„Polska Niepodległa” na rozdrożu

Przyznam szczerze, że po tygodnik „Polska Niepodległa” sięgnąłem po raz pierwszy stosunkowo niedawno. Nowe pismo zauważyłem już wcześniej, nie kwapiłem się jednak zbytnio z jego lekturą, zakładając, że stanowi ono nową efemerydę „obozu smoleńskiego”, kolejną mutację czegoś w rodzaju „Gazety Polskiej” czy „Uważam Rze”.

Tytuł jest jednak ściśle powiązany z inicjatywą pod nazwą Ruch Narodowy. Znajduje to swoje odzwierciedlenie w materiałach zamieszczanych na łamach pisma. Wśród współpracowników pisma jest wielu działaczy zarówno samego Ruchu, jak i tworzących je środowisk (na czele z MW i ONR). W stopce redakcyjnej tygodnika figurują m.in.: Przemysław Holocher i Robert Winnicki. Na łamach pisma dominują ludzie młodzi i bardzo młodzi, co bez wątpienia wpływa na jego kształt. Pismo jest redagowane żywo i przeważają w nim teksty krótkie i średnie, trochę jak w dzienniku. Dużo w nim kolorowych zdjęć i rysunków. Jak prezentuje się natomiast pismo od strony przekazywanych w nim treści?

Bez wątpienia czytelnik znajdzie tu szereg odniesień zarówno do tradycji Narodowej Demokracji, jak i szerszej ogólnopatriotycznej. Przykładowo w numerze 4 (27. 01. – 02. 02. 2014) odnajdujemy m.in. artykuły: „«Zet» w walce o niepodległość” dr. Jacka Misztala, „Teoria i praktyka geopolityki Dmowskiego” Jarosława Romaniuka, dwa artykuły o NSZ – „Niemiecki generał w zasadzce NSZ” Macieja Bełca i „Prawda o bitwie pod Rząbcem” Daniela Witowskiego oraz tekst Tomasza Dorosza pod wymownym tytułem „Kłamstwa Romana Giertycha”, będący faktycznie kolejną odsłoną sporu o tradycję obozu narodowego. Tygodnik, zgodnie z obowiązującą obecnie tendencją, wydaje również własny dodatek historyczny zatytułowany „Zakazana historia”. We wzmiankowanym numerze znalazł się też wywiad zatytułowany „Powstanie styczniowe w woj. podlaskim”. Pod względem obyczajowym pismo jest konserwatywne. Na pierwszy rzut oka reprezentuje ono dominujący obecnie na prawicy nurt antyrosyjski, antykomunistyczny, insurekcyjny i co dość oczywiste antyrządowy. Nieco odmienne wrażenie można jednak odnieść po lekturze jednego z tekstów dotyczących polityki wschodniej, a konkretnie problematyki ukraińskiej.

W tekście Michała Kowalczyka czytamy m.in.: „Nie mam powodów do sympatii wobec Rosji Putina (chciałoby się zapytać autora dlaczego? – przyp. M.M.), lecz warto zauważyć istotne prawidło. Polacy niejednokrotnie angażowali się w ostatniej dekadzie w antyrosyjskie wystąpienia (od Ukrainy po Kaukaz), działając w ten sposób wybitnie na szkodę naszych polskich interesów. Ogarnięci są nasi rodacy powszechnie mitem Giedroycia nt. polityki wschodniej (wedle którego trzeba za wszelką cenę wspierać wszelkie antykremlowskie wystąpienia w rosyjskich strefach wpływu, poczynając od Ukrainy czy Białorusi). Faktycznie ta część naszych rodaków działa przeważnie w interesie Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych (…) Niezależnie od rozwoju wydarzeń na Ukrainie, nie posiadamy obecnie instrumentów, ażeby na nie skutecznie oddziaływać. Niewątpliwie w naszym interesie jest zachować neutralność wobec stron konfliktu, nie stając się po raz kolejny kozłem ofiarnym w imieniu Zachodu”.

Wyjąwszy może pierwsze zdanie, podobny passus mógłby z powodzeniem znaleźć się w „Myśli Polskiej”. Tego samego nie można niestety powiedzieć o drugim z „ukraińskich” tekstów opisywanego numeru, tym razem autorstwa Jakuba Siemiątkowskiego, publikującego również na łamach „Polityki Narodowej”. Autor pisze co prawda, że „Można nie lubić ukraińskich nacjonalistów. Może, a wręcz powinien nie podobać się nam panteon ich narodowych bohaterów ze Stepanem Banderą na czele”, ale…, jak czytamy dalej: „W szarej rzeczywistości tak zdegenerowanego i bezideowego państwa jakim jest dzisiejsza Ukraina, gdzie (nie licząc nacjonalistów), partie polityczne płacą ludziom za udział w swoich manifestacjach, takie przykłady mogą mieć potężne znaczenie dla dorastającego pokolenia. Jeszcze nie dziś, ale Majdan w końcu odniesie zwycięstwo nad elitami rządzącymi współczesną Ukrainą”. W dalszej części autor wyraźnie sympatyzuje z ukraińską „narodową rewolucją”, która walczy ze „zsowietyzowaną” Ukrainą wschodnią i południową.

Pismo odnotowuje też wydarzenia związane z działalnością Ruchu Narodowego. W omawianym numerze znajdujemy m.in. relację ze spotkania Rady Decyzyjnej RN, pikiety pod pomnikiem gen. Zygmunt Berlinga, nota bene najbardziej chyba narodowego spośród polskich „komunistów”, ideowego patrona Zjednoczenia Patriotycznego „Grunwald” (szerzej na temat pikiety pisaliśmy w „MP” nr 5-6/2014) oraz relację Artura Zawiszy z kongresu Jobbiku. Ta ostatnia stanowi zresztą widomy dowód na to, że Ruch Narodowy, podobnie jak przytłaczająca część polskiej prawicy, cierpi na chorobę „polsko-węgierskiej przyjaźni”, będącej przed wojną znakiem rozpoznawczym obozu piłsudczykowskiego. Z monografii przedwojennej MW autorstwa Jacka Misztala („Związek Akademicki Młodzież Wszechpolska 1922-1939”, Krzeszowice 2012), jednego ze współpracowników pisma, dowiadujemy się m.in., że młodzież narodowa przed wojną angażowała się w prace Akademickiego Koła Przyjaciół Czechosłowacji, przyjaźń polsko-węgierską umacniali zaś studenci sympatyzujący z sanacją.

Współczesne międzynarodowe sympatie narodowej młodzieży są pod tym względem wymowne. Podsumowując, należy stwierdzić, że zarówno pismo, jak i całe środowisko Ruchu Narodowego, zawieszone jest pomiędzy wskazaniami czerpanymi z tradycji wszechpolskiej (za co atakowane jest nierzadko przez „Gazetę Polską”), a działaniami, które każą w nich widzieć jedynie zradykalizowaną wersję PiS. „Polska Niepodległa” wydaje się zaś być najlepszą ilustracją tego stanu rzeczy.

Maciej Motas

Myśl Polska, nr 7-8 (16-23.02.2014)

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *