NA DWORZE ZYGMUNTA III WAZY

Małomówny (A cóżeście to nam za niemą marę ze Szwecji przywieźli? – gardłował Jan Zamoyski), zamknięty w sobie i trzymający dystans w kontaktach z ludźmi nie miał Zygmunt w sobie tego czaru, którym szlachecką brać uwiedzie jego syn – jowialny Władysław IV Waza. A wiadomo – lubianym wybacza się bardzo dużo, nie lubianym zaś prawie nic. Dobrze przecież wiemy, że można mieć poważne braki w edukacji, zataczać się na mogiłach pomordowanych, nałogowo wręcz kłamać przy każdej okazji i bez okazji, ochraniać podejrzanie dużo kumpli-kryminalistów, a dzięki znakomitej aparycji i godnej szczerego podziwu elokwencji zachowywać niesłabnącą popularność. Można też mieć znacznie wyższe kwalifikacje intelektualne i moralne oraz najszczersze intencje, lecz za sprawą zabawnej powierzchowności, tragicznej wręcz dykcji i straszliwej flegmy stawać się obiektem prymitywnych dowcipów przy każdej wpadce (upowszechniane przez wielbicieli twierdzenie, że zawsze niezasłużenie, byłoby jednak także sporą ekstrawagancją…). Słowem: nie lubiani nigdy nie mogą liczyć na wybaczenie czegokolwiek. Nie przebaczali też Sarmaci Zygmuntowi III Wazie, który po obiorze na króla żył jeszcze złośliwie 45 lat (1587-1632), stając się tym samym prawdziwym rekordzistą pośród władców elekcyjnych.

Wbrew opiniom wielu współczesnych i potomnych król Zygmunt był monarchą niezwykle utalentowanym. Co prawda u progu panowania miał zamiar pozbyć się polsko-litewskiej korony (przy agresywnych sąsiadach i dość słabej pozycji władcy oraz rozbuchanym systemie demokratyczno-pieniackim będącej przecież zwykle koroną cierniową), później jednak nie omieszkał w interesie Rzeczypospolitej wszcząć w 1600 r. wojny o Estonię z rodzinną Szwecją. Bezskutecznie lansował również projekty ustrojowe i militarne mające zreformować nową ojczyznę. Jako pierwszy dostrzegł też, że największym zagrożeniem dla państwa polsko-litewskiego jest Moskwa, w czym historia przyzna mu rację w XVIII stuleciu. Był człowiekiem inteligentnym i świetnie wykształconym, a dzięki szerokim horyzontom umysłowym potrafił zachować zdrowy balans pomiędzy ambitnymi planami (podporządkowanie sobie Moskwy) a realpolitik (czyli ostateczny wybór niedalekiego Smoleńska, a nie odległej stolicy carów). Zwolennik kontrreformacji i żarliwy katolik, nigdy nie podjął żadnych inicjatyw ograniczających religijną tolerancję. Zresztą, unia brzeska świadczy o głębokim szacunku „króla jezuitów” dla obrządku wschodniego i co najwyżej chęci wyeliminowania z prawosławia wpływów moskiewskich.

Ten mało może sympatyczny, ale ze wszech miar godny szacunku władca był także zasłużonym mecenasem kultury. Sprowadzeni przezeń włoscy artyści z Janem Trevano na czele przywieźli ze sobą nie tylko niezwykłe umiejętności, ale i nowe prądy. Można więc z niewielką tylko przesadą powiedzieć, że tym czym dla renesansu było panowanie dwóch pierwszych Zygmuntów, tym dla wczesnego baroku stało się panowanie trzeciego. Co prawda budowa wawelskiej Kaplicy Wazów, wznoszącej się tuż obok Zygmuntowskiej, tak odmiennej w charakterze i nastroju, a przecież tak podobnej w kunszcie i elegancji, ruszy dopiero za Jana II Kazimierza, to przecież z czasów pierwszego z Wazów pochodzą liczne wspaniałe budowle i założenia, jak choćby Kalwaria Zebrzydowska, o rozwoju wczesnobarokowego malarstwa i rzeźby nie wspominając. Tak jak ongiś reformacja, tak za Zygmunta III Wazy kontrreformacja ożywiła życie intelektualne i nadała nowych barw przybladłym ostatnio polemikom. Na marginesie bujnego życia duchowego ręka anonimowego autora skreśliła… pierwszy polski przewodnik turystyczny (‘Przewodnik abo kościołów krakowskich i rzeczy w nich wiedzenia i widzenia godnych krótkie opisanie […]’ z 1603 r.) Z kolei do dziejów polskiej literatury pięknej czasy pierwszego z Wazów dopisały nazwiska tej miary, co trzech panów „S” – Macieja Kazimierza Sarbiewskiego (‘chrześcijański Horacy’ wyniósł zresztą na wyżyny nie tyle polszczyznę, ile język Cycerona), Piotra Skargi i Szymona Szymonowica, a także braci Szymona i Józefa Bartłomieja Zimorowiców. Koniecznie trzeba też wspomnieć o znakomitym tłumaczu poezji Piotrze Kochanowskim (bratanku Jana z Czarnolasu) i fantastycznym przekładzie Biblii dokonanym przez Jakuba Wujka – pomnikowym wręcz dziele staropolskiego piśmiennictwa.

Mniej znany jest fakt, że syn Jana III szwedzkiego i Katarzyny Jagiellonki był wielkim admiratorem muzyki. Znając słabość Władysława II Jagiełły do śpiewu ptaków, zdumiewającą muzykalność Zygmunta I Starego i karierę Mikołaja Gomółki na dworze Zygmunta II Augusta, można się domyślać, że to pulsująca w żyłach Wazy krew jagiellońska mogła być źródłem owej wrażliwości na dźwięki. ‘Mara ze Szwecji’ okazała się może i niemą, ale na pewno nie głuchą…

Zasługi monarchów w tej dziedzinie kultury właściwie sprowadzały się do ściągania wybitnych artystów na swój dwór i chociaż wynikały z chęci zaspokojenia własnych potrzeb estetycznych, to przecież kultura muzyczna promieniowała z siedziby władców na cały kraj, kształtowała wzorce i pewien rodzaj wrażliwości. Owocowała też komponowanymi okolicznościowo utworami, które wzbogacały skarbiec kultury polskiej.

Z dworem Zygmunta III Wazy wiążą się osoby trzech wielkich talentów. Pierwszym był zafascynowany pięknem dźwięków wikary katedry wawelskiej Szymon z Piątka, ‘słynny z biegłości w muzyce’ – jak zapewnia nas wybitny znawca okresu staropolskiego Zygmunt Gloger. Muzykalny duszpasterz sam skomponował śpiew ku czci Ducha Świętego, stworzony specjalnie na ślub wrażliwego królewskiego słuchacza. Szymon nie odmówił sobie też osobistego wykonania utworu, ponoć wyjątkowo ‘pięknym głosem’.

Drugim ‘odkryciem’ króla Zygmunta był Diomedes Caton, przybyły z Wenecji na dwór pruskiego podskarbiego Stanisława Kostki. Niebywale utalentowany kompozytor, śpiewak i lutnista trafił w końcu do nadwornej kapeli zachwyconego Zygmunta III Wazy. Wenecjanin zasłynął wkrótce jako autor popularnych pieśni i tańców. Ułożył też tabulaturę na lutnię do ‘rytmów’ Stanisława Grochowskiego, którą wydał w Krakowie w 1606 r. Już w następnym roku Diomedes wydał z kolei ‘Pieśń o św. Stanisławie, patronie Polski’.

Utalentowany pupil króla Zygmunta był w ogóle artystą wyjątkowo płodnym. Obok wymienionych utworów pozostawił po sobie ‘Chorae Polonicae’ – zbiór ośmiu dzieł na ulubioną lutnię. Po zdolnym Wenecjaninie ostały się też cztery fantazje – a jakże! – na lutnię, cztery galiardy i dwie melodie. Jego dorobku dopełnia przypisywana mu muzyka do pieśni ‘Omni die, dic Mariae’, powstałej ku czci świeżo kanonizowanego w 1602 r. patrona Litwy – świętego Kazimierza Jagiellończyka (zresztą stryjecznego dziada Zygmunta III).

Trzeci „nabytek” pierwszego z Wazów to osoba Adama Jarzębskiego, muzyka elektora brandenburskiego Jana Zygmunta, który w 1617 r. stanie się nadwornym skrzypkiem polskiego monarchy. Do historii przejdzie jako kompozytor koncertów, canzon i wokalnego utworu ‘Missa sub concerto’, ale jego talent, ogrzany atmosferą dworu Zygmunta, rozkwitnie na dobre dopiero za Władysława IV.

W ten sposób błyszczała polska muzyka dworska i kościelna u boku Zygmunta III Wazy, stając się ważnym, a dziś zapomnianym elementem kultury Rzeczypospolitej wczesnego baroku. Czy owa niepamięć wynika z marginalizowania w ogóle historii muzyki jako dziedziny wiedzy, czy też znów zaważyła na tym niechęć do króla Zygmunta – dociec trudno…

Panowanie Zygmunta III Wazy okazało się szczęśliwe dla państwa polsko-litewskiego: odzyskano utracony przecież za potężnych Jagiellonów Smoleńsk, Rzeczpospolita Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego osiągnęła swój największy rozkwit terytorialny, a hetman Stanisław Żółkiewski jako jedyny wódz w dziejach zdobył stolicę Rosjan (cesarz Napoleon I zajmie Moskwę, gdy nie będzie już ona pełnić funkcji stołecznych). Ale nieszczęśliwa wojna ze Szwecją w dwadzieścia lat po sławetnym Kircholmie była poważnym ostrzeżeniem…

Ostrzeżeniem dla braci szlacheckiej, nie dla królów. Ci doskonale rozumieli, że wprowadzone po wymarciu Jagiellonów elekcyjność tronu, ograniczenie władzy monarchy, sprowadzonego do roli dożywotniego prezydenta oraz ustanowienie demokracji parlamentarnej z charakterystyczną dla niej anarchią, pieniactwem, korupcją, nieuchronną oligarchizacją, niereformowalnością, prywatą i osłabieniem struktur państwowych prowadzić muszą do powolnego, lecz stałego zaprzepaszczania potęgi wyniesionej z czasów jagiellońskich. Rozumiał to dobrze zwycięski Stefan I Batory, który odgrażał się, że nie będzie „królem malowanym”, a w chwili gniewu krzyczał: […] rozwiążcie mi ręce skrępowane waszymi prawami […]!. Rozumiał i Zygmunt, świadek upadku własnych projektów reform i antykrólewskiego rokoszu, który musiał wycofać się ostatecznie z planów stworzenia stałego skarbu na potrzeby wojska, niezależnego od kaprysów parlamentu, a w którego otoczeniu brylował zatwardziały monarchista Piotr Skarga. Będzie rozumiał i jego syn – Jan II Kazimierz – gdy rozgoryczony niemożnością ani niedużego w gruncie rzeczy ograniczenia demokracji, ani jej reformowania, zrzeknie się „korony cierniowej” i przepowie rozbiory Rzeczypospolitej. Podobne stany emocjonalne towarzyszyć będą triumfatorowi spod Wiednia, Janowi III Sobieskiemu, gdy i on wieszczyć będzie upadek państwa (‘Jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa zniszczoną zostanie’). Tyleż rzutki, co pechowy August II Mocny, próbujący bezskutecznie wzmocnić swoją pozycję dzięki wojskom saskim, stwierdzi – po takich „woltach” jak nieratyfikowanie przez sejm uniezależniającego od Moskwy traktatu z Austrią i Hanowerem (pozostającym w unii z samą Wielką Brytanią) – że gdyby wiedział jaki jest w Rzeczypospolitej zakres władzy króla, a jaki hetmana, to z pewnością ubiegałby się raczej o urząd hetmański. Paradoksalnie, radykalne kroki w tej kwestii podejmie tchórzliwy król Poniatowski – Stanisław II August, który drogą przewrotu narzuci demokratycznemu dotąd krajowi monarchistyczną Konstytucję 3 Maja. Ale rok później na rosyjskich bagnetach powróci jednak stara, dobra demokracja… Zresztą w XVIII stuleciu na wszystko będzie już za późno… Nawet pucz i dyktatura wojskowa generała Tadeusz Kościuszki nic dać już nie mogły…

Przebieg „wojny o ujście Wisły” za Zygmunta III Wazy mógł więc być ostrzeżeniem tylko dla strażników demokracji: szlachty, magnatów i parlamentu. Dla nich jednak groźniejsze były mgliste wizje absolutum dominium, niż perspektywa upadku państwa. Jeszcze po uchwaleniu Konstytucji 3 Maja opozycja demokratyczna wolała będzie wezwać do interwencji w Rzeczypospolitej Katarzynę II Wielką, poddając pod jej protekcję „wolnościową” konfederację targowicką, niźli godzić się na „tyrański” system rządów…

Gdy więc po „złotym wieku” Jagiellonów nastąpi „srebrny wiek” Stefana I Batorego i pierwszych Wazów, to mimo zdobycia Moskwy i świetnych nabytków terytorialnych Zygmunta III, starcia ze Szwecją staną się zapowiedzią trudnego „wieku żelaza”, zapoczątkowanego w połowie XVII stulecia przerażającym zewem z ukraińskich stepów. Na razie jednak dotychczasowe sukcesy potwierdziły mocarstwową pozycją Rzeczypospolitej. Symbolicznym sercem owej potęgi był elegancki wczesnobarokowy dwór nie lubianego króla Zygmunta. Dwór, żyjący dźwiękami Diomedesa Catona i Adama Jarzębskiego oraz zachwycający się śpiewem Szymona z Piątka…

Nigdy wprost nie sformułowany testament polityczny Zygmunta III Wazy można by w skrócie streścić jako podejmowanie reform ustrojowych, budowa silnego stronnictwa królewskiego, odzyskanie ujścia Wisły z rąk szwedzkich, utrzymanie Smoleńska i czujne baczenie na Moskwę. Swemu następcy Zygmunt pozostawił – poza poszerzonym terytorialnie państwem – znakomitą kapelę królewską. W blasku jego dworu dojrzewał przecież niezwykły talent „odkrytego” przezeń Adama Jarzębskiego. O tym, jak dobra była to szkoła, zaświadczą już późniejsze osiągnięcia skrzypka, gdy w 1632 r. zamknie oczy jego pierwszy królewski protektor…

Bartłomiej Grzegorz Sala
[aw]

O muzyce polskiej za Wazów zob. Z. Gloger, Encyklopedia staropolska, reprint – Warszawa 1996, hasło Muzyka i narzędzia muzyczne.

Click to rate this post!
[Total: 1 Average: 5]
Facebook

3 thoughts on “NA DWORZE ZYGMUNTA III WAZY”

  1. Ciekawy artykuł, ale jako historyk mam kilka uwag. Po pierwsze ciężko mi się zgodzić, że Zygmunt III Waza kierował się realizmem politycznym. Wojny ze Szwecją zapoczątkował właśnie Zygmunt Waza – nie były one w interesie państwa polsko-litewskiego. Zygmunt Waza chciał wtedy zdobyć koronę Szwecji. Gdy Szwecja miała już w swoich łapskach cześć Inflant, porty pruskie – wtedy oczywiście należało je odzyskać – ale samo rozpoczęcie tego długotrwałego pasma wojen polsko-szwedzkich nie było w polskim interesie. Nie mogę też się zgodzić jakoby Zygmunt przewidywał zagrożenie rosyjskie. Wtedy nikt nie postrzegał Rosji jako groźne państwo. Sam Zygmunt nie mógł przewidzieć co będzie 100 – 200 lat w przód. Jest to po prostu nielogiczne. Rosja zaczęła być dla Rzeczypospolitej polsko-litewskiej zagrożeniem realnym dopiero w XVIII wieku – konkretnie od cara Piotra I. Nie do końca mogę się zgodzić, że Zygmunt jakoby nie podejmował działań przeciwko tolerancji religijnej. Może i nie organizował pogromów wobec protestantów i prawosławnych, ale zaprzestał powoływania ich na urzędy. Wtedy szlachta kalwińska stanowiła nadal poważną siłę. Istniała cała gałąź Radziwiłłów kalwińskich. Magnacki Ród Leszczyńskich był luterański tak na marginesie. Z drugiej zaś strony to prywatna sprawa monarchy kogo na te urzędy powoływał. Bo robił to wedle własnego uznania. Co do monarchii elekcyjnej to ona została ustanowiona jeszcze przed wymarciem Jagiellonów, bo już po śmierci Jadwigi Andegawenki! Władysław Jagiełło nie miał praw do korony polskiej, tylko Jadwiga i potomstwo z niej zrodzone. Jagiełło by zdobyć tron dla synów dał przywileje dla szlachty by ta wybierała jego synów na królów Polski. Także pierwszym królem elekcyjnym był Władysław Warneńczyk. Jeśli chodzi o polską potęgę, mocarstwowość – to ona była zbudowana nie na monarchii jagiellońskiej, a na monarchii Kazimierza III Wielkiego. Kazimierz Wielki bowiem zostawił Królestwo Polskie jako liczące się w Europie (czyli w ówczesnym świecie) mocarstwo. Kolejna i ostatnia uwaga – Poniatowski gdyby był tchórzem to moim zdaniem nie zrobiłby „przewrotu” 3 maja i jego monarchistycznych reform. Reasumując, Zygmunt III Waza nigdy dobrej prasy nie miał bo dobrym królem tez nie był. Owszem, cenie go za stworzenie silnego stronnictwa królewskiego- ale co z tego? Nie udało się mu zaprowadzić monarchii absolutnej do polsko-litewskiego państwa. Polityka nie oceniamy po jego intencjach, a po jego skuteczności działania.

  2. Bardzo dziękuję za ciekawe uwagi! Ponieważ mój skromny tekst nie ma charakteru regularnego wykładu, a jedynie luźnego eseju, przeto nie zabrakło w nim oczywiście pewnych skrótów myślowych. Jest rzeczą oczywistą, iż żaden z Jagiellonów nie dzierżył polskiego tronu prawem dziedzicznym. Nie była to wszakże jeszcze elekcja viritim, a za sprawą rodzącego się przywiązania do dynastii (choć pozbawionego zrazu sympatii), a jeszcze bardziej – polskich interesów na wschodzie co najmniej od 1492 r. wybierano kolejnych potomków Giedymina niejako automatycznie. Monarchię późnojagiellońską nazwał bym w każdym razie elekcyjną de iure, dziedziczną de facto. Istniały co prawda zawsze szanse na wybranie kogoś innego niż syn lub brat zmarłego króla, ale nie bez powodu Kazimierz IV Jagiellończyk mógł snuć plany komu przekazać swój tron w Krakowie i Wilnie (piszę o tym szerzej w tekście o Zygmuncie I Starym z 24 sierpnia). O źródła potęgi jagiellońskiej można się spierać – jej przyczyn było wszak wiele, zapewniam wszakże, że ani mi w głowie kwestionowanie na tym polu zasług ostatniego z Piastów! Dalekowzroczny Kazimierz III Wielki istotnie rozpoczyna pewną epokę, która za Jagiełłowego rody nabiera pełni blasku. Co się zaś tyczy samego Zygmunta III Wazy, to wojnę o Estonię rozpoczął już po utracie tronu szwedzkiego, zatem w interesie Rzeczypospolitej, do czego zresztą zobowiązywały go pacta conventa. Ma Pan rację, że wobec Moskwy Zygmunt nie mógł być jasnowidzem, uderza wszakże fakt ile uwagi poświęcił sprawom wschodnim – po „królu jezuitów” oczekiwalibyśmy pewnie raczej jakiejś antyosmańskiej krucjaty, niż takiego baczenia na rodzące się z wolna prawosławne mocarstwo, które nawiasem mówiąc stanie się niebezpieczne już za Aleksego, mniej więcej dwadzieścia lat po śmieci Zygmunta, a pół wieku przed Piotrem I Wielkim. Poniatowskiego cenię za światłe pomysły, lecz podtrzymuję tezę o jego tchórzliwości, albowiem wycofywał się z nich, gdy tylko pojawiały się pierwsze niepowodzenia lub choćby widmo takowych. Zygmunta III Wazy nie uważam za geniusza, ale za władcę zdolnego, którego moim zdaniem oceniono zbyt surowo. Jeszcze raz dziękuję za interesujące spostrzeżenia i serdecznie pozdrawiam!

  3. Panie Bartłomieju, dziękuję za bardzo ciekawy, ważny artykuł! Teraz, po latach, gdy mamy za sobą Rok Wazowski, upowszechniający wiedzę o ważnej spuściźnie na polu kultury i sztuki, jaką pozostawili nam Wazowie, kiedy słyszeliśmy szereg koncertów z muzyką kompozytorów promowanych przez wazowskich monarchów, nieco łatwiej nam jako społeczeństwu odkryć te fakty. Ale wydaje mi się, że w 2011 roku nieco słabszą możliwość przebicia miała teza o tym, że król Zygmunt III Waza reprezentował sobą coś więcej, niż pragnienie przeniesienia stolicy do Warszawy i starania o tron szwedzki. Co więcej, że to ojciec dawał przykład synom jak prowadzić dwór klasy europejskiej, będący inspiracją dla poddanych w dziedzinie kultury, sztuki, prądów intelektualnych, czym wyznaczył im drogę postępowania, którą oni podejmowali. Moim zdaniem wnikliwiej poszukując informacji na temat Zygmunta III Wazy można poznać go jako króla, który mądrością, przenikliwością, cierpliwością, konsekwencją i umiejętnością prowadzenia polityki personalnej przewyższał swoich synów. Nie był jednak tak błyskotliwy jak Władysław IV i nie panował w tak burzliwych czasach jak Jan II Kazimierz, który został wykreowany na bohatera przez Sienkiewicza.

    Z jedną kwestią bym jednak polemizował. O ile zgodzę się z poglądem, że Zygmunt III dążył do budowy własnego stronnictwa i zdobywania większego wpływu na prowadzenie polityki z tronu, w skomplikowanych uwarunkowaniach władzy monarszej w Rzeczypospolitej, o tyle myślę, że dostrzegał potencjalne możliwości jakie dawał sprawnie działający sejm. Uważam, że w toku różnych opowieści, mających raczej wątłe podstawy, o fanatyzmie i dążeniach absolutystycznych króla, umyka to, na co akurat przykładów nie brakuje: dążenie do usprawnienia prac sejmu, zwłaszcza poprzez postulaty wprowadzenia zakazu rozchodzenia sejmu bez podjęcia uchwał, zasady głosowania większością, zwłaszcza w sprawach skarbu. Choć król miał swoje cele oczywiście, są to moim zdaniem działania zbieżne z duchem ruchu egzekucyjnego, prowadzonego w XV w. przez świadomą politycznie średnią szlachtę, która dążyła do ograniczenia roli możnowładztwa i w sojuszu z królem poddania kontroli tej wpływowej grupy. Kluczem miało być sprawne działanie wykształconych instytucji ustrojowych i przestrzeganie prawa. Niestety proces przemian ustrojowych doby „złotego wieku” Rzeczypospolitej nie został ukończony. Funkcjonowanie kluczowych instytucji było umowne i nie opatrzone skutecznymi procedurami, bez wsparcia organów mających czuwać nad ich egzekwowaniem. Dlaczego tak się stało, jest tematem na osobną dyskusję. Wydaje mi się jednak, że Zygmunt III z upływem pierwszych lat panowania dostrzegał tę poważną wadę ustrojową. Niektóre sejmy przełomu XVI i XVII wieku, rozchodzące się bez uchwał w czasie wymagającym podjęcia decyzji w sprawach wagi państwowej, wszechwładza magnatów, uzmysławiały królowi powagę sytuacji. TCiekawe jest to, że wspomniany przez Pana słusznie Stanisław August Poniatowski rozpoczął swoje panowanie również od reform upatrujących naprawę Rzeczypospolitej w usprawnieniu prac sejmu i działań aparatu skarbowego. Co także ciekawe, według mnie, zarówno Zygmunt III, jak też ok. 160 lat później Stanisław August, postulując reformy mające zagwarantować sprawne działanie sejmu-źrenicy demokracji szlacheckiej, zostali obwołani, odpowiednio przez rokoszan Zebrzydowskiego oraz konfederatów radomskich i barskich, tyranami nastającymi na wolności szlacheckie… Przepraszam jeśli uprawiam ahistoryzm, ale wydaje mi się, że niechęć do tworzenia jasnych, czytelnych procedur prawnych, a szczególnie do ich przestrzegania, co jakiś czas daje znać silnie o sobie w Rzeczypospolitej.

    Panie Rafale, również Panu dziękuję za inspirującą wypowiedź. Nie mogę natomiast zgodzić się z tezą, że Zygmunt III nie powoływał na stanowiska innowierców. Zygmunt III objął tron w momencie gdy kontrreformacja, zyskawszy przewagę wśród magnaterii w czasach Stefana Batorego, była już mocno zakorzeniona. Nic dziwnego, skoro w nurt ten weszła nawet najpotężniejsza postać ówczesnej Rzeczypospolitej – Jan Zamoyski. W tej sytuacji ciężko było się spodziewać nagłego zwrotu w polityce monarchy. Moim zdaniem należy wyraźnie rozgraniczyć gorliwość króla, jako katolika od fanatyzmu, który się mu imputuje. Z pracy Henryka Wisnera chociażby, znamy fakt, że król jak najbardziej tolerował obecność na swoim dworze siostry wyznającej protestantyzm, ale jeszcze, mając w głębokim poważaniu oburzenie części duchowieństwa katolickiego, zapewnił jej możliwość uczestnictwa w nabożeństwach luterańskich. Kalwin Kaspar Denhoff był jednym z najbardziej zaufanych doradców króla. Inni wyznawcy kalwinizmu Krzysztof Radziwiłł i Janusz Radziwiłł mimo sporów z królem, w różnych momentach własnych karier, również otrzymywali od niego wysokie godności. Zygmunt III Waza wspierając(z wzajemnością) gorliwego kalwinistę Jana Potockiego, przyczynił się do stworzenia potęgi Potockich. Godności piastował też Rafał Leszczyński. Oczywiście podejmował też monarcha decyzje, które nie sprzyjały protestantyzmowi w Rzeczypospolitej, ale wynikało to moim zdaniem z pragmatyzmu i gry politycznej, a nie z fanatyzmu. Podobnie Unia brzeska nie wynikała z chęci wyparcia prawosławia, ale zlikwidowania sytuacji, w której duży związek wyznaniowy ma swoje centrum poza granicami Rzeczpospolitej i to w dodatku u silnego sąsiada, z którym niedawno toczono wojnę. Król dokonywał szeregu zabiegów na rzecz ochrony obrządku i ludności prawosławia. Fakt niedopuszczenia biskupów ruskich do sejmu winą króla nie jest.

    Odnośnie wojen ze Szwecją owszem, możemy się zastanawiać nad tym czy wojna ze Szwecją była do uniknięcia, czy stanowiła jednak kolejny etap rywalizacji obu państw o wpływy w ważnym strategicznie regionie. Z jednej strony akt inkorporacji Estonii jest postrzegany jako punkt zapalny. Z drugiej Karol Sudermański już rok wcześniej czynił przygotowania wojenne i gromadził wojska na granicy. Myślę, że historycy tacy jak Wisner, czy Podhorodecki, a także dzisiejsi, którzy zajmują się tym tematem, skłaniają się ku tezie, że sytuacja geopolityczna z dużym prawdopodobieństwem parła do konfrontacji Szwedów. Moim zdaniem kluczowe jest pytanie: jak bardzo aparat polityczno-skarbowy Rzeczypospolitej przystosowany był do wojny – tej nieuniknionej albo wynikającej z polityki państwa lub samowoli magnatów tudzież Kozaków?

    Podsumowując, uważam, że Zygmunt III Waza nie był może królem wybitnym, ale sprawującym urząd godnie, mającym dar prowadzenia skutecznej polityki personalnej(czego Bóg chyba poskąpił niestety Janowi II Kazimierzowi…), a także wartościowe pomysły na usprawnienie funkcjonowania aparatu władzy w Rzeczypospolitej, będące kompromisem między własnymi ambicjami, a zdobyczami ustrojowymi średniej szlachty w XVI wieku. Jednocześnie, w sytuacji gdy napotkał opór dla realizacji tych planów w postaci rokoszu Zebrzydowskiego, potrafił modyfikować swoje plany i przy ograniczonych(względem monarchów innych krajów) podejmować skuteczne działania na arenie polityczne. Umiał też zawierać korzystne kompromisy i być powściągliwy(czego znów zabrakło niestety Janowi Kazimierzowi w dramatycznych dla państwa czasach…).

    Dziękuję serdecznie Panom za bardzo ciekawe wypowiedzi, wiele cennych informacji.
    Pozdrawiam serdecznie, z najlepszymi życzeniami!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.