Polonia reliquit II

Dzięki temu NIK potwierdziła to, o czym organizacje polonijne mówiły od miesięcy – że MSZ przejmując od Senatu zadanie dzielenia pieniędzy dla polskich organizacji zagranicą doprowadziło tylko do jeszcze większego chaosu, uznaniowości i fatalnych opóźnień w przekazywaniu środków, co zagraża ciągłości prowadzonych działań.

Jest to zjawisko tym niebezpieczniejsze, że równolegle władze III RP chętnie przerzucają na organizacje polskie zagranicą własne zadania, np. w zakresie oświaty, likwidując szkoły działające przy ambasadach pod pretekstem, że powinni się tym zajmować sami zainteresowani edukacją swych dzieci Polacy, za pośrednictwem narodowych zrzeszeń. Tym zaś – nie daje się w porę pieniędzy. Zwijanie państwa trwa – i jak widać nie dotyczy tylko Polski lokalnej, ale i wspólnoty narodowej rozsianej po świecie1.

MSZ zamiast Senatu

Od strony formalnej kontrolą objęto „konkurs na realizację zadania publicznego „Współpraca z Polonią i Polakami za granicą w 2013 r.” ogłoszony w dniu 11 października 2012 r. i zakończony w dniu 30 stycznia 2013 r. oraz zawieranie umów dotacji z podmiotami, których projekty zostały rekomendowane do otrzymania dofinansowania w wyniku tego konkursu”. Teoretycznie chodziło o sprawdzenie jak MSZ poradziło sobie z nowym dla siebie zadaniem, czyli koordynowaniem i finansowaniem kooperacji z naszą diasporą. Do końca 2011 r. działania takie należały do kompetencji Senatu, realizowanych za pośrednictwem Kancelarii izby dumania. Rozwiązanie takie uznano przed dwoma laty za anachronizm, zaburzający jednorodność polityki zagranicznej państwa. Faktycznie, deklaratywne „wyspecjalizowanie” Senatu w kwestiach polonijnych było następstwem poszukiwania dla niego czegoś do roboty jeszcze w ramach ustaleń czynionych przy Okrągłym Stole. Miało to być też mrugnięcie do diaspory, tyleż prestiżowe (no bo niby izba wyższa…), co propagandowe (bo przecież w 1989 r. Senat był tym wolnym i demokratycznym). Z czasem działalność Andrzeja Stelmachowskiego, a potem w jakimś zakresie też Macieja Płażyńskiego do pewnego stopnia ten niemal ponadpaństwowy, a wszechnarodowy charakter Senatu utrwaliły. W praktyce chodziło o prawo do dysponowania pieniędzmi dla organizacji polskich zagranicą – które postanowiono zastrzec wprost dla rządu, a ściślej dla MSZ-owskiej biurokracji

Argumentowano przy tym, że mędrcy z Szucha są lepiej przygotowani do wykonywania zadań urzędniczych w tym zakresie, że kontakty wykraczające poza granice państwa powinny być zintegrowane w jednym miejscu – słowem posługiwano się propagandą mającą pozory logiki. Tyle tylko, że po pierwsze – byłoby to chyba jedyne zadanie w dziejach MSZ III RP, z którym dyplomatyczna biurokracja by sobie poradziła. Po drugie – własne działania zagranicą prowadzi wszak np. ministerstwo gospodarki, nie ma więc mowy o pełnej integracji aktywności zewnętrznej państwa. Po trzecie zaś – jak słusznie zauważył m.in. broniący własnej pozycji marszałek Bogdan Borusewicz, pominięto, a raczej zniweczono pewien niuans, związany z faktem, że nie zawsze oficjalna polityka rządu może czy powinna wiązać się z wspieraniem konkretnych organizacji czy przedsięwzięć realizowanych przez działające zagranicą NGO-sy. Ich powiązanie z Senatem pozwalało zachować przynajmniej pozór pewnej niezależności. Rzecz jasna było to zastrzeżenie czysto teoretyczne, skoro od lat kolejne rządy III RP nie miały żadnego pomysłu ani na poważne wsparcie naszych rodaków poza Polską, ani na prowadzenie polityki narodowej w wymiarze całej wspólnoty, a więc także z udziałem Polonii i Polaków na Wschodzie. Nie mniej wydaje się, że via Kancelaria Senatu – przynajmniej trochę mniej naszym zagranicą przeszkadzano.

Po uważaniu…

A jak jest teraz? Wystąpienie pokontrolne i informacja NIK nie zostawiają złudzeń. Nieprawidłowości, błędów, nierzetelności różnego stopnia wykryto szereg i to niemal na wszystkich etapach postępowania konkursowego. NIK przyłapała więc MSZ na:

  • „niezgodności przyjętego Regulaminu pracy Komisji z postanowieniami Regulaminu Konkursu w zakresie wskazania okresu dotychczasowej współpracy oferenta z MSZ będącej przedmiotem oceny oraz ustalenia przedziałów punktowych dla poszczególnych kryteriów. W wyniku tej nieprawidłowości, Komisja przy ocenie merytorycznej ofert przyjmowała inne wagi poszczególnych kryteriów niż przypisane im w Regulaminie Konkursu oraz oceniała współpracę wnioskodawcy z Ministerstwem w okresie innym niż wskazany w Regulaminie Konkursu;

  • niewyłączeniu członka Komisji z prac nad oceną ofert, pomimo że w oświadczeniu poinformował on o potencjalnym konflikcie interesów z jednym z oferentów (…);

  • niewezwaniu oferenta do usunięcia stwierdzonych w ofercie braków formalnych (…);

  • pozytywnym zweryfikowaniu pod względem formalnym czterech, tj. 4,2% z 96 zbadanych ofert dopuszczonych do oceny merytorycznej, pomimo że oferenci nie wykazali w ofercie spełnienia warunków dysponowania personelem posiadającym doświadczenie w realizacji projektów z zakresu współpracy z Polonią i Polakami za granicą;

  • stosowaniu – niezgodnie z zasadą uczciwej konkurencji, o której mowa w art. 5 ust. 3 ustawy o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie – praktyki dodatkowej oceny i punktowania w odniesieniu tylko do wybranych projektów, spośród tych, które spełniały wymagania formalne i merytoryczne;

  • przyznawaniu punktów projektom złożonym w Konkursie w sposób niezgodny z przyjętymi zasadami oceny, co spowodowało, że dwa projekty, które spełniały wymagania merytoryczne nie zostały rekomendowane do dofinansowania;

  • nierzetelnym określeniu wartości miernika 10 (w przypadku 13, tj. 13,5% z 96 zbadanych ofert poddanych ocenie merytorycznej), na podstawie danych nie wynikających z treści złożonych ofert;

  • zaakceptowaniu błędów w kosztorysach stanowiących załącznik do trzech, tj. 5,7% z 53 objętych kontrolą umów dotacji;

  • nierzetelnym dokumentowaniu czynności związanych z Konkursem”.

Reasumując – procedury uznano za nieprzejrzyste, przy ich wdrażaniu naruszano zasady rzetelności i jawności, a mówiąc po ludzku panowała całkowita uznaniowość, sobiepaństwo i selektywność przy dzieleniu pieniędzy. Gdyby połowę takich naruszeń wyłapano przy kontroli w byle gminie – jej wójt już by siedział z zakazem zajmowania funkcji politycznej (zwłaszcza, że chodzi o przeszło 50 mln zł dotacji). Ponieważ jednak sprawa dotyczy MSZ i jego szefa, pana Applebaumowego – zakończyło się na pogrożeniu palcem, z eufemistycznym „Najwyższa Izba Kontroli oceniła pozytywnie, mimo stwierdzonych nieprawidłowości”. Rzecz jasna jednak chodzi o polityczne, partyjne dno ujawnienia, ale i jednocześnie nieprzesadnego nagłośnienia afery. Nie jest tajemnicą, że Krzysztof Kwiatkowski wychodził sobie w PO fotel prezesa NIK, bo uchodzi on za stołek mogący przydać indywidualnej popularności, do przekucia w dalszej karierze i np. staraniach o prezydenturę. O tej zawsze marzył również Applebaumowy, mamy więc do czynienia z nową odsłoną kolejnych prawyborów w kręgach demoliberalnych, z rozstrzygnięciem zapewne ok. 2020 roku.

Próżne ostrzeżenia

Pan prezes z panem ministrem robią więc sobie psikusy – a skutki są oczywiście fatalne. „NIK zwraca uwagę, że Ministerstwo zbyt późno podpisywało  umowy na udzielanie dotacji, co skracało organizacjom czas na wykonanie projektu. Pierwsze umowy podpisane były dopiero dwa i pół miesiąca po zakończeniu Konkursu, ostatnie nawet po upływie pół roku. NIK za niedopuszczalne uznaje tłumaczenia resortu dotyczące konieczności dokonania wewnętrznych konsultacji” – czytamy w informacji. Jeszcze w lutym przed skutkami takich opóźnień ostrzegali np. Polacy mieszkający w Gagauzji2, niedługo później temat był poruszany podczas spotkania przedstawicieli Stowarzyszenia Polskich Mediów z marszałkiem Borusewiczem, problem podnosili parlamentarzyści – m.in. poseł Andrzej Romanek z Solidarnej Polski. Słowem – nie można twierdzić, że ot, jak zwykle, czegoś nie dopatrzono, choć chęci były dobre, a zgrzeszono tylko niewiedzą i nadmiernym optymizmem. Nie, że jest grubo po terminach, że wielu zadań i przedsięwzięć nie da się sfinansować, bo już już się po prostu odbyły – wiedziano zawczasu. I jak zwykle – nie zrobiono nic. A raczej gorzej niż nic – bo kontynuowano działalność łagodnie mówiąc nierzetelną i z naruszeniem prawa.

Rzecz jasna od władających III RP nie ma co oczekiwać, by postępowali zgodnie z polskim interesem narodowym – bo niby czemu mieliby to robić? Jest też rzeczą oczywistą, że wiele milionów, wydawanych czy to przez MSZ, czy przez Senat – zostało i zostanie po prostu zmarnowane, jak to się często z dotacjami państwowymi dzieje. Inne – trafią do środowisk i ludzi jak najdalszych od rozsądku, przyzwoitości i naszej racji stanu. Chory jest sam system – bo przecież jest tylko elementem większej, patologicznej całości zwanej III Rzecząpospolitą. Chodzi więc raczej o pewien symbol. Nie dość, że zamiast programu polityki polskiej realizowanej także przez Polaków zagranicą – mamy jakieś szczątkowe planiki i harmonogramy, to jeszcze nawet i te są niedotrzymywane. Nie stawiamy sobie i ogółowi rodaków poważnych, a realnych celów politycznych (w tym dyplomatycznych) – a i samym trwaniem bez biurokratycznych zakłóceń mamy problemy. Smutnym żartem w całym tym ponurym nieszczęściu jest to, że panujący chaos został ujawniony w wyniku cichego sporu jego współautorów, prominentnych establishmentowych polityków, co tylko dowodzi, że bez pogonienia tych wszystkich Applebaumowych i Kwiatkowskich lepiej nijak nie będzie.

Konrad Rękas

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *