Między pruskim a tomistycznym konserwatyzmem

Jest wiele poglądów na temat tego, czym jest konserwatyzm. Można by nawet zaryzykować twierdzenie, że konserwatyzmu jako takiego, czyli nazwijmy to „bezprzymiotnikowego”, po prostu nie ma. Każdy, kto uważa się za konserwatystę, musi więc być w stanie dokładniej sprecyzować, jakiej tradycji myślenia konserwatywnego hołduje. Nie oznacza to jednak, że niemożliwa jest dyskusja między tymi różnymi tradycjami. A tym bardziej ich wzajemna krytyka. 

Jednym z najbardziej płodnych polskich przedstawicieli konserwatyzmu jest Adam Wielomski. Nie zamierzam w ramach tego tekstu rekonstruować całości jego poglądu na istotę konserwatyzmu. Chciałabym natomiast skoncentrować się na kilku poczynionych przez niego uwagach. Adam Wielomski mówi bowiem o konserwatyzmie jako takim, właśnie „bezprzymiotnikowym”, co moim zdaniem może wprowadzać w błąd mniej oczytanych czytelników. Przede wszystkim jednak jego formuła konserwatyzmu powiązana jest  z określonymi założeniami filozoficznymi, których żaden tomista nie omieszka skrytykować.  

W tekście zatytułowanym „O konserwatywnym rozumieniu polityki” Adam Wielomski stwierdza: „Częstokroć konserwatywna filozofia polityki – pod którym to pojęciem rozumiem pewien sposób politycznego postępowania, a nie idee (filozofia polityczna) – bywa dziś źle rozumiana. Upowszechnia się błędny pogląd, że konserwatyzm to pewien zestaw idei (świat ideowy, filozofia polityczna) takich jak autorytet, tradycja, religia, hierarchia społeczna, własność, które konstytuują konserwatyzm. (…) Opisanie świata ideowego konserwatyzmu nie wyczerpuje jednak jego istoty. Konserwatyzm to także pewne rozumienie polityki, polegające na skrajnie empirycznym oglądzie rzeczywistości” (https://konserwatyzm.pl/artykul/4550/o-konserwatynym-rozumieniu-polityki). Dalej autor wyjaśnia, co rozumie pod pojęciem skrajnie empirycznego oglądu rzeczywistości. Ostrze swojej krytyki kieruje przeciwko romantykom i pseudokonserwatystom, którzy wierzą „w wyższy, metafizyczny porządek słuszności i prawa moralnego” i którzy „nie przydają przesadnego prestiżu naukom empirycznym, a tym, co cenią najwyżej, jest nie SCIENTIA, lecz raczej SAPIENTIA” (cytaty pochodzą z tekstu Jacka Bartyzela, krytykowanego przez Adama Wielomskiego: J. Bartyzel, Na ubitej ziemi. Moje awantury dwudziestolecia, Warszawa 2010, s. 300, 320). Zdaniem Adama Wielomskiego, „Konserwatyzm Bartyzeliański, pojęty jako SAPIENTIA, przeradza się w ideologię radykalnego sprzeciwu wobec świata zastanego, gdzie empiryczna rzeczywistość zaczyna być krytykowana przez pryzmat oderwanej od realiów wyidealizowanej rzeczywistości pseudo-konserwatywnej.” I dalej: „Nie przypadkowo piszemy o „pseudo-konserwatyzmie”. Nie jest to wszak realna treść konserwatywna. Ta nie ma charakteru ponadczasowego i metapolitycznego, lecz zależy od czasu i miejsca, wynikając z empirycznego oglądu rzeczywistości”. Adam Wielomski wyjaśnia dalej, skąd czerpie swoją inspirację do takiego rozumienia konserwatyzmu: „Konserwatysta bez wahania może zaakceptować stwierdzenie Hegla, że „co jest rozumne, jest rzeczywiste: a co jest rzeczywiste, jest rozumne”, o ile nie będzie przymuszany do ugruntowania tego twierdzenia za pomocą Heglowskiej gnozy religijnej, lecz potraktuje je wyłącznie jako stwierdzenie określające – używając terminologii Carla Schmitta – jego pozycje i pojęcia polityczne”.    

Autor przyjmuje więc Heglowską koncepcję realizmu politycznego, odżegnuje się jednak od gnozy religijnej Hegla. Czy można jednak oddzielić Heglowski realizm polityczny od całości jego systemu filozoficznego? I co zostanie po takim „zabiegu”? Czyli – na czym dokładnie polega realizm polityczny i konserwatyzm reprezentowany przez Wielomskiego? 

Zacznijmy od stwierdzenia, że sam Hegel nie do końca uznawał się za konserwatystę. Jego stosunek do Rewolucji Francuskiej był jak najbardziej ambiwalentny. Z jednej strony popierał on bowiem hasła rewolucyjne nawołujące do emancypacji jednostki ze społeczeństwa stanowego, z drugiej zaś sprzeciwiał się rewolucji jako metodzie dokonywania zmian społecznych. Nie ulega jednak wątpliwości, że popierał wiele zdobyczy Rewolucji, których nie można już było cofnąć. Kiedy więc tacy konserwatyści jak Joseph de Maistre opłakiwali bezpowrotnie utracony świat epoki przedrewolucyjnej, Hegel wieścił, iż dokonał się postęp. Nawoływał przy tym do  „pogodzenia się z rzeczywistością” i „zaprzestania patrzenia w zaświaty”. Hegel żądał całkowitego odcięcia polityki od metafizyki. De facto jednak chodziło o metafizykę arystotelesowską, którą Hegel zastąpił swoją własną ontologią. 
Związek Heglowskiego twierdzenia, że co jest rozumne, jest rzeczywiste: a co jest rzeczywiste, jest rozumne, z jego ontologią nie jest widoczny w polskim tłumaczeniu „Zasad filozofii prawa”. Użyte przez Hegla słowo „wirklich” można przetłumaczyć jako „rzeczywiste”, „realne”, „doprawdy”, „naprawdę”, „autentyczne”. Etymologicznie powiązane jest ono z czasownikiem „wirken”, czyli „działać”, „dziać się”, „oddziaływać”, jak również „verwirklichen”, czyli „urzeczywistniać”, „ziścić”, „realizować”, „spełniać się”. Heglowskie twierdzenie nie oznacza więc po prostu, że „to, co jest, jest racjonalne”, lecz kryje się za nim coś więcej. A konkretnie, Heglowska dialektyka. Zdaniem Hegla, procesem dziejowym rządzą opisane przez niego prawa dialektyczne, które determinują bieg historii. Oznacza to, że na gruncie Heglowskiej ontologii człowiek nie jest podmiotem historii, ale jej przedmiotem. Człowiek jest tylko zabawką w rękach „ducha historii”, który używa ludzkich słabości i namiętności do realizacji swojego celu. Zużyte zabawki wyrzucane są przez „ducha historii” na „śmietnik historii”. 
Jak to znakomicie pokazał Tadeusz Guz, Heglowska ontologia i epistemologia wyrastają z teologii Lutra. W tekście „Ukonstytuowanie prawdy poprzez kłamstwo w nowożytnej myśli filozoficznej” (Fronda 58, s. 172 i n.) Guz pisze: „Tak jak u Marcina Lutra, również u Hegla nie może być mowy o tym, że zło jest skutkiem winy stworzeń rozumnych i wolnych, wręcz przeciwnie: ten upadek – grzech – dokonuje się w samym Bogu, a zło według Hegla „istnieje tylko” jako „sprzeczność bycia samym w sobie, pojęcia i szczegółu, dobra i zła”, które wychodzą od Boga i do Boga wracają jako „do ich źródła””. Guz pokazuje więc, że zarówno u Hegla, jak i Lutra to sprzeczność w łonie samego Boga jest motorem napędzającym rozwój historyczny. Natomiast skutkiem twierdzenia o „boskim procesie samoprzeciwstawiania się” musi być przyjęcie założenia, że nasze myślenie, względnie nasza wiara zawsze musi uchodzić za element boskiej samoświadomości. Taki punkt widzenia ściśle powiązany jest z przyjmowanym przez Lutra skrajnym pesymizmem antropologicznym. Jak pisze Guz: „Jeśli człowiek w swoim bycie jest całkiem zepsuty przez grzech, to nie potrafi on poznać ani Boga, ani świata, a przez to wykluczony jest wszelki sąd poznawczy oparty na prawdzie, zarówno w odniesieniu do poznania sprawcy, jak i jej przyczyny, ponieważ nie ma żadnej zgody między samym podmiotem poznającym a przedmiotem – z powodu naturae corruptae”. I dalej: „W swoim dziele De servo arbitrio Luter pozbawia ludzki swojego ostatniego naturalnego oparcia: wolnej woli. Według Lutra człowiek nie potrafi nicznego z siebie uczynić”. Z przyjmowanego przez Lutra, skrajnego pesymizmu antropologicznego wynika więc, że człowiek nie może w racjonalny sposób kierować  swoim postępowaniem, a tym samym, w racjonalny sposób wpływać na bieg historii. Człowiek staje się więc przedmiotem historii, wykonawcą poleceń Heglowskiego „ducha”. 
Rozum na gruncie heglizmu jest więc wyłącznie rozumem instrumentalnym. Jednostka nie ma dostępu do prawdy, dobra czy też piękna, w swoich działaniach nie jest w stanie podporządkować się Logosowi  i urzeczywistniać go w realnym świecie. Zostają tylko namiętności, materialne potrzeby i inne interesy, które jednostka chce zaspokoić. Społeczeństwo staje się areną walki, na której ścierają się sprzeczne dążenia. W celu zaprowadzenia względnego pokoju niezbędne jest powołanie do istnienia państwa totalnego. Podporządkowanie się jednostek takiemu państwu jest wyrazem uświadomienia sobie przez nie konieczności takiego podporządkowania: bez państwa skazane są one na totalną wojnę. Również państwo jest więc wyrazem rozumu instrumentalnego. Jego zadaniem nie jest służenie prawdzie czy też dobru, a tylko realizowanie czysto doczesnych interesów jednostek.  
Na gruncie heglizmu jednostkom nie pozostaje więc nic innego, jak skrajnie empiryczny ogląd rzeczywistości. W takim kontekście bardziej zrozumiałe stają się słowa Adama Wielomskiego, iż „realna treść konserwatywna (…) nie ma charakteru ponadczasowego i metapolitycznego, lecz zależy od czasu i miejsca, wynikając z empirycznego oglądu rzeczywistości”.  
Czy konserwatyzm reprezentowany przez Adama Wielomskiego jest odmianą heglizmu? Sam Wielomski odcina się od niego, twierdząc w tekście „O Heglu i realizmie politycznym”, iż prawicowy heglizm i konserwatyzm różnią się ontologicznie i epistemologicznie (https://konserwatyzm.pl/artykul/5582/o-heglu-i-realizmie-politycznym). Nie podaje jednak, jak wyglądają ontologiczne i epistemologiczne założenia jego fomuły konserwatyzmu. Natomiast zdaniem Wielomskiego, prawicowy heglizm i konserwatyzm przedstawiają podobny program politycznego realizmu. W przypadku Hegla, polityczny realizm ściśle powiązany jest z jego ontologią. Jak to już zostało wyżej powiedziane, podstawą Heglowskiego politycznego realizmu jest odrzucenie klasycznej metafizyki, jak również arystotelesowsko-tomistycznej koncepcji człowieka jako istoty zdolnej do poznania prawdy. A jak się sprawy mają w przypadku konserwatyzmu  i realizmu politycznego Adama Wielomskiego? 
Adam Wielomski także jest zwolennikiem pesymizmu antropologicznego, przypuszczam, że nawet skrajnego (sam Wielomski przyznaje się do politycznego augustynizmu). W tekście „Dwie krytyki demokracji” Wielomski tak oto pisze: „Zły z natury człowiek nie nadaje się do życia w wolności. Musi znajdować się pod kontrolą władzy, żyć w państwie; musi mieć prawo nad którym czuwa sędzia i policjant; muszą jego życia i własności strzec żołnierze, aby nie stał się celem łupieżczych wypraw sąsiadów zza rzeki” (https://konserwatyzm.pl/artykul/5401/dwie-krytyki-demokracji).O zdolności do poznania prawdy Adam Wielomski wprawdzie nic nie pisze, ale jeśli człowiek nie nadaje się do życia w wolności, to poznawanie prawdy i tak na nic mu się nie zda. Co więcej, Wielomski dodaje, iż instytucję państwa „konserwatysta postrzega w sposób mniej lub bardziej świadomie religijny, mając zawsze gdzieś w podświadomości Pawłowe wszelka władza pochodzi od Boga”. Na gruncie przyjmowanego przez Wielomskiego „skrajnie empirycznego oglądu rzeczywistości” odwoływanie się do religii może jednak mieć wyłącznie fideistyczny charakter. Realizm polityczny wyznawany przez Wielomskiego zbliża się do nowożytnego pozytywizmu i scjentyzmu, a być może po prostu machiawelizmu. Konserwatyzm reprezentowany przez Wielomskiego czystym machiawelizmem jednak nie jest, w końcu jego zdaniem instytucję państwa „konserwatysta postrzega w sposób mniej lub bardziej świadomie religijny”. Nie wiadomo jednak, co konkretnie wynika z tego „religijnego komponentu” konserwatyzmu wyznawanego przez Wielomskiego: ostatecznie przecież, jego konserwatyzm opiera się na skrajnie empirycznym oglądzie rzeczywistości. Czy konserwatysta Wielomskiego w swoim postępowaniu powinien więc kierować się jakimiś ideałami?  (Przypomnijmy, na gruncie heglizmu możliwy jest tylko rozum instrumentalny). W cytowanym tekście „O Heglu i realizmie politycznym” stwierdza on: „Do istniejącej rzeczywistości podejść należy także wedle wskazań rozumu, a nie wskazań serca. Konserwatywny i Heglowski realizm łączą się tu ze sobą w afirmację poglądu, że punktem wyjścia do wszelkich planów politycznych jest świat zastany, taki jakim on przedstawia się zmysłom podmiotu poznającego. Przeciwieństwem tego poglądu jest romantyczno-insurekcyjna wizja kreacji planu nowego i sprawiedliwego świata, za pomocą uczucia i na podstawie pojęć etycznych, gdzie zadaniem woli jest zrealizowanie tego ideału poprzez czyn”. Wielomski przeciwstawia więc zarówno ideały, jak i pojęcia etyczne rozumowi. Zadaniem rozumu nie jest poznawanie ideałów i realizowanie ich za pomocą woli poprzez czyny, lecz poznawanie świata takim, jakim przedstawia się on zmysłom podmiotu poznającego. Światopogląd Adama Wielomskiego, podobnie jak Hegla i całej nowożytnej tradycji filozoficznej, napiętnowany jest dualizmem.  Z jednej strony mamy bowiem „nagie fakty”, a z drugiej, „świat idei”. 
Dualizm taki obcy był filozofii św. Tomasza z Akwinu. Jego empiryzm w sposób fundamentalny różni się od empiryzmu nowożytnego, któremu hołduje  Adam Wielomski. Przyjrzymy się więc bliżej tomistycznej koncepcji realizmu politycznego. U św. Tomasza nie znajdziemy takiego pojęcia jak „czyste fakty”. Dla niego każdy byt jest nośnikiem prawdy, dobra i piękna, a poznanie empiryczne ma właśnie służyć poznaniu prawdy, dobra i piękna. Za Arystotelesem św. Tomasz wskazywał, że ludzkie poznanie może być nakierowane na cele teoretyczne (theoria), praktyczne (praksis) i wytwórcze (poiesis). W każdej z dziedzin, o ile rozum ma działać prawidłowo, musi kierować się odpowiednią zasadą działania. Tomasz z Akwinu wyróżnił więc potrójną dziedzinę działalności prawego rozumu: usprawniony prawdą [prawy] rozum teoretyczny, usprawniony prawdą o dobru [prawy] rozum praktyczny oraz usprawniony prawdą o pięknie [prawy] rozum wytwórczy. 
Na gruncie tomizmu praktyczne działanie wtedy jest racjonalne, kiedy przyświeca mu prawy rozum praktyczny. Ponadto, działanie takie musi być skuteczne, to znaczy, dobro rzeczywiście musi zostać urzeczywistnione (a nie pozostać w świecie „czystych idei”). Oznacza to, że działający musi dobrze znać okoliczności, w których przyszło mu działać. Tomistyczna koncepcja polityki jako nauki praktycznej zakłada bowiem umiejętność odpowiedniego zastosowania prawdy o dobru do konkretnej sytuacji. W centrum klasycznej koncepcji polityki znajduje się więc cnota fronesis, czyli roztropności, która między innymi jest umiejętnością dobierania właściwych środków prowadzących do osiągnięcia celu.  
Tomistyczny konserwatyzm opiera się na modelu mądrościowym. Jak pisze Mieczysław Gogacz, „Ten model polega na liczeniu się z dobrem wszystkich ludzi. Trzeba tylko uwyraźnić w nim ważną pozycję: prawdy i dobra, człowieka i Boga, w rozwiązaniach społecznych i ekonomicznych. O tym modelu już mówi się na Zachodzie, nazywając go ładnie modelem sapiencjalnym” (M. Gogacz, 2006, Życie społeczne w duchu ewangelii, Warszawa, ss. 42-43). Tomistyczny konserwatyzm jest także wyrazem logocentryzmu, zakładającego, że „wszechświat jest w jakiś sposób uporządkowany i że kategorii takich jak dobro i zło nie da się zrelatywizować” (Ewa Thompson: Wielka polska powieść, Rzeczy Wspólne 9 (3/2012), http://www.rzeczywspolne.pl/2012/07/wielka-polska-powiesc/#more-1812).
Wracając do tez prezentowanych przez Adama Wielomskiego, należy stwierdzić, że w świetle jego rozumienia konserwatyzmu, tomistyczna koncepcja politycznej praksis także zdaje się być „romantycznym pseudokonserwatyzmem”. W końcu wyraźnie pisze on o modelu sapiencjalnym jako o ideologii „radykalnego sprzeciwu wobec świata zastanego, gdzie empiryczna rzeczywistość zaczyna być krytykowana przez pryzmat oderwanej od realiów wyidealizowanej rzeczywistości pseudo-konserwatywnej”. Odwołanie się do Logosu, jako właściwej podstawy dla racjonalnej praktyki politycznej, zdaje się więc być dla Wielomskiego, tak jak i dla Hegla, „patrzeniem w zaświaty”…
Adam Wielomski wrzuca więc do jednego worka nurty utopijno-rewolucyjne oraz poglądy odwołujące się do tradycji logocentrycznej i modelu sapiencjalnego. Heglowska formuła realizmu politycznego była skutkiem odrzucenia przez niego tradycji logocentrycznej. Antylogocentryczny porządek empiryczny zbudowany podczas  Rewolucji Francuskiej był dla Hegla wyrazem postępu i uzyskania przez „ducha” wyższego stopnia samoświadomości, gdyż dzięki Rewolucji „Duch”  skutecznie wyemancypował się od konieczności „patrzenia w zaświaty” (czyli szukania prawdy, dobra i piękna). Natomiast Adam Wielomski na gruncie przyjmowanego przez siebie „skrajnie empirystycznego oglądu rzeczywistości” nie jest w stanie dokonać  ani krytycznej, ani też pozytywnej oceny porewolucyjnej rzeczywistości. Chyba że przy pomocy treści czysto religijnych. 
Konserwatyzmowi Adama Wielomskiego obce jest więc podstawowe założenie tomistycznego realizmu, które zakłada,  że świat empiryczny zbudowany przeciwko Logosowi, a więc taki, w którym nie będzie realizowane dobro i nie będzie miejsca na prawdę i piękno, nie jest światem racjonalnym.  Jest światem empirycznie realnym, i to wszystko. Konserwatyzm reprezentowany przez Wielomskiego stoi więc w opozycji do konserwatyzmu tomistycznego, natomiast jego stosunek do pruskiego, Heglowskiego konserwatyzmu jest niejasny. Jedno nie ulega wątpliwości: jest to konserwatyzm nowożytny, który zrywa z przedoświeceniową koncepcją polityki jako nauki praktycznej, czyli sztuki rozpoznawania i roztropnego realizowania dobra. 
Na zakończenie należy stwierdzić, że rzeczywistość nie jest dualistyczna, jak tego chce Adam Wielomski. To nieprawda, że musimy wybierać między „patrzącymi w zaświaty” romantykami i „twardymi empirystami”. Tomistyczny konserwatyzm nie popada w żadną z tych skrajności. On nakłada na człowieka obowiązek szukania prawdy, dobra i piękna, jak również skutecznego urzeczywistniania ich w realnym świecie.

Magdalena Ziętek

http://magdalenazietek.blogspot.de/2012/12/miedzy-pruskim-tomistycznym_1460.html
aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Między pruskim a tomistycznym konserwatyzmem”

  1. Różnica tkwi w metodologii. Pani patrzy na konserwatyzm jako na system filozoficzny. Ja jestem politologiem i patrzę na konserwatyzm jako na doktrynę mającą mieć zastosowanie praktyczne. Uważam, że konserwatyzm jest z natury pro-państwowy i ma naturalną predylekcję do popierania władzy, gdyż alternatywą dla władzy jest rewolucyjny uliczny motłoch. Jeśli konserwatyzm przekształcamy tylko w system filozofii politycznej, to może nabrać charakteru rewolucyjnego, anarchistycznego czy jakiegokolwiek innego. Konserwatyzm odseparowany od realnej polityki staje się utopią. Nie jestem heglistą, ponieważ nie uznaję państwa za byt Boski, a jedynie uznaję władzę za pochodzącą od Boga. Dlatego jest mi obcy heglowski etatyzm i statolatria. Dlatego ekonomicznie np. jestem za wolnym rynkiem. Całkowicie obca jest mi heglowska gnoza religijna i historiozofia. Hegel raz był za rewolucją raz przeciw? Nie, w młodości ją popierał; na starość odrzucał. Heglowskie rozumienie polityki z „Filozofii prawa” nie jest mi, faktycznie, zupełnie obce. W sumie ma Pani rację, że nie jestem także tomistą, bowiem bliższy jest mi św. Augustyn, szczególnie pesymistyczna antropologia chrześcijańska Biskupa z Hippony (co Pani słusznie zauważyła). Nie ukrywam też, że jestem „nowożytnikiem”, min. całkowicie przyjmuję nowożytną koncepcję suwerenności. Nie z zachwytu, ale dlatego, że taka jest rzeczywistość empiryczna.

  2. @Adam Wielomski Konserwatyzm to nie jest dobre slowo, a to dlatego, ze jest ono historycznie obciazone i przywoluje na mysl poglady bedace apologia ancien régime. Hm, nie lubie osobiscie ancien régime…Wedlug mnie nie jest wykluczone, ze konserwatyzm jest po prostu martwy jako system polityczny, gdyz to wlasnie w ancien régime tkwia wewnetrzne przyczyny Rewolucji.Ale nie jest rowniez uzasadnione to Panskie zdanie „Ja jestem politologiem i patrzę na konserwatyzm jako na doktrynę mającą mieć zastosowanie praktyczne.”Zeby cos bowiem dobrze w praktyce funkcjonowalo, musi miec realne podstawy teoretyczne czyli byc wynikiem trafnego odczytania rzeczywistosci.Wladza znowu nie jest celem samym w sobie, to znaczy ze nie mozna opowiadac sie za wladza zawsze i w kazdej okolicznosci, jezeli ludzie sprawujacy wladze uprawiaja polityke „dekonstrukcyjna” czyli rozmywaja rzeczywistosc spoleczenstwa politycznego.Wladza jest ograniczona do domeny dobra.To prawda, ze nigdy nie wolno wypowiedziec posluszenstwa wladzy ale sa takie momenty, ze wladza jest wylacznie faktyczna.Pulkownik Bastien-Thiry nigdy nie mowi w swej Deklaracji ( a jest ona jednym z fundamentalnych tekstow pewnej mysli poiltycznej we Francji) o wladzy, tylko o „wladzy faktycznej”, kiedy mowi o De Gaulle’u.Celem wladzy musi byc dobro wspolne.Z tego nie wynika oczywiscie, ze nalezy sie obowiazkowo przeciwstawic kazdej wladzy, ktora jest nawet bardzo zla.Byc moze Pan myli polityczna roztropnosc ( „lepiej sie nie przeciwstawiac, bo nie wiadomo, czy zmiana przyniesie realne polepszenie”) z tym, co Pan nazywa konserwatyzmem.Dodac nalezy, ze u podstaw Rewolucji jako mysli ( mysli „Filozofow”) leza bledy czysto filozoficzne, z zakresu fizyki i metafizyki, glownie negacja istnienia swiata materialnego, ktora sie zaczela od Kartezjusza i ktora jest juz u niego ewidentna, choc dopiero u Leibniza jest jasna. Cala mysl rewolucyjna jest wynikiem wlasnie tego bledu.Dlatego zadaniem kazdego , kto chce byc prawdziwym kontrrewolucjonista jest zgranie sie z trafnym odczytaniem rzeczywistosci w jej najglebszych przyczynach, a takiego dokonali Grecy, ktorych ukoronowaniem jest Arystoteles i pozniej Scholastycy, ze Sw.Tomaszem na czele.Dlatego nie jest nawet bezpiecznie mowic „tomizm”.W kregach filozofow realistycznych zwyklo sie mowic po prostu „filozofia”.Nie wiem czy tak jest w Niemczech, ale jest tak we Francji.Naduzywanie slowa „tomizm” w Polsce wynika stad, ze prof.Swiezawski i Gogacz byli à la base historykami filozofii i w zwiazku z tym lubili „izmy”.Ot, to sa tylko takie luzne uwagi, ktore – mam taka nadzieje- beda skromnym glosem w fundamentalnej dyskusji.ps.Nawet Panska postawa wobec RN ma filozoficzna motywacje.

  3. Trzyma się Pan kurczowo sztywnego podziału na teorię i praktykę. To także pokłosie mentalności nowożytnej. Niedawno napisałam artykuł pod tytułem: „Rechtsphilosophie der Aufklärung: Theorie ohne Praxis” (Oświeceniowa filozofia prawa: teoria bez praktyki), właśnie przygotowuję drugą część pt. „Rechtsphilosophie der Gegenaufklärung: Praxis ohne Theorie” („Antyoświeceniowa” filozofia prawa: praktyka bez teorii). W drugiej części krytykuję niemiecki konserwatyzm, a w szczególności C. Schmitta, za jego skrajny antyracjonalizm, krytyki dokonuję oczywiście z punktu widzenia klasycznej koncepcji rozumu praktycznego. Pana powyższa wypowiedź idealnie wpisuje się w główną tezę tego artykułu. Jak będzie gotowy, prześlę go Panu.

  4. P.S. Jeszce jedna uwaga na temat Hegla. Hegel całe życie popierał wiele postulatów rewolucyjnych, w szczególności zniszczenie społeczeństwa stanowego i stworzenie społeczeństwa obywatelskiego. Hegel był też zwolennikiem wolnego rynku. Jak czytam Pana wypowiedzi na temat Hegla, odnoszę wrażenie, że ominął Pan rozdział poświęcony prawu (który przecież odnosi się do ustawodawstwa Napoleona) i społeczeństwu obywatelskiemu. A na tę ambiwalencję zwracało uwagę wielu badaczy Hegla, jest to temat szeroko dyskutowany w niemieckiej literaturze. Hegel był przeciwny metodzie rewolucyjnej. Jednym słowem uważał, że zmiany rewolucyjne powinny być dokonywane przez państwo, tak aby zmiana świadomości następowała powoli, ewolucyjnie. Państwo może więc służyć lewicy, i Pan zdaje się tego nie dostrzegać.

  5. Ależ praktykę i teorię można rozdzielać, zresztą każdy z nas to czyni codziennie. Mało kto wie, w jaki sposób reakcja spalania metanu w kuchence produkuje ciepło, albo dlaczego rozchodzi się ono równomiernie po rondlu. Niemniej to działa i to robimy. Podobnie można bez głębokiej filozofii politycznej uprawiać bardzo skuteczną i dobrą politykę, jak również rozwijać teorię bez znajomości jej praktycznych zastosowań.

  6. Czepiła się koleżanka przyzwoitego systemu, ale nigdy nie raczyła napisać coś o rzeczywiście syjonistycznym i promasońskim Imperium Brytyjskim, oraz o „rewolucji amerykańskiej”. Hegel, Hegel, Hegel, tylko nigdzie dzisiaj pośród naukowców nie jest popularny, mocno popularyzowany, to raczej filozofia wymierająca, i ile nie już martwa. Żywa natomiast jest koncepcja atlantycka, spadkobierców rewolucji amerykańskiej na całym zachodzie. G.Waszyngton, G.Bush, R.Reagan, F.D.Roosevelt i współcześnie B.Obama to główne symbole tego nurtu. Dodajmy, że nadal żywy jest bonapartyzm i jakobinizm, ale pod inną nazwą. Ideały polityczne Królestwa Pruskiego dawno wymarły, a wszelkie próby jej odrestaurowania w Niemczech są bombardowane i traktowane jako „faszyzm”. Za to świetnie się z Republice Niemiec ma amerykanizm i atlantyzm, no i oczywiście syjonizm. Nie wspominam o pacyfistach i lewackich ekologach. Wszystkie te ideologie były wykute w USA, a na grunt Europejski zawsze docierały zza oceanu przez Francję. Radzę zejść na ziemię, i pisać o tym co jest, a nie szukać wyimaginowanego wroga, i wmawiać mi, że martwy smok jeszcze żyje, i trzeba bić jego truchło bo ożyć może. Kiedy my tutaj kopiemy tego zdechłego smoka, trzy inne, całkiem żywe (amerykanizm, syjonizm i neojakobinizm) hasają sobie beztrosko, i sieją nie lada spustoszenie.

  7. @Executor U podstaw wszelkiej dzialalnosci politycznej lezy jakas mysl polityczna.Bardzo czesto byc moze nieuswiadomiona, ale jednak obecna.

  8. Co do zagadnienia teoria-praktyka. Chciałbym przypomnieć, że filozofowie greccy rozdzielali światy. Najładniej to widać u Platona – jest świat idei i świat rzeczywisty. Dla Greków oczywistym było, że nie da się świata idei wiernie (czy też nawet poprawnie) odtworzyć w świecie rzeczywistym. Nowożytni filozofowie mają tendencję odwrotną – myślą, że ich urojone wyobrażenia świata (np. świat bez wojen, równość wszystkich, sprawiedliwe państwo) da się odtworzyć w empirii. Tak, na szczęście, nie jest.

  9. @ Antoni Ratnik: jeżeli chodzi o to, że każda hierarchizacja celów i działań wynika z jakiejś, niekoniecznie uświadomionej, filozofii politycznej, to ma Pan rację. Ale to chyba truizm…

  10. „U podstaw wszelkiej dzialalnosci politycznej leży jakaś myśl polityczna. Bardzo często być moze nieuswiadomiona, ale jednak obecna”. Myśli nieuświadomione to sprzeczność. Może chodzi o nieświadomą treść psychiki? Ale to zdaje się jest freudyzm. Geneza ludzkiego myślenia to wielki problem neurobiologii. Badania wskazują, że u podstaw wszelkiego działania leżą emocje . A u podstaw działania moralnego emocje społeczne. (ludzie z uszkodzeniami „emocjonalnych” obwodów mózgu zachowują się psychopatycznie). Dzięki neuronom lustrzanym można wytłumaczyć jak nabywamy teorii umysłu czyli przekonania, że inni też mają stany umysłu. Widziałem niedawno program p. Cejrowskiego pokazującego zwyczaje dzikich plemion dorzecza Amazonki. Nie odbiegają one istotnie od zwyczajów szympansów: polowanie, porywanie samic, agresja między samcami, patrylinearyzm. Oto początki polityki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.