O „narodzie idiotów”

Twierdzenie, że ktoś jest „idiotą”, nie ma dla mnie żadnej wartości poznawczej. Co najwyżej, może być formą wyrażenia własnego stanu emocjonalnego, wywołanego zachowaniem innych. W przypadku emocjonalnych reakcji można co najwyżej mówić o ich adekwatności albo nieadekwatności. Sformułowanie, że „Polacy to naród idiotów” natomiast nie jest żadnym sądem i dlatego nie może być ani prawdziwe, ani fałszywe.

Na poparcie swojej opinii prof. Wielomski przytacza wyniki ostatnich wyborów. Jego zdaniem, stanowią one koronny dowód na kompletne „zidiocenie” narodu. Czy tak rzeczywiście jest? O czym tak naprawdę świadczą te dane? Żeby odpowiedzieć na te pytania, należy najpierw wprowadzić pewne uściślenie pojęciowe.

Nazywając Polaków „idiotami”, prof. Wielomski prawdopodobnie chciał powiedzieć, że zachowują się w sposób nieracjonalny. Kluczowym pojęciem w tej dyskusji jest więc pojęcie racjonalności. Na jego temat napisano już stosy książek. W tekście tym ograniczę się do analizy dwóch modeli racjonalności: Hegla i Arystotelesa.

Zacznijmy od Hegla. W przedmowie do „Zasad filozofii prawa” pada słynne stwierdzenie, że wszystko, co racjonalne, jest rzeczywiste (realne), a co rzeczywiste (realne) jest racjonalne. Teza ta niewątpliwie należy do najbardziej kontrowersyjnych w całej historii filozofii. Przyjmując jej dosłowną interpretację, należałoby stwierdzić, że cokolwiek się dzieje, jest racjonalne. Co oznaczałoby, że ocenianie ludzkich działań byłoby sprawą niemożliwą do przeprowadzenia. Przyjęcie takiego założenia byłoby w gruncie rzeczy przekreśleniem całego dorobku filozoficznego. W końcu filozofowie od wieków poszukiwali jakieś obiektywnej i rozumowej miary, za pomocą której można by oceniać ludzkie działanie. Przekonanie o istnieniu takiej miary leży między innymi u podstaw filozofii praktycznej Arystotelesa i św. Tomasza z Akwinu. Takiej miary natomiast rzeczywiście nie znajdziemy u Hegla. Nie znajdziemy jej, bo Hegel w sposób radykalny zrywa z całym klasycznym dorobkiem filozoficznym. Hegel nie chciał „patrzeć w zaświaty”, tylko interesował się tym, co jest konkretne i empirycznie realne. Hegel był „realistą” w nowożytnym znaczeniu tego pojęcia. Dla filozofów nowożytnych istnieje tylko to, co można empirycznie zbadać i zmierzyć, ewentualnie to, czego istnienie trzeba założyć, żeby móc wytłumaczyć empirycznie doświadczalną rzeczywistość. Hegel przyjmuje odpowiednio założenie racjonalności wszystkiego, co rzeczywiste, bo właśnie przyjęcie takiego założenia nadaje badaniu empirycznej rzeczywistości jakikolwiek sens! Bez przekonania o istnieniu pewnej racjonalności w tym, co rzeczywiste, prowadzenie badań naukowych po prostu byłoby niemożliwe. Dlatego też, żeby zrozumieć, o co tak naprawdę chodziło Heglowi w przytoczonym stwierdzeniu, należy analizować je nie na płaszczyźnie metafizyki, a na płaszczyźnie filozofii nauki. Z punktu widzenia filozofii nauki stwierdzenie to jest jak najbardziej uzasadnione.

Nauka – w rozumieniu nowożytnym – zajmuje się badaniem praw przyrody poprzez analizowanie zależności przyczynowo-skutkowych. Punktem wyjścia dla wszelkiego badania naukowego jest przyjęcie założenia, że cokolwiek się dzieje, ma jakąś przyczynę. Zadaniem nauki jak znalezienie tejże przyczyny albo też wielu przyczyn. Jak już wspomniałam, nowożytna nauka zajmuje się analizowaniem zależności przyczynowo-skutkowych, które są empirycznie sprawdzalne. Zarówno filozofia, jak i nauki praktyczne (polityka, etyka i ekonomia) przez wielu nowożytnych intelektualistów nie są traktowane jako dziedziny naukowe.

Nowożytne spojrzenie na człowieka jest więc czysto naukowe (w nowożytnym znaczeniu tego pojęcia). Wystarczy przyjrzeć się etyce Kartezjusza: z etyką klasyczną nie ma ona nic wspólnego. Kartezjusz wierzył, że całość ludzkiego zachowania może być wytłumaczona za pomocą analizy mechanizmów przyczynowo-skutkowych. Jego zdaniem, człowiek sterowany jest poprzez procesy zachodzące w materii. Jego stany psychiczne mają więc swoją podstawę w zmianach o charakterze biologiczno-chemicznym. Kartezjański sposób patrzenia na człowieka jest charakteryczny dla całej nowożytności. Trudno też się dziwić: „unaukowienie” filozofii dokonane przez Kartezjusza umożliwiło rozwój biologii, chemii, psychologii, a współcześnie genetyki i neurologii.

Powstanie i rozwój nowożytnej nauki ma ogromne znaczenie dla omawianego tutaj problemu. Przyjmując naukowy punkt widzenia, należy stwierdzić, że Hegel ma rację, twierdząc, że to co rzeczywiste, jest racjonalne. Pod warunkiem, że pojęcie „racjonalne” będziemy rozumieć jako „wytłumaczalne”, jako „mające swoją przyczynę”. Przecież nawet nasze codzienne doświadczenie poucza nas o tym, że ludzkie zachowanie zawsze jest czymś spowodowane i można je w jakiś sposób wytłumaczyć. Nawet jeśli ktoś zachowuje się w sposób zupełnie „nieracjonalny”, możemy wytłumaczyć to np. chorobą psychiczną, wpływem środków odurzających, uniesieniem emocjonalnym, słabością charakteru, brakiem wiedzy, itp. Czy ktoś z czytelników spotkał kiedyś człowieka, który zachowywał się w sposób kompletnie nieskoordynowany i niespójny oraz mówił zupełnie bełkotliwie? Pewnie tak: jeśli ten ktoś był kompletnie pijany. Natomiast w przypadku osoby trzeźwej i zdrowej na umyśle – z czymś takim się nie spotkamy (oczywiście wyłączamy tutaj także wszelkie rodzaje występów artystycznych…). Oznacza to, że ludzie z reguły zachowują się w sposób w gruncie rzeczy racjonalny… Oczywiście w powyższym znaczeniu tego pojęcia. Naukowa analiza zachowania ludzkiego zawiera więc twierdzenia na temat jego przyczyn oraz praw nim rządzących.

Rozwój nowożytnej nauki diametralnie zmienił także oblicze polityki. W utopii „Nowa Atlantyda” Franciszka Bacona znajdziemy litaracki opis nowożytnego pańtwa. W państwie tym polityka została sprowadzona do techniki, czyli umiejętności skutecznego osiągania zamierzonych celów. Podstawą skuteczności działań politycznych jest oczywiście wiedza: w końcu jak stwierdził sam Bacon, wiedza to władza. Drugim autorem, którego należy przywołać w tym kontekście, jest oczywiście Machiavelli. Według niego, polityka to sztuka zdobywania i utrzymywania się przy władzy. Dobry polityk musi przede wszystkim być psychologiem: wiedza o psychologicznych mechanizmach działania (dosłownie) człowieka stanowi klucz do sterowania zachowaniem innych, jak również umożliwia opracowanie skutecznej strategii działania. Nowożytne spojrzenie na politykę jest więc ściśle powiązane ze scjentystyczno-technicznym światopoglądem wielu nowożytnych intelektualistów, w tym także Machiavellego.

Idee Machiavellego nie pozostały tylko na papierze. Ich praktycznym zastosowaniem jest współczesna inżynieria społeczna. Public Relations czy marketing stały się wręcz fundamentem współczesnej praktyki politycznej. Badanie oraz kształtowanie opinii publicznej to podstawa wszelkich działań politycznych. Ten, kto ma odpowiednią wiedzę oraz dysponuje technicznymi środkami pozwalającymi na jej praktyczne zastosowanie, ma po prostu władzę. Niby wszyscy wiemy, że jesteśmy manipulowani, ale mało kto zastanawia się nad tym, jak to wygląda w praktyce. Przede wszystkim: mało kto rzeczywiście dopuszcza do siebie myśl, że nas to naprawdę dotyczy. A bądźmy szczerzy: gdyby nie działało, to nie przeznaczano by na PR czy też marketing takich olbrzymich środków finansowych. Ilu czytelników słyszało kiedyś o neuromarketingu? Zapewne niewielu. A badania nad neuromarketingiem idą pełną parą. Naukowcy próbują wykorzystać wyniki badań neurologii do celów skuteczniejszego manipulowania ludźmi. Wolna wola? W momencie, gdyś ktoś dokładnie będzie wiedział, jak funkcjonuje ludzki mózg, będzie mógł odpowiednio sterować zachowaniem innych ludzi. I właśnie o tym marzą ci, którzy aktualnie znajdują się przy władzy: o pełnej kontroli.

Nie bez powodów to właśnie masoneria jest główną orędowniczką postępu naukowo-technicznego. Masoneria widzi siebie jako arystokrację. Jej celem jest doprowadzenie ludzkości do stanu całkowitego zniewolenia. Ludzkość ma stać się stadem – i to dosłownie, zachipowanym jak bydło. To właśnie na tym ma polegać budowany przez nią Nowy Porządek Świata: to projekt stworzenia Nowej Atlantydy. Technika, nauka, kapitalizm i zbiurokratyzowane państwo: to największe wynalazki nowożytności. To one umożliwiają skonstruowanie masońskiego Nowego Porządku Świata, w którym ludzkość będzie w pełni kontrolowana.

Polska także ma stać się częścią tego nowego światowego imperium. W jaki sposób jesteśmy wtłaczani w jego ramy? Przede wszystkim poprzez zwalczanie wszystkiego, co katolickie i narodowe. Od 20 lat Polacy poddawani są intensywnemu procesowi reedukacji. Z narodu polskiego robione jest stado. Ważną rolę odgrywają w tym oczywiście media. To one kształtują sposób myślenia i zachowania Polaków. Drugą instytucją oczywiście jest szkoła, która ma produkować bezmyślną siłę roboczą dla masońskich panów. Po trzecie, to eksperci zagraniczni, którzy „doradzają” naszym politykom i kształcą polskie „elity” polityczne.

Należy także wspomnieć o wszystkich zagranicznych programach stypendialnych, których celem jest zmienianie mentalności Polaków na „europejską”, czyli jak najbardziej stadną.
Jaki to ma związek z wyborczymi zachowaniami Polaków? Cóż, Polacy zachowują się dokładnie tak, jak powinni się zachowywać. Z punktu widzenia systemu, zachowanie Polaków jest więc jak najbardziej racjonalne! Odpowiednio reagują na proces reedukacji, któremu zostali poddani. Jak zdalnie sterowane stado. Grzecznie i posłusznie. Żeby więc zrozumieć zachowanie Polaków, trzeba dokładnie rozumieć, jak działa nowoczesna inżynieria społeczna. Bo ona działa, i to cholernie skutecznie.

Ktoś mógłby oczywiście podnieść zarzut, że człowiek przecież jest wolny i sam decyduje o tym, co robi. I tak, i nie. Nowożytność rozwinęła także swoje własne pojęcie wolności, którego korzenie tkwią m.in. w filozoficznym systemie Kartezjusza. Kartezjusz jest reprezentantem poglądu zakładająceg istnienie dualizmu ciała i duszy. Ciało to dla niego maszyna. Duch – jest właśnie czystym duchem. Wolnym i racjonalnym, i to w sposób absolutny. Całą wiedzę człowiek niejako nosi w sobie, do jej pozyskania nie potrzebuje innych ludzi. Człowiek więc zawsze wie, co w danej chwili jest racjonalne. Wystarczy, że chwilę pomyśli, a potrzebną więdzę pozyska na drodzę instrospekcji. Nowożytny racjonalizm jest ściśle powiązany z tym, co opisałam powyżej. Człowiek, który jest przekonany o własnej „wrodzonej” racjonalności, jest podatniejszy na manipulację niż człowiek, który zdaje sobie sprawę z własnych ograniczeń. Społeczni inżynierowie pracują nad tym, żeby ludzi odpowiednio zaprogramować: dzięki temu jednostka zawsze „znajdzie w sobie” odpowiednią „wiedzę”. Będzie przekonana, że wie, bo rzeczywiście COŚ będzie wiedziała. Tyle, że treść tej wiedzy będzie odpowiednio zaprogramowana przez inżynierów społecznych. Zjawisko to najlepiej oddaje niemiecki slogan reklamowy Bild Zeitung (który jest odpowiednikiem naszych Faktów): Dir Deine Meinung, czyli my dajemy Ci twoją własną opinię…

Nowożytny racjonalizm jest zupełnym zanegowaniem klasycznego poglądu na człowieka, na rozum i wiedzę. Niestety, jak bakcyl zagnieździł się w umysłach współczesnych ludzi. Czyż nie właśnie tak oceniamy zachowanie innych ludzi, że „no przecież powinni wiedzieć, w końcu to jest takie oczywiste, każdy mógłby na to wpaść”, itp.? Otóż właśnie nie.

Dobrze rozumieli to Arystoteles i św. Tomasz z Akwinu. Zgodnie z ich koncepcją, człowiek posiada rozum i wolną wolę. Ale to wcale nie oznacza, że jest wolny i rozumny. Rozum i wolna wola to władze duszy, które jak każda inna władza, muszą być odpowiednio ćwiczone i używane. W przeciwnym razie po prostu się nie rozwijają. Sercem filozofii praktycznej Arystotelesa i Tomasza z Akwinu jest nauka o cnotach. Rozróżniają oni cnoty etyczne i cnoty rozumu. Do cnót rozumu należą wiedza (nauka), mądrość i intuicja (przynależne do rozumu teoretycznego) oraz sztuka (techne) i rozsądek (przynależne do rozumu praktycznego). Działalność poznawcza człowieka związana jest więc z rozwijaniem tychże cnót. Dlatego też, w koncepcji artystotelesowsko-tomistycznej tak ważną rolę odgrywa pedagogika. Człowiek nie może „wyczarować” wiedzy i poznania z niczego, jak to przyjmuje część nowożytnych filozofów. Nie wystarczy także zbieranie zwykłych danych empirycznych, jak to przyjmuje reszta. Zgodnie w koncepcją artystotelesowsko-tomistyczną wiedza przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. Jednocześnie, oprócz samej wiedzy, przekazywe są umiejętności jej pozyskiwania, systematyzowania i posługiwania się nią w celu rozwiązywania problemów teoretycznych i praktycznych. Koncepcja ta zakłada więc ciągłość międzypokoleniową. Ważną rolę odgrywa w niej autorytet rodziców, pedagogów, elit. Racjonalność jest ściśle powiązana z mądrością: teoretyczną, czyli poznaniem metafizycznym, polegającym na znajomości pierwszych przyczyn i najważniejszego celu istnienia człowieka; jak również mądrością życiową, czyli umiejętnością wybierania w życiu tego, co rzeczywiście ważne i istotne. Racjonalność to także umiejętność dobierania środków adekwatnych do celu. W koncepcji artystotelesowsko-tomistycznej ważną rolę odgrywa teleologia czyli myślenie kategoriami przyczyn celowościowych. Jednostka działa racjonalnie, jeśli stawia sobie racjonalne cele, jak również potrafi dobrać odpowiednie środki do realizacji tych celów. Dla odróżnienia, nowożytność stoi pod znakiem myślenia kategoriami mechanizmów przyczynowo-skutkowych.

Podsumowując rozważania na temat koncepcji artystotelesowsko-tomistycznej, należy stwierdzić, że zgodnie z nią człowiek może działać racjonalnie tylko wtedy, jeśli zostanie odpowiednio wychowany. Człowiek musi nauczyć się posługiwać się swoim rozumem, musi także przyswoić sobie wiedzę nagromadzoną przez pokolenia.

Należy zadać sobie pytanie, co stanie się w sytuacji, gdy ciągłość międzypokoleniowa zostanie zakłócona, przez co nowe pokolenia nie wykształcą w sobie określonych cnót i nie będą dysponować określoną wiedzą? Sprawa jest dość oczywista: tacy ludzie są idealnym materiałem dla inżynierów społecznych. To niejako glina, z której można wszystko ulepić. I w tej chwili żyjemy właśnie w takim społeczeństwie. W społeczeństwie „wyemancypowanych” konsumentów, którzy charakteryzują się zanikiem zarówno rozumu, jak i wolnej woli. Konsument dosłownie składa się z popędów, których zaspokajanie stało się jego wyłącznym celem życiowym. To „ostatni człowiek”, o którym pisał Nietzsche.

Konsument czuje się wolny, bo w zaspokajaniu swoich popędów nie natrafia na żaden opór. Z punktu widzenia koncepcji artystotelesowsko-tomistycznej natomiast osiągnął najwyższy stopień zniewolenia: wolność zaczyna się bowiem tam, gdzie duch zaczyna panować nad materią.

Konsument jest funkcją Nowego Porządku Świata. Przez to, że jest zupełnie zniewolony przez materię, stał się jej częścią, a z kolei przez to – jak każda materia – może być kontrolowany przez tych, którzy znają prawa rządzące materią. Czyli przez inżynierów społecznych. Czy więc człowiek może być w pełni kontrolowanych przez technikę? Tak, jeśli nie nauczy się posługiwać się swoim rozumem i wolną wolą. Trwający od kilku stuleci proces emancypacji doprowadził do tego, że człowiek zatracił umiejętność posługiwania się nimi. Pasmo kolejnych rewolucji doprowadziło do tego, że definitywnie zniszczona została jakakolwiek ciągłość międzypokoleniowa. Ciągłe podważenie wszelkich autorytetów także się do tego przyczyniło. Tak zwane „oświecanie” ludzkości jest tak naprawdę procesem jej ogłupiania. Filozoficznym manifestem oświecenia jest tekst Immanuela Kanta pod tytułem: Co to jest oświecenie?

Oto kilka fragmentów tego tekstu: „Oświeceniem nazywamy wyjście człowieka z niepełnoletności, w którą popadł z własnej winy. Niepełnoletność to niezdolność człowieka do posługiwania się swym własnym rozumem, bez obcego kierownictwa. Zawinioną jest ta niepełnoletność wtedy, kiedy przyczyną jej jest nie brak rozumu, lecz decyzji i odwagi posługiwania się nim bez obcego kierownictwa. Sapere aude! Miej odwagę posługiwać się swym własnym rozumem – tak oto brzmi hasło oświecenia. (…) To bardzo wygodne być niepełnoletnim. Jeśli posiadam książkę, która zastępuje mi rozum, opiekuna duchownego, który zamiast mnie posiada sumienie, lekarza, który zamiast mnie ustala moją dietę itd., itd. – nie muszę sam o nic się troszczyć. Nie potrzebuję myśleć, jeśli tylko mogę za wszystko zapłacić; inni już zamiast mnie zajmą się tą kłopotliwą sprawą. O to, by większa część ludzi (a wśród nich cała płeć piękna), uważała krok ku pełnoletności, już sam dla siebie trudny, także za niebezpieczny – o to troszczą się już ich opiekunowie, którzy łaskawie podjęli się trudów nadzorowania. (…) Toteż każdemu pojedynczemu człowiekowi trudno jest wydobyć się z niepełnoletności, która stała się prawie jego drugą naturą. Polubił ją nawet, tę swoją niepełnoletność, i nie jest rzeczywiście zdolny tak od razu zacząć posługiwać się swym własnym rozumem – nigdy bowiem nie pozwolono mu nawet uczynić próby w tym kierunku. Dogmaty i formułki – owe mechaniczne narzędzia rozumnego używania, a raczej nadużywania swych naturalnych zdolności – to dzwoneczki błazeńskie wiecznie trwającej niepełnoletności. (…) Do wejścia na drogę oświecenia nie potrzeba niczego prócz wolności: i to wolności najnieszkodliwszej spośród wszystkiego, co można nazwać wolnością, mianowicie wolności czynienia wszechstronnego, publicznego użytku ze swego rozumu. (…)“.

Cóż, brzmi ładnie, tyle że jest to nawoływanie do odrzucenia wszelkich autorytetów. I idealnie pasuje do nowożytnej koncepcji „czystego rozumu”, dla którego autorytety są po prostu zbędne… Jak w gruncie rzeczy prymitywne są te słowa w porównaniu do arystotelesowsko-tomistycznej koncepcji cnót rozumu!

Bez ogłupienia ludzkości plan budowy Nowego Porządku Świata nie mógłby zostać zrealizowany. A w tej chwili już nawet „chłopski rozum” nie jest „zdrowy”…

Na marginesie warto stwierdzić, że w celu niszczenia więzi międzypokoleniowych stworzono także feminizm, homoseksualizm, jak również rewolucję seksualną. Obniżanie wieku szkolnego w Polsce także ma na celu wydarcie dzieci rodzicom, tak żeby państwo mogło przejąć kontrolę nad procesami socjalizacji. Socjalizacji właśnie, nie wychowywania.
W ten oto sposób masoneria wyhodowała stado. Stado, którym można dowolnie manipulować. Czy członkowie tego stada zachowują się w sposób racjonalny? Tak i nie. Tak, jeśli patrzyć z punktu widzenia tego, jak działa ten system. Nie, jeśli ocenimy go z punktu widzenia koncepcji artystotelesowsko-tomistycznej. Współczesny człowiek nie zadaje sobie żadnych pytań natury metafizyczno-religijnej, nie dąży do rozwijania tego, co wyższe czyli duchowe, a często nawet nie potrafi przewidywać skutków swoich własnych działań. Konsument nie myśli o tym, że nadmierna konsumpcja prowadzi do długów, zniszczenia zdrowia, a także do zaniedbywania głębszych relacji z innymi ludźmi. I że za wszystko kiedyś trzeba będzie zapłacić – nie da się zawsze żyć na kredyt…

Jak w zaistniałej sytuacji powinni zachować się polscy konserwatyści? Przede wszystkim, powinni odrzucić charakterystyczną dla konserwatyzmu pogardę dla masy. Postawa taka jest nie do pogodzenia z koncepcją tomistyczną, która wprawdzie przyjmuje istnienie hierarchicznej struktury społecznej, ale rządzących zobowiązuje do przejęcia odpowiedzialności za rządzonych. Wiedza i władza zobowiązują, to nie przywilej, tylko obowiązek dbania o dobro całej wspólnoty.

Konserwatyści powinni zacząć kształcić i wychowywać naród. Dlatego też sercem polskiego konserwatyzmu powinna stać się klasyczna pedagogika, a szczególnie nauka o cnotach i wadach. Tylko w ten sposób ludzi można uzdolnić do samodzielnego myślenia i podejmowania racjonalnych decyzji. Zamiast pogardzać „masą”, należy dostrzec, że młodzi ludzie poddani zostali zmasowanemu atakowi ze strony tych, którzy marzą o jeszcze większej władzy. Poprzez media i reklamę celowo robi się z nich bezmyślnych konsumentów. Ilu z młodych ludzi ma problemy z myśleniem, kojarzeniem faktów i formułowaniem własnych wypowiedzi? Wielu z nich nie potrafi racjonalnie planować swojego życia i przewidywać skutków własnych decyzji: myślenie kategoriami przyczynowo-skutkowymi stało się dla wielu prawdziwym problemem. Polscy konserwatyści, zamiast patrzeć na nich z pogardą, powinni zrozumieć, że w kierunku tych ludzi wysyłana jest cała gama bodźców, które utrudniają myślenie i podejmowanie przemyślanych decyzji. Polscy konserwatyści powinni przede wszystkim zadać sobie pytanie, co ze swojej strony sami zrobili dla tej masy?!

Profesorze Wielomski: zamiast wyzywać Polaków od „idiotów”, może najwyżczy czas, żeby po prostu przejąć za nich odpowiedzialność? To lewactwo pogardza ludźmi. Dlatego też bez skrupułów wykorzystuje ich do realizacji własnych, prymitywnych celów. To nie masy zniszczyły elity tylko nowożytni „intelektualiści”, którzy dali się zwieść masońskiej ideologii „rozumu” i przy okazji także ”popsuli” lud! Dla lewicy wiedza oznacza władzę i kasę. Dla prawicy natomiast z wiedzy wynika odpowiedzialność. Inteligencja i talenty zobowiązują. Także Pana. A Polacy nie są narodem „idiotów”. Jeteśmy narodem, który jak każdy inny naród ma swoje zalety i wady. Przede wszystkim jednak, jesteśmy narodem, który poprzez swoje przywiązanie do katolicyzmu i narodowej tradycji jest przedmiotem zmasowanego ataku ze strony lewactwa. I właśnie dlatego trzeba o ten naród walczyć. Także i Pan. Bo w końcu temu narodowi coś Pan zawdzięcza.

Magdalena Ziętek
[aw]

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “O „narodzie idiotów””

  1. 1/ Pani Magdaleno, pewnie to Panią zaskoczy, ale ja się z Panią zgadzam. Opisuje Pani zachowania wytresowane przez nowoczesny świat. No czy to nie jest właśnie tresura „narodu idiotów”? Ja do tego jeszcze dopisuję irracjonalizm polityczny prześladujący nas od 200 lat, będący – niestety – zasługą [wątpliwą] naszych elit. 2/ Pyta mnie Pani co ja zrobiłem aby to zmienić? Prowadzę ten portal, piszę książki i nauczam polskich studentów. A co Pani zrobiła aby Polaków „odtresować” ???

  2. Ja w ogóle to uwielbiam Polonusów-emigrantów, którzy pouczają co to zrobić trzeba z Polską i jak w Polsce żyć. Szczególnie polonia amerykańska specjalizuje się w takim doradztwie.

  3. @adamwielomski: Prosze Pana, ja nie rozumiem pojecia „idiota”. Jesli krytykuje sie czyjas decyzje, to nalezy dokladnie sprecyzowac, co sie krytykuje, jak rowniez podac konkretna alternatywe zachowania. I tyle. Nazywanie kogos „idiota” jest wyjatkowo malo konstruktywne i moze tylko wywolac efekt przeciwny od zamierzonego. Owszem, jest Pan bardzo aktywny. Ale przeciwnik jest bardziej skuteczny. Jak Pan to wyjasnia? Tym, ze Polacy to „narod idiotow”? Jesli tak, to jest to bledne kolo.

  4. Oto co mowi Wikipedia: „Niepełnosprawność intelektualna w stopniu znacznym (upośledzenie umysłowe znaczne, dawniej idiotyzm- nie stosowana z uwagi na negatywne znaczenie w języku potocznym) – rozwój psychiczny osoby dorosłej na poziomie 6. roku życia. Około 4-5 roku życia zauważalne spóźnienie rozwoju psychofizycznego. Osoby te mogą opanować samoobsługę, przy stałej opiece mogą wyuczyć się czynności domowych, ale nie są zdolne do wyuczenia zawodu. Mogą podejmować prace nie wymagające kwalifikacji. IQ w skali Wechslera: 20 – 34.”

  5. Czytelnicy: przepraszam za literowki, tekst jest dlugi a czasu mam za malo, zeby wszystko „dopiescic”.

  6. Polacy na „uchodźctwie” wiedzą najlepiej co z tą Polską 🙂 Jeśli już była licytacja, co kto zrobił, aby przeciwdziałać lewactwu to pytanie nasuwa się samo: Aby „walczyć” (często używane w PL słowo, bo zawsze lepiej być nie pro, tylko przeciw) z lewactwem polskim to jak można to robić lepiej, będą w Polsce czy mieszkając poza nią i wspierać często (poprzez płacenie tam swoich podatków) jeszcze większe lewactwo? Jaka jest RACJONALNA odpowiedź?

  7. @pbala To jest klasyczny przykład tzw. „wyjechanego patrioty”. Im dłużej taki przebywa za granicą, tym bardziej rośnie jego werbalna „troska” o dawną macierz. I tak jak pan wcześniej wspomniał, w miłości tej przoduje zwłaszcza polonia amerykańska, która z Polski wyjechała nierzadko kilkadziesiąt lat temu [ergo od lat nie płacą tutaj podatków, ich dzieci nie mówią po polsku, nie wspominając już o tym żeby wskazać Polskę na mapie]. Ci ludzie kompletnie stracili kontakt z Polską rzeczywistością, a co za tym idzie z polskim chamstwem i warcholstwem, przez co pojawia się u nich tendencja do idealizowania.

  8. @pbala – tak się dzieje, bo jak ludzie wyjadą z kraju nad Wisłą to nieraz im się oczy otwierają. Znika, to o czym pisała wcześniej p.Ziętek, mianowicie naiwność. @ M.Ziętek – Tak, pogarda dla masy jest w konserwatyzmie lekko odpychająca. Nie, żeby chodziło o szczególne hołubienie ludu, ale z taką postawą, to też daleko nie zajedziemy. Ogółem dobry tekst.

  9. Nie planuję repliki, szkoda mojego czasu. Co miałem napisac, to napisałem. Proszę te swoje mądrości publikować w kraju w którym Pani żyje. Myślę, że władze uniwersytetu, gdzie Pani studiuje będą zainteresowane.

  10. @ PG średnio wiarygodne są dla mnie przestrogi dotyczące złych Niemców płynace od osoby, która mieszka w Niemczech i korzysta z niemieckiego dobrobytu – to raczej przypadek „odrzuconej miłości”.

  11. @P.Bala P.Zietek na szczescie wywolala dyskusje, ktora , mam nadzieje, stanie sie tak dluga i zasadnicza jak zeszloroczna o rusofobii. Problem jest taki, ze przepisy prawa zabraniaja mowic prawde, np. o przyczynach II WS.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.