Moja rada dla PO w sprawie in vitro

W Platformie trwa dyskusja w sprawie in vitro. Co oczywiste, jest to rzecz, która głęboko różni całą partię. W tej sprawie spostrzeżenia mam dwa.

Pierwsze to mój osobisty pogląd na sprawę sztucznego zapłodnienia. Co oczywiste uważam, że zgodnie z nauką Kościoła, proceder ten powinien być całkowicie zakazany. Nie wiem, jaką karą powinien być obwarowany taki zakaz. Czy owe słynne dwa lata więzienia, z których teraz wycofuje się prezes PiS, to dobry czy zły pomysł. Wiem jednak, że opowiadanie o tym, iż może istnieć skuteczny zakaz czegokolwiek, nie obwarowany żadną sankcją karną jest zwyczajną nieprawdą. Jakaś kara broniąca każdego zakazu musi być.

Będąc za całkowitym zakazem in vitro w poprzedniej kadencji prace nad takim rozwiązaniem wspierałem. Jednak ani w przypadku, gdy był to projekt Komitetu Obywatelskiego „ Contra In Vitro”, ani w przypadku gdy zgłaszałem ten projekt jeszcze raz jako poselski, nie odnotowaliśmy powodzenia. Zwyczajnie przegraliśmy. Dzisiejszy parlament jest w tych sprawach jeszcze bardziej wychylony na lewo niż poprzedni. Dlatego uważam, że trzecia próba całkowitego zakazania in vitro również zakończy się porażką. Dlatego też dziś nie podejmuje inicjatywy ustawodawczej w tej kwestii. Być może nie mam racji, ale mam takie głębokie przekonanie.

Moje drugie spostrzeżenie dotyczy sposobu, w jaki Platforma Obywatelska powinna wyjść bez szwanku z tej różnicy zdań. Wyjść suchą nogą z prac nad tym projektem. Jest tylko jeden sposób, aby tak się stało. Jest to po prostu danie parlamentarzystom najbardziej oczywistej i przyzwoitej możliwości – po prostu możliwości zagłosowania w tej sprawie zgodnie z własnym sumieniem. Będzie to nie tylko najbardziej przyzwoite, ale też po prostu najbardziej pragmatyczne, bo upuści to narastające w klubie ciśnienie w tej sprawie. Więcej, jest dla mnie oczywiste, że owa zasada wolności powinna zakładać również możliwość nie zgłaszania projektów klubowych, ale różnych projektów, zgłaszanych przez poszczególne grupy posłów po.

Chcę w tym momencie przypomnieć wszystkim prawdę najbardziej oczywistą. Prawdę mówiącą o tym, że jakikolwiek nacisk na ludzi w sprawach sumienia prędzej czy później kończy się fatalnie dla naciskających. Są na to dwa oczywiste przykłady.

Pierwszy to sprawa kryzysu PiS związanego ze sprawą Marka Jurka z roku 2007. W tamtej sytuacji naciski ze strony Jarosława Kaczyńskiego nie tylko okazały się bezowocne, ale doprowadziły do największego kryzysu w historii tej partii. I przykład drugi. Oczywiście, że jest w Platformie około 50 osobowa grupa konserwatystów Jarosława Gowina. Trzeba jednak przypomnieć, że impulsem do jej powstania w tej kadencji były wydarzenia z kadencji poprzedniej, kiedy to próbowano zmusić posłów do odrzucenia społecznego projektu ochrony życia, firmowanego przez Mariusza Dzierżawskiego. Niezależnie od tego, kto z konserwatystów jak w tej sprawie zagłosował, każdy poczuł się zgwałcony samym pomysłem dyscyplinowania parlamentarzystów w tej kwestii. I każdy uznał swój udział w inicjującym spotkaniu obecnej grupy Gowina za najlepszy sposób przeciwdziałania na przyszłość temu procederowi.

Wszystkie te przykłady pokazują jasno jedną prostą prawdę. Prawdę, którą jako członek Platformy pozwalam sobie przekazać jako radę dla jej kierownictwa. Przez obecną różnicę zdań w partii najłatwiej można przejść dając jej posłom jeden za najważniejszych atrybutów obywatelskości – najzwyczajniejszą wolność. Wolność w zgłaszaniu projektów dotyczących in vitro i wolność w samym akcie głosowania nad nimi. Jeśli tak będzie to Platformie nic się nie stanie, a wręcz przeciwnie. Będzie partią mocniejszą i paradoksalnie dużo bardziej spójną.

Na koniec jedno krótkie zdanie komentarza do wspaniałego zachowania posła Godsona. Johnie – dziś wszyscy jesteśmy Godsonami! A przynajmniej powinniśmy nimi być.

Jan Filip Libicki

www.facebook.com/flibicki

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.