Nowy Ruch Narodowy?

„Czy Pacewiczowi podoba się, czy nie, 11 listopada za niepodległość Polski trzeba dziękować również Romanowi Dmowskiemu, liderowi Narodowej Demokracji. Bez niego Polska nie liczyłaby się w Wersalu, bo dla Zachodu Piłsudski był niebezpiecznym socjalistą i germanofilem”). Informacje o planach jej powołania „GW” miała pozyskać od utajnionego informatora penetrującego jedną z organizacji. Według dziennika: „liderzy MW i ONR liczą, że Ruch wchłonie całą prawą ścianę, od skrajnych bojówek, nacjonalistycznych organizacji do monarchistów, resztek LPR, konserwatystów, mniejszych grup, jak np. Solidarni 2010”. Cała formacja ma być wzorowana na węgierskim Jobbiku.

Co jednak informacje sprzed blisko roku mają wspólnego z dniem dzisiejszym, wszak kolejny Marsz Niepodległości dopiero przed nami? Otóż przed paroma dniami miało miejsce wydarzenie, które na nowo każe zadać pytanie o przyszłość ewolucji opisywanych powyżej środowisk. 20 września br. minęła 70. rocznica utworzenia Narodowych Sił Zbrojnych. Z tej okazji środowiska odwołujące się do tradycji obozu narodowego (MW, ONR, NOP, Niklot) zorganizowały w Warszawie 22.09. br. przemarsz aleją Armii Ludowej (przemianowaną na czas przemarszu na aleję NSZ, przypomniano tym samym dawny pomysł warszawskich radnych LPR) pod Centrum edukacji IPN. Do tradycji organizacji powstałej z połączenia Związku Jaszczurczego z częścią Stronnictwa Narodowego (która nie chciała podporządkować się akcji scaleniowej) nawiązywał m.in. w swoim wystąpieniu podczas pochodu Krzysztof Kawęcki, mówiąc: „Gdybyśmy żyli wtedy, bylibyśmy nimi. Bylibyśmy w NSZ”. Robert Winnicki zaś w imieniu MW miał zadeklarować: „Melduję, że młode pokolenie Polaków jest w gotowości” (wszystkie wypowiedzi cytuję za tekstem Grzegorza Szymanika „Wszechpolacy w gotowości bojowej”, „GW” z 24. 09. 2012). Wśród obecnych liderów nowo projektowanej formacji był także Artur Zawisza. Szczytny skądinąd cel, jakim jest uczczenie narodowej formacji, stał się zatem kolejną okazją dla ukazania kierunku, w jakim zmierzać ma planowana integracja wymienionych środowisk.

Na przykładzie powyższego widać jak na dłoni, jak wielką klęską okazała się być inicjatywa pod nazwą LPR. To bowiem ta formacja w swoich założeniach miała być zaczynem, nową odsłoną ruchu narodowego w Polsce. Miała to być jednak organizacja o solidnych podstawach, odwołująca się do przebogatej spuścizny intelektualnej Narodowej Demokracji. Mówiono o „grupie profesorskiej”, podnoszono dorobek Romana Rybarskiego i innych ideologów parlamentarnego skrzydła obozu. Liga miała być trwałym elementem polskiej (i europejskiej) sceny politycznej, proces formacyjny zaś dokonywany w dużej mierze w ramach uznanej w pewnym momencie za ligową młodzieżówkę MW, miał polegać na urabianiu działaczy radykalnych, często rekrutujących się z ruchów subkulturowych, w odpowiedzialnych, poważnych polityków. Nie musiało to oznaczać bynajmniej „zdrady” wyznawanych wcześniej ideałów. Chodziło o stworzenie siły politycznej na miarę „czasów nowych”, aby zacytować klasyka, która działa i komunikuje się ze społeczeństwem za pomocą metod na miarę wieku XXI, a nie drugiej połowy lat 30. wieku ubiegłego. Inne czasy, inne metody, inne też postrzeganie pewnych zachowań przez ogół, z którym poważna formacja liczyć się musi.

Niestety, cały powyższy plan legł w gruzach. Dawny lider zajął się pieczołowitym wykuwaniem własnej pozycji w partii władzy, zaś jego dawni wychowankowie zdają się wracać do korzeni, z których bez wątpienia większość z sympatyków obozu narodowego wyrosła i od których rozpoczynała swoją ideowo – polityczną edukację. Oznacza to jednak zdecydowany regres, chociażby w porównaniu z sytuacją sprzed paru lat, o przejawach zaś tak krytykowanej przez R. Dmowskiego „militaryzacji polityki” nawet nie wspominając. Główna aktywność przejawia się zaś w kolejnych akcjach zewnętrznych – od przemarszu do przemarszu.

O ile jednak obecny „ferment młodzieżowy” wśród narodowców traktować można jako punkt wyjścia dla dalszej ewolucji organizacyjno-ideowej, to tylko z niepokojem oczekiwać należy na dalsze jej etapy. Oto bowiem na horyzoncie majaczy już nowa praca red. Rafała Ziemkiewicza, zatytułowana, a jakże „Myśli nowoczesnego endeka”, która z dużą dozą prawdopodobieństwa zapłodni umysły wielu spośród tych, którzy maszerowali i 11 listopada i w rocznicę powstania NSZ (nie wykluczałbym także częściowej akceptacji dla tez zawartych w ostatniej książce Piotra Zychowicza). W pracy Ziemkiewicza, to odpowiednio przykrawana idea narodowa ma stać się sygnałem „złotego rogu”, który przebudzi Polskę (zastanawiająca zbieżność haseł z innymi „budzicielami” Polski). Jak myśl Dmowskiego i Popławskiego ma wyglądać po „drobnych” cięciach i retuszach dokonanych przez redaktora „Uważam Rze” nie trzeba chyba nikogo z czytelników przekonywać (proamerykanizm walczący o lepsze z rusofobią oraz oczywiście nawet cienia zarzutu o antysemityzm). Pojawia się tylko pytanie, czy podobny Ruch Narodowy spełni jakiekolwiek z pokładanych w nim przez niektórych oczekiwań, czy będzie jedynie efektownym meteorytem politycznym, który równie szybko zaistnieje, co zniknie, marnotrawiąc przy okazji zapał i poświęcenie kolejnego pokolenia oraz grzebiąc na kolejną dekadę szansę na faktyczne odrodzenie wielkiej idei.

Maciej Motas

Myśl Polska. Nr 41-42 (7-14.10.2012)

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Nowy Ruch Narodowy?”

  1. Czytając ten naprawdę madry tekst miałem wrażenie, ze Autor nie rozumie całego, całościowego całokształtu. Bo Artur jest świetny, i Winniczek jest świetny, i nawet ja jestem świetny w swojej kategorii wagowej, ale cel wykracza poza takie słiciaste i drobniaSTE DETALE.

  2. Próba stworzenia „nowoczesnej” formacji odwołującej się do „grupy profesorskiej” endecji, partii czysto parlamentarnej i liberalnej ekonomicznie musiała skończyć się tam gdzie się skończyła: w Platformie Obywatelskiej. Giertych nikogo i niczego nie zdradził. Jego obecność w PO to wynik konsekwentej ewolucji w raz obranym kierunku. To dokładnie ta sama droga którą we Włoszech przebył Fini. Klęska LPR pokazuje jedno – na taką partię nie ma obecnie miejsca i nie będzie w przyszłości. Albo jest się z Systemem albo przeciw niemu innej drogi nie ma. Albo antysystemowy ruch NR, albo ewolucja w kierunku wchłonięcia przez polityczny układ.

  3. Do powyżej: Oczywiście uprościłem pisząc „obecność w PO” (Giertycha) chodziło mi o jego obecność w kręgach polityków tej partii i pro-rządową postawę polityczną, a nie formalne członkostwo. To tak żeby ktoś nie przyczepił się do szczegółu 😉

  4. @NR: Mam parę pytań: 1/ Czy ruch NR uważa że istnieje REALNA możliwość przyspieszenia/wywołania upadku tzw. SYSTEMU? 2/ Jeśli tak, to w jaki sposób, oprócz tzw. marszów? 3/ Jaki pomysł ma ruch NR na okoliczność doczekania upadku/dekompozycji/osłabienia tzw. SYSTEMU, w kierunku wypracowania wpływy na władzę / udziału we władzy / przejęcia władzy? 4/ Biorąc pod uwagę, że tradycyjna władza pochodzi z „wykazania się kompetencją ( w sensie umiejetnosci/odwagi/determinacji) w sytuacjach kryzysowych, czy ruch NR robi coś, by takową kompetencje posiaść? (podpowiem kierunki: umiejetność przywrócenia do działania infrastruktury: energetycznej, wodociągowo-kanalizacyjnej, gazowniczej, medycznej, telekomunikacyjnej etc,; posługiwanie się bronią, zaprowadzanie porządku, walka wręcz; uprawa roli, produkcja żywności etc. etc) 5/ Nawiązując do pkt.4/: Czy w szeregach ruchu NR jest dużo studentów/absolwentów/doktorantów kierunków politechnicznych/medycznych/wojskowych?

  5. @Piotr.Kozaczewski: Odpowiem zbiorczo. Czy istnieje taka możliwość… trudno powiedzieć. Rewolucji nie robią rewolucjoniści, rewolucję tworzy sytuacja w społeczeństwie, czyli de facto głównie rząd. Zadaniem rewolucjonistów jest odpowiednio się na taką sytuację przygotować by stanąć na czele „mas” bo masy same nigdy do niczego nie dochodzą. Od tego przygotowania i od politycznej odwagi zależy czy do rewolucji (czyli przejęcia władzy) rzeczywiście dojdzie czy też kryzys społeczny skończy się na niczym. Marsze to tylko dodatek i zewnętrzna manifestacja, najważniejsze jest istnienie odpowiedniej kadry. Co do kwestii kompetencji to jak powiedziałem jest ona ważna, choć ważniejsza jest polityczna odwaga. Wielokrotnie do władzy dochodzili przecież ludzie niekompetentni mający jednak większą sprawność działania. Nie zmienia to faktu że działaczy należy kształcić. I tu zauważam raczej pozytyw tzn. z roku na rok jest lepiej i w ruchu narodowym jest więcej studentów a mniej wszelkiego rodzaju motłochu. PS 1. Przed słowem „rewolucja” nacjonaliści dodadzą „narodowa”, konserwatyści „konserwatywna” bądź powiedzą „kontrrewolucja” ale zasada jest ta sama. PS 2. Oczywiście zdaję sobie sprawę że moje rozważania to póki co czysta teoria anonimowego komentatora na małym (lecz szacownego!) portalu. No cóż… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.