Nerwy Michalkiewicza

Stanisław Michalkiewicz postanowił odpowiedzieć na mój wpis dotyczący jego lęków, wyniesionych z czasów pracy w Zielonym Sztandarze. Postanowił tak, choć – jak wyraźnie zaznacza – zwykle tego nie czyni. Mój tekst dostępny jest tutaj, a redaktora Michalkiewicza tutaj.

Tekst ten wygląda na pisany przez człowieka niezwykle czymś podenerwowanego. I chyba temu właśnie podenerwowaniu należy przypisać to, że w tym przypadku jego autor postanowił od własnej, świętej zasady niepolemizowania odstąpić. W czym przejawia się owa michalkiewiczowska nerwowość?

Poza używaniem – jak rozumiem pod moim adresem – słowa uznawanego powszechnie za wulgarne (co zwykle, u ludzi przynajmniej powyżej pewnego poziomu wykształcenia, jest oznaką zdenerwowania), znany redaktor odbiera mój tekst jako zaproszenie do „licytowania się na łajdactwa”. Tymczasem ja swoim wpisie wyrażałem jedynie troskę o stan nerwów mojego adwersarze, który wyniósł z czasów pracy w organie ZSL. Żadnego łajdactwa mu nie zarzucałem. Tymczasem Michalkiewicz chce się ze mną w dziedzinie łajdactwa licytować. No dobrze.
Co uważa za moje łajdactwo – domyślam się. Chodzi pewnie o moją przynależność do PO (z której list, jak ustalił portal konserwatyzm.pl, sam chciał niegdyś kandydować), ale co wobec tego w tej licytacji ma do pokazania mój polemista? Jakiego łajdactwa – oczywiście mniejszego niż moje dzisiejsze członkostwo w Platformie – on sam, w czasach pracy w organie ZSL się dopuścił? Bo do tego, że ma coś na sumieniu prowadzi prosta, logiczna analiza jego tekstu. W takim razie co to było? Tu Michalkiewicz milczy jak zaklęty. Przyznaję, że milczenie to jest niezwykle interesujące. Może, po latach, warto je wreszcie przerwać?

To być może pierwsza przyczyna michalkiewiczowskiej nerwowości. Ale chyba jest i druga. Bo w sprawie słynnej już Razwiedki musiałem poruszyć w moim polemiście jakąś najgłębiej ukrytą strunę. Dlaczego tak sądzę? Bo zwykle w takich sytuacjach tylko człowiek najgłębiej zawstydzony i niepewny odwołuje się w dyskusji do rodziny adwersarze. I tylko ktoś taki przywołuje przydługą litanię swych opozycyjnych zasług z czasów PRLu. Ktoś, kto co do nich nie ma większych wątpliwości, zwykle tak nie postępuje…

Może być wreszcie i nerwowości Michalkiewicza przyczyna trzecia. Otóż fakt jego translatorskiej pracy w radzieckiej agencji prasowej nie był chyba szerzej znany jego czytelnikom. A myślę, że warto się nad owym faktem ciut dłużej zatrzymać. Dlaczego?

Bo przecież, gdybym to ja zaczął dziś pracę w rosyjskiej agencji prasowej, to wydziwianiom i dywagacjom Michalkiewicza i jego kolegów nie było by końca. Dywagacjom choćby takim, jakie to związki i z kim muszę mieć, żem taką pracę otrzymał. Dywagacjom pewnie uzasadnionym. Tak samo jak uzasadnione mogą być takie dywagacje, gdy mówimy o podobnej pracy w latach 70tych. To przecież logiczne.

Nerwowość redaktora w tej materii ma jednak chyba i inne podłoże. Otóż rynek wielbicieli spisków i służb wszelakich jest w Polsce rynkiem dość obszernym. Obszernym na tyle, że cenieni autorzy publikacji na ten temat – a wśród nich i Stanisław Michalkiewicz – odnoszą na nim spory, komercyjny sukces. Warunek tego sukcesu jest jednak jeden – wiarygodność. A wiarygodność ową – zwłaszcza wśród czytelników tak z natury podejrzliwych, jak wielbiciele tego gatunku literatury – bardzo łatwo stracić. Więksi już z przerażeniem patrzyli jak ją tracą i to z dużo bardziej błahych powodów niż praca w radzieckiej agencji prasowej. Czyżby to przerażenie udzielało się dziś Michalkiewiczowi?

I wreszcie na koniec. Zastanawia się mój adwersarz z czego wnioskuje, że jest już u schyłku życia? Rzecz jasna, że tego nie wiem. Szczerze życzę mu 100 lat w jak najlepszym zdrowiu! Wiem jednak, jakie bywają symptomy podeszłego wieku. Takie choćby jak skłonność do zawiłych dygresji w mowie i piśmie (jaką bowiem rolę pełnią w naszej dyskusji, przywołane w tekście mego polemisty, przykłady komputerowego samozapłonu i senator Możdżanowskiej, dalibóg nie wiem). Ale niech się Pan nie martwi Panie Redaktorze! Niezależnie od postępujących z wiekiem skłonności do dygresji i coraz bardziej zawiłych wywodów WSKSiM zawsze przygarnie. Naprawdę. Więc po co te nerwy?

Jan Filip Libicki
www.facebooku.com/flibicki 

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Nerwy Michalkiewicza”

  1. Choć zazwyczaj ciężko mi się zgodzić z Panem Senatorem, to tym razem jest całkiem odwrotnie. Jestem wręcz wdzięczny za podjęcie tego tematu – postrzegam to jako działalność pro publico bono! Konserwatyzm.pl dobrze spełnia swoją misję.

  2. Filipie, mocno przesadziłeś. Jak o. Rydzyk przeczyta ten tekst, to jeszcze wygna Pana Stanisława ze swojej szkoły i RM i będziesz odpowiedzialny za wzrost bezrobocia w Polsce 🙂 Weźmiesz coś takiego na swoje barki?

  3. ” Zastanawia się mój adwersarz z czego wnioskuje, że jest już u schyłku życia? (…) Wiem jednak, jakie bywają symptomy podeszłego wieku. Takie choćby jak skłonność do zawiłych dygresji w mowie i piśmie”. Szczerze sie zaniepokoiłem, bo chociaz w podeszłym wieku jeszcze nie jestem, to skłonność do dygresji w mowie i piśmie posiadam.

  4. „Tymczasem ja swoim wpisie wyrażałem jedynie troskę o stan nerwów mojego adwersarze, który wyniósł z czasów pracy w organie ZSL”. Panowie komentatorzy okopują się na pozycjach, zajmuja stanowiska, podczas gdy senatorowi chodziło JEDYNIE o to.

  5. Jeszcze jedna uwaga. Gdyby tak na Frondzie, Niezależna.pl czy innym portalu wykazano tyle niezbyt życzliwego zainteresowanjia wobec któregoś z redaktorów Konserwatyzm.pl, ile tu miało miejsce wobec S. Michalkiewicza, to słowo „spisek” by bez watpienia z czyichś szacownych ust padło, zapewne z przymiotnikiem „pisiarski”. To odnośnie teorii spisków, która rzekomo rzuciła sie S. Michalkiewiczowi na głowę w przeciwieństwie do tutejszych realistów.

  6. @Adam Wielomski Oj nie wyrzuci red. Michalkiewicza vel Razwiedka ojciec Rydzyk, nie wyrzuci…. Przytulił do swojego serca „antykomunista” o. Rydzyk byłego działacza Towarzystwa Przyjaźni Polsko – Radzieckiej Józefa Szaniawskiego, to i nie odrzuci byłego translatora radzieckiej agencji prasowej. A może to red. Michalkiewicz vel Razwiedka pośredniczył w rozmowach z Rosją, gdy instalowano nadajniki RM na Uralu i w nagrodę za to może teraz dokonywać w mediach toruńskich swoje ideologiczne wygibasy i cotygodniowe wolty od bycia przeciwnikiem PiS do bycia jego zwolennikiem?;) Przecież czołowy organ „antykomunistów” Gazeta niePolska pisał, że dziwne jest i wiele mówiące zarazem, iż Radio Maryja posiada nadajniki na Uralu;) Pozdrawiam.

  7. Widzę, że mimo bardzo słabej i nic nie wnoszącej w dyskusję odpowiedzi Pana Senatora, kolejne osoby [w tym Pan Profesor Wielomski] wymieniają w komentarzach uśmiechy i poklepują się po plecach jak tutaj Panu Michalkiewiczowi fajnie dogadano… Przepraszam, ale zabieram głos dlatego, że całe to oskarżanie Pana SM przez tutaj piszących Panów [Profesora i Senatora] jest na poziomie Gazety Wyborczej i brzmi to mniej więcej tak: [Przeżegnał się na ulicy = ciemnogród, moherowy beret.] [Nawiązuję do endecji = faszysta.] Mówi o służbach specjalnych, spiskach itp = PiSior i oszołom. Tymczasem z tego co mi wiadomo, Pan Michalkiewicz ma poglądy takie jak UPR czy KNP, więc jaki ma to związek z PiSem ? Prawie żaden, ale Pan Profesor Wielomski znalazł proste połączenie i już przypiął plakietkę „PiSior”. Przypomina mi się lektura „Michnikowszczyzny…” Pana Ziemkiewicza.

  8. Tekst p. Libickiego jest niestety w przeważającej części absurdalny. Zaczyna p. Libicki swe dywagacje od stwierdzenia, że p. Michalkiewicz był podenerwowany pisząc swą replikę. Otóż wszystko chyba można z jego tekstu wywieść, ale nie to, że był zdenerwowany; przeciwnie aż czuć w nim michalkiewiczowskie wyluzowanie. Dalsza część wywodów p. Libickiego to w większości czystej wody insynuacje – np. zarzut stawiany p. Michalkiewiczowi, że „milczy jak zaklęty”, a przecież do tego, że „ma coś na sumieniu, prowadzi prosta, logiczna analiza jego tekstu”. Może jednak p. Libicki pokusiłby się o bardziej szczegółową egzegezę tego autodemaskatorskiego tekstu p. Michalkiewicza? Może to pozwoliłoby takim spiskowym lemingom jak ja wyjść poza michalkiewiczowski matriks? Jako żywo brak też w tekście p. Michalkiewicza „przydługiej litanii opozycyjnych zasług”; zrobienie zaś z kurtuazyjnego odwołania się do osoby Ojca p. Libickiego oznaki „najgłębszego zawstydzenia” i „niepewności” to już doprawdy odjazd. P. Libicki dziwi się też, że p. Michalkiewicz w swym tekście, pardon, „w naszej dyskusji”, poczynił dygresje. Nie wiem skąd założenie, że to tylko Panów dyskusja – wszak był to felieton, który jest miejscem dla dygresyj wprost wymarzonem. Jednym słowem p. Libicki naprawdę grubo przesadza – co zresztą nie tylko ja tu udowadniam. Zapewniając p. Libickiego o moich szczerych, dobrych intencjach, i prosząc o życzliwe odebranie mych uwag stwierdzam, że bycie członkiem PO i równoczesne „kultywowanie” konserwatyzmu wiedzie niechybnie do oderwania od rzeczywistości.

  9. @evegreen: „… Przecież czołowy organ „antykomunistów” Gazeta niePolska pisał, że dziwne jest i wiele mówiące zarazem, iż Radio Maryja posiada nadajniki na Uralu;) …” – jak przełożeni lożowi kazali pisać przeciw RM, to „było pisanne”, teraz jest inny etap i inne dyrektywy, to RM jest cacy. Jak ktos chce się zapoznac z antyklerykalizmem a’la G(n)P, polecam ksiażkę Waldemara Łysiaka „MW”, a tam rozdział(y) nt. napoleońskiej okupacji Hiszpanii. Cudownie tam Pan Łysiak pisze o ciemnym tłumie podżeganym przez klechów w habitach etc., etc. – styl jak na prelekcji Towarzystwa Krzewienia Kultury Świeckiej.

  10. @ Piotr Kozaczewski: Niestety, pan Łysiak chciałby być konserwatywnym katolikiem, ale gdy musi wybierać między Kościołem a Napoleonem, bez wahania wybiera tego drugiego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.