O kamieniach na sercu Prezesa PiS

Kilka dni temu, jeden z dwóch poznańskich posłów Prawa i Sprawiedliwości, Tomasz Górski, zasilił szeregi Solidarnej Polski. Transfer to dość dziwny, zważywszy na polityczny wizerunek szefa tej partii, jako niezłomnego obrońcy prawa. Dziwny, dlatego, że jego nowy nabytek miał w zeszłej kadencji sejmowej dwa prokuratorskie wnioski o zdjęcie poselskiego immunitetu. Sam ten fakt, rzecz jasna nie przesądza o winie, ale Zbigniew Ziobro mógłby słusznie obawiać się związanych z tym transferem problemów wizerunkowych. Jak widać się nie boi. Pewnie ma w tym jakąś swoja kalkulację.

Ciekawa jest jednak sprawa inna. Otóż pytany o odejście posła Górskiego, Jarosław Kaczyński, skwitował ten fakt lakonicznym stwierdzeniem: Kamień z serca! (tutaj) Rzeczywiście specyficzny to kamień spoczywający na prezesowskim sercu, bo jest to chyba jedyny taki w przyrodzie, którego ciężar zależny jest od politycznych okoliczności. Otóż poseł Górski na pisowskiej liście poselskiej w ostatnich wyborach, znalazł się na zasadzie absolutnego last minute. Wszyscy byli przekonani, że jego prokuratorskie perypetie uniemożliwią mu udział w wyborczym wyścigu. I niemal do samego końca tak było. Ostatecznie jednak, Górski „wjechał” na wyborczą listę poznańskiego PiSu w dniu jej rejestracji na osobiste, telefoniczne polecenie Jarosława Kaczyńskiego (tutaj).

Czy Jarosław Kaczyński nie zdawał sobie wtedy sprawy jakiż to ciężki kamień brał wówczas na swoje serce? Ależ oczywiście, że wiedział! Tyle tylko, że kamień ten spełniał wówczas niezwykle pożyteczną rolę. Był bowiem kamieniem przywiązanym do nogi lidera poznańskiej listy Prawa i Sprawiedliwości, Tadeusza Dziuby. Co prawda Dziuba to odwieczny zakonnik PC, w prezesowskiej logice nigdy nie zaszkodzi jednak spętanie mu nóg stosownym kamyszkiem. Kamyszkiem ciążącym mu na wypadek, gdyby przypadkiem pomyślał o jakiejś politycznej samodzielności. O ile więc Tomasz Górski był wówczas dla Tadeusza Dziuby rzeczywiście ciężkim kamieniem, to dla Jarosława Kaczyńskiego był jedynie kamyszkiem przerzucanym dla zabawy z ręki do ręki. Dziś, gdy Górski odchodzi z PiS, jest podobnie jak dla Dziuby, ciężkim kamieniem spadającym z prezesowskiego serca. Podobnym był swego czasu i Andrzej Sośnierz. Gdy odchodził z PiSu do PJN, Jarosław Kaczyński poczuł oczywistą ulgę. Ulgę, że w osobie mianowanego niegdyś własnego szefa NFZ, pozbył się tak naprawdę z własnych szeregów ostatniego zwolennika prywatyzacji służby zdrowia.

Z każdym ubytkiem we własnej partii Jarosław Kaczyński czuje coraz większą ulgę. Obserwacja tego procesu prowadzić może do wniosku, że swoją drogą na 100% wolnym i szczęśliwym poczuje się on wtedy, gdy będzie stanowił partię absolutnie jednoosobową.

Na koniec, warto poczynić jeszcze jedną uwagę. Można wiele mówić o Tomaszu Górskim, ale z pewnością ma on politycznego nosa. Widać, więc uważa, że przed Solidarną Polską są całkiem niezłe perspektywy… No chyba, że uważa, iż jest to tak naprawdę początek drogi aby znaleźć się w obozie wobec PiS przeciwnym. Czy taki ma plan? Zobaczymy…

Jan Filip Libicki

www.facebook.com/flibicki

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.