Panasiuk: Konfederacja na rozdrożu

Mija właśnie trzeci rok działalności – Konfederacji, nowej polskiej formacji politycznej powstałej na początku 2019 roku. Kojarzona od samego początku z polskim „antystemem” organizacja stoi obecnie na rozdrożu. Trawiona kryzysem organizacyjnym i ideowym musi zdecydować się kolejny krok, który pozwoli wytyczyć jej nową drogę rozwoju. Czy tworzące ją podmioty i liderzy są do tego zdolni?

Kto stoi za Konfederacją?

Zarejestrowana ostatecznie we wrześniu 2019. Partia polityczne legendowała się, jako federacja trzech różnych bytów politycznych: Ruchu Narodowego- Roberta Winnickiego i Krzysztofa Bosaka, Partii Korwin Janusza Korwin Mikke i Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Niestety, prawo polskie nie przewiduje członkostwa federacyjnego. Członkami partii w myśl art. 2. „Ustawy o partiach politycznych” mogą być wyłącznie osoby fizyczne, które ukończyły 18 lat i nie są wyłączone z członkostwa w myśl odrębnych przepisów. Zatem te trzy partie nie stanową sensu stricte członków Konfederacji, bo muszą to być osoby fizyczne. Kto nimi zatem jest? Nikt do końca nie wie. Autor, który od początku uczestniczył w tworzeniu struktur regionalnych nie zna nikogo, o kim mógłby powiedzieć, że jest członkiem partii Konfederacja Wolność i Niepodległość.  Członkowie Ruchu Narodowego, Partii Korwin, czy Korony Grzegorza Brauna domyślają się, że to jakiś elitarny zakon 40 -50 osób z Warszawy. Członkostwo bezpośrednie w Partii Konfederacja nikomu nie jest proponowane. Zatem Konfederacja, jako partia, zatem tak naprawdę jest wydmuszką.  Podmiotem powstałym pod wybory 2019, tak, aby uniknąć 8% progu wyborczego przynależnego koalicjom wyborczym, a jednocześnie pozyskać finasowanie z budżetu państwa. Realna działalność jest prowadzona w innych partiach.

Bezruch i obstrukcja

W myśl powiedzenia, że prowizorki trzymają się najdłużej to nie Ruch Narodowy, Korwin czy Korona, ale właśnie nazwa wyborcza ”Konfederacja” przebiła się do świadomości znacznej części elektoratu antysystemowego i wolnościowego. Wszyscy posłowie RN, Korwina, Korony są właśnie z nią kojarzeni. Dlatego nie można zrozumieć, dlaczego do tej pory nie zostały podjęte kroki mające na celu scalenie nowej formacji w jedno „antysystemowe” ciało polityczne, tak, aby wykorzystać istniejącą dobra koniunkturę i brak poważnych konkurentów. Taki krok dałby nowej formacji mnóstwo dodatkowych korzyści. Przede wszystkim wzmocniłby powagę formacji, jako jedynego konkurenta PIS na prawicy, zmniejszyłby chaos wizerunkowy, pozwoliłby w znacznej mierze osłabić skrajne skrzydła a tym samym otworzyłby nową formację na elektorat o centrowych poglądach. Taki ruch na pewno pozwoliłby nowej formacji pozyskać wielu wybitych działaczy, którzy nie chcą należeć do Ruchu Narodowego, Korony czy tez Partii Korwin, ale chętnie zaangażowaliby się w nową – bardziej poważna i mniej skrajną ideologicznie organizację. Niestety, tak nie następuje. Struktury Konfederacji zatrzymały się w stadium embrionalnym. Dzieje się tak głównie w wyniku obstrukcji grupy działaczy głównie z Ruchu Narodowego, którzy boją się, że wynikiem zjednoczenia będzie pozbawienie ich centralnych i lokalnych parytetów wyborczych, ustalonych jeszcze w roku 2019. Dochodzący do partii „nowi” lepiej wykształceni i z lepszymi koneksjami (często są to profesorowie, przedsiębiorcy) w swoich środowiskach mogliby łatwo zmarginalizować starych działaczy. Ta obawa jest powszechna i powoduje obstrukcję i blokowanie jakichkolwiek zmian na lepsze w wielu okręgach.  Małość i strach poszczególnych działaczy, nadzieja na jakieś prywatne frukty w wyborach centralnych lub regionalnych paraliżują struktury.  Dlatego ze smutkiem obserwujemy, że od dłuższego czasu nikt poważny nie zasila Konfederacji, Wzgardzeni inteligenci, lekarze i przedsiębiorcy i samorządowcy budują z coraz lepszym skutkiem równolegle struktury opozycyjne.

Kakofonia ideologiczna

Poważnym problemem Konfederacji jest chaos światopoglądowy generowany przez istniejące trzy różne byty polityczne. Jest on niestety nie do ogarnięcia przez zwykłego śmiertelnika niemającego rozeznania w wewnętrznym układzie Konfederacji. I tak jednego dnia dostajemy informację, że Robert Winnicki z Robertem Bąkiewiczem okupują przejście w Usnarzu Górnym w imię solidarności narodowej z polskim mundurem i rządem PIS, a równolegle partia Korwin przeprowadza konferencje na temat konieczności legalizacji marihuany. Solidarystyczne gesty Krzysztofa Bosaka popierającego rząd Mateusza Morawieckiego w sprawach gospodarczych kłócą się jaskrawie z wypowiedziami Sławomira Mentzena, który instruuje jak odliczyć sobie grę komputerową od podatku i że jest to swego rodzaju patriotyzm i samoobrona przed „złodziejstwem” rządzących.  Ale najbardziej jaskrawe sprzeczności zachodzą w przypadku wydawałoby się pokrewnych sobie organizacji, jakimi są Korona Grzegorza Brauna i Ruch Narodowy. Od ponad dwóch lat jesteśmy obserwatorami walki środowiska Grzegorza Brauna o podmiotowość i godność człowieka. Ta konfrontacja polegała na kwestionowaniu przez Koronę przymusu noszenia maseczki, przymusu szczepień oraz nakazu zamykania firm – tzw. lockdownu. Przez rok Grzegorz Baraun walczył prawie samotnie z garstką zwolenników, prześladowany przez policję, wyśmiewany w mediach. W tym czasie Ruch Narodowy dystansował się od działań Korony, liderzy kpili z tzw.” foliarzy”, lokalne struktury miały zakaz uczestniczenia w inicjatywach godnościowych i antyszczepionkowych Korony. Liderzy zaś RN potulnie chodzili w maseczkach i sczepili się preparatami, aby być propaństwowi i „poważni”.   Upływ czasu zweryfikował zajmowane postawy. No i okazało się ze to Partia Korwin miała rację walcząc z absurdami lodowni, który nic nie dał oprócz upadku tysięcy polskich firm. To Grzegorz Braun i Korona wybrała słuszne stanowisko względem fałszywej pandemii nie pozwalając na przymusowe szczepienie dzieci i organizowanie gett dla niezaszczepionych. Jednocześnie wyszły na jaw dokumenty potwierdzające, że Tzw. „reformy” Prawa i Sprawiedliwości to tak naprawdę polska agenda tzw. czwartej rewolucji przemysłowej globalistów z Davos i Klausa Schwaba.  Cała „wyrachowana” strategia Ruchu Narodowego wzięła w łeb. Zobaczywszy swoją klęską a nie chcąc zostać wyizolowani w środowisku antysystemowym, zaczęli jak papugi powtarzać liberalne tezy gospodarcze partii Korwin i walczyć z pro-socjalnym Nowym Ładem, który de facto jest projekcją poglądu RN na gospodarkę i politykę społeczną. Tak samo -naśladując Koronę   od pewnego czasu stali się gorliwymi antyszczepionkowcami, w większym stopniu nawet niż sam Grzegorz Braun. Nie trzeba mówić, jakie zdziwienie wywołała postawa liderów RN w części elektoratu. Nastąpiła fala odejść, po części ze względu na kunktatorstwo i ocenę doczasowych działań, po części zaś za skrajne „liberalną” nowa retorykę i zapominanie o solidaryzmie społecznym, sprzeciwie wobec imigracji i hasłach walki z ideologicznej np. z geder, LGBT.

Polaryzacja wewnętrzna

Podmyta wewnętrznymi sprzecznościami Konfederacja jest niestety bardzo łatwo podatna na próby wewnętrznej polaryzacji przez obce ośrodki polityczne, zarówno „energetycznej” jak i informacyjnej. Najmniej odporny jest Ruch Narodowy i młodzi posłowie partii Korwin, którzy nie posiadali wcześniej żadnego zalecza finansowego i zawodowego. Toteż nic dziwnego, że nie odmawiają różnym propozycjom ze strony obozu rządzącego. Działa tutaj jak magnes przykład korupcji byłego „narodowca” Adama Andruszkiewicza, któremu za porzucenie dawnych kolegów z Młodzieży Wszechpolskiej i Ruchu Narodowego zaoferowano stanowisko wiceministra. Prawu i Sprawiedliwości w ubiegłym roku udało się wyrwać również z szeroko rozumianego obozu „narodowego” również Roberta Bąkiewicza, z którym byli działacze Ruchu Narodowego organizowali wspólnie Marsze Niepodległości a potem platformę medialną – Media Narodowe. Dzięki zastrzykom finansowym z poręki Prawa i Sprawiedliwości Bąkiewicz poczuł się niezależny, zaczął kontestować dawne środowisko i przyciągać je do obozu partii rządzącej.

Próby polaryzacji wewnętrznej Konfederacji w miarę jak obóz rządzący traci większość sejmową i elektorat są coraz częstsze.  PiS spodziewa się wyłuskać z Konfederacji parę szabel, które pomogą koalicji wyborczej przetrwać kolejne głosowania. Dlatego z jednej strony obserwujemy bezpardonowy atak rządowych mediów na Konfederację – zarzucając jej „ruska agenturę”, „foliarstwo”, działalność antypaństwową, z drugiej zaś widzimy w mediach propagowanie atrakcyjnych narracji „narodowych” odwołująca się do emocji członków i sympatyków Ruchu Narodowego, takich jak sprawa migrantów, gender, LGBT, solidaryzm państwowy, strach przed zagrożeniem zewnętrznym. Tym samym obóz rządowy zawłaszcza większość tak ważnych dla RN narracji.  Ostatnio jak wspomniano do grona polaryzatorów włączył się Robert Bąkiewicz zarzucając przywódcom RN zdradę wartości narodowych i uleganie liberałom z Partii Korwin.  Do „zaganiaczy” doszlusowało też grono publicystów portalu kresy.pl Marcin Skalski i Karol Kaźmierczak uderzając wprost w Roberta Winnickiego, że robi „ liberalne fiku-miku” porzucając wcześniej głoszone hasła.

Czy Ruch Narodowy przetrwa, jako członek Konfederacji? Bardzo wątpliwe, gdyż postawy poznawcze są z gruntu odmienne. Jak wykazano we wcześniejszych artykułach autora – partia Winnickiego i Bosaka nie odwołuje się wcale, tak jak Korona czy Partia Korwin do pewnych wartości realnych, tak jak gospodarka, wolność osobista, sprzeciw wobec kłamstwa, rozum geopolityczny, ale niestety hołduje postawom emocjonalnym, takim jak: bezrozumny kult żołnierzy wyklętych, nienawiść do imigrantów, nachalny atlantyzm i widoczne postawy antyrosyjskie.

Dlatego też dalsze trwanie Konfederacji  w obecnym kształcie bez totalnej przebudowy strukturalnej (zjednoczenia partii pod jednym szyldem) będzie bardzo trudne. Należy się szybko otworzyć na wszystkie niezależne środowiska i pozyskać ich liderów.  Sprzeczności wewnętrzne są, bowiem fundamentalne i może je zasypać jedynie wspólny program na przyszłość i nowe demokratyczne otwarcie. Ale to dla wielu liderów oznacza rezygnację z ręcznego sterowania partia i utratę przywilejów ( parytetów) wyborczych i w końcu demokratyczną weryfikację swojego przywództwa.  Czy są oni zdolni poświecić swoje małe interesiki?

Piotr Panasiuk

Click to rate this post!
[Total: 37 Average: 3.9]
Facebook

9 thoughts on “Panasiuk: Konfederacja na rozdrożu”

  1. To co proponuje Pan Panasiuk to AWS bis, czyli śmierć Konfederacji. Otwieranie się na tak zwane nowe środowiska to rozmywanie celów i utrata kierunku działania. Konfederacja oczywiście powinna się rozpaść ale dopiero po osiągnięciu około 60% poparcia, tak żeby wypchnąć postkomuchów ze sceny politycznej i utworzyć alternatywę – narodowcy kontra wolnościowcy.
    Niestety demokracja wymusza postawy bezideowe (dowodem samo istnienie konfederacji) jednak dalsza droga w tym kierunku to nieuchronna katastrofa z takimi dramatycznymi, hipotetycznymi decyzjami jak legalizacja aborcji przez Bosaka który będzie się wił przed kamerami ze słowami podobnymi do tych – głosowałem ale się nie cieszyłem.

    1. Z tego co się dowiedziałem autor wyleciał z Konfederacji. Jest endekiem i piłsudczykiem zarazem (widziano go w mundurze piłsudczykowskim). Doszedł do Konfederacji w wyborach do sejmu. Ma (miał?) klub (ponoć zlikwidowany, ale nadal istnieje). Wyrzucono go, za konflikty wewnętrzne z Ruchem Narodowym, promowanie Stalina, Wałęsy i plucie na wyklętych. Innymi słowy – nietuzinkowy „człowiek z układu”.

      1. Autor nie zna nikogo kto jest członkiem partii Konfederacja. Więc nigdy nm nie był. Autor jest jeszcze liderem jedynego działającego faktycznie i największego klubu konfedreracji. Ostatnio 22.01.2022 zorganizowalismy największy od roku marsz wolnościowy. Zaprosilismy lokalnych liderów Ruchu Narodowego- Rafała Meklera i partii Korwin Bartłomieja Pejo. Niestety -tak jak zwykle od roku- odmówili wspólnego protestowania o wolność . Poseł Kulesza, którego od 3 lat nie widziano w Lublinie powiedział że był u dentysty. To tez normalne u niego. „Poseł z Lublina”. Tacy to lubelscy antysystemowcy z pięć groszy. Ale marsz był udany, przyszło ponad 1000 osób. Autor jest po mieczu potomkiem piłsudczyków, w Lublinie był przed wojna 3 Okręg Wojskowy i tytaj służyli. Ale z wyboru i wykształcenia jest raczej narodowcem. Głosi to oficjalnie i nigdy nie ukrywa się pod pseudonimami.

        1. Natomiast z całego serca pochwalam organizowanie „marszów wolnościowych”, a jeszcze bardziej organizowanie „wspólnego protestowania o wolność”. Zwłaszcza, kiedy organizatorem jest piewca PRLu…

    2. Kochany Panie , nie może tak być, że jakiś śmieszny Berkowicz czy Kulesza, którzy nigdy nigdzie nie pracowali blokuje incjatywy poważnych środowisk inteligencjich, czy przedsiębiorców i rozwój Konfederacji.

      1. No dobrze, w takim razie kim są (nazwiska proszę) „poważne środowiska inteligenckie, czy przedsiębiorcy” oraz jakie to ich „incjatywy” (konkrety proszę) blokowali „śmieszni” Berkowicz i Kulesza… współtwórcy Konfederacji?

  2. Przekaz niektórych członków Konfederacji jest raczej prymitywny z wyborczego punktu widzenia. Polega to na straszeniu druga Wenezuelą lub Argentyną czy socjalizmem. To może być prawda, ale treść prawdy wyznaczają umysły wyborców a nie tęgie głowy. Nawet jeżeli to się zakończy Wenezuelą to dla „ludu” przyszedł złoty okres po prawie 30 latach liberalizmu gospodarczego. Inteligentny polityk musi brać pod uwagę nastroje społeczne czy nawet szerzej ducha czasów. Sukces polityka polega na możliwości realizacji pewnego programu a nie na tworzeniu programu.

  3. „Dochodzący do partii „nowi” lepiej wykształceni i z lepszymi koneksjami (często są to profesorowie, przedsiębiorcy) w swoich środowiskach mogliby łatwo zmarginalizować starych działaczy.” CZYLI INTENCJA AUTORA, TO PRZETWORZENIE RUCHU ANTYSYSTEMOWIEGO W SYSTEMOWY. Profesorowie i przedsiębiorcy to w większości pretorianie okrągłostołowego systemu demoliberalnego, który trawi jak rak Polskę. Konfederacja powstała, aby z tym walczyć. Mam nadzieję, że nie przekształci się w nowy POPiS, czyli partię ludzi z układu. Profesorowie, w większości, nie mają pojęcia o problemach innych ludzi, bo zazwyczaj żyją w półświatku. Większość z nich nie ruszyła tyłka w czasach, kiedy KNP nie uzyskało nigdzie żadnego mandatu. Teraz, kiedy sondaże dają Konfederacji 10%, nagle mamy wysyp profesorów żądających padania przez nimi na twarz. A kim oni są? W większości przeciętniakami, którzy pracują na uczelni, bo ich rodzice tam pracowali. Obronili jakąś tam pracę doktorską, potem habilitację, często na średnio poważny temat. Potem, dzięki układom zostają profesorami. Nie jestem za tym, aby partia była tworzona przez proletariat, ale w tym też profesorów. Jednak jestem wrogiem kolejnej nauczycielskiej partii skupiającej jedynie interesy pracowników uczelni i szkół. Takie partie już mamy i pokazały swoją mierność. Podsumowując. Jak zakładam firmę, to chcę, abym to ja nią kierował, a nie po to, aby ktoś mnie z niej wyrzucił. Konfederacja, jako partia reprezentująca interesy ludzi spoza układu. Taka ma być.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.