Nieroda: Ceny, inflacja, kryzys

Poprzedni tekst („Mity konserwatywno-liberalne: inflacja”) wywołał sporo kontrowersji, pojawiły się też argumenty, co do których nigdy nie przyszłoby mi nawet głowy, że można je wysunąć. Wydaje mi się, że wiele wątpliwości bierze się stąd, że sporo osób nie wie, jak wygląda proces kształtowania się ceny[1] i, w konsekwencji, do czego tak naprawdę prowadzi inflacja. Posłużę się przykładem małej, wyspiarskiej społeczności, by zobrazować fatalne skutki polityki inflacyjnej.

Załóżmy, że u brzegów bezludnej wyspy rozbija się statek. Na ląd wychodzi jedenastu rozbitków. Szybko dochodzą do wniosku, że aby zwiększyć efektywność pracy muszą się nią podzielić. Tym sposobem każdy zajmuje się produkcją tylko jednego dobra. Nowak zbiera jagody, Kowalski produkuje koszyki, Wiśniewski produkuje deski itd. Uzgadniają między sobą, że do rozliczeń będą używać złotówek, które znaleźli gdzieś wewnątrz wraku. Jak kształtują się ceny? Nowak najpierw zbiera jagody, potem próbuje je sprzedać. Załóżmy, że w 8 godzin zbiera 11 koszyków jagód, z czego jeden sam konsumuje. Pierwszego dnia próbuje sprzedać pozostałe za 3zł koszyk. Okazuje się jednak, że tylko pięciu jego towarzyszy kupuje jagody (jeden koszyk każdy), co daje mu przychód wysokości 15zł. Reszta uważa, że cena jest zbyt wysoka i woli głodować lub samemu męczyć się zbierając pożywienie. Nowak uważa, że 15zł to jednak za mało, by mógł kupić od pozostałych rozbitków wszystko, czego sam potrzebuje (ubrania, koszyki itd.). Widzi, że ustalając cenę na 3zł doprowadził do tego, że aż 5 koszyków jagód nie zostało sprzedanych. Następnego dnia Nowak zmienia swoją strategię: ustala cenę koszyka jagód na 2zł. Tego dnia wszystkie koszyki zostają sprzedane; każdy rozbitek postanawia, że warto zapłacić 2zł za koszyk pełen jagód. Tym sposobem przychód Nowaka wzrasta do 20zł. Nowak jest zadowolony: uważa, że warto poświęcić osiem godzin dziennie na zbieranie jagód, by osiągnąć z tego przychód wysokości 20zł. Pozostali rozbitkowie są również zadowoleni: uważają, że warto codziennie płacić 2zł za koszyk świeżych jagód. Wypływają z tego dla nas trzy ważne nauki: po pierwsze widzimy, że cena z drugiego dnia zostaje podjęta na podstawie wydarzeń z przeszłości, czyli dnia pierwszego (i jedynie oczekiwań co do przyszłości, a mianowicie, że popyt się nie zmieni). Po drugie widzimy, że rynek dąży do osiągnięcia stanu równowagi, przy czym rynek nie jest jakąś bezosobową siłą, w której kolejne wydarzenia dzieją się w sposób mechaniczny. To poszczególne jednostki, kierując się ceną pieniężną (która jest wspólnym mianownikiem wszystkich wymian), są w stanie w sposób optymalny dostosować swoje zachowanie do oczekiwań współobywateli. Po trzecie zyskują wszyscy – zysk Nowaka nie jest okupiony stratą jego kontrahentów, ani zysk kontrahentów nie jest okupiony stratą Nowaka. Wszyscy zyskali: Nowak subiektywnie ocenił, że w jego sytuacji 2zł jest więcej warte niż koszyk jagód; jego klienci subiektywnie ocenili, że w ich sytuacji to koszyk jagód przedstawia wyższą wartość niż 2zł. Gdyby tak nie było, do wymiany nigdy by nie doszło.

Wszystko zmienia inflacja. Teraz załóżmy, że pewnego dnia Wiśniewski znajduje we wraku statku dodatkową ilość pieniędzy. Zachwycony znaleziskiem kładzie się spać i następnego dnia szybko biegnie do Nowaka po jagody. Chociaż ilość pieniądza już się zwiększyła – Wiśniewski ma w kieszeni nowo znalezione monety – to cena jagód jest ceną z dnia poprzedniego i wynosi jedyne 2zł za koszyk. Wiśniewski szybko wykupuje większość jagód. Potem odwiedza innych mieszkańców wyspy i również kupuje więcej towarów niż zwykle. Na początku Nowak i reszta mogą cieszyć się, że łatwo udało im się sprzedać swoje towary. Ale kiedy odwiedzają siebie nawzajem odkrywają, że dla nich nie ma już tylu towarów, ilu potrzebują. Zostały zgromadzone przez Wiśniewskiego. Widzimy więc, że w tej sytuacji Wiśniewski zyskał kosztem reszty rozbitków. Dzieje się tak zawsze, gdy mamy do czynienia z inflacją – zyskują ci, którzy jako pierwsi korzystają z nowych pieniędzy kosztem reszty. Dokonują oni transakcji jeszcze zanim ceny wzrosną. W praktyce oznacza to, że korzystają rządy i/lub korporacje związane z rządem kosztem nas wszystkich. Najwięcej natomiast tracą osoby o stałych dochodach i kredytodawcy. Nie jest to jedyny negatywny skutek inflacji. Inflacja utrudnia kalkulację. Ceny poszczególnych towarów nie muszą i z reguły nie zmieniają się w tym samym czasie, nie rosną też o tę samą wysokość. Nowak, zbierając jagody, ponosi pewne koszta. Na przykład co jakiś czas zużywają mu się koszyki, które co miesiąc kupuje od Kowalskiego. Zaraz po otrzymaniu nowych pieniędzy od Wiśniewskiego, Nowak wie, że będzie musiał jutro podnieść ceny. Idzie sprawdzić do Kowalskiego czy on również podniósł ceny. Jest szansa, że do Kowalskiego nowe pieniądze jeszcze nie dotarły, a więc nie wie o ile będzie mógł podnieść ceny. Kolejnego dnia Nowak podnosi ceny, ale nie uwzględnia w kalkulacji tego, że w międzyczasie i Kowalski podniesie ceny, być może podniesie je nawet wyżej niż sam Nowak (bo pozostali mieszkańcy wyspy zdecydują się wydać nowe pieniądze w większym stopniu na koszyki Kowalskiego niż na przykład jagody Nowaka). Nowak, nie wiedząc o tym, może nie uwzględniać wyższych kosztów produkcji i dysponować swoimi pieniędzmi nierozsądnie (tzn. wydawać pieniądze na konsumpcję, odkładając za mało na amortyzację kapitału). Na koniec miesiąca może okazać się, że Nowak nie ma wystarczająco dużo pieniędzy, by zakupić nowe koszyki do jagód. W praktyce oznacza to, że inflacja prowadzi przedsiębiorców do większego ryzyka bezwiednej konsumpcji kapitału. W naszym przykładzie Nowak nie zaoszczędził tyle, by wystarczyło mu zastąpić stary, zniszczony koszyk nowym – oznacza to, że skonsumował swój kapitał. Konsumpcja kapitału powoduje, że praca Nowaka jest mniej wydajna. Jest to niekorzystne nie tylko dla niego samego (trudniej będzie mu zbierać jagody), ale dla całego społeczeństwa – bez koszyków Nowak nie będzie w stanie dostarczyć tylu jagód, ile potrzebują pozostali rozbitkowie.

Z inflacją związane jest jeszcze jedno niebezpieczeństwo, które może dokonać największego spustoszenia w gospodarce. Jest to cykl koniunkturalny, kryzys i w końcu depresja. Jest kwestią sporną czy cykl koniunkturalny może pojawić się na wolnym rynku. Ludwig von Mises uważał, że teoretycznie jest to możliwe, natomiast jego uczeń, Murray Rothbard, twierdził, że prawdopodobieństwo jest zbyt znikome i może co najwyżej dojść do nieregularnych fluktuacji. Bez względu na to, jaki punkt widzenia przyjmiemy trzeba zaznaczyć, że praktycznie wszystkie kryzysy, jakie dotychczas nękały naszą cywilizację można wytłumaczyć albo przywilejami nadanymi przez władze monetarne, albo bezpośrednimi interwencjami tych władz. Wniosek, jaki płynie z historii gospodarczej jest taki, że jeśli chcemy zwiększyć prawdopodobieństwo wystąpienia cykli koniunkturalnych, należy wprowadzić system rezerwy cząstkowej, pieniądz fiducjarny i ustanowić bank centralny. Bezpośrednią przyczyną cykli jest ekspansja kredytowa. Pochopny obserwator może stwierdzić, że banki komercyjne rozpoczynają ekspansję. Jest to tylko częściowa prawda. Banki są co prawda zainteresowane udzielaniem jak największej liczby kredytów, jednak to właśnie pieniądz fiducjarny, rezerwa cząstkowa i bank centralny znoszą szereg rynkowych ograniczeń, jakim podlegałyby banki na wolnym rynku. Jak dochodzi do cyklu? Najpierw nowe pieniądze trafiają na rynek kredytowy. Dzieje się tak wtedy, kiedy bank centralny dokonuje tajemniczej operacji zwanej zakupami na rynku otwartym (może również ustawić stopę dyskontową poniżej oprocentowania kredytu czy zastosować kilka innych sztuczek). Większa ilość pieniądza pozwala bankom na udzielenie większej liczby kredytów. Większa podaż kredytów prowadzi do spadku ich ceny, a więc do obniżenia się stopy procentowej. Dzięki temu większa ilość przedsiębiorców może pozwolić sobie na inwestycje. Te inwestycje, które wcześniej wydawały się nieopłacalne z powodu wysokiego oprocentowania kredytu, dzięki niższej stopie procentowej sprawiają wrażenie dochodowych. Wróćmy do przykładu z wyspą. Wyobraźmy sobie, że wyspiarska społeczność się rozrosła i powstał bank oraz rząd, który zaniża stopy procentowe. Nowak dochodzi do wniosku, że wyspiarze zaczęli oszczędzać, mniej wydają, a dzięki większej liczbie oszczędności on sam może pożyczyć potrzebne mu pieniądze. Uważa, że dzięki temu opłacalne jest wybudowanie magazynu na jagody. Nowymi pieniędzmi z kredytu płaci kilku osobom za zbudowanie tego magazynu, a Wiśniewskiemu płaci za dostarczenie odpowiedniej ilości desek. Jest to okres boomu – rośnie płaca najętych robotników (gdyby Nowak nie zaoferował im wyższej płacy niż ta, którą mieli do tej pory – nie zaczęliby dla niego pracować), a deski zyskują na wartości. W tym momencie rozbitkowie mogą chwalić rząd za doprowadzenie do rozkwitu gospodarki. Jednak nowy pieniądz dociera w końcu do Wiśniewskiego i robotników (w formie płac), a potem dalej, do pozostałych mieszkańców wyspy. Podczas gdy trwa budowa magazynu wychodzi na jaw, że nowe pieniądze nie są pieniędzmi zaoszczędzonymi, a pozostali mieszkańcy wyspy wcale nie chcą oszczędzać – wydają nowe pieniądze na dobra konsumpcyjne, do których produkcji również potrzebne są deski. Innymi słowy nie istnieją takie oszczędności, które mogłyby pokryć bieżące wymagania społeczności i nową inwestycję Nowaka – szybko okazuje się, że bardziej potrzebne są dobra konsumpcyjne, na które popyt zgłaszają wyspiarze, niż magazyn Nowaka. W połowie budowy Nowak musi wstrzymać inwestycję i zwolnić pracowników. Ich płace muszą spaść, podobnie jak cena desek (zmniejsza się popyt na nie, a bankructwa wymuszają na bankach wstrzymanie ekspansji). To właśnie moment depresji[2] Deski, które zdążyły być wykorzystane do budowy magazynu są już zmarnowane (na marnowaniu dóbr kapitałowych, jakimi w tym przypadku były deski, traci oczywiście całe społeczeństwo). Może się zdarzyć, że rząd ustali płace minimalną i cenę minimalną desek powyżej rynkowych. W tej sytuacji robotnicy nie znajdą zatrudnienia, a deski nie będą mogły być wykorzystane – ich wartość wyrażona w pieniądzu spadła, ale rząd nie pozwala na wykorzystanie ich po cenach rynkowych.[3] W takiej sytuacji może się wydawać, że towarów jest zbyt dużo, a pieniędzy za mało. W rzeczywistości jednak całkowita podaż pieniądza nie ma znaczenia dla gospodarki – im mniej pieniędzy, tym na niższym poziomie ustalą się ceny i tym wyższą wartość nabywczą będzie prezentowała jednostka pieniężna. To, co ma znaczenie to regulacje uniemożliwiające transfer siły roboczej i dóbr kapitałowych do sektorów, w których byłyby najlepiej wykorzystane z pożytkiem dla społeczeństwa. Rozwiązaniem nie jest więc emisja większej liczby pieniądza (lub kredytu, który jest jego formą), ale zniesienie regulacji. Inflacja przedłuży kryzys oraz przesunie w czasie i tak nieunikniony okres dostosowawczy (likwidację błędnych inwestycji oraz skierowanie środków tam, gdzie są naprawdę potrzebne).

Jak widać powyżej – inflacja ma właściwości jednoznacznie negatywne. Czy podobnie jest z deflacją, jak sugerował jeden z komentatorów pod poprzednim tekstem? Nie – jeśli pewnego dnia Nowak postanowiłby wyrzucić do morza wszystkie swoje monety, gospodarka jako całość nie straciłaby na tym. Nowak ograniczyłby swój popyt, co doprowadziłoby do tego, że ceny ustaliłyby się na niższym poziomie (i ewentualnie dobra kapitałowe z sektora, którego szczególnym entuzjastą był Nowak, przesunęłyby się do innego). Strata Nowaka zostałaby wyrównana wyższą siłą nabywczą pieniądza w rękach pozostałych rozbitków. Straciłby na tym partykularny interes Nowaka[4], a nie gospodarka jako całość, jak dzieje się w przypadku inflacji. Podobnie tezauryzacja nie jest szkodliwa. Rząd nie musi czuwać nad tym, by ilość pieniądza odpowiadała kondycji gospodarki – wystarczy, że pozwoli na swobodne kształtowanie się cen. Jak widzieliśmy wcześniej, „stabilizowanie” cen w rozwijającej się gospodarce nie jest niczym innym jak napędzaniem inflacji, a napędzanie inflacji poprzez manipulowanie kredytem musi skończyć się bolesną depresją.

Łukasz Nieroda

——————————————————————————–

[1] Celem tego tekstu również nie jest wytłumaczenie procesu kształtowania się ceny, a jedynie ogólnikowe zasygnalizowanie faktów, które są istotne przy omawianiu skutków inflacji. By zrozumieć proces kształtowania się ceny zob.: „Ekonomia wolnego rynku”, tom I, wydanie pierwsze, s. 233-253, Murray N. Rothbard (a najlepiej przeczytać cały drugi, trzeci i czwarty rozdział).

[2] Oczywiście zdaję sobie sprawę z istnienia kilku wzajemnie wykluczających się teorii wyjaśniających przyczyny kryzysu, ale tzw. austriacka teoria cyklu koniunkturalnego (zaprezentowana powyżej) wydaje mi się najbardziej prawdopodobna – współgra nie tylko z ogólna teorią ekonomii, ale również odpowiada wydarzeniom, które można zaobserwować „w praktyce” podczas depresji i boomu ją poprzedzającego. By zapoznać się z austriacką krytyką alternatywnych teorii zob.: „Wielki kryzys w Ameryce”, wydanie pierwsze, s.43-65, Murray N. Rothbard.

[3] „Podwyższanie płac powoduje masowe bezrobocie, utrzymywanie określonych cen skutkuje zaleganiem niesprzedanych nadwyżek, a nawet ich wzrostem.” – tamże, s. 151. Zwolennicy takich rozwiązań powinni zastanowić się, w jaki sposób uniemożliwienie wykorzystania czynników produkcji (pracy i dóbr wyższego rzędu, w naszym przykładzie – desek) miałoby pomóc w przezwyciężeniu kryzysu.

[4] W zasadzie ciężko tutaj mówić o jakiejkolwiek stracie: jeśli ktoś celowo pozbywa się swoich pieniędzy to widocznie czerpie z tego korzyść psychiczną przewyższającą straty w konsumpcji. 

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Nieroda: Ceny, inflacja, kryzys”

  1. Genialny tekst! Nawet największa noga z ekonomii może po nim przejrzeć na oczy. Już drugi akapit z hukiem obala rozpowszechnione przez szkodników i powielane przez matołów twierdzenie, że w wolnorynkowym kapitalizmie wygrywa garstka krwiopijców, a cała reszta przegrywa. Wszystko wyłożone jasno jak na dłoni… Szkoda tylko, że Autor do pełni szczęścia nie opisał zjawiska deflacji, ale nie można mieć wszystkiego. Zapisałem ten artykuł i dam go do przeczytania co ciemniejszym ze znajomych oraz – w dłuższej perspektywie – potomnym.

  2. Bardzo ładnie to Pan wyłożył. Mam jedno zastrzeżenie. Murray Rothbard i inni libertarianie i leseferyści twierdzą, że wolny rynek to, wolny rynek tamto. Zgadzam się z nimi w większości wypadków, niemniej zapominamy o jednej kwestii. Robiąc serię założeń na temat wolnego rynku (między innymi symetria w dostępie do informacji) oddalamy się od rzeczywistości. Następnie wnioskujemy na podstawie tego modelu. W oparciu o logikę i analizę kilku funkcji dochodzimy do wniosków na temat wspaniałych, zbawiennych skutków funkcjonowania wolnego rynku. Następnie dokonujemy nadużycia logicznego, wnioskując, że jeśli odpowiednio zbliżymy się do sytuacji wolnego rynku (doskonała konkurencja, dużo małych podmiotów, brak zasadniczych przewag monopolistycznych, przetargowych etc.) to efekty działania takiego prawie-wolnego-rynku będą prawie takie same jak efekty działania wolnego rynku. Nie mówię, że jest to kłamstwem, lecz uważam, że jest to nadużycie z punktu widzenia logiki i tu się kończy nauka, chłodna analiza i logika, a zaczyna ideologia (której nie krytykuje, co chciałbym podkreślić). Uważam, że w dyskusjach o liberalizmie gospodarczym jest to ważna kwestia i rozmówcy powinni być jej świadomi. Pozdrawiam i jeszcze raz gratuluję ciekawego tekstu. Slowikozofia.pl – rozważania o wolności i ateizmie http://www.slowikozofia.pl/

  3. Tekst przejrzyście wyjaśnia mechanizm inflacyjny i jego niekorzystny końcowy rezultat . Jest jeszcze jedna kwestia pomijana w opisach ekonomicznych mechanizmów, jest to etyka. Jeśli jakiś mechanizm ekonomiczny jest korzystny dla nas , to czy mamy prawo z niego skorzystać. W podanym przykładzie Wiśniewski znalazł dodatkowe monety. Czy nabył do nich prawa własności, jeśli okazałoby się , że te monety należały do kapitana, który nie przeżył? Analogicznie, czy system bankowy może kreować pieniądz i czerpać z tej kreacji zyski nie mając praw własności do tych pieniędzy? Kto jest pierwszym właścicielem nowych banknotów i na jakiej podstawie zdobył prawa własności do nich. Jest tu złamana podstawowa zasady ekonomiczna “aby coś mieć trzeba coś dać’ aby być konsumentem trzeba być producentem, omijanie tego prawa jest łamaniem zasady etycznej “nie kradnij”. Ci co produkują są okradani przez tych którzy nie dając nic nabywają coś. Katolik z przyczyn etycznych nie może popierać inflacyjnej gospodarki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *