„Mały błąd na początku jest wielkim na końcu”

Ta teza, przypisywana św. Tomaszowi z Akwinu, doskonale ilustruje, jak czysto abstrakcyjne z pozoru kwestie decydują o naszym życiu. Recenzując przed książkę o. Tadeusza Bartosia OP, „Tomasza z Akwinu teoria miłości”, stwierdziłem, że jej autor stosuje bardzo dziwną optykę, gdyż jako katolicki zakonnik myśli w sposób wykluczający chrześcijaństwo. Ponieważ autor nie jest już zakonnikiem, mój tekst nabrał nowego kontekstu.

 Dzieliłem się wtedy refleksjami na temat jednego tylko przypisu do rozdziału „Orzekanie miłości o Bogu” (przypis 4, na str. 152). Przypis znamienny, bo ujawniający klucz interpretacyjny użyty do prezentacji poglądów Akwinaty. Cytuję go (dla wygody ponumerowałem wybrane zdania): Czy jest rzeczą irracjonalną używać słów na określenie rzeczy, do których nie ma się samemu dostępu i mieć w ten sposób dostęp jedynie do słów. Tomasz odpowiedziałby: [1] „Tak. Nie można używać słów bez dostępu do rzeczy, które te słowa znaczą.” Stąd wynika, że Akwinata jest głosicielem poglądu na doświadczenie, który w naszych czasach możemy znaleźć u Immanuela Kanta […], mówiącego, w jednej ze swych konsekwencji, że [2] nie mogą istnieć przedmioty, które nie podpadają pod doświadczenie, tj. [3] pojęcie przedmiotu nie podpadającego pod doświadczenie jest wewnętrznie sprzeczne. Takie ujęcie koresponduje z przyjmowaną przez autora tej pracy epistemologiczną interpretacją pojęcia transcendentalnego byt, wedle której [4] wyrażenie „istnieć” (ens) jest równoważne wyrażeniu „być przedmiotem doświadczenia” resp. „docierać do aparatu poznawczego człowieka”.

Sama analiza logiczna pokazuje, że ze zdania [1] nie wynika ani zdanie [2], ani zdanie [3]. Zdanie [1] oznacza, że przyczyną „używania słów” jest „dostęp do rzeczy”. Wynika z tego jedynie tyle, że o pewnych rzeczach nie da się mówić.

Ponadto zdanie [2] nie jest równoważnikiem logicznym zdania [3], jak to jest zasugerowane w tekście. W zdaniu [2] mowa jest o przedmiocie, natomiast w zdaniu [3] o pojęciu przedmiotu. Zdanie [3] jest zdaniem analitycznym a priori tj. sam sens użytych w nim terminów jest racją jego prawdziwości (pojęciem przedmiotu jest bowiem pewne intelektualne ujęcie, niemożliwe bez tego, co zostało ujęte), przez co bez sensu jest wywodzić je z innych twierdzeń. Czym innym jest natomiast przyczyna istnienia pojęcia, różna od samego pojęcia, o której się tu nie wspomina.

Sens całemu proponowanemu […] rozumowaniu nadaje dopiero zdanie [4], w którym mamy utożsamiony przedmiot i sposób poznania. Utożsamienie to jest warunkiem sine qua non sprawności zastosowanych sprzęgów logicznych a nie tylko „interpretacją korespondującą” z przyjmowanym tokiem myślenia.

Żeby zachować poprawność logiczną, należałoby rozpocząć rozumowanie od logicznie pewnego zdania [3]. Kłopot polega jednak na tym, że nie da się w sposób prawomocny logicznie przejść od pojęć do rzeczy, których te pojęcia dotyczą. Tyle sama logika. Przypisanie Akwinacie krytycyzmu epistemologicznego Kanta, jest zabiegiem całkowicie dowolnym i historycznie bezzasadnym. Do czasu Kartezjusza nikt nie szukał „dowodów na istnienie świata”. Wśród scholastyków dość powszechnie panowała zgoda, że „nie ma przejścia od myślenia do istnienia”, czyli inaczej, że sposób istnienia rzeczy i sposób jej poznawania nie są tym samym. Dowodem na takie stawianie sprawy przez św. Tomasza jest jego stwierdzenie, że nie mamy pojęcia istnienia.  To, że rzeczy istnieją nie jest w ogóle ujmowane pojęciowo. Słowa: ”nie można używać słów bez dostępu do rzeczy, które te słowa znaczą” będą u św. Tomasza oznaczać, że przyczyną poznania (i jego komunikowania) jest istnienie rzeczy (tzw. substancji pierwszych, konkretów, czyli subsystencji). Natomiast istnienie poznania niczego nie zmienia w rzeczy poznawanej tj. poznanie w żaden sposób nie przyczynuje swych przedmiotów (rzeczy). Jeszcze inaczej: relacja poznawcza jest zawsze jednokierunkowa. Dlatego bezzasadne jest przypisywanie Tomaszowi twierdzeń o niemożliwości istnienia przedmiotów nie podpadających pod doświadczenie (ludzkie). Czym innym jest natomiast znane, tomistyczne twierdzenie o zamienności prawdy i bytu tj. że każda rzecz jest poznawalna (czyli prawdziwa) o ile istnieje. Aktualnie wszystko jest poznawalne przez intelekt Boski a przez ludzki jedynie potencjalnie, czyli wcale (potencjalność bowiem nie istnieje sama w sobie, bo możność to stosunek aktu do innego aktu, jako do czegoś innego, czyli inne sformułowanie zasady przyczynowości). Jak już wspomniałem, samo poznanie nie jest rozumiane jako „czyste” pojęciowanie lecz znacznie szerzej. Istnienie („esse”) rzeczy jest tym, czego doznaje intelekt. Jest to poznanie pozalogiczne tj. nie powoduje ono w intelekcie powstania jakiejkolwiek formy poznawczej (pojęcia).

Skądinąd bardzo łatwo jest wytłumaczyć sobie możliwość idealistycznie rozumianego „poznania” (tj. skonstruowania sobie zbornej wiązki treści myślowych) ujmującego rzeczy aktualnie nie doświadczane, bez postulowania niebytu tychże rzeczy. Wystarczy uprzytomnić sobie, że pojęcia są powszechnikami, czyli strukturami zawierającymi treść wspólną wielu konkretom.    

Skutki odrzucenia realizmu są wielorakie i były wielokrotnie opisywane (choćby niemożliwość wykazania realności świata, jako czegoś obiektywnego). Ja jednak skupię się na konsekwencjach idealizmu w dziedzinie wiary katolickiej. Otóż aby być katolikiem muszę uznawać pewne dogmaty, które są wręcz modelowym przykładem czegoś takiego, co „nie podpada pod doświadczenie” (jeżeli bowiem czegoś doświadczamy, to jakichś skutków wiary w sobie samych, a nie tego w co wierzymy). Zgodnie z paradygmatem idealistycznym: wyrażenie „istnieć” (ens) jest równoważne wyrażeniu „być przedmiotem doświadczenia” resp. „docierać do aparatu poznawczego człowieka”, przedmiot wiary nie może w ogóle istnieć (sic!). Zatem wiara staje się jakimś rodzajem pragmatycznej aktywności. Następnie bez realizmu metafizycznego upadają dowody na istnienie (osobowego) Boga. W takim wypadku wiara w Ewangelię zasadza się na następującej strukturze logicznej: wierzący wierzy Bogu, że Bóg jest, czyli na absurdzie. I dalej: życie Jezusa Chrystusa nie jest przedmiotem mego doświadczenia, jednak wywodzę z niego skutki dla siebie, jak zatem coś, co nie istnieje, może powodować jakieś skutki itd. Cała sfera wiary (wraz z bytem Boga) będzie ostatecznie  sprowadzać się do takich czy innych kombinacji treści psychicznych.

Ostatnia polska, publiczna dyskusja na temat tomizmu została zainicjowana przez śp. ks. Tischnera, który zarzucał mu formalizm, bezduszność i odhumanizowanie, dowcipnie ogłaszając „koniec chrześcijaństwa tomistycznego”. Dobrze jest dla odmiany poczytać autora, któremu świat Akwinaty zdaje się antropomorficzny. A może tytuł Doktora Powszechnego nie jest na wyrost i koniec „chrześcijaństwa tomistycznego” byłby zatem końcem chrześcijaństwa?

Włodzimierz Kowalik

a.me.

Facebook
[Głosów:0    Średnia:0/5]

0 thoughts on “„Mały błąd na początku jest wielkim na końcu””

  1. “Cała sfera wiary (wraz z bytem Boga) będzie ostatecznie sprowadzać się do takich czy innych kombinacji treści psychicznych.” To nie jest przypadek, ze Kant byl protestantem.

  2. może i kant był sobie protestantem, ale i tak zawsze katolicy byli najgorsi. więc chłop w sumie miał szczęście.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *