„Moje słuszne poglądy na wszystko”

Ponieważ zostałem wielokrotnie zaczepiony osobiście, uważam za stosowne przedstawienie swojego stanowiska w sprawach, o które jestem bezpodstawnie pomawiany.

Po pierwsze nie jestem żadnym „gilsoniątkiem” (rozumiem, że ten termin, ma na celu zwykłe obrażenie mnie, potraktowaniem jako dziecka). Nie uznaję ani intuicji bytu czy intuicji metafizycznej, ani sądów egzystencjalnych, ani analogii bytu, ani separacji orasz szeregu innych „wynalazków” egzystencjalnego tomizmu. Twierdzę, że niczego takiego w tekstach św. Tomasza nie ma. Co więcej sądzę, że doświadczenie historyczne, z którym oczywiście można się nie liczyć (postawa obca św. Tomaszowi), traktując je bezmyślnie jako „historyzm”, pokazuje, iż intuicja metafizyczna okazuje się niebezpieczna. Gdy jest jedyną metodą filozofowania, wiedzie poznanie na manowce, w pustosłowie, spory werbalne, wreszcie do zwykłego błędu i w końcu obłędu.

Nie znajduję żadnego powodu, dla twierdzenia, by intuicja metafizyczna była czymkolwiek więcej niż spontaniczną  abstrakcją z danych zmysłowych, czyli ostatecznie grą wyobraźni, jak zresztą twierdzili i Arystoteles i św. Tomasz w klasycznej teorii heurezy pojęć. Wyobraźnia jest cenną rzeczą, niezbędną, lecz sama nie stanowi metody nauki.     

Podobnie też, nie zgadzam się z Jakubem Maritainem, że pojęcia są „przezroczystymi pośrednikami”. Maritaim chciał postawić filozofię na równi z mistyką, co jest błędem.  Poprawna semantyka jest zawsze trzyczłonowa: rzecz – pojęcie – nazwa.  Ponieważ semantyka taka została opracowana w ramach filozofii analitycznej, są bardzo dobre powody do twierdzenia, że kto przyjmuje ubogą semantykę dwuczłonową, przyjmuje tym samym jakiś redukcjonizm poznawczy[1]; nominalistyczny z semantyką nazwa – rzecz;  lub idealistyczny z semantyką pojęcie – rzecz. Jednak spór o to, jak powinna być semantyka, jest moim zdaniem filozoficznym anachronizmem, praktykowanym jedynie przez nieuków.

Po drugie nigdy nie byłem uczniem prof. Gogacza. Czytałem jedną książkę Gogacza, jakiś jego wstęp do metafizyki, z którego, o ile pamiętam, nic nie zrozumiałem. Nie mam, dosłownie, nic wspólnego z warszawskim środowiskiem tomistycznym.  Czytałem kilka numerów „Christanitas”, wymieniałem korespondencję z p. Pawłem Milcarkiem, niegdysiejszym redaktorem tego pisma. Nie wiem, czy są zdegenerowani. Zależy od przyjętych definicji. Z moich definicji nie wynika „zdegenerowanie” większe niż w wypadku  „filozofów” z Bractwa św. Piusa X. Obydwie szkoły mają argumenty słowne a nie rzeczowe. Co gorsza nie mają narzędzi, aby argument słowny odróżnić od rzeczowego. Kończą, zatem na takiej lub innej hermeneutyce.

Jeżeli już mam się przyznawać do jakiejś szkoły to będzie to tomizm analityczny, Bocheńskiego, Salamuchy, Nieznańskiego, tradycja szkoły we Fryburgu szwajcarskim, polska szkoła lwowsko-warszawska (Czeżowski, Łukasiewicz).

Po trzecie uważam za truizm, że każdy filozof fabrykuje sobie jakiś absolut, który zwykle „udowadnia” w ramach swojego systemu. W konsekwencji mamy błąd petitio principii.  Jest to dość tani sposób filozofowania. Znacznie trudniej jest trzymać się rzeczywistości, łatwiej jest produkować ideologie.

Po czwarte uważam, że trzy pierwsze drogi są sprawne w dowodzeniu Absolutu. Założywszy pewne twierdzenia z zakresu arystotelesowskiej ontologii można wykazać, że istnieje „Pierwszy Motor”, Pierwsza Przyczyna” i „Byt Konieczny”.  Dlaczego jednak pierwsza przyczyna, czy byt konieczny miałyby być Bogiem  Jezusa Chrystusa, osobowym, dobrym, miłującym? Nie mam pojęcia. Nie wiem również, czemu przyjmować ontologię Arystotelesa a nie np. Platona, czy Ockhama? Najlepiej przecież byłoby zrobić uwielbiany przez wielu kisiel z wszystkich nich, który „dowodzi”, czego sobie życzymy.

Św. Tomasz kończy swoje drogi rozumowaniem z opinii ogółu: „a to wszyscy nazywają Bogiem”. Może i nazywają tylko, co nas to obchodzi? Ludzie różne rzeczy różnie sobie nazywają. Przypuszczam, że odrzucający pojęcie osoby ludzkiej będą mieli jeszcze większe trudności z wykazaniem, iż Pierwsza Przyczyna jest Osobą niż ja, który istnienie specyfiki osobowości uznaję. Ale naturalnie próbować trzeba. Wiara uczy bowiem, że istnienie Boga jest poznawalne naturalnym światłem rozumu.        

Wreszcie po piąte jest kwestia „wykonalności nadziei” na poznanie Boga drogą naturalnego rozumu. Wydaje się, iż udowodnienie istnienia Boga, jako tożsamego z przedmiotem wiary, oznacza zarazem poznanie Jego istoty[2]. Jeśli tak, oznaczałoby to zredukowanie Boga do poziomu operacji naszego intelektu. Nie ważyłbym się, aż tak daleko (w istocie aż do unii hipostatycznej) posunąć w (werbalnym oczywiście) personalizmie. Przeciwko temu pisze Tomasz z Akwinu: „Ani katolik, ani poganin (negue catolicus neque paganus) nie poznaje istoty Boga, takiej, jaką jest sama w sobie[3] […] W tym życiu nie zdołamy poznać istoty Boga takiej, jaką jest sama w sobie. Możemy ją poznać, o ile udostępniają ją doskonałości stworzeń[4]”.      

Jak zaznaczyłem na wstępie, są to moje, osobiste, filozoficzne poglądy. Uważam je za zgodne z wiarą katolicką. Ostatnie zdanie jest również moim, rzecz oczywista, osobistym poglądem, do którego prawdziwości, nikt poza samym Panem Bogiem, dostępu na szczęście nie ma. Zwłaszcza nie ma dostępu p. A. Ratnik, który zapewne obsmaruje mnie, że skoro cytuję z tytule Kołakowskiego, to widocznie zgadzam się z Kołakowskim a może nawet z marskizmem, w najlepszym razie z modernizmem, a w każdym wypadku jestem heretykiem, dzieckiem i mediewistą. A wszystko, dlatego, że przykro mu mnie czytać. Brak cnót, jak już tłumaczyłem. W tym wypadku umiejętności, pojętności, wiedzy.

Z poważaniem dla życzliwych Czytelników moich tekstów[5]

Włodzimierz Kowalik


[1] Dla mniej wtajemniczonych: bredzi. Efektem jest zredukowana do jakiegoś obszaru myśli lub doświadczenia „metafizyka”.

[2]  Dla tomisty jest truizmem, że istnienie jest istotą Boga),

[3] ST 1, 3, 10, ad.5

[4] ST 1, 13, 2, ad 3

[5] Jak uczy wiara, pewien minimalny poziom życzliwości, jest konieczny dla zrozumienia adwersarza. „Zrób wszystko aby raczej ocalić niż potępić wypowiedź bliźniego” napisał św. Ignacy z Loyoli w swoich „Ćwiczeniach duchownych”.    

a.me.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “„Moje słuszne poglądy na wszystko””

  1. Nie wiem tylko co złego w byciu mediewistą. Sam jestem średniowiecznikiem i jest mi z tym zupełnie dobrze.

  2. zastosujmy do pana Kowalika metodę samego pana Kowalika, lubiącego pisać nieprawdę na temat orzeczeń Nieomylnego Magisterium Kościoła i negować te orzeczenia, jak to widzieliśmy w ostatnim artykule – odsyłam do riposty w komentarzach. cytat z pana Kowalika, z powyższego tekstu: „Św. Tomasz kończy swoje drogi rozumowaniem z opinii ogółu: 'a to wszyscy nazywają Bogiem’. Może i nazywają tylko, co nas to obchodzi? Ludzie różne rzeczy różnie sobie nazywają. (…) są to moje, osobiste, filozoficzne poglądy. Uważam je za zgodne z wiarą katolicką.” Tak więc, tym mniej powinna nas obchodzić opinia jednej osoby, która sama siebie nazywa katolikiem.

  3. Tak w ogóle, to nie chciałabym się przerzucać złośliwościami. Wydaje mi się, że tekst dotyczy jakiegoś niezmiernie szerokiego zakresu spraw i być może miał być ogólną odpowiedzią na sporą część zarzutów, niekoniecznie tylko z jednego tekstu. To sprawia, że trudno się zmobilizować do kompletnej odpowiedzi. Dlatego poruszę tylko wybrane tematy. O „gilsoniątkach”, jak wcześniej podkreślałam, niewiele wiem, nikogo tak nie nazywam, nie chcę dociekać, z kim pan Kowalik korespondował, jaką książkę czytał tylko raz i nie mógł jej zrozumieć i wiele podobnych spraw poruszonych w dzisiejszym artykule. 1. Cytat z pana Kowalika na temat jego poglądów: „Uważam je za zgodne z wiarą katolicką. Ostatnie zdanie jest również moim, rzecz oczywista, osobistym poglądem, do którego prawdziwości, nikt poza samym Panem Bogiem, dostępu na szczęście nie ma.” Faktycznie, Pius X w „Pascendi Dominici Gregis” podkreśla, że głębi serc nie znamy i nawet błąd modernistyczny może być popełniany bez złej intencji. Intencji, jak już wczoraj podkreślałam, nie komentuję -tak samo nie wiem, jak jest z przynależnością pana Kowalika do Kościoła, mimo że neguje on kilka prawd wiary, być może to jedynie herezja materialna. Ale z poglądami jest nieco inaczej. Tak się składa, że kompetentny użytkownik języka umie swoje poglądy we w miarę ścisły sposób przedstawiać, stąd można coś o nich wiedzieć. Tutaj wypada mi się odwołać do przypisu pana Kowalika: „Jak uczy wiara, pewien minimalny poziom życzliwości, jest konieczny dla zrozumienia adwersarza. „Zrób wszystko aby raczej ocalić niż potępić wypowiedź bliźniego” napisał św. Ignacy z Loyoli w swoich „Ćwiczeniach duchownych”. Pomna na te słowa zaznaczam, że życzliwie poważnie traktuję wypisane tezy i wierzę, że odpowiadają one przekonaniom Autora. Dlatego zakładam, że w pewnym „przeczytanym” przeze mnie zakresie je znam. Nie muszę natomiast przez przesadną życzliwość i próbę zrozumienia dobrych intencji przez trzy dni bić się z myślami, czy powiedzieć o błędzie rzeczowym w tekście (przypominam: Magisterium orzekło w sposób jasny i ścisły, że pięć dróg Tomasza to dowody na istnienie Boga w zakresie rozumu naturalnego – odsyłam choćby do Studiorum Ducem, pan Kowalik w poprzednim tekście twierdził, że Magisterium niczego takiego ściśle nie orzekło). Krytyka nie jest przejawem nieżyczliwości, tylko chęci ustalenia faktów. Zwłaszcza, że sam Kościół potępił poglądy negujące rangę tego fragmentu myśli sw. Tomasza. Tak na marginesie: życzliwości interpretacyjnej sama wiara nie uczy (pan Kowalik napisał: „Jak uczy wiara…”), bo katolicka definicja wiary to przylgnięcie intelektem do prawd objawionych przez Kościół dla autorytetu objawiającego je Boga. Nie widziałam artykułu Magisterium na temat życzliwości interpretacyjnej 😀 Tego uczy raczej katolicka duchowość, ale może czepiam się słówek. Wprowadźmy jednak jakiś porządek terminologiczny. 2. Cytat z pana Kowalika: „Po czwarte uważam, że trzy pierwsze drogi są sprawne w dowodzeniu Absolutu. Założywszy pewne twierdzenia z zakresu arystotelesowskiej ontologii można wykazać, że istnieje „Pierwszy Motor”, Pierwsza Przyczyna” i„Byt Konieczny”. Dlaczego jednak pierwsza przyczyna, czy byt konieczny miałyby być Bogiem Jezusa Chrystusa, osobowym, dobrym, miłującym?” Z pojęciem „Absolut” wiąże się źródłowo m. in. pojęcie doskonałości, którą uzus społeczny przypisuje Bogu właśnie. Pomijam już dyskusję na temat tego, że warto stosować się do tego, jak wszyscy rozumieją jakieś słowo, o ile to nie przeczy zbadanym przez nas faktom. Nic więc dziwnego, że istotę doskonałą Tomasz nazywa Bogiem i podkreśla, że tak właśnie się to słowo stosuje. Nieprawdą jest jednak, że Tomaszowe dowody nie wykazują Boga Osobowego, miłującego etc. Przecież jest w nich obecny argument z hierarchii doskonałości. Jeśli więc dostrzegam na świecie fakt, że bycie istotą jednostkową rozumną (zgodnie z klasycznym pojęciem „osoby”), jeszcze do tego zdolną np. do różnych aktów miłosierdzia, sprawiedliwości i innych moralnych reakcji jest obiektywnie doskonalsze od bycia nierozumnym, nie działającym moralnie granitem czy fizyczną energią, to rzeczonemu Absolutowi nie odbiorę górowania nad wszystkimi właśnie tymi cechami. Nawet jeśli czwarty i piąty argument Tomasza do pana Kowalika nie trafia, to i tak jego ulubione pojęcie „Absolut” zakłada obecne w dalszej części Tomaszowych dróg pojęcie „doskonałości”. I właśnie z tego pojęcia wynika zgodność osiągnięc rozumu naturalnego z objawieniem Miłującego Chrystusa. Jeśli pojęcie „Absolut” stosować tylko do „Pierwszego Poruszyciela”, to skąd nasze poruszenia moralne? 3. Pan Kowalik pisze: „Wreszcie po piąte jest kwestia „wykonalności nadziei” na poznanie Boga drogą naturalnego rozumu. Wydaje się, iż udowodnienie istnienia Boga, jako tożsamego z przedmiotem wiary, oznacza zarazem poznanie Jego istoty[2]. Jeśli tak, oznaczałoby to zredukowanie Boga do poziomu operacji naszego intelektu.” Przypis: „Dla tomisty jest truizmem, że istnienie jest istotą Boga),” Po pierwsze, jeśli jestem naukowcem i mówię słowo „granit”, to chociaż nie wiem o granicie jako takim wszystkiego, mogę w swojej teorii naukowej „trafiać w rzecz”. Nie trzeba mieć pełnego opisu czegoś, żeby wiedzieć, że to coś istnieje. Nie muszę mieć nawet idealnie precyzyjnych obliczeń do nieskończonego miejsca po przecinku, żeby z jakąś substancją wejść w interakcję poznawczą i praktyczną lub tworzyć na jej temat skuteczne teorie, w ramach możliwości i potrzeb. Dlatego coś nie coś wiemy o miłości, Boga rozpatrujemy na miarę naszych talentów w Jego przymiotach, ale oczywiście samej istoty Boga w pełni nie znamy i nie poznamy. Co do przypisu pana Kowalika… no cóz… Oto on: „Dla tomisty jest truizmem, że istnienie jest istotą Boga)”. PEŁNE poznanie istnienia Boga w Jego istocie to nie to samo, co PEWNE poznanie, ze Bóg istnieje. Naprawdę przykro, że trzeba takie rzeczy tłumaczyć.

  4. @WK Nie mam nic do Pana osoby, przeciez to nie o osoby chodzi.Nasze osoby sie nie licza. Ten fragment Panskiego tekstu „Jeżeli już mam się przyznawać do jakiejś szkoły to będzie to tomizm analityczny, Bocheńskiego, Salamuchy, Nieznańskiego, tradycja szkoły we Fryburgu szwajcarskim, polska szkoła lwowsko-warszawska (Czeżowski, Łukasiewicz)”, naprawde nie jest do pogodzenia z Filozofia Wieczysta. Jezeli ktos jest chirurgiem , musi znac anatomie.W sytuacji, gdy nauczono go na studiach jakiejs innej anatomii niz realna, jego pacjent nie przezyje operacji.Dlatego, w interesie zdrowej doktryny, zostal Pan zaatakowany i bedzie Pan zawsze atakowany, ile razy wymagac tego bedzie dobro wspolne.

  5. @WK Natomiast oddal Pan duza przysluge tomistom nasmiewajac sie we wstepie swojego tekstu z ” wynalazkow” tomizmu egzystencjalnego zwanego tez konsekwentnym.Co do Gilsona, to nie rozumiem jego popularnosci w Polsce.W swojej ojczyznie jest niemal nieznany, choc jego prace sa dostepne.Étienne Gilson przylazyl reke do tresci Karty Narodow Zjednoczonych, choc z drugiej strony byl wrogi czystkom po II WS i atakowany przez lewice.Sa inni autorzy jeszcze, nie tylko jest on.Sa np. Louis Jugnet,Jean Daujat i O.Garrigou-Lagrange. W domenie historii filozofii greckiej zas Marcel Clément, ale ten ostatni tylko i wylacznie w historii filozofii greckiej, ktora jest tak dobra, ze z pomoca jego wykladow z tej dziedziny mozna zwalczac jego wlasne bledy, gdyz niestety byl modernista, choc nie fanatykiem.

  6. Kowalik ponownie zwalcza naukę Kościoła. Niestety portal konserwatyzm.pl znów użyczył mu miejsca i znów mamy do czynienia z tymi samymi tanimi chwytami. W powyższym teście autor w żaden sposób nie odniósł się do miażdżących go zarzutów jakie zostały mu przedstawione w komentarzach do poprzedniego artykułu a jedynie czyni nam luźne opinie o swojej osobie, krusząc przy tym kopię o nieistniejące problemy jak choćby kwestia rzekomego nieuznawania (niewiadomi przez kogo? bliżej niekreślonych wrogów personalizmu?) pojęcia osoby. Kowalik pisze: „Przypuszczam, że odrzucający pojęcie osoby ludzkiej będą mieli jeszcze większe trudności z wykazaniem, iż Pierwsza Przyczyna jest Osobą niż ja”. Jaki katolik o zdrowych zmysłach odrzuca pojęcie osoby? Motywem formalnym naszej krytyki personalizmu jest fakt, że nurt ten pragnie rozpatrywać wszystkie zagadnienia współczesnego świata biorąc za punkt wyjścia obronę wolności i godności człowieka a nie walkę o chwałę i cześć Bożą tutaj na ziemi i większa Jego miłość w duszach. Tomizm p. Kowalika podobnie jak Maritaina zdaję się polega w zdecydowanej mierze na podkopywaniu autorytetu tego wielkiego świętego.

  7. zresztą trzeba pamiętać, że sam wstęp zdradza pewien niekatolicki rys poglądów Autora, który pisze: „Jak zaznaczyłem na wstępie, są to moje, osobiste, filozoficzne poglądy. Uważam je za zgodne z wiarą katolicką. Ostatnie zdanie jest również moim, rzecz oczywista, osobistym poglądem, do którego prawdziwości, nikt poza samym Panem Bogiem, dostępu na szczęście nie ma.” Przecież to nie prawda, że prawdziwość poglądów, w tym przypadku pana Kowalika, jest znana tylko Bogu. Gdyby tak było, to po co w ogóle Magisterium Kościoła, które jest spisem tez do przyjęcia (lub w przypadku niewiedzy: poglądów, których nie wolno odrzucić świadomie) i tez potępionych. Jeśli Autor publicznie przeczy któremuś z artykułów wiary, to albo wiemy, że poglądy Autora są nieprawdziwe, albo wiemy Kościół się myli. Tertium non datur.

  8. @jk Specjalnie poruszylem kwestie Gilsona.Nauczanie filozofii w Polsce po II WS na wydzialach katolickich pozostawalo wiele do zyczenia.Wynikalo to oczywiscie ze stanu oblezenia, nawet z aresztowan ( do 1956 roku). Ale dzis mozna swobodnie wrocic do zdrowej doktryny.Nikomu juz dzis nie grozi aresztowanie za bycie tomista.Najwyzej bezrobocie i bojkot towarzyski, a to mozna przezyc.I jeszcze jedno: p.Kowalik zarzuca nam przywiazanie do FSSPX, ktora” nie ma milosci”.To przywiazanie nie jest niczym mechanicznym, tylko wynika z uznania, ze tylko FSSPX zachowala zdrowa doktryne.Mam nadzieje, ze juz niedlugo Rzym potepi bledy i ze zostanie polozony kres obecnemu zamieszaniu, choc zeby sie z takiego kryzysu wydobyc, trzeba bedzie chyba z 500 lat.Kieruje nami nie przywiazanie do takiej czy innej kongregacji, tylko milosc do Kosciola i nie mamy zamiaru do naszych grzechow dorzucac jeszcze dodatkowo tchorzostwa i uleglosci dla watpiliwych zreszta korzysci ze strony ludzi, ktorzy sa o wiele mniej potezni i grozni, niz sie to niektorym wydaje.Napewno sa oni mniej grozni niz zagrozenie plynace z ciagle czyhajacego niebezpieczenstwa biernosci wlasnych szeregow i ucieczki w prywatnosc i w wakacje. ps.Pani komentarz zniknal.

  9. @ p. Ratnik: z pewnością takie odniesienia mają swoją wartość. Ja jednak jestem zbyt mało kompetentna, żeby je stosować. A w sprawie tego lenistwa: faktycznie jest wielka pokusa nieangażowania się w zaciekłe dyskusje, żeby się nie narazić na nieprzyjemności. Przyznam, że mnie do pisania zmusił mąż. Akurat nie miał czasu na dłuzsze posty. Ma Pan rację, nie ma się co uchylać przed obroną Prawdy. Przecież jest koniecznością, zeby Prawdziwy Kościół Chrystusa miał spójny trzon doktrynalny. Inaczej Bóg skazałby nas na subiektywizm, a przecież sam nie może sobie zaprzeczyć, musi więc wymagać podporządkowania się autorytetowi w ramach podporządkowywania się Jemu samemu. Gdyby nie było Magisterium, byłyby katolicyzmy, o ile można nadawać etykietkę zjawiskom, którym od początku brakuje wspólnego mianownika. Dla danej kategorii wszystkie elementy muszą mieć stały zespół cech lub przynajmniej jedną istotową cechę wspólną. Gdyby nie Magisterium, każdy by coś tam uznawał, ale to samo w sobie mogłoby być głupie, czułostkowe. Tak więc i katolicyzm taki mógłby być, taki jak jego „nosisiele”. Nic więc dziwnego, że Bóg wymaga uznania dokrtyny. Chrystus powiedział, że On sam jest Prawdą. Nie można więc świadomie i dobrowolnie odrzucać ani jednego dogmatu bez odrzucenia Chrystusa. Poza tym słowa Naszego Pana, wypowiedziane do Apostołów byłyby bez sensu, a przecież jest obietnica, że Paraklet o wszystkim ich pouczy, a Kościół będzie miał władzę związywania i rozwiązywania. Co ciekawe, inne religie nie mają trzonu. W islamie Bóg może sam sobie zaprzeczyć, w hinduizmie każdy ma „swoją” prawdę, w buddyzmie tak naprawdę nie ma nic poza nieokreśloną energią (co do terminów buddyści nie są zgodni) itp. Politeizm nie zgadza się z rozumem naturalnym (najwyższa przyczyna musi być jedna). I tym podobne. Co ciekawe, protestantyzm jest „jakiś” tylko przez negację tego, co konkretne, a sam w sobie wieje pustką i ciągłą zmianą we wspólnotach (tak, jakby Duch Święty co jakiś czas zmieniał zdanie, przypadkowo wraz z nowymi ruchami społecznymi zabiegającymi o własne interesy). Coś może być praktycznie zorganizowane, ale poznawczo zupełnie nieuporządkowane. Tymczasem Magisterium broni się nie tylko z Objawienia, ale także z rozumu naturalnego, na co mam nadzieję podałam przykład. Nie zmienia to faktu, ze wygodniej zająć się gotowaniem i byciem nieatakowanym:)

  10. @ p. Ratnik: a, oczywiście ja jestem pewna, że Pan to wie. Ja tylko piszę, tak jak chciał mój mąż, po to, zeby czytelnik, który będzie pozbawiony dobrych podstaw wiary, albo będzie dopiero na etapie uzgadniania wiary z rozumem, mógł się spotkać z pewnymi argumentami. Niestety dzisiaj się o wierze mówi w sposób niejasny, nie jak o przyjęciu pewnych poglądów dla autorytetu Boga tylko jak o… no właśnie, nie bardzo wiem:)

  11. w odniesieniu do następującego fragmentu z tekstu pana Kowalika: „Jeżeli już mam się przyznawać do jakiejś szkoły to będzie to tomizm analityczny, Bocheńskiego, Salamuchy, Nieznańskiego, tradycja szkoły we Fryburgu szwajcarskim, polska szkoła lwowsko-warszawska (Czeżowski, Łukasiewicz). ” To oczywiście znowu bardzo ogólne stwierdzenia. Szkoła lwowsko-warszawska na pewno nie była tomistyczna. Na moich studiach była czczona i służyła głównie do rozwalania metafizyki. Po owocach ich poznacie… A co do Bocheńskiego, to śmieszna sprawa. Można się zastanawiać, dlaczego sam po latach powiedział, że już nie jest tomistą i na koniec życia… cóż, gadał herezje, uznawał wręcz część katolickich prawd za zabobony. To jego prywatna deklaracja, więc nie przesadzam. To mogły być owoce nie dość klasycznego tomizmu właśnie, albo też zwykła zmiana serca. Jednak na etapie tomistycznym Bocheński atakował personalizm Maritaina i głoszoną przez niego wolność religijną wynikającą z błędnego pojęcia osoby (dokładnie to, co krytykował ostatni wykład lubelski, w reakcji na który pisał pan Kowalik niedawno swój bez wątpienia polemiczny tekst). Poza tym czytałam wywiad-rzekę, nie pamiętam już z którego okresu życia Bocheńskiego. W wywiadzie tym Bocheński uznał myśl skupiającą się na pojęciu osoby jako fundamencie za wyjątkowo niejasną i bezpłodną. To tak w temacie obrony personalizmu, jakiej podjął się pan Kowalik. Ale i tak nie wiemy, co konkretnie znaczy ten tomizm, do którego w bardzo ogólny sposób przyznaje się pan Kowalik. Tak zawsze można uciec w dyskusji i dokonywać dowolnych wolt, żeby się obronić przed zarzutami. A jeśli coś mówi aż tak niewiele, to lepiej tego nie pisać  Inna sprawa, że spotkałam wiele osób chętnie przyznających się do wszystkiego, co „analityczne” we w miarę nowoczesnym sensie, bo to dobrze brzmi. To ostatnie nie musi być oczywiście udziałem pana Kowalika. Ale dziwne jest to podkreślanie analityczności bez analitycznego stylu publicystyki. Analityk od razu przedstawiłby chociaż minimalnie bardziej szczegółową analizę, jakieś konkretne podstawienia pod rozumowania, coś chciałby niemal liczyć. Ta publicystyka od takich rzeczy raczej stroni. Mogę się mylić w tej krytyce, jednak warto zaznaczyć, że mamy tu sporo niejasności i przewagę ogólników. Rozumiem jednak, tak dla złagodzenia, że trudno w jednym tekście odpowiedzieć na wszystko, co zabolało czy zdenerwowało. Trudno wyciągać cytaty, z którymi się polemizuje itd. Dużo pracy się wtedy ma.

  12. Kowalik ponownie zwalcza naukę Kościoła. Niestety portal konserwatyzm.pl znów użyczył mu miejsca i znów mamy do czynienia z tymi samymi tanimi chwytami. W powyższym teście autor w żaden sposób nie odniósł się do miażdżących go zarzutów jakie zostały mu przedstawione w komentarzach do poprzedniego artykułu a jedynie czyni nam luźne opinie o swojej osobie, krusząc przy tym kopię o nieistniejące problemy jak choćby kwestia rzekomego nieuznawania (niewiadomi przez kogo? bliżej niekreślonych wrogów personalizmu?) pojęcia osoby. Kowalik pisze: „Przypuszczam, że odrzucający pojęcie osoby ludzkiej będą mieli jeszcze większe trudności z wykazaniem, iż Pierwsza Przyczyna jest Osobą niż ja”. Jaki katolik o zdrowych zmysłach odrzuca pojęcie osoby? Motywem formalnym naszej krytyki personalizmu jest fakt, że nurt ten pragnie rozpatrywać wszystkie zagadnienia współczesnego świata biorąc za punkt wyjścia obronę wolności i godności człowieka a nie walkę o chwałę i cześć Bożą tutaj na ziemi i większa Jego miłość w duszach. Tomizm p. Kowalika podobnie jak Maritaina zdaję się polega w zdecydowanej mierze na podkopywaniu autorytetu tego wielkiego świętego.

  13. @jk Wiem, wiem.Nie szkodzi, ze nas atakuja, jest z tym o wiele ciekawiej.Pozdrowienia dla Pani szanownego meza. ps.Prosze o wytrwale modlitwy w pewnej bardzo bolesnej intencji.

  14. @ p. Ratnik: dziękuję za pozdrowienia, na pewno przekażę. Będę się też wytrwale modlić w Pana intencji!

  15. prawda jest też taka, że i my atakujemy. Po czyjejś stronie jest to wojna sprawiedliwa wynikająca z obowiązku:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.