Papież Franciszek. Nadzieje i obawy

Od tygodni jesteśmy dosłownie bombardowani informacjami o nowym papieżu z Argentyny, który przyjął imię Franciszek. Są tacy, co już widzą w nim „homofoba” i zwolennika prawicowej junty wojskowej; inni – apokaliptycznego papieża końca świata; jeszcze inni – strażnika tradycyjnych wartości i nieomal tradycjonalistę. Rzadko zdarza mi się zgadzać z bp. Pieronkiem, ale tenże trafnie ujął problem, wskazując, że kard. Jorge Bergoglio jest zupełnie nieznany w Polsce. Trudno się więc wypowiadać o osobie nieznanej i charakteryzować jej poglądy, a tym bardziej przewidywać, jak będzie wyglądał ten pontyfikat.

Światowe media na wyścigi wysyłają teraz korespondentów do Argentyny, aby zaciągnęli języka u autochtonów i dowiedzieli się czegoś więcej. Nowy papież jest autorem kilkunastu książek, ale jak je wszystkie przeczytać, gdy tu trzeba – na już, na wczoraj – podać jego charakterystykę i poglądy?

Z pewnością niepokoić musi przybrane imię Franciszek. Pius wskazywałby na tradycjonalizm, Benedykt na kontynuację, Jan Paweł III czy Jan XXIV także od razu sugerowałby nam kierunek, w którym zmierza Kościół. Tymczasem tradycja franciszkańska jest trudna do jasnej oceny. Z pewnością katolickiego tradycjonalistę musi niepokoić lekceważenie przez nią monarchicznego znaczenia urzędu papieskiego. Św. Franciszek z Asyżu stał niejako poza hierarchicznym Kościołem, a wielu franciszkanów (spirytuałowie) negowało w ogóle zasadę hierarchiczną. Jeśli na Facebooku w czasie konklawe nieco żartobliwie pisałem, że oczekuję, iż nowy biskup Rzymu przywróci zagubioną przez Jana XXIII pontyfikalną tiarę (symbol panowania doczesnego), to papież Franciszek na pewno tego nie zrobi. Raczej zniknie pompa, wspaniałe szaty i wizualna oprawa papiestwa, stanowiąca symbol dawnej pontyfikalnej monarchii. O formule Grzegorza VII z „Dictatus papae”, że papieża należy całować w stopę – na wzór cesarzy bizantyjskich – możemy już teraz zapomnieć.

Zwolenników wolnego rynku muszą niepokoić informacje o socjalnych poglądach Franciszka. Przyznam, że docierające do nas informacje są tak ogólnikowe, iż trudno sobie na ich podstawie wyrobić jakiś pogląd. Wiemy, że kard. Bergoglio zaangażował się w „walkę z ubóstwem”. Samo w sobie to wcale nie znaczy, że jest społecznie lewicowy. Ja także popieram walkę z ubóstwem i wszystko zależy, jakimi to jest robione metodami. W przypadku duchownego z Ameryki Łacińskiej kojarzy się to nam zaraz z marksistowską teologią wyzwolenia i socjalizmem. Ale przecież lewicowe media zarzucają kard. Bergoglio, że wydał prawicowej juncie wojskowej dwóch lewackich księży, którzy zostali potem zamordowani. Nie wiem, czy oskarżenie to ma jakiekolwiek podstawy, i szczerze wątpię, aby kardynałowie obrali papieżem kogoś, na kim ciążyłoby takie podejrzenie. Wiemy jednak, że przyszły Franciszek prawicowej junty nie zwalczał. Stawia mu się zarzuty, że chciał generałów ewangelizować, zamiast ich obalać (wedle lewactwa, Kościół, gdy zwalcza prawicową dyktaturę, to chwilowo jest nawet i zjadliwy). Jedno wydaje się pewne: skoro kard. Bergoglio nie zwalczał prawicowych wojskowych, a zwalczał teologię wyzwolenia, to równocześnie sam nie może jej hołdować i zapewne nie jest socjalistą.

Franciszkański ideał społeczny jest sprzeczny z socjalizmem, acz obydwie te koncepcje są antyliberalne. Co je różni? Biedaczyna z Asyżu powiedziałby, że dobry chrześcijanin rozdaje wszystko to, co ma, i podąża za Chrystusem. Czyli franciszkanin rozdaje swoje, podczas gdy socjalista rozdaje cudze. Ten pierwszy uważa, że dobra materialne są zbędne z punktu widzenia zbawienia i chrześcijanin winien się ich pozbyć. Jednak nawet heretyccy spirytuałowie nie głosili nigdy potrzeby wybudowania społeczeństwa socjalistycznego; nie głosili uspołecznienia czy upaństwowienia własności, lecz jej dobrowolne zrzeczenie się przez tych, którzy wybrali Chrystusa nad „mamonę”. Być może wielu zwolenników wolnego rynku uzna ten pomysł za ekstrawagancki – wszak gdyby zrobili tak wszyscy ludzie, to za rok byśmy głodowali – ale na pewno nie jest on socjalistyczny.

To, co musi cieszyć w osobie nowego papieża, to jego poglądy na kwestie moralne. Liberalne media już się zatrzęsły z oburzenia nad kilkoma cytatami, które przeniknęły z Argentyny w świat. Fakt, dla homosiów nadchodzą ciężkie czasy w Kościele. O ile Benedykt XVI miał na temat ich „preferencji” wyrobione poglądy, ale z nimi nie szarżował, to – jak się wydaje – Franciszek jest w tych kwestiach bezkompromisowy. To różnica cywilizacyjna. Nowy papież nie pochodzi z dekadenckiej zachodniej Europy, przeżartej przez nowożytny oświeceniowy relatywizm i pantolerancjonizm. Pochodzi ze świata, gdzie zło nazywane jest złem i dziełem szatana. Skoro kard. Bergoglio nie zawahał się z katolickim nauczaniem w sprawie moralności szarżować na liberalny rząd Argentyny, to nie zawaha się, aby publicznie zmasakrować elity unijnoeuropejskie, przesiąknięte moralnym relatywizmem. To będzie śmiertelna walka dogmatu katolickiego z dogmatem relatywizmu – zupełnie jak „klasa przeciwko klasie” w koncepcjach Sorela. Żadnych kompromisów i żadnych niedomówień. Nowy papież mówi głośno, że dla praktykujących homoseksualizm, aborcję i in vitro w Kościele miejsca po prostu nie ma.

I ostatnia uwaga. Wybór kardynała z Argentyny jest logiczny. Trudno wybrać duchownego z Europy, skoro kontynent ten stał się postchrześcijański. Wybieranie głowy Kościoła spośród kardynałów, którzy w dziele ewangelizacji ponieśli klęskę, byłoby nieporozumieniem. To tak jakby wyznaczyć Kara Mustafę na wodza nowej armii islamskiej po klęsce pod Wiedniem. Głowę Kościoła należy wybierać z tego kontynentu, gdzie chrześcijaństwo jest w ofensywie, gdzie nie poddało się fanatycznemu relatywizmowi liberalnej demokracji. Nie czekamy przecież na papieża wystraszonego, że opiszą go i skrytykują demoliberalne media. Czekamy na biskupa Rzymu, który poprowadzi nas absolutnie pod prąd dominujących na Starym Kontynencie rozkładowych nurtów.

Adam Wielomski

Tekst ukazał się w tygodniku Najwyższy Czas! i na www.nczas.com

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Papież Franciszek. Nadzieje i obawy”

  1. “Wybór kardynała z Argentyny jest logiczny.(…) Głowę Kościoła należy wybierać z tego kontynentu, gdzie chrześcijaństwo jest w ofensywie…” – tyle tylko, że jeśli chodzi o samą Argentynę, to w niej akurat Katolicy ustępuje miejsca Protestanckim Zielonoświątkowcom, zaś sama sytuacja polityczna przypomina tam tą z PRLu-bis (z tą tylko różnicą, że tam POstPZPRowska Palikociarnia dorwała się już oficjalnie do władzy), stąd Ameryce Łacińskiej potrzebny jest teraz analogicznie bezkompromisowy papież, tak jak Europie Środkowo-Wschodniej niezbędny był bł. JPII.

  2. Franciszkański ideał nie jest, niestety, sprzeczny z socjalizmem. Byłby sprzeczny, gdyby z etyki katolickiej wyrzucić dwa pojęcia: władzy i dobra wspólnego. Wtedy własność zostałaby WYŁĄCZNIE w gestii jednostki i byłoby tak, jak twierdzi. prof. Wielomski: “franciszkanin rozdaje swoje, podczas gdy socjalista rozdaje cudze”. Ale tak nie jest. Zarówno władza jak i dobro wspólne są częścią etyki katolickiej, bez której ona nie może funkcjonować. Współczesna psychologia ewolucyjna i socjobiologia silnie sugerują, że jest to powiązanie organiczne: pojęcie dobra nie może powstać poza kontekstem wspólnoty a wspólnota jest niemożliwa bez władzy. Tym samym socjalizm i ideał franciszkański wcale nie są sprzeczne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *