„Nasz Dziennik” pyta o PiS

„Teraz PiS czeka mobilizacja, ale nie tylko elektoratu, który nazywamy „twardym”. Chodzi o aktywizację różnych ruchów prawicowych i konserwatywnych, również tych bliżej centrum – o budowę szerokiego ruchu obywatelskiego wokół formacji politycznej. Taką drogą poszedł Orbán, przy zachowaniu bardzo silnego przywództwa w partii” – tłumaczy na łamach „Naszego Dziennika” socjolog Bartłomiej Radziejewski w artykule „Dlaczego nie palma pierwszeństwa”. Za tą myślą podążyła gazeta, puentując tekst w następujący sposób:

„Czy PiS zdoła przełamać własne ograniczenia i wykorzystać możliwości, których jest niemało? Szereg instytucji, stowarzyszeń, ruchów, ale również partii prawicowych, które są w rozproszeniu, powinno stanąć razem, aby nie tylko przezwyciężyć niezwykle niebezpieczną dla Polski lewacką koalicję. Jarosław Kaczyński powinien wskazać pozytywny, oparty na trwałych fundamentach kierunek, który przekona te 50 procent, które nie wybrało się do urn wyborczych w ostatnią niedzielę. To jest kapitał, o który warto dziś walczyć”.

Nie bawiąc się w subtelności, od razu zapytam – a niby dlaczego ów „szereg instytucji, stowarzyszeń, ruchów, ale również partii prawicowych, które są w rozproszeniu” powinien stanąć obok formacji, która z zagryzania i zastraszania prawicowej konkurencji uczyniła swój znak rozpoznawczy? Dlaczego organizacje te mają wejść w orbitę środowiska, które przejawia inklinacje sekciarskie, w obrębie którego mnożą się fantasmagoryczne, a przez to kompromitujące, teorie próżniowo-baryczne oraz mgielno-dendrologiczne, będące tak na dobrą sprawę obrazą dla ofiar katastrofy smoleńskiej, o obrazie rozumu nie wspominając?

Z jakiego powodu „szereg instytucji, stowarzyszeń, ruchów, ale również partii prawicowych, które są w rozproszeniu”, ma zacząć współdziałać ze środowiskiem, pod którego stylem uprawiania polityki trudno im się podpisać, bo takie wartości jak dobry smak, racjonalność i przewidywalność skutków swoich zachowań są z natury obce Prawu i Sprawiedliwości? Dlaczego stając w jednym szeregu z PiS-em środowiska te mają żyrować w polityce międzynarodowej insurekcyjnym gruzińsko-kaukaskim miazmatom, narażającym Polskę na śmieszność i brak powagi?

Dlaczego „szereg instytucji, stowarzyszeń, ruchów, ale również partii prawicowych, które są w rozproszeniu”, ma iść w jednym pochodzie z ludźmi ze służb specjalnych, skoro ów szereg może nie chcieć, by w parlamencie szarogęsiła się jakakolwiek agentura – także rodem z IV RP – zażywająca mocno przedwczesnej emerytury, bo nie tam jest miejsce agentury? Na co wreszcie owemu „szeregowi instytucji, stowarzyszeń, ruchów, ale również partii prawicowych, które są w rozproszeniu” zadawanie się ze środowiskiem, którego front partyjno-propagandowy stanowią „Gazeta Polska”, „Gazeta Polska Codziennie” i, co chwały mu nie przynosi, „Nasz Dziennik”?

Po co „szeregowi instytucji, stowarzyszeń, ruchów, ale również partii prawicowych, które są w rozproszeniu” zadawanie się z partią, która podszyta jest maniakalną podejrzliwością i tropieniem szpiegów we własnych szeregach? Po co użerać się z lokalnymi satrapami, którzy zrobią wszystko, by jakąkolwiek konkurencję – słowo partner w ich zasobie słów nie występuje – sprowadzić do poziomu glana, za pomocą którego zawsze można wyperswadować naiwnemu konkurentowi samodzielne myślenie, a tym bardziej działanie?

Po co „szereg instytucji, stowarzyszeń, ruchów, ale również partii prawicowych, które są w rozproszeniu”, ma robić za tło dla groteskowej neopiłsudczyzny, która sojuszników politycznych wycenia w oparciu o ich stosunek do Powstania Warszawskiego i „Marszałka Ziuka”, a każdą nieśmiałą sugestią, że być może słynny „Marszałek Ziuk” wcale nie był mężem stanu, a jedynie uzurpatorem i przechrztą, na dodatek także osobowym źródłem informacji dla kilku obcych wywiadów, wywoływać kociokwik i lincz na „potwarcy”, kończący się wystawieniem poza nawias polskości, katolicyzmu (sic!) i wspólnoty narodowej? A więc PiS-u.

Po co wreszcie trzymać z tymi, którzy na własne życzenie – bo są jacy są – nie mają szans na wygranie wyborów? Że interes Polski tego wymaga, jak sugeruje „Nasz Dziennik”? Pięknie, tyle że ten interes „szereg instytucji, stowarzyszeń, ruchów, ale również partii prawicowych, które są w rozproszeniu” bardzo często rozumie inaczej niż PiS. Filozofia „kupą mości panowie” a potem się zobaczy, nie jest najlepszą drogą do budowy „szerokiego frontu prawicy”, który mógłby wygrać z „lewacko-liberalnym potopem”. By było inaczej, to najpierw PiS musiałby dokonać dogłębnego resetu wizerunkowo-mentalnego, a to jest rzecz arcytrudna, by nie rzec awykonalna.

Kilka lat temu PiS był niekwestionowanym psem przewodnikiem prawicy. Wciąż nim jest, tyle że nie jest to już ten sam pies. Zamiast dorodnego wilczura o błyszczącej sierści i ostrych jak brzytwa kłach, mamy skołtuniałego samca o pożółkłych zębach i bez błysku w oczach, którym do niedawna uwodził wyborców. Wprawdzie szczeka jeszcze i szczerzy kły, ale czas brawurowych polowań, duszenia ofiar i chłeptania ciepłej posoki ma już bezpowrotnie za sobą. Z zażywającego wolności psa, stał się psem zagrodowym, choć jeszcze nie łańcuchowym, wprawdzie wciąż mocno zajadłym i groźnym, ale jedynie na swoim podwórku.

I na to podwórko z całą pewnością ów „szereg instytucji, stowarzyszeń, ruchów, ale również partii prawicowych, które są w rozproszeniu” się nie wybiera, bo nikt nie chce być obszczekany i pogryziony przez zagrodowego burka. Miło wszakże, że „Nasz Dziennik” zaczyna zauważać, że w tej formule PiS żadnych nadziei nie rokuje. Szkoda tylko, że sam się do tego przyczynił, pompując formację, która w imię interesu partyjnego zadławiła różnorodność prawicy, czyniąc z wiernopoddańczości cnotę i zaletę a z rozumu przywarę i balast. Dlatego wielce jestem ciekaw kolejnych artykułów w „Naszym Dzienniku”, bo a nuż da się coś jeszcze ciekawego o PiS-ie poczytać.

Maciej Eckardt

[aw]
Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.