Monarchia – pytania i odpowiedzi (cz. 3 – ostatnia)

Monarchia – pytania i odpowiedzi (cz. 3)

13. Jakie jest stanowisko Kościoła w sprawie republik?

Kościół toleruje je, tak jak i wszystkie formy rządów, które pozwalają mu działać. Leon XIII wezwał katolików do „republiki (Troisième Republique – przyp. autora).” Dokonano tego z ostrożności, czyli dla powstrzymania republiki przed anulowaniem konkordatu, który płacił wynagrodzenia dla duchownych. Poza podziałem we francuskim Kościele miało to wpływ niewielki, ponieważ republikanie i tak złamali konkordat.

14. Nie sądzę, by forma rządu była tak ważna. Myślę, że liczy się to co jest w sercach ludzi. Czy nasze problemy znikną, jeśli naszą formą rządu będzie monarchia?

Nie, bez solidnej podstawy religijnej monarchia nie jest w stanie zrobić wiele więcej niż tylko złagodzić problemy do pewnego stopnia. A nawet monarchia będąca katolicką w każdym wymiarze musi się zmagać ze skłonną do upadku naturą władcy i poddanych.

15. Jak moglibyśmy zdecydować, kto powinien być naszym monarchą?

Nie mam absolutnie żadnego pomysłu, jeżeli o to chodzi. Natomiast już posiadamy rząd na jaki zasługujemy, nie mając solidnego fundamentu moralnego i duchowego w sercach naszych obywateli.

16. Czy byłoby dobrym pomysłem dla Ameryki, aby zaakceptować królową Elizabeth jako suwerena?

Przypuszczam, że inne pomysły mogłyby być jeszcze gorsze. Jednak biorąc pod uwagę odpowiedź na poprzednie pytanie nie sądzę, aby mogło to uczynić wiele dobrego, jednakże mogłoby to być lepsze niż nic. Nie mniej taki krok ze strony Stanów Zjednoczonych wymagałby duchowej reformy z trudnościami nie do przewidzenia.

17. Cóż było tak świętego w Świętym Rzymskim Cesarzu?

Co było świętego w tej instytucji, niezależnie od różnych osób ją ucieleśniających – jak bł. Karol Wielki i św. Henryk, była spełniana przez nią rola. Gary Potter podsumowuje to doskonale w nowoczesnych kategoriach:

Słowa wyrażają myśli, a niektóre z nich – te obecnie cytowane – oznaczają pojęcia będące prawdopodobnie całkowicie obcymi każdemu nieznającemu historii wcześniejszej niż kilkadziesiąt lat temu: „Imperator Świata", „Instytucja Cesarstwa" … Nie jest to miejsce na przedstawianie wykładu całej historii, która musi być znana, aby móc dokładnie uchwycić znaczenie tych pojęć. Jednakże to zasadnicze zostało uchwycone przez samego Naszego Pana w ostatnim poleceniu, jakie Jego zwolennicy otrzymali od Niego, aby czynić swymi uczniami wszystkie narody świata. Jednym słowem: idea uniwersalnej wspólnoty chrześcijańskiej – jest ona tym, o czym tu mówimy.

Do chwili obecnej taka wspólnota nigdy nie zaistniała. Dziś nawet nie ma nigdzie chrześcijańskiego rządu. Jednakże od nawrócenia się Konstantyna do sierpnia 1806 roku – z przerwą (na Zachodzie Europy) od Romulusa Augustulusa w 476 roku do Karola Wielkiego w 800 roku – istniało Imperium. Było ono sercem tego, co niegdyś rozumiano jako Chrześcijaństwo. Pod jego egidą rozpoczęło się poważne europejskie zasiedlanie zachodniej półkuli ziemskiej, a rdzenna ludność obu  Ameryk została po raz pierwszy ochrzczona, co sprawiło, że płaszcz z piór Montezumy jest obecnie dostępny do oglądania w muzeum w Wiedniu. Po 1806 roku pozostał tylko cień Imperium, ten austro-węgierski; przetrwał on aż do końca I wojny światowej, gdy jego zniesienie stało się warunkiem pokoju narzuconego przez prezydenta USA, Woodrowa Wilsona. Od 1438 roku, kiedy Albert V został koronowany na cesarza rzymskiego, wszyscy cesarze to Habsburgowie. Ostatnim był ojciec arcyksięcia Ottona, Karol.

Czymże dziś ta historia może budzić nasze zainteresowanie? Cóż, jak „un Newman russe" Władimir Sołowjow stwierdził: „Z powodu braku władzy cesarskiej, prawdziwie chrześcijańskiej i katolickiej, Kościół nie był w stanie zaprowadzić sprawiedliwości społecznej i politycznej w Europie”. Ani nigdzie indziej – można by dodać. Poprzez takie działania – jak ONZ i Unia Europejska, a także inne związki regionalne, świecki człowiek nieświadomie próbuje odbudować pewną jedność między ludźmi. Wreszcie wielu pisarzy próbowało podsumować znaczenie instytucji Imperium, która znajduje swoje odzwierciedlenie także w liturgii Kościoła.

18. Ale czy Bóg nie wpadł w gniew wobec Izraelitów za ich chęć posiadania króla? Czy Sędziowie nie byli lepsi?

Sędziowie Izraela byli bezpośrednio powołani przez Boga, nie byli natomiast obwołani przez ludzi ani konstytucyjnie ograniczani. Skłonność Izraelitów do upadku uczyniła taki rodzaj rządu nie do utrzymania w dłuższej perspektywie czasu. Czyż Nasz Pan nie skarży się, że Jerozolima mordowała proroków? Będąc wybranymi z przestrzeni całej Ziemi, Izraelici powinni być zadowoleni, że dostali tak wyjątkowy – i dla naszego sposobu myślenia niedemokratyczny – system rządów. Zamiast tego zażądali systemu „naturalnego”, z którego reguły korzystały wszystkie inne narody – stąd Boski gniew. Jednakże okazał On swą aprobatę dla instytucji królestwa zarówno poprzez dopuszczenie do namaszczenia Saula przez Samuela, jak i poprzez ustanowienie dynastii króla Dawida, którego ostatni prawowity dziedzic w sensie cielesnym, Jezus Chrystus, kontynuuje rządzenie nami, czy nam się to podoba, czy nie. To przez Niego, i jako Jego odzwierciedleni "królowie dzierżą Koronę i Berło" – jak hymn Piusa XI do Chrystusa Króla to ujął – jako rękojmię Jego wszechwładzy.

Tak czy inaczej przypadek Sędziów Izraela nie ma zastosowania do nas dzisiaj. Nasza republika z pewnością nie jest do tego systemu podobna, i nie można sobie wyobrazić nikogo, kogo Bóg mógłby wybrać dla rządzenia pogańskim ludem, jakim są obecnie Amerykanie (jest rzeczą ciekawą, że nic takiego nie zdarzyło się w katolickich krajach). Natomiast gdybyśmy spróbowali takiego rozwiązania, to na pewno mielibyśmy system jak Mormoni w Utah – zanim uzyskał on status terytorium – lub kolonistów w New Haven, gdzie rządzili duchowni protestanccy. Można sobie wyobrazić, jaki byłby tego wynik. Tacy niekatoliccy duchowni mieliby władzę życia i śmierci nad wszystkimi obywatelami; zresztą katolik czy nie – i tak nie istniałyby konstytucyjne lub prawne dla nich ograniczenia. Nawet niechrześcijańska monarchia ograniczona lokalnymi tradycjami byłaby znacznie lepsza.

19. Czyż monarchia nie jest niedemokratyczna?

W takim sensie, że nikt nie głosuje na króla lub cesarza? Z pewnością. Ale mam zamiar wyjawić głęboką tajemnicę rzeczywistości – nie ma obecnie, nie może zaistnieć, a także nigdy nie było demokratycznego reżimu! Niektóre były reprezentatywne, w tym sensie, że większość populacji miała jakiś głos przy wyborze swoich przywódców (choć praktycznie żaden z nich w polityce prowadzonej przez tych przywódców). Ale im większy obszar jest rządzony, tym mniejsze staje się znaczenie wyborców. W rzeczywistości władza nieuchronnie spoczywa w rękach tych ludzi i/lub instytucji w danym społeczeństwie, których pieniądze lub posiadłości ziemskie dają przeważający wpływ, jak również tych, którzy faktycznie administrują państwem, z dnia na dzień.

W naszym systemie na przykład, nikt nie może być wybrany do krajowego urzędu, jeśli nie posiada poparcia jednej lub więcej grup specjalnych interesów – jak mogłoby być inaczej? Być wybranym – wymaga to znacznych pieniędzy, a jeżeli nie jest się milionerem, jak inaczej je zdobyć?

Tym, co czyni taki system godnym pożałowania jest to, że przy zachowaniu iluzji powszechnej kontroli rzeczywiste władze państwa nie są przed nikim odpowiedzialne za swoje działania. Tak więc jeśli kongresmen głosuje za prawem – określmy – katastrofalnym dla interesów swoich wyborców, to on stanie się obiektem ich gniewu, a nie mocodawca lobbysty, który przekupił ustawodawcę.  Tak samo wymienieni wyborcy będą się odwoływać do swego przedstawiciela o pomoc, a nie do grona lub grupy interesów stojących za nim. W ten sposób osoby posiadające rzeczywistą władzę mogą ją wykorzystywać bez żadnej odpowiedzialności przed ludnością. Ironią jest, że ten „niedemokratyczny" sposób prowadzenia spraw jest charakterystyczną cechą wszystkich „demokracji", ale tak to jest. Może zastąpienie Izby Reprezentantów Izbą Lobbystów pomogłoby w uczynieniu rządu bardziej odpowiedzialnym przed ludnością.

To, co jest konieczne w rządzeniu, to nie "demokracja" – cokolwiek to miałoby być – ale odpowiedzialność; zarówno w sensie bycia reprezentantem interesów ludności, osobą odpowiedzialną, jak i w sensie ponoszenia konsekwencji swoich decyzji. Jak zwracałem uwagę już wcześniej, monarchowie ostatnich czasów mieli takie poczucie odpowiedzialności, że nawet zrzekali się swych tronów, by nie rozlewać krwi poddanych.

Tłum.: Krzysztof Adam Rybak

Źródło: http://www.royaltymonarchy.com/opinion/articles/coulombe/monfaq.html

A. Me.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Monarchia – pytania i odpowiedzi (cz. 3 – ostatnia)”

  1. średniowieczna monarchia – król sędzia rozsądzający między feudałami – chce pan by Kulczyk rządził Wielkopolską, Krauze Małopolską, a Komor rozsądzał ich spory???? Jakikolwiek nawiazania do średniowiecza w celu konstruowania projektow polit na przyszlosc to bzdura

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.