Odpieprzcie się od Generała!

Jak można przeczytać w najnowszych doniesieniach ze strony podmiotów tworzących Ruch Narodowy, zaplanowane przez nich pod domem gen. Jaruzelskiego „racowisko” (sic!) zostało odwołane z powodu planowanego przeciwdziałania służb porządkowych. Jeśli faktycznie miałoby do niego nie dojść, przywitalibyśmy ten fakt bardzo pozytywnie, doceniając zdecydowaną postawę władz państwowych. Komentarz swój pisaliśmy jednak jeszcze zanim najnowsze decyzje stały się nam znane, toteż nie uwzględnia on wiedzy na ich temat. Pomimo tego postanowiliśmy komentarz zamieścić, będąc zdania że zawarte w nim uwagi, choć poczynione z myślą o konkretnej sytuacji, odnieść można nie tylko do niej, ale do całej kategorii podobnych zachowań.

(Ronald Lasecki)    

Na 13 grudnia pod domem generała Wojciecha Jaruzelskiego (a także w innych miastach Polski) swoje „antykomunistyczne” manifestacje zapowiedziały PiS i proklamowany miesiąc temu Ruch Narodowy. Z mniej lub bardziej oficjalnych enuncjacji aktywistów obydwu tych środowisk wynika, że przeprowadzone tego dnia pikiety i marsze będą okazją do przeliczenia swoich sił i określenia który z członów obozu „smoleńskiego” dysponuje większymi możliwościami mobilizacyjnymi.

Niżej podpisany nie ukrywa, że zapowiedziana inicjatywa rodzi w nim szereg wątpliwości i odnosi się do niej raczej niechętnie. Oczywiście, w chwili pisania tych słów nie wie jeszcze, w jakiej formie i czy w ogóle dojdzie do zapowiadanych demonstracji. Trudno zatem byłoby mu w tym miejscu poddawać krytyce ich przebieg i faktyczne skutki. Na to być może czas nadejdzie później. Póki co jednak, możliwa i zasadna wydaje mu się krytyka bardziej ogólnie rozumianych postaw, w obrębie których wysunięto myśl, aby jednym z bardziej eksponowanych elementów swojej działalności uczynić demonstracje „antykomunistyczne”, jako symbol na znienawidzonego komunizmu wskazujące na gen. Jaruzelskiego. Nie zamierzamy przy tym zajmować się krytyką PiS, gdyż partia ta w bliskich nam towarzysko kręgach prawicowych dość powszechnie odbierana jest jako skompromitowana i niewarta jakiegokolwiek poparcia. Poświęcanie jej wobec tego choćby i kilku zdań komentarza byłoby marnowaniem czasu swojego i ewentualnych czytelników. Skupimy się zatem na działaniach zapowiadanych przez formację pp. Zawiszy i Winnickiego.

Wątpliwej próby antykomunizm

Zacznijmy od przypomnienia tego, o czym pisali już wcześniej wyczerpująco inni autorzy: atakowanie czy to dyktatury gen. Jaruzelskiego, czy obecnych rządów PO poprzez zarzucanie im „komunizmu” dowodzi albo skrajnej ignorancji historycznej i w dziedzinie myśli politycznej, albo jest obliczoną na populistyczny efekt manipulacją. Nie będziemy tu głębiej uzasadniać opinii że rząd Donalda Tuska nader niewiele ma wspólnego z jakkolwiek rozumianym komunizmem, bo też nie zamierzamy nobilitować bzdur przez wchodzenie z nimi w polemikę, a właśnie za piramidalną bzdurę uznać należy stawianie znaku równości pomiędzy PO a „komuną”. Nie mamy także zamiaru powtarzać dobrze znanych słów autorów którzy już rok temu przekonująco argumentowali, że dyktatura gen. Jaruzelskiego – niezależnie od intencji samego dyktatora – była nie tyle nawet grabarzem, ile ostatnim pogrobowym tchnieniem rzeczywistego komunizmu. Ci sami autorzy słusznie wówczas zwracali uwagę, że atakowanie rządów polskich z lat 80-tych i późniejszych za „komunizm” jest z tego właśnie powodu szkodliwe, że zaciemnia świadomość tego, czym jest rzeczywisty komunizm i co jest w nim na tyle złego, że zgadzamy się co do potrzeby jego zwalczania. Szczególnie w przypadku organizacji zrzeszających młodzież i stawiających sobie cele wychowawcze, tego rodzaju zakłamywanie rzeczywistości historycznej i politycznej jest naganne, zwłaszcza jeśli dane środowisko rości sobie pretensje do politycznego wychowywania nie tylko młodzieży, ale wręcz całej wspólnoty narodowej.

Rozłóżmy bowiem tego rodzaju narrację na czynniki pierwsze i poddajmy każdy z nich analizie. Świadomość tego, czym jest i czym grozi komunizm, zatarta zostaje poprzez nazwanie „komunizmem” bezideowej „postpolitycznej” dyktatury Jaruzelskiego i równie bezideowych „postpolitycznych”demoliberalnych rządów PO. Nie tylko jednak świadomość zła komunizmu zostaje przy tej okazji rozmyta. Dużo poważniejsze, bo dotyczące kwestii aktualnych, jest zatarcie świadomości tego, czym jest i czym grozi demoliberalizm. A zachodzi ono na dwóch równocześnie płaszczyznach. Po pierwsze, animatorzy demonstracji uchylają się od krytyki ustroju demoliberalnego, w to miejsce podstawiając bezpieczniejszą dla nich politycznie krytykę oligarchii „okrągłostołowej”. Podsuwają zatem swoim zwolennikom niewyrażoną może wprost ale zawartą implicite w ich przekazie tezę, że demoliberalizm sam w sobie nie jest zły, a naganne jest tylko zawłaszczenie go przez ukształtowaną przecież w gruncie rzeczy drogą historycznego przypadku oligarchię. Po drugie, krytykując PO za tendencje rzekomo „dyktatorskie”, jak i krytykując samą dyktaturę Jaruzelskiego z pozycji „antykomunistycznych”, mniej lub bardziej intencjonalnie sugerują z kolei, że ustrój dyktatorski jest w jakiś sposób pokrewny „komunie”, a zatem że korzystną dla niego alternatywą jest ustrój demoliberalny. Wrażenie to powiększa jeszcze uprawiana przede wszystkim przez Młodzież Wszechpolską, a prowadzona z pozycji demoliberalnych, krytyka autorytaryzmu białoruskiego i rosyjskiego oraz deklarowanie przez Roberta Winnickiego chęci „dokończenia solidarnościowej rewolucji”. Innymi słowy, w omawianym przypadku mamy do czynienia z dokonywaną z powodów asekuranckich ucieczką od bieżących wyzwań politycznych (demoliberalizm), zaś gonieniem za cieniami martwych już od wielu lat ideologii. Oczywiście, dla uczestników tak jest bezpieczniej i wygodniej, bo z jednej strony ustępują pola wobec będącego rzeczywistym zagrożeniem demoliberalizmu, z drugiej zaś kreują wokół siebie (w sposób wręcz groteskowy) pseudokombatancką mitologię walki z zagrożeniami przebrzmiałymi przed kilkudziesięciu laty – z „niemiecko-rosyjską okupacją” i z „komunistyczną dyktaturą”.

Wątpliwej próby kultura osobista

Rzadziej dostrzegany, bo też wymagający pewnej wrażliwości kulturalnej jest inny jeszcze aspekt planowanych protestów i w ogóle aktywności Ruchu Narodowego. Otóż w historycznym ruchu narodowym przywiązywano tradycyjnie dużą wagę do kwestii starszeństwa. Młodsi działacze słuchali starszych, a tak zwani „seniorzy” byli szczególnie poważanymi autorytetami. Oczywiście młodsi i starsi wywodzili się z tego samego obozu politycznego, co odczuwanie i okazywanie szacunku znacznie ułatwiało. Tym niemniej, nie był to przecież wynalazek samego obozu narodowego, ale uniwersalna cecha człowieka kulturalnego, że do osób w widoczny sposób od siebie starszych, szczególnie do tych podeszłych wiekiem, odnosi się z pewnego rodzaju rewerencją – nawet gdy się z nimi nie zgadza lub gdy osoby te należą do obozu jego politycznych przeciwników. Nie oznacza to rezygnacji z własnego zdania, czy nawet zaniechania uzasadnionej krytyki, ale oznacza wyrażanie jej z delikatnością dyktowaną przez siwy włos krytykowanego. Między innymi dlatego, że ów siwy włos jest na ogół znakiem bezbronności, z drugiej zaś strony często także bogatego doświadczenia życiowego, jakim na ogół nie może się jeszcze poszczycić osoba młodsza.

Zostawiając na razie na boku pierwszy element, przenieśmy uwagę na drugi. A generał Jaruzelski ma się tu wbrew pozorom czym pochwalić. Niezależnie od tego, że z naszego punktu widzenia służył ewidentnie i wciąż służy złej sprawie, ma za sobą szlak bojowy i doświadczenie dowódcze jakie zapewne nie staną się udziałem ani niżej podpisanego, ani żadnego z uczestników krytykowanych tu protestów. Skupiając się choćby jedynie na okresie powojennym, Jaruzelski dowodził sprawnie polskimi jednostkami biorącymi udział w inwazji na Czechosłowację w 1968 roku, zaś w 1981 r. był autorem błyskawicznie przeprowadzonego, niemal bezkrwawego i przy tym skutecznego zamachu stanu, w którym spacyfikował w krótkim czasie dziesięciomilionową organizację. Porównajmy to z liczbą ofiar zamachu majowego z 1926 roku, czy późniejszych spartaczonych zamachów i akcji zbrojnych podjętych przez wojska sowieckie: na Kaukazie latem 1990 roku, na Litwie i Łotwie w styczniu 1991 roku, w Rosji w sierpniu tego samego roku wreszcie. Nawet nie zgadzając się z Jaruzelskim i sytuując po przeciwnej wobec niego stronie barykady, nie sposób odmówić mu talentów wojskowych, chyba że ktoś jest zaślepiony przez ideologię.

Nawet jednak gdyby Jaruzelski nie miał na swoim koncie żadnych osiągnięć, z racji tego iż jest dziś 89-letnim starcem, kultura osobista nakazywałaby powstrzymać się od wrzeszczenia pod oknem jego domu (gdyby zdecydował się wyjść, a domu nie zabezpieczała policja, zebrany tłum zapewne wywlekł by go z mieszkania i zlinczował, tak jak stało się to choćby ze starszymi wiekiem i doświadczeniem oficerami wojska polskiego, pomordowanymi przez młokosów w tragiczną noc listopadową 1831 r.) i… zostawienie go po prostu w spokoju. Zresztą, o ile psychologicznie można jeszcze zrozumieć (co nie znaczy że usprawiedliwić!) takie zachowania w wykonaniu dyszących pragnieniem zemsty działaczy „Solidarności” represjonowanych w latach 80-tych, o tyle w przypadku aktywistów ruchu narodowego którzy urodzili się albo w tej właśnie dekadzie albo wręcz już w latach 90-tych, jest to po prostu groteskowe. „Walka z komuną” w latach 80-tych, niezależnie od swoich racji i stojących za nią motywów, może jako gest sam w sobie budzić pewne uznanie, gdyż wówczas towarzyszyła jej groźba dotkliwych represji. Dziś, w dwadzieścia lat po odstąpieniu przez ekipę Jaruzelskiego władzy, gdy protagoniści tamtych wydarzeń stoją na ogół nad grobem i budzą co najwyżej zainteresowanie jako żywa polityczna skamielina minionej epoki, buńczuczne „antykomunistyczne” gesty i wypowiedzi mogą co najwyżej rozweselać swoją absurdalnością, szczególnie gdy ich autorami są ludzie przy innych okazjach ostentacyjnie podlizujący się syjonistycznej PiS-owskiej prasie i jej publicystom, którzy gdy zada im się pytanie „jaka dziś pogoda”, zanim odpowiedzą, zdążą kilka razy zapewnić że nie są radykałami, faszystami, antysemitami etc.

Uwagi te wydają nam się zresztą zbędne, bo też środowiska dzisiejszego Ruchu Narodowego powinny wyciągnąć wnioski ze swojej kompromitacji związanej z buczeniem pod Kopcem Powstania Warszawskiego i z późniejszym „listem otwartym” napisanym przez Roberta Winnickiego do przewodniczącego Światowego Związku Żołnierzy AK gen. Ścibora-Rylskiego. Wykorzystywanie uroczystości upamiętniających poległych podczas wojny do zbijania popularności jako „radykałowie”, czy pyskowanie wiekowemu oficerowi przez dwudziestoparolatka to widok wyjątkowo żałosny, choć zapewne niestety nie ostatni w wykonaniu tego środowiska, o czym być może przekonać będziemy się mogli już 13 grudnia.

Podkreślmy przy tym jeszcze raz, że zarzuty nasze nie płyną z utożsamiania się z poglądami, bądź nawet z jakiejś szczególnej czci dla Jaruzelskiego, czy dla weteranów Powstania Warszawskiego. Dyktaturę Jaruzelskiego uważamy za zmarnowaną szansę, a generałowi zarzucić moglibyśmy nie tyle samo przeprowadzenie zamachu stanu, ile późniejsze oddanie władzy „Solidarności” i zgodę na demoliberalne przemiany. Postanie Warszawskie uważamy z kolei za wielką narodową tragedię, a obchody rocznicowe ku jego czci za równie wielki błąd w dziedzinie polityki historycznej państwa. Tym niemniej, siwy włos z jednej, zaś mogiła z drugiej strony są w kulturze europejskiej tymi toposami, wobec których zaniechać należy politykierstwa i ściszyć głos. Nie chcąc więc uczestniczyć w upamiętnieniu tego, co naszym zdaniem było bezsensowną (i tragiczną w skutkach!) awanturą, nie bierzemy po prostu udziału w obchodach rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Nie przyszłoby nam jednak nigdy do głowy, by dla wyrażenia dezaprobaty dla samych obchodów lub dla zaproszonych na nie gości, udać się na cmentarz i urządzać tam jarmarczne awantury. Podobnie jak nieutożsamianie się ze sprawa Jaruzelskiego czy Ścibor-Rylskiego nie znosi w nas bynajmniej oporów przed chamskim pyskowaniem bądź co bądź doświadczonym i mającym osiągnięcia, przede wszystkim zaś wiekowym już ludziom.

Dla zilustrowania naszej myśli, wspomnijmy jeszcze jeden epizod. Otóż pewna najwyraźniej dość poczciwa publicystka „Frondy” wyraziła się swego czasu niepochlebnie o narodowcach protestujących przeciw dewiantom seksualnym. Osobnym problemem jest, na ile nazwanie kogoś „faszystą” uznać można za kamień obrazy i dlaczego środowiska najbardziej wówczas oburzone zareagowały na ten epitet tak gwałtownie. Naszym zdaniem, wchodzi tu w grę wzmiankowana wyżej dbałość by pod żadnym pozorem nie narazić się dziennikarzom, czyli inaczej ujmując, polityczne lizusostwo uprawiane wobec środków masowego przekazu kosztem zaparcia się fundamentalnych zasad i tożsamości. Nie na to jednak chcieliśmy zwrócić uwagę. Otóż nieszczęsna „blondynka”, wyznająca najwyraźniej poglądy określane czasem złośliwie mianem „pipi-prawicowych”, czytać musiała następnie pod swoim adresem wykrzyknienia w rodzaju „śmierć wrogom ojczyzny!”. Znów zatem mamy sytuację podobną jak ta ze Ścibor-Rylskim i z Jaruzelskim: tak się bowiem składa, że w naszej kulturze zarówno do osób znacznie od siebie starszych, jak też i do kobiet, odnosić się należy odpowiednio z szacunkiem adekwatnym do ich wieku, oraz z delikatnością adekwatną do ich płci. Dla każdego kulturalnego człowieka jest zatem oczywiste, że poza sytuacjami nadzwyczajnymi, na kobiety się nie krzyczy, ani się im nie grozi. Równie oczywiste jest, że nie wyzywa się ludzi starszych, nawet gdy obiektywnie na to zasługują. Z tego powodu, że ani kobiety, ani starcy nie mogą się samodzielnie bronić, a wzywanie do walki przeciw nim nie przynosi wobec tego żadnej chluby, a wręcz przeciwnie. Jak się wydaje, dla ludzi samych siebie uważających za „elitę narodu” (zapewne oczywiście „kulturalną”, „intelektualną” lub „moralną”) powinno być to wyczuwalne intuicyjnie, ale planowana hucpa pod domem Jaruzelskiego zdaje się być dowodem, że w tym przypadku tak nie jest.

Wątpliwej próby prawicowość

Do tego wszystkiego dochodzi kolejny istotny aspekt. W zasadzie jest on rozwinięciem poprzedniej myśli o szacunku dla starszych. Szacunek ten jest bowiem widomym znakiem zachowania przez daną wspólnotę ciągłości historycznej. Chęć zerwania tej ciągłości cechuje zaś wszystkie ruchy wywrotowe i niszczycielskie. W naszym przypadku nie chodzi oczywiście o zachowanie ciągłości ustrojowej lub ideologicznej z okresem realnego socjalizmu, ale o zachowanie pewności instytucji. Stabilność instytucjonalna i ciągłość historyczna oznaczają natomiast poszanowanie dla dóbr nabytych zgodnie z obowiązującymi w minionym okresie historycznym normami, a także bezpieczeństwo zneutralizowanych już politycznie przedstawicieli przegranej opcji. W przeciwnym razie, każdorazowa zmiana władzy oznaczałaby pozbawianie stopni wojskowych, odznaczeń państwowych, uposażeń emerytalnych czy nawet apolitycznych stanowisk państwowych ludzi związanych z poprzednią epoką. Za tego rodzaju działania potępiamy dziś między innymi komunistów, którzy fizycznie, społecznie i materialnie zniszczyli zastany po objęciu przez siebie władzy stan rzeczy i ówczesną elitę. Te same jednak tendencje obserwować można wśród dzisiejszych „spóźnionych antykomunistów”, z braku rzeczywistego komunizmu wyżywających się w tropieniu 90-latków z dawnej SB, dziś stojących nad trumną. Taka jakobińsko-bolszewicka mentalność będąca tłem dla awantur urządzanych rokrocznie w noc wprowadzenia Stanu Wojennego, niesłychanie destruktywnie wpływa na tożsamość wspólnoty narodowej, w zasadzie zupełnie tą tożsamość dezorganizując. W zdrowej wspólnocie bowiem, struktury narastające w kolejnych etapach jej życia obumierają stopniowo, dostarczając jednak punktu podparcia dla nowych struktur. Zachodzi nawarstwianie tradycji, majątku, kultury, pamięci historycznej etc. W modelu przeciwstawianym powyższemu przez PiS i próbujących ścigać się z nim w głupocie narodowców, próbuje się wyrwać z korzeniami, opluć i podeptać przeszłość, by w zwolnionym przez nią miejscu budować na ideologicznych urojeniach, racjonalistycznych konstruktach i osobistych obsesjach. Jest to podstawianie w miejsce podejścia prawicowego, narodowego, konserwatywnego, podejścia jakobińskiego i bolszewickiego.

Ronald Lasecki

(tekst jest przeredagowaną wersją komentarza, który pierwotnie ukazał się na xportal.pl)

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Odpieprzcie się od Generała!”

  1. Problem tzw. młodych narodowców polega na tym, że poznają historię od niewłaściwych ludzi i z niewłaściwych źródeł, a ich elementarzem powinny być raczej książki jak „Tysiąc lat historii polskiego narodu” Jędrzeja Giertycha.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.