Miłość. O człowieku nie integralnym…

Kiedy go obejrzałem to – wiedząc, że będę o nim pisał na tym blogu – zastanawiałem się jak – ten poświęcony mu post – zatytułować.? I pomyślałem sobie, że zatytułuję go tak, by dać wyraz temu, że człowiek, poza nielicznymi wyjątkami świętych, jest generalnie istotą pełną sprzeczności. Istotą ocenianą przez innych wyrywkowo, na podstawie rozlicznych masek, które na siebie nakłada. Istotą postępującą często w sposób krańcowo różny. W sposób, którego nikt z jego otoczenia by się nie spodziewał. Krótko mówiąc: w sposób nie integralny.

Fabuła jest dość prosta. Prezydent niewielkiego miasta adoruje, a właściwie molestuje, podległą mu pracownicę. Ta broni się, ale gdy skarży się mężowi, ten wręcz nakłania ją – ze swych własnych zawodowych pobudek – by nie odrzucała awansów przełożonego. Gdy jednak ten, pod jego nieobecność, odwiedza ją w domu i – mimo zaawansowanej ciąży – brutalnie gwałci – następuje nagły zwrot akcji. Bo przecież ten sam mąż – w którego rolę wciela się Marcin Dobrociński – dowiedziawszy się o tym, oskarża teraz swą żonę (w tej roli Julia Kijowska) o sprowokowanie gwałciciela.

Tyle fabuła. A teraz kilka przykładów owej, gęsto zilustrowanej, ludzkiej dezintegralności. I tak: czy zgwałcona kobieta mogłaby spodziewać się, że jej mąż – zachęcający ją, tak niedawno do flirtu – dziś oskarży ją o prowokowany romans z prezydentem – gwałcicielem? Albo, że na skutek przeżytej z tego powodu traumy, widząc prezydencką limuzynę, porzuci na spacerze swą świeżo narodzoną córkę? I dalej: czy zachwyceni swym prezydentem wyborcy mogą wyobrazić sobie, że ich włodarz to najzwyklejszy gwałciciel? Człowiek, który zapewne – dla swego cierpiącego na zespół downa syna – jest najczulszym i szczerze kochającym ojcem? Czy wreszcie sama zgwałcona mogłaby spodziewać się najpierw, że jej mąż przyjmie 100 tysięcy złotych za wyciszenie sprawy, a gdy on sam zniesmaczy się własnym czynem to okaże się, że ona sama przyjmie to, jako „startową polisę” dla swojej córeczki? A jednocześnie, mimo tych dramatów, dwójka bohaterów, ostatecznie ratuje swoje małżeństwo!

Czyż trzeba więcej dowodów, jak chwiejny w swych wyborach bywa jeden i ten sam człowiek? Jedna i ta sama osoba? W jednym przypadku zdolna być może do autentycznego heroizmu, a w drugim do zbrodni? I jednocześnie tę samą osobę otoczenie oceniać może skrajnie różnie. Często jakże odmiennie od stanu faktycznego!

Dowodem na to może być epizod matki głównego bohatera. Jemu samemu wydaje się, że gdy umrze, chora na raka, dla jego ojca – funkcjonującego cały czas w jej cieniu – będzie to dramat. Tymczasem, gdy śmierć nadchodzi ten mówi: modliłem się o tę śmierć! Jestem złym człowiekiem! W domyśle – miałem jej już naprawdę dość…

Co sprawia, że ten sam człowiek może być jednocześnie zdolny do heroizmu i zbrodni? Chrześcijanin odpowiedziałby: grzech pierworodny! I Sławomir Fabicki zdaje się tę wiarę podzielać. Zdaje się ją podzielać kończąc swój film sceną chrztu. Sceną aktu, który choć grzech ten zmywa, to jednak nie usuwa spowodowanej przez niego naturalnej słabości natury. Tej właśnie słabości, która – wbrew pierwotnemu zamysłowi Stwórcy – czyni ziemską egzystencję człowieka trwale ułomną. Trwale nie integralną…

O filmie: http://www.filmweb.pl/film/Mi%C5%82o%C5%9B%C4%87.+Film+S%C5%82awomira+Fabickiego-2012-631551

Jan Filip Libicki

aw

www.facebook.com/flibicki

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *