Policja a Marsz Niepodległości

Wśród reakcji środowisk prawicowych na wydarzenia z 11 listopada dało się odczuć zrozumiałe zdziwienie reakcją władz, policji, swobodą działania niemieckich anarchistów, etc. Nikt nie spodziewał się zbrojnych napadów – w Marszu brały udział rodziny z dziećmi. A jednak.

Pod koniec imprezy – jak donieśli obserwatorzy – znakomita większość manifestantów maszerowała bez obstawy policji – pomimo, że lewackie i anarchistyczne bojówki dały o sobie znać nader dobitnie. Witold Tumanowicz, szef warszawskiej MW, stwierdził: „Mimo licznych zapewnień policji, że w dniu 11 listopada funkcjonariusze zrobią wszystko, żeby ochronić patriotyczną  manifestację i umożliwić jej bezpieczne przejście, na trasie przemarszu nie było ANI JEDNEGO funkcjonariusza policji. Grupę, maksymalnie trzydziestu policjantów minęliśmy na wysokości Kancelarii Premiera, ale nie ma co ukrywać, że to nie uczestników Marszu pilnowali, ale Donalda Tuska” (za: http://www.fronda.pl/news/czytaj/tytul/wygralismy._choc_smak_zwyciestwa_bywa_gorzki_).

Nie broniono dostępu do marszu grupom szukających awantury chuliganów, podobno niektórzy z nich mijali szpalery policji z nieukrywanym w żaden sposób piwem w ręku… Policja doskonale wiedziała również o działalności ściąganych zza naszej zachodniej granicy anarchistów – i (co przyznają funkcjonariusze) śledziła każdy ich krok. Mimo to w dniu Marszu nie zdecydowano się odseparować ich od imprezy, nie podjęto też żadnych innych środków prewencyjnych, na które prawo zezwala w wypadku domniemania ryzyka zagrożenia porządku, a pośrednio również narażenia na niebezpieczeństwo życia lub zdrowia osób (przykładem niech będą niektórzy kibice, zobligowani do stawienia się w komisariatach przy okazji meczów, na które mają zabroniony wstęp). „(…) zagadką działania służb mundurowych jest to, jak monitorowana od momentu przekroczenia granicy grupa uzbrojonych niemieckich bandytów dotarła przez nikogo nie niepokojona do centrum Warszawy, a następnie w asyście Policji biegała po mieście, uniemożliwiając przeprowadzenie zatwierdzonych imprez i atakując pałkami losowo wybrane przez siebie osoby” – pisze Tomasz Pisula. Stwierdza dalej, że w pewnym momencie (z przyczyn, których nie znają i którym dziwią się sami funkcjonariusze) w następstwie otrzymanych rozkazów „Policja zamiast zepchnąć na bok grupę kilkuset (…) lewaków, postanowiła jednak wymusić zmianę trasy Marszu Niepodległości, w którym uczestniczyło przynajmniej kilkanaście do kilkudziesięciu tysięcy ludzi. Co więcej, podawane przez megafon komunikaty (często ze sobą sprzeczne) Policja próbowała egzekwować siłą od razu, tak jak gdyby kilkunastotysięczny tłum mógł np. wyjść z placu Konstytucji w dwie minuty, tym bardziej, że sama zagradzała mu część dróg ewakuacji”. (http://wpolityce.pl/artykuly/18183-11-listopada-okiem-policjantow-tekst-ten-pisze-pod-wplywem-lektury-internetowego-forum-policyjnego).

Wobec powtarzających się ataków ze strony lewicowych bojówek policyjne wozy bojowe użyły armatek wodnych nie tylko wobec uczestników zajścia, ale wobec wszystkich bez wyjątku: ucierpiały zarówno kobiety i dzieci, jak też osoby starsze, które nie tylko nie miały z w/w awanturą nic wspólnego, ale nawet nie znajdowały się w bezpośrednim sąsiedztwie zajść. Za to równocześnie – jak relacjonują świadkowie, dał się zauważyć brak zdecydowanych działań wobec kilkusetosobowej (według szacunków obserwatorów) grupy atakującej samą Policję w sposób czynny i bezpośredni. Nie podjęto żadnych kroków mających na celu szybkie unieszkodliwienie lub rozbicie atakujących; funkcjonariusze biernie odbierali ciosy, byli też obrzucani kamieniami.

Przykłady tego rodzaju można mnożyć, są one bowiem obecne we wszystkich niemal relacjach z Marszu. Dla potrzeb niniejszego tekstu przywołane zostały jedynie te najbardziej wyraźne.

Postawa policji daje do myślenia nawet bardziej w zestawieniu z wczorajszym poznańskim „marszem równości”. Znacznie mniejsza skala i ranga wydarzenia, wspierana jednak przez całą medialną i sejmową lewicę oraz ruchy gejowskie, spowodowała, że kilkuset manifestantów chronili policjanci z psami, wozami bojowymi, policja konna, etc. od samego początku, aż do samego końca. Policjanci z psami otwierali zresztą pochód, a oprócz działań mających na celu ochronę marszu inne jednostki równolegle skutecznie odgradzały kontrmanifestację ONR. Działania policji z technicznego punktu widzenia były tu bez zarzutu – czego nie da się stwierdzić o wydarzeniach z 11.11.11.

Dlaczego jednak tak mocno podkreślam postawę policji? Jej działania, niezależnie od czasów i ustroju, są swoistym papierkiem lakmusowym, doskonale wskazującym aktualną tendencję – w naszym wypadku tę wyznaczającą postępowanie władz w odniesieniu do nie związanej z systemem prawicy. Jeżeli w tym kontekście zestawić ze sobą manifestacje z Warszawy i Poznania – przekaz staje się dostatecznie wyraźny. Pomijam już fakt, że wszelkie wątpliwości rozwiewa brutalne i celowe pobicie przez funkcjonariuszy w cywilu nie zagrażających nikomu uczestników marszu, w tym kobiet – co potwierdzają naoczne relacje, a następnie skazanie jednego z nich za napaść na policjantów. Wielu pobitych i skatowanych nawet nie aresztowano, nie robili bowiem nic, co dawało by taką możliwość. Są to działania bezprawne, noszące zresztą znamiona prześladowania z uwagi na poglądy – i tak w przekonaniu piszącego te słowa należy je traktować.

O tym, że wszystkie omówione wyżej działania nie miały charakteru przypadku, świadczy jeden podstawowy fakt: proszę zauważyć, że komenda stołeczna nie spotkała się z żadną naganą. Nie było ani jednej dymisji – tak przecież logicznej w sytuacji, gdy rząd stara się o dobry wizerunek i musi zminimalizować skutki błędów podległych sobie organów. Zamiast tego premier w sposób otwarty chwalił policję i mimo jej co najmniej niezrozumiałego działania podkreślił jej skuteczność. Wniosek? Można domniemywać, że nie było tu żadnej niezamierzonej niekompetencji – zamiast tego mieliśmy do czynienia z działaniami stanowiącymi odbicie intencji kręgów rządzących, chęcią wywołania określonej reakcji społecznej, zgodnej z życzeniem rządu, a skierowanej w poza systemową prawicę.  Dość znamienne są w tym przypadku słowa jednego z dyskutujących o zajściach na policyjnym forum internetowym. Stwierdza on bez ogródek, że w jego przekonaniu policji wyznaczono rozmyślnie „funkcje niekonstytucyjno-polityczne: rozpędzenie legalnej demonstracji”. Wielu funkcjonariuszy dość otwarcie zwraca zresztą uwagę, że „do zamieszek doszło przede wszystkim z powodu głupiej lub celowo złej decyzji Hanny Gronkiewicz – Waltz, wydającej zgodę na organizację zarówno Marszu Niepodległości, jak i Kolorowej Niepodległej nie tylko w swojej bezpośredniej bliskości, ale w sposób, w którym druga z imprez w oczywisty sposób uniemożliwi przeprowadzenie pierwszej. (…) podnoszony przez p. Waltz argument, że Urząd Miasta nie może zabronić żadnej imprezy jest nieprawdziwy, jako że dopiero co z tępym uporem za pomocą Straży Miejskiej zwalczał „Solidarnych 2010” pikietujących Pałac Prezydencki” (za: http://wpolityce.pl/artykuly/18183-11-listopada-okiem-policjantow-tekst-ten-pisze-pod-wplywem-lektury-internetowego-forum-policyjnego).

Niezależnie od naszej oceny działań Policji należy pamiętać, że jest ona narzędziem, nie zaś motorem działań.

Facebook
[Głosów:0    Średnia:0/5]

0 thoughts on “Policja a Marsz Niepodległości”

  1. @MM Moze byc tak, jak Pan pisze.Moga byc tez inne scenariusze:1/histeryczna reakcja policji wobec “niebezpieczenstwa kiboli” w ktore policjanci swiecie wierza – konflikt z kibicami mogl byc od samego poczatku nakrecany 2/prowokacja, ktorej celem byloby spowodowanie radykalizacji opozycji pozasystemowej,gdyz kazda radykalizacja w obecnym kontekscie polskim prowadzi do nawiazania do tradycji romantycznej, a to czyni automatycznie kazda dzialalnosc opozycyjna calkowicie nieskuteczna:nasi wrogowie sa niezwykle inteligentni i znaja historie lepiej niz ktokolwiek3/chec zradykalizowania tlumow w celu doprowadzenia do scenariusza greckiego aby dac Polsce zarzad komisaryczny 4/jeszcze inna hipoteza: tarcia w PO i proba polozenia premiera w trudnej sytuacji.Troche spogladam na internet ( mialem juz tego nie robic..) i wyraznie zaczyna widac,ze chyba nie wszystkim w PO on sie podoba, a jezeli to zaczyna byc widac, to znaczy ze sa tarcia na gorze.Jesli tak jest, to to mogl byc rodzaj Marca’68. Ciekawa jest rowniez postawa PiS’u. Interpelacja poselska opublikowana zreszta na tym portalu dotyczyla tylko kwestii lewakow z RFN, zas JK sie odcina.

  2. Skłaniam się w stronę propozycji nr 2, jakkolwiek cel wydaje się nieco inny. Za bardziej prawdopodobne uważam dopuszczenie do radykalizacji nastrojów celem ułatwienia sobie dalszego piętnowania i tworzenia negatywnego wizerunku nie związanej z systemem prawicy i jej niszczenia, np. stwarzanie przesłanek do negatywnego rozpatrywania wniosków o kolejne marsze, manifestacje narodowe, etc.

  3. Szanowny Autorze, pańskie ostatnie zdanie w tekście nie do końca jest prawdą. Nadrzędne siły w tym zakłamanym tworze, opierając się na podległych poplecznikach są integralną częścią rzeczonego motoru działań. Opieram to na obserwacji forów i portali komentujących te czy inne działania władz policyjnych. To przekłada się i rzutuje na całokształt. Moim skromnym zdaniem jest/był taki zamysł odgórny, jakże inaczej wytłumaczyć takie a nie inne działania? A co byłoby gdyby wymknęło się im spod kontroli, coś dużego? kilka tysięcy zdeterminowanych uczestników marszu mogło zadeptać tych pajaców i rozlew krwi murowany, co wtedy?

  4. @Mariusz Matuszewski Nawet bez zalegalizowania marsze beda.To jest wlasnie problem.Oficynom u steru za kulisami starcia uliczne sa potrzebne jak rybie woda.Dlatego w/g mnie dalsze organizowanie demonstracji jest realizowaniem de facto zamowienia systemu.Lepiej troche poczytac zasadniczych tekstow.

  5. @AR: Tyle, że my oddać przestrzeni publicznej nie możemy – czy też może tych resztek, które jeszcze zostały. Do sprawy trzeba jednak podejść od właściwej strony i nauczyć się przewidywać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *