Podolacy czy stańczycy? Kto rządził w Galicji w okresie autonomii?

W zasadzie do tej pory prawie nie istniał spór o rzeczywiste wpływy polityczne podolaków – polskich ziemian z Galicji Wschodniej w Królestwie Galicji i Lodomerii w okresie autonomii (1866-1914). Większość autorów albo nie dostrzegała podolaków jako znaczącego obozu politycznego, albo utożsamiała ich ze stańczykami, tym ostatnim przypisując monopol na galicyjski konserwatyzm i wiodącą rolę w Galicji. Tymczasem to podolacy decydowali w wielu kwestiach politycznych, gospodarczych, społecznych, to oni przez znaczną część okresu autonomii galicyjskiej rządzili krajem, a przynajmniej współrządzili z konserwatystami krakowskimi, decydując o losach Polaków żyjących na przełomie XIX i XX w. pod zaborem austriackim.

Najdalej idące uproszczenia, całkowicie mijające się z prawdą, można znaleźć w stwierdzeniach, że stańczycy w „dyktatorski sposób” opanowali Sejm Krajowy, a obydwa uniwersytety krajowe – we Lwowie i Krakowie – przekształcili we własne „instytucje szkolne”[1]. Najczęściej jednak spotykamy się z opiniami badaczy, którzy co prawda zwracają uwagę na dwutorowość ruchu konserwatywnego, ale zarazem piszą, że Galicja była „pod rządami stańczyków”[2] lub, że stronnictwo stańczykowskie „na cztery z górą dziesięciolecia przejęło rządy Galicji”[3]. Są to stwierdzenia nieprawdziwe, a w każdym razie nieprecyzyjne, bowiem podolacy odgrywali dość wybitną rolę w życiu politycznym kraju, w Sejmie Krajowym i w wiedeńskiej Radzie Państwa[4], często z powodzeniem rywalizując ze stańczykami. Nie ma wątpliwości, że walka o wpływy i o władzę między obydwoma obozami konserwatywnymi była silna, niekiedy bezwzględna, a nawet – jak wspominał Stanisław Starzyński – „w niektórych wypadkach graniczyła z fanatyzmem”[5]. Jeśli nawet podolacy niekiedy ulegali „panom krakowskim”, to głównie za sprawą ich wpływów i intryg w Wiedniu.

 

Wzajemna niechęć, różne programy

O wzajemnej niechęci obydwu środowisk politycznych świadczą formułowane oceny. Chyba najbardziej charakterystyczna opinia stańczyków o podolakach ukazała się w krakowskim „Czasie”, będącym nieformalnym organem politycznego środowiska krakowskiego. Czytamy tam taką oto charakterystykę typowego podolaka-wstecznika i jego konserwatyzmu: „Wstecznik – teraźniejszości nie lubi, bo w niej tendencje reformy i ulepszeń odgadywa, a przede wszystkim nie chce on zmian. Wstecznik radby teraźniejszość i życie całe torturować, byleby je wtłoczyć w ramy przeszłości. Nie o rozszerzenie podstaw bytu narodowego mu chodzi, ale o gilotynowanie wszystkiego co nowe (…). Jest w konserwatyzmie podolskim buńczuczność, mająca pozory radykalizmu, a nie ma niebezpieczniejszego radykalizmu od tego, który z zagasłego wulkanu zacofańca wytrysnąć przy nie dających się przewidzieć okolicznościach zawsze może”[6].

Podolacy nie pozostawali dłużni. Jednym z najbardziej nieprzejednanych przeciwników stańczyków i krytyków ich polityki był hr. Aleksander Krukowiecki, który w swoich mowach i broszurach zawzięcie ich zwalczał. W broszurze z 1878 r. zarzucał posłom stronnictwa krakowskiego, że walcząc o wpływy „nie przebierają w środkach”, nie znają prawdziwej doli ludu i nim manipulują, a w Sejmie wszystkich chcą pouczać. Wypominał posłom-profesorom krakowskim, że obnoszą się ze swoją uczonością, a w wielu przypadkach w komisjach okazali się dyletantami, „nie fachowymi, którzy w innych właściwszych swemu usposobieniu z pożytkiem dla kraju byliby mogli być pożyteczni”[7]. Konkludował: „Szczęściem frakcja ta małą jest w Galicji, składa się z kilku tak zwanych półpanków krakowskich z domieszką kilku karierowiczów chorujących na uczoność, którzy trzymają się dla kariery klamek pańskich. (…) Partia ta na szczęście nie ma żadnego poparcia ani znaczenia w kraju”[8].

W opinię A. Krukowieckiego doskonale wpisują się słowa Leona Bilińskiego, który w 1882 r. poddał ostrej krytyce taktykę polityczną stańczyków. Pisał w wydanej wówczas broszurze: „rozpoczynają Krakowianie akcję z taką gwałtownością, z takim absolutyzmem, z takim bezwzględnym podnoszeniem pewnych haseł jakby do dogmatu, że są w stanie zdepopularyzować myśl najlepszą i rozdrażnić choćby najspokojniejsze żywioły. Ten jakby radykalizm w konserwatyzmie, lubujący się w wywoływaniu opozycji i w możliwości zgniatania jej, ta buta, lekceważąca i drażniąca przeciwników, a przy tym odsuwająca ich od wszelkiej pracy politycznej, ta przesadna pewność siebie, stawiająca czoło głosowi choćby najbardziej uprawnionej opinii publicznej: oto charakterystyczna cecha stańczyków”[9].

Jednak przede wszystkim były widoczne bardzo wyraźne różnice programowe pomiędzy obydwoma odłamami konserwatyzmu galicyjskiego. Wschodniogalicyjscy konserwatyści uważali program stańczyków za „niebezpiecznie liberalny”, co w ostatnich latach autonomii galicyjskiej odnosiło się szczególnie do ich poparcia dla demokratyzacji systemu wyborczego.

Ponadto krytykowali „panów krakowskich” za ich zbyt uległy stosunek do rządu wiedeńskiego i ciągłe zabieganie o różne stanowiska rządowe, a także mieli inny pogląd na „ułożenie organów władzy” (nie byli zwolennikami stańczykowskiego „centralizmu”). Poza tym nie godzili się na proponowane przez stańczyków oszczędności w wydatkach szkolnych, które ograniczały rozwój szkół ludowych; krytykowali ich „nieuzasadnioną walkę o pierwszeństwo wydatków gospodarczych przed szkolnymi”[10]. Widzieli w tym dużą szkodę dla kraju, szczególnie wobec konieczności rozwoju oświaty na terenach wiejskich.

Ponieważ podolacy to ziemianie reprezentujący polską własność ziemską, „jak wyspy rozrzuconą po morzu ludności ruskiej” na wschodzie kraju[11], nie mieli zrozumienia dla polityki stańczyków, która zmierzała do objęcia opieką „wszystkich szczepów słowiańskich”, w tym Rusinów. Politycy krakowscy chcieli pozyskać Rusinów dla swojej liberalnej polityki i dla rządu centralnego. Dlatego uznawali odrębność ich praw narodowych i ustępowali w kwestii żądań politycznych, tym samym osłabiając żywioł polski na wschodzie kraju. Nie dostrzegali lub dostrzegać nie chcieli, że Rusini prowadzili jawnie antypolską politykę w Galicji i Wiedniu.

Ziemianie ze wschodniej Galicji po swojemu widzieli „urządzenie stosunków społecznych”. Szczególnie byli przeciwni proponowanemu przez stańczyków utworzeniu gmin zbiorowych, które miały łączyć wsie z dworami. Podolacy stali „na stanowisku patrymonialnym opieki i ofiar dla ludu od starszej braci”[12], ale byli przeciwni prawnemu zobowiązaniu do świadczeń na rzecz wsi. „To, co było naglącą potrzebą dla zachodniej Galicji, to przedstawiało się posłom podolskim jako niebezpieczny eksperyment nowatorstwa i fantazja posłów krakowskich. I mieli oni ważne powody lękania się tych reform, które miały połączyć w jednym obszarze kilka, czasem kilkanaście gmin i plebanii ruskich z jednym dworem polskim” – pisał Ludwik Dębicki[13].

 

Walka o stanowiska i funkcje

Galicja była administracyjnie podzielona na Galicję Zachodnią (po Rzeszów) z ludnością czysto polską, środkową (między Rzeszowem a Samborem) o ludności mieszanej i wschodnią z ludnością przeważnie ruską. W sensie administracyjnym do Galicji Wschodniej zaliczano także środkowy obszar kraju.

Od samego początku podział na Galicję Zachodnią i Wschodnią miał duże znaczenie dla wyników wyborów politycznych, tak do Sejmu Krajowego, jak i do Izby Poselskiej Rady Państwa, gdyż działały dwa odrębne centralne komitety wyborczej – krakowski dla zachodniej części kraju, zdominowany przez stańczyków i lwowski dla wschodniej, pozostający w rękach podolaków. Ponieważ obszar Galicji Wschodniej był większy, siłą rzeczy posłowie krakowscy byli mniej liczni.

W Galicji funkcjonował system kurialny; wybierano posłów w czterech kuriach. Komitet lwowski kierował akcją przedwyborczą, w ramach I kurii (44 posłów) w 12 obwodach wielkiej własności (krakowski – w czterech obwodach wielkiej własności), w ramach II kurii w dwóch izbach przemysłowo-handlowych (krakowski – w jednej izbie przemysłowo-handlowej), w ramach III kurii w dziesięciu miastach (krakowski – w 5 miastach), a także, w ramach IV kurii w 48 okręgach wyborczych mniejszych miast i gmin wiejskich (krakowski – w 26 okręgach wyborczych „wiejskich”). Podolacy zdobywali mandaty głównie w kuriach I (całkowita dominacja) i IV, gdzie często na ziemian głosowali zamożniejsi chłopi.  W tej ostatniej kurii wybierano 74 posłów, w tym 48 we wschodniej, a 26 w zachodniej Galicji. Podobnie stosunek w wyborach do Izby Poselskiej był zdecydowanie na korzyść podolaków i więcej polityków tego stronnictwa trafiało do Rady Państwa.

Nie ma się zatem co dziwić, że funkcję prezesa Koła Polskiego w Wiedniu przeważnie piastował podolak. Pierwszym prezesem Koła Polskiego był Florian Ziemiałkowski, zaufany Namiestnika hr. Agenora Gołuchowskiego, twórcy obozu podolskiego, ale w dalszych latach funkcję tę niemal zawłaszczyła szlachta podolska. Kolejnym prezesem Koła został konserwatysta wschodniogalicyjski Kazimierz Grocholski, który piastował tę funkcję w latach 1869-1888, z roczną przerwą na stanowisko ministra. Jego następcą został wcześniejszy wiceprezes Koła Apolinary Jaworski, który odpowiadał za politykę polską w Wiedniu w latach 1888-1904. Po nim funkcję tę objął, wcześniejszy wiceprezes Koła, hr. Wojciech Dzieduszycki, który kontynuował politykę K. Grocholskiego i A. Jaworskiego w latach 1904-1907. Od 1908-1909 W. Dzieduszycki był wiceprezesem Koła, gdy prezesem był narodowy demokrata Stanisław Głąbiński. W latach 1911-1912 prezesem Koła Polskiego był „kompromisowy” podolak L. Biliński. Ponownie objął tę funkcję w 1915 r. i piastował ją do 1918 r. W ostatnich miesiącach wojny Kołem Polskim w Wiedniu kierował inny podolak Tadeusz Tertil. Jak zauważył Józef Buszko, wytworzyła się swoista tradycja, że na czele Koła Polskiego stali politycy związani z obozem konserwatystów wschodniogalicyjskich[14].

Na obsadę funkcji i urzędów krajowych duży wpływ miały wiedeńskie czynniki rządowe i sam cesarz. Prawdą jest, że na eksponowanych stanowiskach, czy to w Wiedniu, czy w kraju, politycy austriaccy i Franciszek Józef chętniej widzieli „liberalnych” i „ekskluzywnych” stańczyków niż ultrakonserwatywnych podolaków, z których na salonach wiedeńskich, niekiedy kpiarsko, przyrównywano do „junkrów pruskich”. Jak zauważył Władysław Studnicki, „wytworzył się stosunek, na mocy którego partia stańczykowska wspiera rząd, a rząd popiera jej wpływy w kraju”[15]. W Wiedniu wiedziano bowiem doskonale, że podolacy (może z wyjątkiem rodzin Gołuchowkich, Zaleskich czy L. Bilińskiego) są mniej ulegli niż stańczycy i bardziej uparci w kwestiach narodowościowych. Jak pisała Urszula Jakubowska: „Wiedeń zdawał sobie sprawę że pod wpływem Podolaków większość polska w Sejmie galicyjskim potrafi storpedować każdy projekt reform przedstawiony przez stronę ukraińską”[16], nawet jeśli był wspierany przez rząd wiedeński.

Z tego powodu dbano w Wiedniu, aby Marszałkiem Krajowym w Galicji był polityk krakowski. Dlatego spośród dziesięciu Marszałków Krajowych tylko jeden – hr. Adam Maria Gołuchowski, piastujący tę funkcję w latach 1913-1914, należał do stronnictwa podolskiego. Zresztą A. M. Gołuchowski, jako cieszący się „wielkim wzięciem” w stronnictwie podolackim, skłonny do kompromisu, otrzymał z Wiednia zadanie przeprowadzenia w Sejmie demokratycznej reformy wyborczej. Jednak uchwalona po długich przetargach nowa sejmowa ordynacja wyborcza doszła do skutku przy mało znaczącym udziale A. M. Gołuchowskiego. Bierność A. M. Gołuchowskiego w tym względzie potwierdza opinia Namiestnika Michała Bobrzyńskiego, wg którego Marszałek Krajowy „zawiódł te oczekiwania najzupełniej, do żadnej inicjatywy w sprawie reformy się nie poczuł, na stronnictwo swoje i na członków Wydziału żadnego nie wywarł wpływu, na posiedzeniach Komisji nie zabierał głosu”[17].

Znacznie silniejszą pozycję mieli podolacy w komisjach sejmowych. Choć stańczycy podnosili postulaty reformy administracji, to konserwatyści wschodniogalicyjscy bardzo często obejmowali funkcję przewodniczącego komisji administracyjnej: K. Grocholski, Filip Zaleski, hr. Szczęsny Koziebrodzki, hr. Jan Kanty Szeptycki i Dawid Abrahamowicz[18]. Ponieważ podolakom zależało na rozwoju infrastruktury w Galicji Wschodniej, często sięgali po funkcję przewodniczącego komisji drogowej: hr. Władysław Badeni, Kornel Krzeczunowicz, A. Jaworski i Józef Męciński, a także komisji kolejowej: A. Jaworski i F. Zaleski. Liderzy podolaków obejmowali szefostwo Komisji Gminnej: K. Grocholski, W. Dzieduszycki, A. Jaworski i Stanisław Stadnicki, a także komisji reformy wyborczej: W. Dzieduszycki i A. Jaworski, dzięki czemu zresztą długo i skutecznie mogli blokować tę reformę.

Podolacy dość często kierowali komisjami zajmującymi się sprawami gospodarczymi i finansowymi. Na czele komisji bankowej stali: hr. S. Koziebrodzki, Stanisław Polanowski i Władysław Kraiński, zaś komisją podatkową kierowali: Kornel Krzeczunowicz, A. Jaworski, D. Abrahamowicz i A. M. Gołuchowski. Gdy powstała komisja przemysłowa, jej przewodniczącym został ks. Jerzy Czartoryski, a ks. Andrzej Lubomirski, który kierował pracami tej komisji w latach 1901-1914, jest symbolem rozwoju przemysłu galicyjskiego w ostatnich latach autonomii.

Jedną z najważniejszych instytucji w Galicji był Namiestnik, który podlegał rządowi, ale równocześnie był mężem zaufania cesarza i większości sejmowej. Spośród jedenastu Namiestników, choć niektórzy sprzyjali podolakom, tylko trzech było zadeklarowanymi konserwatystami wschodniogalicyjskimi. A. Gołuchowski piastował ten urząd aż dwukrotnie w okresie autonomii – w latach 1866-1867 i 1871-1875, F. Zaleski w latach 1883-1888 i hr. Leon Piniński w latach 1898-1903. To za namiestnictwa L. Pinińskiego podolacy posiadali zdecydowanie uprzywilejowaną sytuację polityczną w Galicji.

W 1871 r. zostało utworzone, przy rządzie austriackim, stanowisko Ministra dla Galicji. Z reguły było ono obsadzane przez Polaków, a kandydata uzgadniano z prezesem Koła Polskiego. Do wybuchu I wojny światowej było 17 Ministrów dla Galicji przy rządzie cesarskim w Wiedniu. W tej liczbie cesarz powołał siedmiu podolaków. Pierwszym Ministrem dla Galicji był K. Grocholski w 1871 r., czwartym F. Zaleski – w latach 1888-1892, piątym A. Jaworski – w latach 1893-1895, a szóstym L. Biliński (pełnił obowiązki Ministra dla Galicji w rządzie Kazimierza Badeniego – podolaka, który zrobił karierę dzięki stańczykom). Kolejni podolaccy Ministrowie dla Galicji to: W. Dzieduszycki – w latach 1906-1907, D. Abrahamowicz – w latach 1907-1909 i Wacław Zaleski przez kilka miesięcy w 1911 r.


[1] J. Radzyner, Orientacja austro-polska, [w:] Austria-Polska. Z dziejów sąsiedztwa, red. W. Leitsch, M. Wawrykowa, Warszawa-Wiedeń 1989, s. 201. Gdy profesorowie-stańczycy faktycznie opanowali dawny Uniwersytet Jagielloński, na Uniwersytecie Lwowskim intelektualny rej wiedli profesorowie związani z podolakami: Leon Biliński, hr. Wojciech Dzieduszycki, Tadeusz Pilat, hr. Leon Piniński i Stanisław Starzyński, a w ostatnim okresie autonomii galicyjskiej do „stronnictwa” podolskiego dołączyli dwaj krakowscy profesorowie: Stefan Jentys i Stefan Surzycki, co świadczy o poszerzeniu wpływów Podolaków na wszechnicę krakowską.

[2] S. Kieniewicz, Galicja w dobie autonomicznej (1850-1914), Wrocław 1952, s. XXVIII. Ten sam autor jednak dodaje, że tacy politycy, jak Agenor Gołuchowski, Maurycy Kraiński czy Kazimierz Grocholski „w grobie by się poprzewracali, gdyby im kto powiedział, że byli stańczykami” – zob. S. Kieniewicz, Adam Sapieha 1823-1903, Lwów 1939, s. 455; por. W. Łazuga, „Rządy polskie” w Austrii. Gabinet Kazimierza hr. Badeniego 1895-1897, Poznań 1991, s. 26.

[3] A. Kosicka-Pajewska, Zachowawcza myśl polityczna w Galicji w latach 1864-1914, Poznań 2002, s. 39.

[4] A. Wysocki, Stronnictwa polskie w Galicji, „Przewodnik Naukowy i Literacki” 1912,  t. XL, s. 291.

[5] S. Starzyński, Po Sejmie, Lwów 1884, s. 2.

[6] Dwa konserwatyzmy, „Czas”5.01.1909, nr 3.

[7] A. Krukowiecki, Aleksander Krukowiecki poseł na Sejm z mniejszej własności ziemi Przemyskiej do swoich wyborców, Lwów 1878, s . 10.

[8] Ibidem, s. 13.

[9] L. Biliński, Znamiona polityki narodowej i krajowej tak zwanych „stańczyków”, Kraków 1882, s. 17.

[10] Ibidem, s. 19.

[11] Jak wynika ze spisu z 1902 r., w jednym powiecie wschodniej Galicji Polaków było 90% w czterech kolejnych  ponad 50%, w sześciu  40-50%, w dwunastu 30-40%, w jedenastu 20-30%, w dalszych jedenastu zaledwie 10-20%, a w pięciu mniej niż 5%. Wg spisu ludności z 1910 r. Polacy stanowili ok. 39,7% populacji na wschodzie kraju w stosunku do ok. 58,9% Rusinów.

[12] L. Dębicki, Portrety i sylwetki z dziewiętnastego stulecia, Kraków 1907, s. 256.

[13] Ibidem, s. 254-255.

[14] J. Buszko, Polacy w parlamencie wiedeńskim 1848-1918, Warszawa 1996, s. 257.

[15] W. Studnicki, Wyodrębnienie Galicji, Lwów 1901, s. 99. Wg W. Studnickiego stańczykowska szlachta „łatała swe interesy urzędowaniem i koncesjami osobistymi w Wiedniu”.

[16] U. Jakubowska, Życie polityczne we Lwowie na przełomie XIX i XX wieku, [w:] Galicja i jej dziedzictwo, t. I, red. W. Bonusiak, J. Buszko, Rzeszów 1994, s. 84-85.

[17] M. Bobrzyński, Z moich pamiętników, Wrocław-Kraków 1957, s. 273.

[18] Odwrotnie było z oświatą. Zainteresowani jej rozwojem konserwatyści wschodniogalicyjscy mieli ograniczony wpływ na prace Komisji Szkolnej. Hr. Mieczysław Rey, który kilkanaście lat był aktywnym członkiem tej komisji, nigdy nie objął funkcji jej przewodniczącego. Udało się to na czas dość krótki tylko księciu Jerzemu Lubomirskiemu.

Dr Artur Górski

Jest to fragment artykułu z najnowszego numeru “Pro Fide Rege et Lege”, do którego zakupu zachęcamy w naszej księgarni http://sklep.konserwatyzm.pl/pro-fide-rege-et-lege-nr-1-2013/.

a.me.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *