Polski falangizm. Wstęp do współczesnej doktryny politycznej

Na Xportalu znajdujemy obszerny i ciekawy manifest. Oto jego co bardziej interesujące fragmenty.

O narodzie i wspólnocie narodowej:

Wychodząc zatem z założenia, że wbrew demokratyczno-liberalnemu zaklinaniu rzeczywistości, nacjonalizm jest i w dalszym ciągu pozostanie wyjątkowo istotnym czynnikiem determinującym politykę europejską i światową, należy zadać sobie pytanie: jaki powinien być nasz nacjonalizm?

W XXI wieku nowożytne pojmowanie narodu prowadzi wyłącznie na manowce. Na śmietnik historii muszą trafić wszystkie demokratyczne teorie nacjonalizmu, które z pojęcia suwerenności narodu wywodzą określone rozwiązania ustrojowe sprzyjające wyłącznie dezintegracji więzi narodowych i państwowych. Nacjonalizm, aby mógł pełnić swą rolę integrującą, powinien zostać przeniesiony na poziom społeczny, tożsamościowy, silne związany z autoidentyfikacją jednostki i jej poczuciem przynależności.

Wspólnota narodowa to realny byt metafizyczny, w którym łączy się autorytet pokoleń bezpowrotnie minionych, współczesny żywioł etniczny związany krwią i samoświadomością, oraz przyszłość pokoleń, które dopiero wkroczą na arenę dziejów. Etos wspólnoty nie powinien jednak wykluczać istnienia wspólnot kulturowo-politycznych niższego i wyższego rzędu, których stopień inkluzyjności również powinien być zróżnicowany. Lokalne, regionalne etnosy to wspólnoty, których przetrwanie zależne jest od ich ekskluzywizmu; dopuszczenie do mieszania etnosów z zewnętrznymi grupami kulturowymi, etnicznymi i rasowymi prowadzi do zaniku bogactwa etnopluralizmu. Kultura i obyczaje niewielkich społeczności regionalnych to fenomen doskonale przechowujący Tradycję dla przyszłych pokoleń, a więc stanowi on wartość, której należy bronić. Tożsamości regionalne muszą jednak stanowić lokalny wariant tożsamości narodowej – w innym przypadku ich zbytnie usamodzielnienie może prowadzić do wewnętrznych konfliktów, „bałkanizacji” i separatyzmu.

Główną cechą żywotnego, pełnego sił witalnych narodu jest zatem wytworzenie wspólnoty, którą można określić mianem spójnej różnolitości. Wspólnota tego typu zasadza się na harmonijnym połączeniu wyeksponowanych tożsamości regionalnych, zarówno kulturowych jak i etnicznych w jedną, wspólną, silną tożsamość ogólnonarodową. Bogactwo różnorodności sąsiaduje w tym wariancie z przenikającym i powszechnym duchem wspólnoty wyższego rzędu. Narody tolerujące w swoich ramach element ewidentnie obcy kulturowo, etnicznie i rasowo – a więc najczęściej wykorzenione społeczności imigranckie – charakteryzują się natomiast szkodliwą niespójną różnolitością, prowadzącą do degradacji i dezintegracji wspólnoty narodowej, a także poszczególnych regionalizmów, które nadają jej niepowtarzalny charakter. Innym negatywnym zjawiskiem występującym niekiedy w ramach wspólnoty narodowej jest niespójna jednolitość, czyli stan w którym jednolity naród pozostaje wewnętrznie skłócony za sprawą panujących podziałów politycznych, światopoglądowych i partyjnych; pomimo swej jednorodności nie jest on w stanie wytworzyć silnego i sprawnego państwa. Jest to stan typowy dla słabych demokracji liberalnych.

(…)

Podobnie jak etnopluralizm i regionalizm muszą zawierać się w narodzie, tożsamości narodowe powinny komponować się we wspólnocie wyższego rzędu, jaką jest Europa i tożsamość europejska. Naród nie może być pojęciem obojętnym wobec procesów integracyjnych i zmieniającej się rzeczywistości stosunków międzynarodowych. Cele związane z realizacją podstawowych dążeń narodowych, realizować dzisiaj można jedynie za pośrednictwem współpracy w ramach większych przestrzeni geopolitycznych, aniżeli granice państwa narodowego. Rywalizacja na arenie międzynarodowej w XXI wieku najprawdopodobniej przebiegać będzie głównie między blokami o charakterze subkontynentalnym, kontynentalnym, lub transkontynentalnym. Kluczem do zrozumienia tego czym Europa być powinna, aby narody ją zamieszkujące nie popadły w zapomnienie i wiecznie przeciągającą się stagnację, jest perspektywa imperium. Synonimem europejskiej tożsamości, w której będą się komponować poszczególne świadomości narodowe, jest uniwersalizm – powszechna świadomość o charakterze wspólnotowym i wertykalnym, odnosząca się do niefizycznych rzeczywistości i palingenetycznego mitu. Więzy te powinny mieć charakter ideowy i duchowy, wyrażony w średniowiecznej łacinie terminem fides posiadającym zarówno religijne, jak i polityczne znaczenie takie jak „wierność”, „oddanie”. Dzięki funkcjonowaniu tej zasady, hierarchia w scentralizowanym politycznie i duchowo systemie europejskim, może współistnieć z dużym stopniem niezależności, wolności i autoekspresji poszczególnych narodów Europy.

(…)

O Państwie Polskim:

Współczesne Państwo Polskie, zwane niekiedy przez złośliwych Republiką Okrągłego Stołu, choć z perspektywy historycznej cherlawe, słabe i garbate, wciąż jednak pozostaje Państwem Polskim. „Nowej, lepszej Polski” nie można wybudować poprzez dezintegrację instytucji państwowych III Rzeczpospolitej, ale poprzez sukcesywne wzmacnianie jej aparatu.

(…)

Ustrukturyzowana opozycja ideologiczna wobec metapolitycznych paradygmatów III RP przybrawszy kształt ekstremizmu politycznego, czy nawet politycznej akcji bezpośredniej, nie może posiadać ostrza antypaństwowego. To nie państwo jest wrogiem falangizmu, ale liberalne paradygmaty, które je zawłaszczyły.

(…)

O Europie:

Żadna struktura państwowa nie istnieje w próżni, natomiast każda jest elementem pewnego porządku geopolitycznego. Nasze stanowisko względem polskiego otoczenia międzynarodowego opiera się na dwóch podstawowych konstatacjach: 1) Unia Europejska jest obiektywnym elementem rzeczywistości politycznej, którego nie można zanegować, a który na pewnych nielicznych płaszczyznach sprzyja polskim i ogólnoeuropejskim interesom związanym z koniecznością integracji kontynentalnej; 2) Unia Europejska nie będzie trwać wiecznie, jej liberalna antropologia społeczno-polityczna jest skrajnie szkodliwa dla wszystkich tradycyjnych wspólnot, zaś pierwsze symptomy potencjalnego rozpadu UE powinny tym bardziej skłaniać do równoległej integracji subregionalnej. Skuteczność Polski w strukturach europejskich związana jest również z rolą, jaką nasze państwo odgrywać będzie w swoim najbliższym sąsiedztwie, niezależnie od losów współczesnego projektu integracji europejskiej.

(…)

Sens integracji europejskiej nie jest tutaj rozumiany stricte instytucjonalnie, lecz raczej pojmowany jako immanentna konieczność konsolidacji Starego Kontynentu w celu przywrócenia Europie podmiotowości w wymiarze globalnym. Europa słaba i prowincjonalna jest równoznaczna z dziejową porażką zamieszkujących ją narodów. Wewnętrznym elementem zbioru wspólnoty kontynentalnej jest Grupa Wyszehradzka (V4), natomiast umowna wspólnota dziedzictwa historycznego Rzeczpospolitej znajduje się obecnie na rozdrożu, jako zbiór przejściowy – z jednej strony mamy Polskę i Litwę przynależące do bloku europejskiego, a z drugiej Białoruś i Ukrainę, które skłaniają się raczej ku orientacji eurazjatyckiej, lub wciąż nie zadecydowały definitywnie o swoim statusie. Pomimo terytorialnych zbieżności połączonych obszarów V4 i zbioru wspólnoty dziedzictwa historycznego z koncepcją tzw. „Międzymorza”, należy podkreślić, iż projekty te nie są ze sobą tożsame. Głównym błędem koncepcji „międzymorskich” było przekonanie, że Polska posiada wystarczający potencjał, by zbudować wokół siebie blok małych państw wymierzony jednocześnie w dwa potężne mocarstwa, z którymi środkowoeuropejska wspólnota musiałaby sąsiadować. Polityka konstruowania „przeciwwagi” dla Niemiec i Rosji, na podobieństwo klina wbitego między te dwa europejskie mocarstwa, musiała zakończyć się tragedią, ponieważ jej punktem wyjściowym była niewłaściwa ocena potencjałów. Polska usiłując tworzyć blok o obosiecznym ostrzu antyniemieckim i antyrosyjskim („polityka równowagi”) nie była wiarygodnym gwarantem bezpieczeństwa, zaś swój własny los musiała zawierzyć odległym i niepewnym sojusznikom, dla których bufor między Niemcami a Rosją jest użyteczny, ale nie konieczny. Na „polskim buforze” zwykle zależało siłom, które były zainteresowane zwiększeniem entropii Kontynentu – historycznie była to Wielka Brytania (31 marca 1939r.), a współcześnie Stany Zjednoczone Ameryki.

Świat XXI wieku:

Punktem wyjściowym obecnej sytuacji politycznej w wymiarze globalnym jest koniec zimnej wojny i upadek świata bipolarnego. W nowej rzeczywistości głównym celem Stanów Zjednoczonych przestała być rywalizacja z konkurencyjnym blokiem, lecz walka o utrzymanie światowej, monocentrycznej hegemonii. By uzmysłowić sobie skalę dominacji USA, wystarczy zapoznać się z badaniami instytutu SIPRI (2012), które obejmują monitorowanie państwowych wydatków na zbrojenia. Pierwsze miejsce w skali światowej zajmują Stany Zjednoczone z wydatkami rzędu 711 mld dolarów w ciągu roku, zaś druga pozycja na liście należy do Chińskiej Republiki Ludowej z wydatkami na poziomie 143 mld dolarów. By zrównoważyć wydatki przeznaczane co roku na siły zbrojne niekwestionowanego lidera rankingu, należałoby zsumować fundusze przeznaczane na ten sam cel przez ChRL i kolejne 15 państw z tej listy.

Militarna przewaga USA nad resztą świata, to oczywiście nie jedyny i być może nie najważniejszy aspekt hegemonii Stanów Zjednoczonych. Prócz potęgi amerykańskich sił zbrojnych, które odgrywają rolę decydującego czynnika strategicznego kształtującego porządek globalny, mamy do czynienia z amerykańskim systemem ekonomicznym, który jest wzorcowo implementowany w pozostałych rejonach świata, z amerykańskimi środkami masowego przekazu, które stanowią kluczowe ośrodki przepływu i kształtowania informacji, z amerykańskimi kliszami kulturowymi implementowanymi w miejsce lokalnych tradycji, czego wyrazem jest chociażby propagowanie „American way of life”, wreszcie z amerykańskimi technologiami, które wyznaczają niedoścignioną czołówkę „postępu” w wielu różnych dziedzinach życia. Skutkiem tych wszystkich okoliczności amerykańska oligarchiczna elita stanowi jednocześnie elitę i klasę posiadającą w wymiarze światowym. Globalny system ekonomiczny pogłębia wszystkie te aspekty, czyniąc ze Stanów Zjednoczonych jego największego beneficjenta i zarazem pasożyta – drukowany bez opamiętania przez Rezerwę Federalną dolar stanowi walutę rezerwową reszty świata, dlatego bez względu na efektywność amerykańskiej gospodarki, amerykocentryczny system ekonomiczny działa na jej korzyść.

Hegemoniczny porządek Stanów Zjednoczonych wytworzył swój specyficzny „system immunologiczny”, który pozwala neutralizować wszelkie elementy zakłócające jego funkcjonowanie. Polityka warunkowania, nacisk gospodarczy, sankcje i izolacja międzynarodowa to jego narzędzia soft power, jednak ich skutki są często tragiczne – w ramach odpowiedzialności zbiorowej rujnowane są całe narody. Likwidacja zagrożeń powstających na peryferiach amerykańskiego systemu, lub podmiotów wystarczająco osłabionych, odbywa się jednak w sposób bardziej brutalny i zdecydowany – poprzez bezpośrednią interwencję militarną w imieniu „demokracji i praw człowieka” (Afganistan, Irak, Libia), lub tzw. proxy war, czyli destabilizację sytuacji wewnętrznej atakowanego podmiotu poprzez udostępnienie danych wywiadowczych, broni i wsparcia materialnego lokalnym siłom dysydenckim i odśrodkowym, co w konsekwencji prowadzi do krwawej wojny domowej (Syria). W następstwie obydwu tych przypadków giną setki tysięcy ludzi, a miliony traci dorobek swego życia i dach nad głową. Wszystkie te operacje odbywają się pod sztandarami światowego liberalizmu. Ideologia liberalna, utożsamiana esencjonalnie z ponowoczesną cywilizacją Zachodu, stała się łańcuchem niewolącym setki narodów w imieniu strategicznych interesów Ameryki.

We współczesnej rzeczywistości liberalizm znalazł się niejako w centrum świata, zarówno w jego wymiarze eschatologicznym, jak i geopolitycznym. Obywatele Stanów Zjednoczonych są wzorcowym przykładem społeczeństwa, które już u swej genezy składało się z różnych, oderwanych od swych korzeni elementów etnicznych. Społeczeństwo kosmopolityczne, pozbawione organicznych więzów wynikających z tradycji, stało się obowiązującym modelem amerykańskim, po dziś dzień eksportowanym przez USA w charakterze matrycy mającej ukształtować inne społeczeństwa. Wszystko co znajduje się poza interiorem liberalnego centrum, zwalczane jest wszelkimi dostępnymi środkami. Eksterier opozycyjny względem liberalnej sfery wewnętrznej, bez względu na uwarunkowania ideologiczne, narodowe, rasowe i religijne posiada zatem przynajmniej jeden wspólny, fundamentalny mianownik: sprzeciw wobec liberalizmu pojmowanego zarówno ideologiczne, jak i geopolitycznie. Wszystkie te konstatacje nakazują popierać zróżnicowane nurty emancypacyjnie względem obecnego porządku światowego, równoznacznego z hegemonią Stanów Zjednoczonych, liberalizmu, kapitalizmu i demokracji liberalnej jako ustroju wzorcowego. Krach Ameryki oznacza ocalenie lokalnych tożsamości, przywrócenie podmiotowości Staremu Światowi i przełamanie liberalno-demokratycznego paradygmatu. Wspieranie ruchów dążących do policentryzacji układu globalnego jest obowiązkiem każdego polskiego falangisty.

(…)

O ekonomii:

Pojęcie kapitalizmu państwowego historycznie występowało zazwyczaj jako klasyfikacja dokonywana przez liberalne i komunistyczne szkoły ideologiczne, by poddać krytyce system ekonomiczny wrogiego podmiotu. Lew Trocki określał tym terminem sytuację, w której państwo burżuazyjne przejmuje kontrolę nad środkami produkcji i transportem, jedynie częściowo negując system kapitalistyczny. Niemiecki socjaldemokrata Wilhelm Liebknecht przekonywał, że kapitalizm państwowy to nic innego jak socjalizm państwowy, a więc socjalizm o charakterze wertykalnym (hierarchicznym), a nie horyzontalnym (egalitarystycznym), jak chciałyby tego ówczesne ruchy socjalistyczne i anarchistyczne. Stanowisko maoistów definiowało kapitalizm państwowy jako „prospołeczny imperializm”. Teoretycy liberalizmu, tacy jak Murray Rothbard, krytykowali go za interwencjonizm państwowy i rezygnację z funkcjonujących spontanicznie mechanizmów rynkowych. Według pierwotnej definicji oznaczał on natomiast wprowadzenie odgórnych elementów planistycznych do gospodarki opartej na prywatnych środkach produkcji typowych dla systemu kapitalistycznego, lecz będących pod ścisłym nadzorem instytucji państwowych. Współcześnie pojęcia kapitalizmu państwowego używa się w odniesieniu do gospodarki ChRL i Rosji pod rządami Władimira Putina.

Widzimy zatem jak wiele różnych inklinacji posiada ów termin, czyniąc go nieostrym, a w konsekwencji mogącym budzić wiele nieporozumień. Ujednoznacznienie znaczenia kapitalizmu państwowego musi być zatem tożsame z jego aktualizacją, konkretyzacją i dopasowaniem do realiów XXI wieku. Opierając się na przykładzie współczesnego systemu Rosji i ChRL, najlepszym i najbardziej zrozumiałem ujednoznacznieniem będzie wprowadzenie pojęcia państwowej ekonomii strategicznej. System ten opiera się na wykorzystaniu prywatnych spółek i holdingów kontrolowanych przez państwo do przejmowania i akumulacji środków produkcji, oraz zasobów posiadających dla niego znaczenie strategiczne. Spółki te dominują określone sektory ekonomiczne, zaś zdobyte w ten sposób fundusze inwestują w taki sposób, by dokonać maksymalizacji zysku dla państwa, zależnie od jego aktualnych potrzeb. Motywem i celem procesu nie jest zysk jako taki, lecz zwiększenie państwowej potęgi, wzmocnienie władzy i roli przywództwa politycznego. Mechanizm ten posiada zarówno zastosowanie obronne, polegające na rugowaniu z rynku krajowego podmiotów, których interesy i oddziaływanie jest sprzeczne z racją stanu, oraz wykorzystanie ekspansywne, oparte na dominowaniu zagranicznych sektorów ekonomicznych, w tym surowcowych i energetycznych. Systemy wolnorynkowe z definicji nie posiadają żadnych mechanizmów ochronnych, które mogłyby zapobiegać ekspansji formalnie prywatnych spółek na swoich rynkach, co prowadzi do strategicznego uzależniania „atakowanych” gospodarek państwowych. Niewidzialna ręka wolnego rynku zostaje zastąpiona niewidzialną ręką państwa. System ekonomiczny nie negujący własności prywatnej, dbający o rozwój prywatnego kapitału krajowego (małych i średnich przedsiębiorstw) oraz ekspansję kapitału będącego pod kontrolą państwa, podporządkowujący zysk interesowi narodowemu, aparatowi państwowemu i celom społecznym, jest falangistowskim ideałem gospodarczym. Państwowa ekonomia strategiczna to trzecia droga pomiędzy współcześnie nieosiągalną autarkią, a neokolonialną dyktaturą obcego kapitału.

Bartosz Bekier
Całość: http://xportal.pl/?p=7004

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Polski falangizm. Wstęp do współczesnej doktryny politycznej”

  1. Autor myli sie co do natury panstwa.Panstwo to jedno – obok Kosciola – z dwoch i tylko dwoch spoleczenstw doskonalych.Rola panstwa jest wprowadzenie praw, ktore pomagalyby obywatelowi (civis) w osiagnieciu celu, ktory mu przypisuje natura.Civs nie zyje w prozni tylko w ramach spoleczenstw niedoskonalych : rodziny, korporacji, gildy, parafii, gminy. Spoleczenstwo doskonale to takie, ktore dla realizacji swych naturalnych celow nie potrzebuje pomocy spoleczenstw wyzszych. Jezeli wprowadzenie i egzekucja dobrych praw napotykaja na sprzeciw, to wtedy panstwo ma prawo uzyc sily (to zreszta zawsze bedzie dowodem jego slabosci) ale wcale nie musi bezwzglednie uzyc sily.Moze, jezeli uzna za stosowne, zastosowac zasade tolerancji, np. wydac edykt tolerancyjny jak » édit de Nantes ». Kosciol nie zastepuje panstwa tylko je wspiera w nadludzkim wysilku stworzenia ludziom warunkow do zorientowania sie poprzez instytucje soleczne i poprzez system prawny w strone Boga i dojscia do zbawienia wiecznego. Panswto i Kosciol nie sa zmieszane ani zlaczone tylko zjednoczone lecz rozne, jak malzonkowie w malzenstwie, ktorzy sa jednym cialem ale zachowuja calkowita odrebnosc, kazde w swojej domenie. W Kosciele zachodnim nie ma teokracji i nie ma miesjca na teokracje, nawet papieska 🙂 Autor dokonuje enukleacji i absolutyzacji, w kierunku nietranzytywnym zreszta , tylko dwoch atrybutow panstwa : administarcji i przymusu ( typowy zabieg dla « Nouvelle Droite ») , pomija zupelnie dobro wspolne, narod rozumie jako organizm odseparowany od panstwa ( blad !) i nie zauwaza, ze panstwo to nie rzad. Jezeli w jakiejs firmie dyrektor jest sabotazysta i dziala na szkode firmy, a na korzysc konkurencji, to go trzeba ususnac. Tzw.III RP jest sytuacja, w ktorej oligarchia zawladnela administarcja i dziala wylacznie na swoja korzysc i na korzysc swoich mocodawcow.Nalezy dazyc do usuniecia tej oligarchi , do oslabienia jej (jest ona zreszta czescia oligarchii globalnej ), a takze do zmiany struktur panstwowych.Demokracja jest zla sama z siebie.Z cala pewnoscia nie zrobi tego RN, ktory cala sprawe polozy, tego mozna byc pewnym ale tak czy inaczej bedzie ruchem pozytywnym, bo jak napisal pewien b. mlody czlowiek na jednym z FB, « sa : lojalnosc i entuzjazm ».Ludzie sie poznaja, zaczna wspolpracowac i juz to samo jest pozytywne. Tak samo we Francji : FN jest obecnie czyms bardzo pozytywnym, choc z cala pewnoscia jego dyrekcja calkowicie zawali sprawe jezeli ewentualnie dojdzie do wladzy, w co zreszta watpie. Ps. Prosze rowniez nie zapominac o szczeblu municypalnym.

  2. Można z niektórymi twierdzeniami polemizować lub się nad nimi zastanowić, ale ogólnie – bardzo ciekawy tekst.

  3. Autor jest zatwardzialym doktrynerem.Czy to ciekawe?Kazda praca teoretyczna umieszczona w kontekscie lektur danego autora jest w gruncie rzeczy ciekawa i moze stac sie przedmiotem np.pracy doktorskiej mlodego badacza dokrytn politycznych.Pewnie za 25 lat beda o Falandze jakies prace.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.