskie stały się takimi ostatnimi miejscami, w których ludzie mogą poczuć swoją siłę. Dla rządzących nie są zagrożeniem pojedyncze będące w stosunku do nich w opozycji spauperyzowane jednostki. Zagrożeniem są ludzie mający swoje poglądy, nie bojący się ich wyartykułować publicznie i na dodatek zorganizowani. Takimi grupami są właśnie kibice w naszym kraju. To nie jest przypadek, że GW tak bezpardonowo atakuje kibiców zarzucając im niestworzone rzeczy: od udziału w grupach przestępczych, przez chuligaństwo aż po „faszyzm” i „antysemityzm”.

Dlatego próbuje się pod pretekstem walki z chuliganami zwalczać wolność słowa na stadionach, bowiem dla Michnika i takich jak Tusk nie są zagrożeniem politycy, których można spacyfikować polityczną poprawnością oraz sterroryzować słupkami sondażowymi. Dla nich zagrożeniem są tacy ludzie jak zorganizowani kibice, którzy tak jak podczas meczu w Poznaniu na oczach całej Polski potrafią wytknąć rządowi niedotrzymane obietnice i przypomnieć staliniętom od Michnika ich przeszłość, bo mają głęboko w poważaniu słupki sondażowe, PR i to, co napiszą o nich w mediach. Oni swoje robią w ramach kibicowskich stowarzyszeń nie za synekurki i posadki z nadania partyjnego, ale z potrzeby serca. Być może serca prostego, ale wielkiego- kochającego swój klub, dzielnicę w której mieszkają, swoje miasto i swój kraj.

Tak więc zagadnienie kibiców w Polsce jest bardziej zniuansowane niż to w swoich uproszczonych schematach przekazują mass media. Mam nadzieję, że te kwestie przemyśli sobie Pan Maciej zanim znowu coś niemądrego i krzywdzącego innych napisze. Poza tym Maciej Eckardt może być pewien, że gdyby przyszło mu kiedyś do głowy wrócić w polityczne szranki i konkury, to on i formacja polityczna z której będzie kandydował ma jak w banku, że przypomniany zostanie jego feralny artykuł i słowa w nim napisane, bo Bóg wybacza- kibice nigdy.

Łukasz Wielicki

A. Me.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Maciejowi Eckardtowi do sztambucha”

  1. Bardzo dobry tekst. W kwestii działań społecznych wystarczy wejść na ozsk.pl bo tam są wrzucane bieżące sprawozdania wszystkich stowarzyszeń kibiców w Polsce ze swojej działalności (w tekście podano przykład tylko Lecha i Legii). Akcje charytatywne, wzajemna pomoc, promowanie patriotyzmu (także tego lokalnego, regionalnego). W zasadzie to jest też bardzo ważne, bo to właśnie kluby piłkarskie są nośnikiem jakiejś lokalnej tożsamości, powiązania z moim miastem, regionem. Prócz bazy historycznej dla lokalnej tożsamości ważne są też (zwłaszcza w dzisiejszych czasach) jakieś bezpośrednie, współczesne bodźce i tak właśnie jest z klubami które reprezentują mieszkańców poszczególnych miast/regionów. Przynajmniej dla mnie i dla wielu osób lokalny miejski klub czymś takim jest: jednym ze spoiw łączących mnie z lokalnym podwórkiem. A już szczególnie ważne wydaje się to na zachodzie kraju, gdzie ludzi powiązanych z ziemią/zakorzenionych za dużo (z wiadomych powodów) nie ma. Klub dla młodego człowieka staje się więc w zasadzie jedynym spoiwem łączącym takiego kogoś z miejscem zamieszkania i czymś co być może pomoże jakoś się zakorzenić. Oczywiście na stadionach jest wiele zachowań patologicznych, ale dzięki zainicjowaniu wspominanych stowarzyszeń da się z tym walczyć (przynajmniej są podejmowane takie próby). Co do wejścia na murawę do dajmy spokój, w całej Anglii takie rzeczy mają miejsce. Cała ta „demolka” została rozdmuchana. Ilość „chuliganów” wśród poszczególnych ekip jest mała. Ustawki odbywają się poza stadionami, w odległych miejscach, a za tego typu zachowania jak np. Lech w czasie finału PP w Bydgoszczy osoby dopuszczające się rozwalenia czegoś bardzo często otrzymują stosowną „karę” od swoich, a już zwłaszcza jak wyjazd organizuje lokalne stowarzyszenie, a nie klub. W sumie nie wiem czemu osoby z prawej strony taką niechęć mają do kibiców, zamiast właśnie próbować pomagać – bo to właśnie kibice mogą wyjść na ludzi i tworzyć zdrową tkankę narodu w przyszłości. Jeśli chcemy mieć wpływ na młodych ludzi, to należy raczej podać rękę tym na stadionach, a nie tym sprzed telewizorów oglądających tvn – choć oczywiście ci drudzy są pewnie grzeczni, tolerancyjni, wykształceni itp.

  2. @Autor Doskonaly teskt. Co do drog, to tak sie sklada ze pracuje w logistyce miedzynarodowej i moge potwierdzic ze Polska bylaby dzis 10 razy bogatsza gdyby miala autostrady i dobre, szerokie drogi. Polska jest krajem tranzytowym! Niestety , dostarczenie konteneru z Mazur do Gdanska np. zabiera caly dzien. We Francji 4 godziny by bylo, a czas to pieniadz.Im szybciej , tym latwiej zlapac wczesniejszy statek i wtedy klient jest zadowolony.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.