Między ONR a Zadrugą

Prof. Bogumił Grott należy do grona historyków, którzy w pierwszej połowie lat 80. ub. wieku zainicjowali badania nad myślą polityczną obozu narodowego w Polsce. Prowadzone przez niego studia nad związkami katolicyzmu z nacjonalizmem oraz neopogańskim nurtem w łonie formacji narodowej znalazły swoje podsumowanie w najpopularniejszej chyba pracy B. Grotta zatytułowanej „Nacjonalizm chrześcijański” (pierwsze wydanie – Kraków 1991).

Książka ta stanowi do dziś obok prac Romana Wapińskiego i Jerzego Janusza Tereja żelazny kanon literatury poświęconej dziejom Narodowej Demokracji. Najnowsza praca zatytułowana jest „Dylematy polskiego nacjonalizmu. Powrót do tradycji czy przebudowa narodowego ducha” i stanowi kontynuację rozważań badacza nad kierunkami rozwoju polskiej idei narodowej.
Za cezury opracowania badacz przyjął lata 1926-1949. O ile pierwsza data, rok powstania OWP, jest oczywista, o tyle druga z nich wymaga wyjaśnienia. W roku 1949 wyrokiem sądu skazany został na karę śmierci Adam Doboszyński, aresztowany i skazany na 15 lat więzienia został zaś Jan Stachniuk. Rok wcześniej skazani na śmierć zostali ostatni przywódcy NSZ Lech Neyman i Stanisław Kasznica. Rok 1949 uznaje badacz za kres pewnej formacji, która swój rodowód wywodziła bezpośrednio z okresu przedwojennego. Praca podzielona została na cztery rozdziały zatytułowane: Zagadnienia wprowadzające; Świat zewnętrzny: widma zagłady – idee destrukcyjne – źródła inspiracji; Ewolucja ku Katolickiemu Państwu Narodu Polskiego; Reakcja neopogańska: Ruch Zadruga i idee pokrewne, czyli nacjonalizm modernizacyjny. Poza formacjami wywodzącymi się z obozu Narodowej Demokracji autor opisał także ugrupowania polskich narodowych socjalistów, Obóz Zjednoczenia Narodowego oraz „Zadrugę”.

W recenzji wydawniczej pracy prof. Rafał Łętocha podkreśla, że „Autor odwołał się również i do wielu innych ruchów nacjonalistycznych równolegle funkcjonujących w Europie, ukazując na pierwszym planie ich podstawowe cechy celem porównania z cechami partii i grup polskich. W ten sposób ukazał drogi przepływu idei z zachodu Europy do Polski oraz wskazał na te koncepcje, które u nas uzyskały pewne powodzenie na prawej stronie sceny politycznej i te, które nie przyjmowały się w Polsce. Starał się też pokazać od czego była uzależniona recepcja obcych wzorców, a od czego ich odrzucanie”.

Naczelnym zagadnieniem poruszanym w pracy przez autora jest pytanie, na ile przedwojenne środowiska narodowe w wysuwanych przez siebie koncepcjach, odpowiadały na wyzwania stojące przed ówczesną Polską. Pytanie to stanowi oś całej książki. Siłą rzeczy autor w swoich rozważaniach duży nacisk kładzie na zagadnienia społeczne z problematyką gospodarczą na czele. Analizując koncepcje gospodarcze poszczególnych formacji narodowych, dochodzi do przekonania, że program w największym stopniu odpowiadający żywotnym interesom Polski wysuwały środowiska znajdujące się poza głównym nurtem obozu narodowego lat 30. i 40. ub. wieku. Z całą pewnością nie była nim, jego zdaniem, wyłożona przez Adama Doboszyńskiego na kartach „Gospodarki narodowej” koncepcja postulująca oparcie przemysłu na sieci średnich i małych warsztatów, reprezentatywna zarówno dla „młodych” SN oraz ONR „ABC”.

Dość wspomnieć, że stopień uprzemysłowienia Polski w roku 1934 (data wydania wspomnianej pracy) uznawał Doboszyński za w pełni wystarczający. Powrót w dziedzinie gospodarki do form przedrozbiorowych, czy wręcz średniowiecznych nie był w ocenie Grotta w żadnej mierze wystarczający, szczególnie w perspektywie zagrożeń, wobec których stała Polska w latach 30.: „Model gospodarczo-społeczny lansowany przez «młodą» endecję i przynajmniej ONR-ABC, a w latach okupacji jej przedłużenie – grupę Szańca (co do programu Falangi i potem Konfederacji Narodu można pod tym względem mieć zastrzeżenia – w wielu punktach przejawiała ona znacznie więcej realizmu), był więc modelem, który można by śmiało nazwać «drobnomieszczańskim». Mimo istnienia przybudówkowych organizacji kierowanych w stronę robotników, nie można stwierdzić, aby pozyskiwano sympatię szerokich kręgów tej warstwy. Projektowany system miał zaistnieć jakby mimo niej. Nie generował on też tendencji ku maksymalnemu rozwojowi materialnemu kraju, co było oczywiście warunkiem niezbędnym dla trwania między potężnymi Niemcami a Rosją Sowiecką (…) W endecji oraz Szańcu stale unosi się zademonstrowana jeszcze w 1934 r. przez Doboszyńskiego w Gospodarce narodowej niechęć do handlu, biznesu, pogoni za zyskiem, której towarzyszy, jako mile widziany typ ludzki – «zbożny rolnik»”.

Odmienny model gospodarczy oraz system historiozoficzny prezentował, w łonie środowisk narodowo-katolickich, Ruch Narodowo-Radykalny „Falanga”: „Z Falangą, jak zauważono wyżej, było już nieco inaczej. Miała ona swoją specyfikę na tle innych grup, a w jej publicystyce można było znaleźć ślady krytycznego myślenia wobec gospodarczych koncepcji Doboszyńskiego czy historiozoficznych interpretacji upadku Polski autorstwa Jędrzeja Giertycha, który główną winą obarczał masonerię”.

Wszystko to sprawiało, że zdaniem autora: „Nacjonalizm polski w wersji, jaką reprezentowała «młoda» endecja, a także narodowi radykałowie, jak wynika z ich publicystyki, nie dysponował taką doktryną oraz wizją cywilizacyjną, która by mogła prowadzić do skutecznego zabezpieczenia interesów państwa i narodu narażonego na ataki dwóch imperializmów. Funkcjonowała tam społeczno-kulturowa wizja o charakterze neomediewalnym, umacniająca istniejące w społeczeństwie nastawienie tradycjonalistyczne (…) Brak tam było wizji budowania potężnej infrastruktury, która by potrafiła zrównoważyć przypuszczalne odrodzenie się po latach potęgi niemieckiej. W świecie wyścigu technicznego rzeczywistość wymagała czegoś więcej niż budowy państwa sprawiedliwego społecznie o charakterze rolniczo-przemysłowym. Dlatego też można przyjąć, że koncepcje partii narodowo-katolickich zawierały też elementy utopijne. Utopijność ta polegała na braku przystosowania postulowanej przez nie Wielkiej Polski do prawdziwej wielkości”.

Program, który wypełniał postulat Wielkiej Polski, wysuwała zdaniem badacza jedynie „Zadruga”. Jej ideologię określa autor mianem nacjonalizmu „modernizacyjnego”, którego twórca Jan Stachniuk, zaczynający nomen omen swoją działalność społeczno-polityczną w poznańskim kole Młodzieży Wszechpolskiej, „dostrzegał rosnącą potęgę naszych sąsiadów i alarmował w obliczu piętrzących się z czasem coraz to większych zagrożeń. Zdawał sobie sprawę z sensu sowieckich «piatiletek» i ich potencjalnych skutków dla Polski. Nic więc dziwnego, że pierwszy swój artykuł poświęcił tymże właśnie «piatiletkom».

Wyrażał tam pogląd, iż wraz z postępującą industrializacją Rosji sowieckiej Polska, dotychczas traktowana wraz z Rumunią przez państwa Zachodu jako wystarczająca siła ryglująca od strony Europy ZSRS, straciła na znaczeniu jako twór relatywnie coraz słabszy, o zmniejszającej się zdolności do skutecznego oporu na kierunku wschodnim. Dlatego też jego rozwijająca się wraz z upływem czasu doktryna stała się sposobem poszukiwania przyczyn tzw. «niżu cywilizacyjnego», będącego udziałem Polski i wielu innych krajów znajdujących się w podobnej sytuacji”.

W pracy zatytułowanej „Dzieje bez dziejów” (Warszawa 1939) Stachniuk pisał m.in.: „Na ilość dywizji pancernych Niemiec zmuszeni jesteśmy odpowiedzieć podobną ilością, lub też próbować coś podobnego przeciwstawić, na samoloty samolotami, na gwałtowny rozwój niemieckiego czy też rosyjskiego przemysłu takimże tempem rozwoju własnego, na sprawną jednolitą koncentrację władzy państwowej i aparatu administracyjnego – czymś podobnym, na jednolitą organizację polityczną społeczeństwa, na wtopienie jednostki w machinę państwa – to samo itd. itd.”. Słabość koncepcji Stachniuka, któremu poświęcił również osobną pracę („Religia, cywilizacja, rozwój. Wokół idei Jana Stachniuka”, Kraków 2003), dostrzega Grott przede wszystkim w przeprowadzanym przez niego, w kolejnych pracach, ataku na „religię i prawie całą tradycję polską”; „Stachniuk, atakując wprost katolicyzm i katolicką kulturę, sam nierozważnie tworzył sobie w psychice społecznej zapory nie do przezwyciężenia”.

To właśnie związek z katolicyzmem uznawał ideolog „Zadrugi” za przyczynę wielu historycznych klęsk Polaków. Paradoks sytuacji polegał zdaniem badacza na fakcie, że przedstawiciele obozu narodowo-katolickiego, formułując błędne rozwiązania, posiadali w dużej części polskiego społeczeństwa rząd dusz, natomiast działacze „Zadrugi” stanowili marginalną grupkę bez szerszych wpływów w społeczeństwie, pozbawioną tym samym szansy realizacji własnych postulatów programowych.

Autor nie ustrzegł się w pracy kilku drobnych błędów i omyłek. Razi na przykład dość stereotypowe ujęcie, jak na badacza tej miary, problemu stosunku obozu narodowego do rosyjskiego komunizmu w rozdziale drugim. Poglądy Romana Dmowskiego w tej materii zostały zrównane niemal ze stanowiskiem Józefa Piłsudskiego.

Reasumując, praca stanowi podsumowanie wieloletnich badań prof. Grotta nad zagadnieniami nacjonalizmu w Polsce. Analiza porównawcza obu nurtów w łonie polskiego nacjonalizmu, pomimo pewnej dyskusyjności metody (polegającej na ogromnej dysproporcji w odniesieniu chociażby do dorobku omawianych formacji), prowadzi do interesujących wniosków, z którymi nie każdy musi się zgodzić, ale z całą pewnością powinien się z nimi zapoznać.

Maciej Motas
Bogumił Grott, „Dylematy polskiego nacjonalizmu. Powrót do tradycji czy przebudowa narodowego ducha”, Wydawnictwo von borowiecky, Warszawa 2014, ss. 415.

Książkę można kupić TUTAJ
Myśl Polska, nr 17-18 (27.04-4.05.2014)

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *