Podziękujmy za „Pokłosie”

Wystarczy spojrzeć na reakcje tak zwanych „zwykłych widzów”. O ile w odbiorcy politycznie uświadomionym „Pokłosie” może wzbudzić co najwyżej rozbawienie swymi uproszczeniami i łopatologiczną propagandą, o tyle osoby szczycące się dotąd swym „obiektywizmem”, „neutralnością” i nieuleganiem fobiom – wychodzą z seansu szczerze oburzone. I jest to wartość niepodważalna! Problemem dyskursu o stosunkach polsko-żydowskich była bowiem postawa środka: ta drwiąca wyższość, z jaką wielu przyzwoitych patriotów (zwłaszcza centroprawicowców) odnosiła się do „antysemitów”. To przekonanie, że mamy do czynienia z dwiema nieuprawnionymi skrajnościami, z których wręcz niechęć czy choćby ostrożność wobec Żydów jest ze wszech miar groźniejsza i trudniejsza do zaakceptowania – przebija wszak nawet z publicystyki odwołującej się w zarysach do tradycji narodowo-demokratycznej. Otóż „Pokłosie” udowadnia, że żadna „neutralność”, żaden „złoty środek” nie są w relacjach Polaków i Żydów możliwe.

Ludzie idący na film Pasikowskiego z twardym przekonaniem, że dzielnie zmierzą się z „trudną prawdą o Jedwabnem” wychodzili z kina z jeszcze głębszą pewnością, że takiego nagromadzenia kłamstw, przegięć i jednostronności spokojnie tolerować się nie da.

Oczywiście, można by „Pokłosie” zrecenzować, można nawet przeprowadzić rzeczową krytykę tej produkcji, byłoby to jednak zajęcie tyleż jałowe, co będące kopaniem leżącego. Nie jest to film ani szczególnie dobry, ani zły. Przyjęta konwencja thrillera nie ma większego sensu w sytuacji, gdy fabuła jest w pełni przewidywalna. Odtwórcy głównych ról do czołówki naszej kinematografii nie należą, więc ich kreacje są – łagodnie mówiąc – nieprzekonywujące. Przede wszystkim zaś jest to film nieautentyczny, oparty na fundamentalnej sprzeczności. Jeśli ma być uniwersalną przypowieścią o złu tkwiącym w ludziach – to nie ma uzasadnienia czemu dzieje się akurat pod Łomżą, czemu jawnie nawiązuje do wydarzeń historycznych i współczesnych i czemu przedstawia je w sposób tak daleki nawet od ustaleń nieżyczliwych dla Polski ośrodków. Z drugiej zaś strony – jeśli jest to historia „prawie prawdziwa”, oparta na kanwie legendy Jedwabnego – to zrobienie filmu o Żydach bez Żydów, o zbrodni bez rzeczywistych motywów i okoliczności i jeszcze z tak wykoślawionym obrazem dzisiejszej polskiej wsi – zakrawa na parodię.

Są bowiem dwie możliwości – albo Pasikowski od tak, z tęsknoty za kamerą (i z marzenia o Oscarze) machnął bez wysiłku „Słodko-gorzkiego” o Polakach i Żydach – albo jest w istocie krypoto-antysemitą, który postanowił ostatecznie ośmieszyć i skompromitować obłąkanych i zapamiętałych filosemitów, tropicieli spisków antyżydowskich i odbrązawiaczy historii.

Oczywiście są też mankamenty – część (zwłaszcza młodych) widzów nie posiadło jeszcze umiejętności selektywnego odbioru. Reakcje młodzieży w kinie czy część internetowych komentarzy świadczą, że grupa ta odnajduje w „Pokłosiu” potwierdzenie „prawd” znanych z określonych mediów. Kluczowe jest w tym przypadku nie tyle przekonywanie, że polscy chłopi 70 lat temu mordowali z chęci zysku średniohektarowych rolników pochodzenia żydowskiego, tylko że obecnie, tuż za rogatkami wielkich miast czyha sfanatyzowany, brudny i chamski tłum pod wodzą faszyzujących księży, gotowy do krzyżowania nielicznych sprawiedliwych. „Pokłosie” byłoby więc dla tego kręgu odbiorców potwierdzeniem tych samych lęków, które są hodowane prowokowaniem burd na Marszu Niepodległości, czy opowiadaniem o chemiku, który ze starej komórki robił broń ostatecznej zagłady.

Mamy zatem do czynienia z ciekawym sygnałem. III RP zaczęła się od propagandy dwustronnej. Z jednej – wmawiano społeczeństwu, że tylko poglądy „elit” są godne poparcia, a kto im nie hołduje – sam wyłącza się na margines cywilizacji. Z drugiej jednak strony ta „chora z nienawiści mniejszość”, Ciemnogród, katolicy i nacjonaliści – mieli być równocześnie tak niebezpieczni, by uzasadniało to stałą rewolucyjną czujność władzy i jej prawo do eliminowania „wrogów wolności” wszelkimi dostępnymi metodami. Obecnie, u schyłku III RP – akcenty tej propagandy uległy pewnemu przemieszczeniu. Teraz nie ma już mowy o mniejszościowości zagrożenia. Przeciwnie, skin i kibic czyhają za każdym rogiem, a polscy Breivicy majstrują w każdej szopie. Pomimo wygrywanych przez władzę wyborów – znowu zaczyna się Polaków straszyć… Polakami.

„Pokłosie” stanowi więc element budowania syndromu oblężonej twierdzy w elektoracie, który jeszcze trwa przy partii rządzącej. Tylko przekonanie tych ludzi, że „na zewnątrz” szaleją antysemici może pozwolić na utrzymanie zadowalającego poziomu poparcia. Straszenie Kaczyńskim nieco już bowiem wyborcom spowszedniało, dla części wizja powrotu PiS przestała być już taka straszna, dla innych zaś nie jest to groźba realna, skoro tylokrotnie już udowodniono, że starczy się skrzyknąć, by formacja smoleńska o rządzeniu zapomniała. W tym celu potrzebny był więc nowy straszak, upostaciowiony w sympatycznej buźce Artura Zawiszy, tajemniczym wizerunku Brunona K. oraz anonimowych mordach antysemickiego tłumu z „Pokłosia”.

Taka propaganda ma jednak tę zasadniczą wadę, że niezwykle łatwo przeciągnąć w niej strunę. I tak, jak z filmu Pasikowskiego ludzie wychodzili kręcąc głowami i mrucząc „no nie, to już przesada”, tak i podobne reakcje może wywołać coraz mniej wyrafinowane straszenie nacjonalistycznym „czarnym ludem”. I za to uodpornienie Polaków na przegięcia czarnego PR – warto panu reżyserowi „Pokłosia” podziękować.

Konrad Rękas

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Podziękujmy za „Pokłosie””

  1. „albo jest w istocie krypoto-antysemitą, który postanowił ostatecznie ośmieszyć i skompromitować obłąkanych i zapamiętałych filosemitów, tropicieli spisków antyżydowskich i odbrązawiaczy historii.”Analiza motywów (a zwłaszcza ten wyżej zacytowany) przyświecających powstaniu filmu „Pokłosie” jest mistrzostwem świata.

  2. Sęk w tym, że zagraniczni widzowie mogą go przyjąć jako „prawdę objawioną”. Pisał o tym niedawno Leszek Żebrowski na łamach ND.

  3. Cóż, film generalnie przesłaniem przypomina wcześniejszą o dekadę „Porę na czarownice” Łazarkiewicza. Różnica polega na tym, że tam polski tłum prześladował AIDS-owców, a nie filosemitów, no i prześladowali aktora Mastalerza, a nie aktor Mastalerz innych. Natomiast – jak to ktoś zauważył w innej dyskusji – oczywiście pewnym problemem może być recepcją filmu zagranicą. W ogóle jednak dyskusja o antypolonizmie w dużej mierze może i powinna być prowadzona na tamtym forum. Potrzebne są anglo-, franko- i niemieckojęzyczne portale historyczne (a przynajmniej tłumaczenia) naukowych i polemicznych artykułów na tematy historyczne i polityczne, a docelowo także filmy i publikacje tworzone dla odbiorcy zagranicznego i prostujące fałsze propagandowe. Wiara bowiem, że uda się oddolnie, czy (da Bóg kiedyś) odgórnie zablokować powstawanie filmów takich jak „Pokłosie” – jest jednak mrzonką.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.