Prawda o kłamstwie

Nie ma chyba innej z Bożych norm moralnych, która byłaby tak często i powszechnie łamana, jak zakaz kłamstwa. Mówi się wręcz, iż statystyczny Kowalski „mija się z prawdą” nawet kilka razy w ciągu jednej godziny. Można by podawać długą listę przyczyn, dla których uciekamy się do kłamstwa. Politycy kłamią np. po to, by wygrać wybory, podnieść swe notowania w sondażach lub też wyprowadzić w pole rywali z konkurencyjnych partii. Pracownicy okłamują pracodawców by nie stracić podwyżki, nie zostać dłużej w pracy albo też w celu upiększenia swego wizerunku w oczach szefa. Kupcy zaś najczęściej oszukują swych potencjalnych lub już istniejących klientów w celu większej sprzedaży swych towarów. Rodzice okłamują dzieci by ukryć przed nimi kłopotliwe informacje, zaś dzieci wprowadzają swych rodziców w błąd np. w celu uniknięcia kary. Mąż okłamuje żonę po to by nie wyszły na jaw jego flirt, cudzołóstwo czy nocna pijatyka z kumplami. Żona zaś oszukuje męża np. chcąc ukryć swe nadmierne wydatki. Ważność powodów dla których posługujemy się kłamstwem jest przeróżna: począwszy od chęci uniknięcia drobnego zakłopotania, a skończywszy na chęci obrony tak ważnych i cennych dóbr jak praca, zdrowie, życie czy interes narodowy. Nie oszukujmy się zatem w sprawie kłamstwa. Nieprawość ta nasiąkła nasze codzienne życie, obrastając kulturową tradycją oraz przeróżnymi usprawiedliwieniami. Tak naprawdę wielu z nas nie potrafi już sobie wyobrazić życia bez „drobnych kłamstewek„, a nasze codzienne relacje z bliźnimi często bardziej naznaczone są nieufnością niźli zaufaniem (gdyż przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że inni nas oszukują). Warto zatem przyjrzeć się problemowi kłamstwa z Bożej i tradycyjnie chrześcijańskiej perspektywy, odpowiadając zarazem na najczęściej pojawiające się w związku z tym pytania i wątpliwości.

                        „Wstrętne są dla Jahwe wargi kłamliwe”

Jest faktem, iż VIII Przykazanie Dekalogu zabranie jedynie mówienia nieprawdy przed sądem, jako świadek (bo tak dosłownie brzmi treść owego przykazania). Czy zatem rację mają ci, którzy sugerują, że Pan Bóg nie potępił kłamstwa, jako takiego, lecz tylko niektóre z jego form? Zwolennicy tej tezy wydają się zapominać o dwóch ważnych rzeczach.

Po pierwsze – być może zabrzmi to kontrowersyjnie – ale w sensie bardzo literalnym – Dekalog nie zawiera całości Bożego prawa moralnego, ale pewną jego część.

Po drugie: tradycyjna wykładnia chrześcijańska tak naprawdę traktuje Dekalog znacznie szerzej, aniżeli wskazywałaby na to jego literalne brzmienie.

W rzeczywistości interpretację i doprecyzowanie treści i znaczenia poszczególnych Przykazań Dekalogu znajdujemy w innych fragmentach Pisma świętego (zwłaszcza w wystąpieniach Proroków, pismach i listach Apostołów, Ewangeliach, Kazaniu na Górze, księgach mądrościowych, szczegółowych zapisach prawodawstwa mojżeszowego). Fakt zatem, iż dane przykazanie Dekalogu – w sposób literalny – nie zabrania jakiegoś zachowania, automatycznie nie oznacza jeszcze, że jest ono moralnie dozwolone. W przeciwnym bowiem razie musielibyśmy wszak uznać za dopuszczalne takie choćby czyny jak:

  • homoseksualizm, onanizm, prostytucja lub nierząd (dosłownie VI Przykazanie zakazuje bowiem tylko cudzołóstwa, a więc zdrady małżeńskiej; wymienione zaś uczynki nie zawsze wiążę się ze zdradą małżonka).
  •  pożądania cudzego męża (w IX Przykazaniu jest tylko mowa o pożądaniu żony bliźniego swego).

Tak ograniczona i nie uwzględniająca innych fragmentów Pisma świętego interpretacja Dekalogu, wprawiła by nas też w niemały kłopot odnośnie znaczenia V Przykazania. Wszak nie precyzuje ono kogo nie wolno zabijać? Czy tylko niewinnych, a może również złoczyńców? Czy zabrania ono pozbawiać życia jedynie ludzi czy także zwierząt?
Spojrzenie na całość moralnego nauczania Biblii upewnia nas jednak, iż Bóg nie zabronił jedynie zdrady małżeńskiej, ale zakazał także nierządu, homoseksualizmu, onanizmu, prostytucji, a także fantazji seksualnych na temat nie swego małżonka. Podobnie też, gdy spojrzymy na całość Pisma świętego widzimy, że Bóg nie potępił tylko fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu w sądzie, ale zakazał kłamstwa jako takiego. W Słowie Bożym jest bowiem wiele potępień i zakazów kłamstwa jako takiego. Tak więc w Biblii znajdujemy takie napomnienia jak: „Nie okłamujcie się nawzajem” (Kol 3, 9); „Nie mów żadnego kłamstwa” (Syr 7, 14); „nie będziecie kłamać, nie będziecie oszukiwać jeden drugiego( Ks. Kapł 19, 1);Przeto, odrzuciwszy kłamstwo, mówcie prawdę, każdy z bliźnim swoim(Ef 4, 25); „usta kłamliwe zabijają duszę” (Ks. Mądrości 1, 11);„Wzgarda zazwyczaj towarzyszy kłamcy, a hańba stale ciąży na nim” (Syr 20, 26); (Bóg) „zsyła zgubę na wszystkich, którzy mówią kłamliwie”(Psalm 5, 7); „Wstrętne są dla Jahwe usta kłamliwe, lecz w prawdomównych ma upodobanie” ( Przyp 12, 22).Pismo święte jasno też naucza, iż to sam szatan jest„ojcem kłamstwa” (J 8, 44).

Takich potępień kłamstwa jest w Biblii jeszcze więcej (swą liczbą przewyższają nawet ilość fragmentów skierowanych przeciw tak strasznej nieprawości jaką jest homoseksualizm).

Przeciwieństwa kłamstwa zaś, a więc prawda i prawdomówność są cechami samego Pana Boga, które mają być naśladowane przez prawdziwie bogobojnych ludzi. Biblia uczy wszak, że Boże słowo i prawo są prawdą (Prz 8, 7; 2 Sm 7, 28). Wszechmogący jest „prawdomówny” (Rz 3, 4), dlatego członkowie Jego ludu są wezwani do życia w prawdzie (Ps 119, 142). Nasz Pan Jezus Chrystus jest przedstawiany w Piśmie świętym, jako: „Pełen łaski i prawdy” (J 1, 14); będący „Prawdą” (J 14, 6). Uczniowie Chrystusa są wezwani do poznawania prawdy „która wyzwala” (J 8, 32) i uświęca (J 17, 7) oraz bezwarunkowego miłowanie prawdy: „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie” (Mt 5, 37).

Bardzo słabym argumentem w obronie moralnej dopuszczalności kłamstwa jest powoływanie się na to, iż nawet pozytywni bohaterowie Biblii, czasami posługiwali się tym czynem. Ten argument zdaje się bowiem nie uwzględniać faktu, iż Pismo święte nawet pozytywne postacie tam występujące opisuje ze wszystkimi ich wadami, słabościami i grzechami. Dawid np. jest w Biblii nazwany „mężem wedle serca Bożego”, jednak zarazem nie przemilcza się tam jego cudzołóstwa i udziału w morderstwie swego przyjaciela. W omawianym przypadku kłamstwa, Pismo święte pokazuje tylko, iż pewni ludzie mając dobre intencje i cele uciekali się tego czynu. To jednak, iż Biblia przytacza owe fakty, nie znaczy, że je pochwala.

                                  Kłamstwo ma krótkie nogi

 Chociaż mamy tendencję do usprawiedliwiania kłamstwa, nietrudno jest wykazać, iż nasze naturalne wyczucie moralne odnosi się ze wstrętem do tego występku. Popatrzmy choćby na sam sposób, w jaki próbujemy wybielać łgarstwo. Zamiast o kłamstwie, jako takim mówi się zatem o „mijaniu się z prawdą„, „koloryzowaniu„, „upiększaniu” ewentualnie „małych kłamstewkach„. Skąd bierze się ten strach przed nazywaniem rzeczy wprost po imieniu? Z głosu sumienia, który mówi nam, iż kłamstwo jest złe. Dlatego mało kiedy mamy śmiałość bronić owego zła w otwarty sposób. Albo dlaczego chyba w każdej kulturze takie pojęcia jak „życie w kłamstwie„, „zakłamanie„, etc., są synonimami głębokiego upadku moralnego, zaś szczerość, prawdomówność, prostota i otwartość utożsamiane są wręcz z idealnym moralnie życiem? A jak na wypowiadanie kłamstw reaguje nasz organizm (przynajmniej wówczas, gdy łgarstwo nie weszło nam jeszcze w krew)? Unikanie wzrokowego kontaktu z osobą, którą się okłamuje, załamujący się głos, pewna nerwowość w ruchach ciała – to symptomy często towarzyszące kłamcy. Najwidoczniej – tak jak w przypadku szkodliwych dla ciała substancji – nasz organizm reaguje licznymi sygnałami ostrzegawczymi także w stosunku do zła kłamstwa.

Nietrudno jest też wykazać na czym polega niegodziwość kłamstwa we wzajemnych relacjach międzyludzkich. Oczywistym jest, że jedną z podstawowych więzi łączących ludzi jest wzajemne zaufanie. Żyje nam się po prostu lepiej, wówczas, gdy możemy sobie ufać. Nikt nie lubi wszak być oszukiwanym. Kłamstwo zaś niszczy wzajemną ufność, przez co uderza w jedną fundamentalnych więzi społecznych. Nieprawość ta napędza zatem wzajemną podejrzliwość i nieufność. Im więcej łgarstwa jest w naszym życiu, tym trudniejsze i mniej znośne ono jest.

Ktoś może na to odpowiedzieć, iż kłamstwo niszczy wzajemne zaufanie tylko wtedy, kiedy wychodzi na jaw… Nasi ojcowie znali dobrą odpowiedź na to zastrzeżenie formułując przysłowie mówiące, że „kłamstwo ma krótkie nogi„. Powszechne doświadczenie ludzkości pokazuje bowiem, iż prędzej czy później, prawie każde kłamstwo jest demaskowane. A łgarstwo tym bardziej jest bolesne, im dłużej było trwało …

                        Czy kłamstwo jest zawsze niedopuszczalne?

Moralna niedopuszczalność kłamstwa w zwyczajnych sytuacjach być może nie budzi większych kontrowersji. Co jednak z sytuacjami, gdy za pomocą kłamstwa można uratować swoje lub czyjeś życie, zdrowie lub np. pracę? Czy nawet w takich okolicznościach nie można okłamać swego bliźniego?

Jakkolwiek twarda i surowa nie wydawałaby się odpowiedź, którą za chwilę udzielę, to szacunek dla katolickiej prawowierności nie pozwala mi na udzielenie jej innej. Otóż, nigdy, nigdzie i w żadnych okolicznościach nie moralnie dozwolone posługiwanie się kłamstwem. Czyn ten nie jest usprawiedliwiony czy dopuszczalny nawet wówczas, gdy za jego pomocą można uratować czyjeś życie, zdrowie lub jeszcze ważniejsze od tychże wartości dobro.

Takie jest właśnie wielowiekowe nauczanie Ojców, Doktorów, Świętych i teologów Kościoła:

Nie wolno więc nigdy kłamać, ani dla uniknięcia śmierci i mąk, ani dla zachowania sobie samemu lub innym życia, sławy lub majątku, ani dla ocalenia niewinnego, niesłusznie oskarżonego, ani nawet dla zapewnienia bliźniemu zbawienia.” ( Ks. Jean Gaume)1.

Nie wolno mówić kłamstwa, nawet by ocalić kogoś z jakiegokolwiek niebezpieczeństwa.” – św. Tomasz z Akwinu.

Dlatego też my wnosimy, według św. Augustyna i według św. Tomasza, że nie należy nigdy kłamać , ani w sprawie religii, której gruntem jest prawda; ani pod pozorem chwały Boga, który nie może być uwielbiony tylko przez tryumf prawdy; ani dla odwrócenia grzesznika od zbrodni; ani dla ocalenia życia niewinnemu lub dla pozyskania duszy będącej w niebezpieczeństwie” (Kardynał Gousset)2.

Taka jest nauka świętego Augustyna o kłamstwie, a jest ona nauką całego Kościoła. Kłamstwo jest rzeczą złą samą w sobie; nie wolno przeto nigdy kłamać, nawet w celu rozrywki własnej lub dla zabawy innych, lub też dla swego usprawiedliwienia się, lub okazania przysługi bliźniemu. Żadna okoliczność, żaden zamiar, jakkolwiek dobry sam w sobie, nie może oczyścić ze złości tego, co jest z natury swojej złym (Ks. Ambroży Guillois)3.

Każde kłamstwo, bez względu na rodzaj i sposób, czy wyraża się w słowach, czy na piśmie, czy jakimś znakiem, np. skinieniem głowy – jest grzechem i dlatego nigdy pod żadnym warunkiem, nie może być dozwolone” – ks. Ildefons Bobicz4.

Pismo św. Starego i Nowego Zakonu przestrzega nas przed kłamstwem. Czynią to i Święci, mówiąc, że nawet dla uratowania świata całego od zagłady nie należałoby kłamać. Choćby nawet przez kłamstwo można z piekła uwolnić potępionych i wprowadzić ich do nieba, nie wolnoby nam było tego uczynić. (…) Choćbmyśmy mogli kogoś uchronić od śmierci kłamstwem, nie wolnoby go popełnić. (…) Dla ocalenia życia i majątku nie wolno zasmucać Boga, bo życie i majątek trwają do czasu, a Bóg i szczęśliwość duszy trwać będą na wieki” – św. Jan Maria Vianney5.

I takie jest też oficjalne nauczanie Magisterium Kościoła w tej sprawie:

Dobra intencja (np. pomoc bliźniemu) nie czyni dobrym, ani słusznym zachowania, które samo w sobie jest nieuporządkowane (jak kłamstwo czy złorzeczenie). Cel nie uświęca środków (…)” – Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 1753.

Nigdynie można kłamać, ani w żartach, ani dla własnej korzyści, ani dla korzyści kogoś innego, gdyż kłamstwo zawsze jest złem samym w sobie – Katechizm św. Piusa X, cz. III, VIII. 116.

Zrozumiałym jest, iż tak „surowe” postawienie problemu kłamstwa budzi opory i sprzeciw. Mimo to istnieje kilka dobrych powodów, by bronić owego katolickiego nauczania. Oto niektóre z nich:

1. Owszem, moralna dopuszczalność pewnej części zachowań, uzależniona jest od towarzyszących im okoliczności i intencji. Innymi słowy, te same czyny, raz są niedozwolone i złe, a innym razem dopuszczalne (a nawet chwalebne) i dobre. Przykładem czegoś takiego jest choćby posłuszeństwo ludzkim władzom i prawom. Zazwyczaj jest ono dobre i moralnie nakazane. Jednak, gdy owe prawa i władze rozkazują nam czynić źle – posłuszeństwo staje się w tym momencie niedobre i zakazane. Zazwyczaj powinniśmy przestrzegać np. przepisów ruchu drogowego czy prawa podatkowego, jednak nigdy nie powinniśmy być posłuszni względem rozkazów nakazujących mordowanie niewinnych czy gwałcenie kogokolwiek. Inny przykład tego rodzaju norm: dawanie jałmużny jest czymś dobrym i chwalebnym, jednak jeśli wiemy, że nasze pieniądze pójdą na złe cele, tj. pijaństwo, zażywanie narkotyków czy korzystanie z usług prostytutek, nasza jałmużna staje się tym samym zła i niegodziwa.

Istnieje jednak pewna grupa ludzkich zachowań, która jest zawsze i wszędzie zła oraz moralnie zakazana. Magisterium Kościoła nazywa tą grupę czynów różnymi mianami: „wewnętrznie złymi„, „złymi ze swej natury„, „wewnętrznie nieuporządkowanymi„, etc. Do tego rodzaju zachowań tradycyjnie zalicza się między innymi: bałwochwalstwo, okultyzm, morderstwo niewinnego, złorzeczenie, nierząd, prostytucję, cudzołóstwo, homoseksualizm jak również oszustwo i kłamstwo. Tak jak więc nigdy nie ma dobrego i dozwolonego cudzołóstwa, tak nie istnieje coś takiego jak dobre i dozwolone kłamstwo.

2. Pismo święte w wielu miejscach wzywa nas byśmy bardziej ufali Bożej opiece i opatrzności, niźli własnym siłom i staraniom. Na stronach tej świętej Księgi czytamy między innymi takie zachęty: „Zrzuć swą troskę na Pana, a On cię podtrzyma” (Psalm 55, 23); „On przechowa mnie w swym namiocie w dniu nieszczęścia, ukryje mnie w głębi swego przybytku, wydźwignie mnie na skałę” (Psalm 27, 5); „Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał” (Psalm 37, 5); „Pan jest bliski wszystkich, którzy go wzywają, … usłyszy ich wołanie i przyjdzie im z pomocą” (Psalm 145, 18-19); „Wie Pan jak pobożnych wyrwać z doświadczenia” (2 List św. Piotra 2, 9); „Wszystkie swoje troski przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was” (1 List św. Piotra 5, 7); „Nie opuszczę cię ani nie pozostawię” (List do Hebrajczyków 13, 5); „Pan cię uchroni od zła wszelkiego: czuwa nad twoim życiem. Pan będzie strzegł twego wyjścia i przyjścia teraz i po wszystkie czasy” (Psalm 121, 7-8). Długo można by jeszcze cytować podobne fragmenty Biblii mówiące o Bożej trosce i opiece względem nas. Co jednak one oznaczają w praktyce? Z pewnością nie to, by np. nie pracować, licząc na to, iż Bóg ześle nam mannę z nieba. Chodzi tu raczej o to, że w naszych staraniach i roztropności powinniśmy respektować granice, które sam Bóg nam wyznaczył. Oczywiście, powinniśmy pracować na chleb dla siebie i swych rodzin, ale czy to znaczy, że kiedykolwiek można trudnić np. aborcję czy też prostytucją? Nie, gdyż rzeczy te zawsze i wszędzie są ohydą w oczach Wszechmogącego i jeśli tylko On zechce da nam dobrą pracę. Podobnie jest z kłamstwem. Jeżeli Bóg zechce uratować nas i innych od niebezpieczeństwa, to uczyni to bez kłamstwa z naszej strony. Kłamiąc zaś dajemy dowód tego, iż nie do końca ufamy Bożej opatrzności względem nas.

                       Kłamstwo a tzw. zastrzeżenie domyślne

Gdy mowa jest o tym, iż kłamstwo jest moralnie zabronione nawet w ekstremalnych sytuacjach należy poczynić jednak pewne rozróżnienie. Otóż fakt, iż nigdy i nigdzie nie mamy prawa kłamać, nie jest równoznaczny z obowiązkiem mówienia każdemu wszystkiego o czym się wie. Istnieją pewne tajemnice i sekrety, których nie należy wyjawiać, a w przypadku, gdy ktoś żąda od nas ich wypowiedzenia, trzeba wówczas odmówić udzielenia odpowiedzi. Czym innym jest jednak przemilczenie pewnych informacji, a czym innym kłamstwo, czyli zamierzone wprowadzenie kogoś w błąd za pomocą słów lub czynów. To pierwsze stanowi uprawniony środek obrony siebie i innych przed różnymi niebezpieczeństwami. To drugie, jest zawsze niemiłe Panu Bogu i posługiwanie się nim kiedykolwiek stanowi naruszenie jednej z fundamentalnych zasad tradycyjnej moralności chrześcijańskiej, która mówi: „Cel nie uświęca środków„.

Kłamstwo w sensie ścisłym nie powinno być też mylone z tzw. zastrzeżeniem domyślnym. Owe zastrzeżenie domyślne polega na tym, iż w sytuacji, gdy mamy do czynienia z jasną i ewidentną sytuacją, w której strona domagająca się od nas informacji nie ma prawa jej znać, możemy dać takiej osobie odpowiedzi niejasne czy wymijające. Wówczas zaś, gdy taki człowiek domaga się nieuprawnionej dla siebie wiadomości w sposób nachalny czy agresywny nie tylko, że mamy prawo dać mu odpowiedź wymijającą, ale możemy nawet przekazać mu informację w dosłownym jej brzmieniu nieprawdziwą. Taki człowiek powinien bowiem sam się domyślić, że jeśli nie ma prawa znać danej wiadomości, to druga strona nie musi mu wyjawiać prawdy na określony temat. Słowem – nie będzie to kłamstwo, gdyż na podstawie konwencji kulturowej taka osoba powinna sama wiedzieć, że w pewnych sytuacjach nie wyjawia się sekretnych i poufnych informacji. Można to przyrównać do wizyty w teatrze: normalny człowiek dobrze zdaje sobie sprawę z tego, iż np. aktor wyznający miłość aktorce nie okłamuje, ani jej, ani widzów, tylko wykonuje w ten sposób swoją pracę. Mniej więcej w tym znaczeniu, tak zwane zastrzeżenie domyślne zostało uznane i zaakceptowane przez tradycyjną moralistykę katolicką, nie jako rzekomy wyjątek od zakazu kłamstwa (z czym jest często mylone), ale uprawniony sposób obrony tajemnic i sekretów przed nachalnością i agresją ze strony osób nie mających prawa ich znać.

Tak zwanego zastrzeżenia domyślnego nie należy jednak interpretować, jako:

  • Pewnego rodzaju absolutyzacji różnych kulturowo rozumianych norm, w których wedle uznania danego społeczeństwa nie trzeba mówić lub po prostu nie mówi się prawdy. Na przykład ktoś może powiedzieć, że skoro ludzie na co dzień nie mówią sobie prawdy, to nic nie będzie kłamstwem, gdyż każdy powinien domyśleć się, że i tak nie musi w niemal żadnej sytuacji otrzymać prawdziwej informacji. Taka interpetacja byłaby oczywiście gruboskórnym błędem i nadużyciem. Istnieje wszak wiele sytuacji, w których mamy obowiązek mówić całą prawdę (np. sprzedając komuś daną rzecz musimy wyjawić wszystkie jej wady) i nie można względem nich rozciągać pojęcia zastrzeżenia domyślnego. Tak też kulturowe i społeczne rozumienie tego, kiedy można posługiwać się wypowiedziami dwuznacznymi bądź literalnie nieprawdziwymi, nie może być zawsze automatycznie podciągane pod pojęcie tzw. zastrzeżenia domyślnego.

  • Zgody na posługiwanie się wyrażeniami dwuznacznymi zawsze wtedy, kiedy do ich zastosowania skłania nas wzgląd na nasz interes czy jakieś dobro. Bł. Innocenty XI potępił takie rozumienie tej zasady, uznając za błędne i skandaliczne następujące zdanie: „Można słusznie posługiwać się dwuznacznikami, ilekroć jest to konieczne lub przydatne dla zachowania zdrowia, czci lub majątku albo dla jakiegokolwiek innego aktu cnoty, tzn. gdy tylko zatajenie prawdy wydaje się korzystne lub wskazane7.

  • Przyzwolenia na mówienie nieprawdy o kimś innym, choćby to miało na celu obronę uprawnionych sekretów i tajemnic. Mówienie (nieprzychylnej) nieprawdy o innych ludziach jest bowiem oszczerstwem, a więc czymś do wyraźnie szkodzi naszym bliźnim i nie może być usprawiedliwiane w jakichkolwiek okolicznościach.

Chociaż pozornie rzecz biorąc zasada zastrzeżenia domyślnego może jawić się jako pewnego rodzaju wybieg mający ominąć absolutne potępienie kłamstwa, to gdy bliżej przyjrzymy się pewnym działaniom i wypowiedziom samego Pana Boga (lub Jego aniołów), dostrzeżemy, że i Mu nie obce było posługiwanie się w pewnych sytuacjach mową dwuznaczną i wymijającą. Oto parę tego rodzaju sytuacji:

  • Pan Jezus w odniesieniu do „Święta Namiotów” powiedział do pewnych ludzi: „Wy idźcie na święto; Ja jeszcze nie idę na to święto, bo czas mój jeszcze się nie wypełnił” (Jn. 7, 8). Mimo to jednak później poszedł na to święto „jednakże nie jawnie, lecz skrycie” (Jn. 7, 10).

  • Zbawiciel mówiąc o pewnej nieżyjącej dziewczynce, którą później wskrzesił ze zmarłych, rzekł: „Ona nie umarła, ale śpi” (Mt. 9, 24)

  • Pan Bóg mówi Abrahamowi by złożył swego syna w ofierze, mimo że w sensie dosłownym wcale nie oczekuje tego od niego.

  • Anioł Rafał rzekł do Tobiasz, iż jest Azaryaszem, synem znakomitego żyda, ale po wypełnieniu swej misji, jasno wyjawił swą prawdziwą tożsamość (Księga Tobiasza, rozdziały 5 i 12).

Z drugiej strony w Katechizmie Soboru Trydenckiego, gdzie czytamy, iż: „Bóg wszystko może, jednak kłamać, oszukać, omylić się, zgrzeszyć, nie umieć, zginąć nie może8. Skoro Pan Bóg nie może kłamać i oszukiwać, to jedynym logicznym wnioskiem z przytoczonych powyżej dwuznacznych, a nawet literalnie nieprawdziwych Bożych wypowiedzi i działań, jest to, iż nie były one kłamstwami czy oszustwami sensu stricte. A zatem choć każde kłamstwo jest nieprawdą i nigdy nie jest dozwolone, nie każda dwuznaczność czy literalna nieprawda jest kłamstwem.

www.salwowski.msza.net

1 Ks. Jean Gaume, „Zasady i całość wiary katolickiej, czyli wykład jej historyczny, dogmatyczny, moralny, liturgiczny, apologetyczny, filozoficzny i socjalny, od stworzenia świata aż do naszych czasów, Kraków 1870, t. IV, s. 445.

2 Kardynał Gousset, „Teologia moralna dla użytku plebanów i spowiedników, Warszawa 1858, s. 269 -270.

3 Ks. Ambroży Guillois, „Wykład historyczny, dogmatyczny, moralny, liturgiczny i kanoniczny wiary katolickiej”, Wilno 1863, s. 383.

4 Ks. Ildefons Bobicz, „Wykład codziennego pacierza i katechizmu. Przykazania Boże i kościelne„, t. II, Lwów 1937, s. 352.

5 Jan Maria Vianney, „Kazania niedzielne i świąteczne„, tom I, Kraków – Lwów 1906, s. 138 – 139, 140 – 141.

6 Katechizm św. Piusa X, Sandomierz 2006, s. 109.

7 Cytat za: „Breviarium Fidei. Wybór doktrynalnych wypowiedzi Kościoła”, Poznań 1998, s. 557.

8 Tamże: „Katechizm Rzymski”, Jasło 1866, Cześć I, rozdział 12, s. 22.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Prawda o kłamstwie”

  1. Jeśli od tego zależałoby czyjeś zdrowie lub życie, a nie mógłbym nie powiedzieć nic czy udzielić odpowiedzi wymijającej i dwuznacznej to nie potrafiłbym NIE skłamać. Chyba, że chodziłoby o zdrowie lub życie surowego moralnie p. Salwowskiego. Jeśli nie życzy sobie żeby kłamać próbując go przed czymś ochronić to co ja mogę?

  2. Strasznie szkoda, że autor po kilku naprawdę racjonalnych tekstach powracaj do rygorystycznych wypaczeń. No ale z drugiej strony argumentacja autora użyta w tekście jest klarowna. Katolicyzm zawsze zabrania kłamstwa i koniec!! Widać na tym przykładzie, że moralność katolicka jest bardzo niedoskonała.

  3. Bo katolicyzm nie jest moralnością i na pierwszym miejscu stawia wymagania Stwórcy. Ich znaczenie, podobnie jak i wyjaśnienie logiki dziejów poznamy zapewne na Sądzie Ostatecznym.

  4. Alek…masz rację i jednocześnie nie masz jej. Według katolików Bóg jest doskonały. Jest jednocześnie źródłem moralności. Dlatego katolickie normy moralne muszą być doskonałe. Katolicyzm jednoznacznie zabrania kłamać. Dlatego jeśli kłamstwo będzie potrzebne do ocalenia czyjegoś życia to katolikowi nie wolno tego życia ocalić. Co prawda autor tego tekstu jakby przestraszony swoimi wywodami stara się tutaj absolutny zakaz kłamstwa trochę rozwodnić. Temu właśnie mają służyć rozważania o tzw. zastrzeżeniu domyślnym. Niestety nie rozwiązują one żadnego problemu. Są one raczej próbą zamaskowania pewnych wątpliwości jakie ma autor. Z zakazu kłamstwa wynika, że życie ludzkie nie jest w katolicyzmie wartością najwyższą. Najważniejsze jest to by wypełniać wolę Bóstwa. Gdyby nie było wątpliwości, że ta religia jest prawdziwa to problem byłby dużo mniejszy. Niestety dowody na prawdziwość katolicyzmu albo szerzej chrześcijaństwa są bardzo kruche. Dlatego tak kategoryczne stawianie sprawy budzi sprzeciw i będzie go budzić zawsze. Pozdrawiam 🙂

  5. Takie absolutystyczne stanowisko właściwie zniszczyłoby cała ludzką cywilizacje, bo czymże są maski, które na codzień zakładamy, aby strategicznie ukazać własne ,,ja”? Haidegger niegdyś namawił do życia autentycznego, problem w tym, że życie autentyczne to właśnie takie życie, które jest obrobione z kultury, i które pozostawia człowiekowi czystą zwierzęcośc. Absolutyzm moralny jest łamany – jak słusznie zauważa autor – przez postacie biblijne i nie rzadko za protekcją samego Boga. Czymże ma być np. bestialskie wymordowywanie filistynów, jak nie łamaniem przykazania: ,,nie morduj”? Podobnie czym jest pochwalenie przez Boga uczynku biblijnej Rechab, która to posługuje się kłamstwem, aby ocalić zwiadowców? Czy politycy nasi powinni zrezygnować z naszych służb spejalnych i własne bezpieczeńśtwo kraju poświecić w imie kwiecistych zasad absolutyzmu moralnego? A co począć ze słynnymi dylematami moralnymi, które doprowadzją do sytuacji, że popełnienie mniejszego zła jest wręcz obowiązkiem sumienia. http://pl.wikipedia.org/wiki/Dylemat_wagonika Gdy na II wojnie światowej przechadzał się germański żołnierz i pytał się sąsiadów czy ta oto polska rodzina nie ukrywa dzieci żydowskich( i założmy, że ukrywała) – to oczywicie sąsiad będzie nieskalany czystością moralną jak wyda ową rodzinę i ukrywane żydowskie dzieci?( ja jakoś przewrtotnie myślałem, że aktem bohaterstwa jest zupełnie prostopadłe postepowanie) w moim odczuciu Jezus, który na kartach ewangeli zamyka całe prawo w dwóch przykazaniach miłości daje wyraz aprobaty dla etyki konsekwencjonlistycznej. Bo nie człowiek dla prawa, ale prawo dla człowieka, czyż nie?

  6. @ Oebf: „Z zakazu kłamstwa wynika, że życie ludzkie nie jest w katolicyzmie wartością najwyższą.” Oczywiście, że nie jest! Bóg poddając Abrahama próbie wiary nakazał mu złożyć w ofierze swego pierworodnego syna i Abraham był gotowy to zrobić. Bóg nakaz zmienił, ale Abraham byłby gotowy go spełnić. Miłość Boga jest przed miłością bliźniego, a bliźniego kochamy przede wszystkim dla Boga. Proszę zwrócić uwagę, że przedkładanie życia ludzkiego jest charakterystyczne dla materialistów, bo dla nich poza ciałem nic nie ma. Tym niemniej nawet współczesny materialistyczny świat nie bierze tej zasady serio. Pociągałaby ona za sobą pacyfizm, zakaz jazdy samochodem i najdroższą terapię, na najdoskonalszych możliwych urządzeniach dla każdego chorego. To wszystko w ramach totalitaryzmu rzecz jasna, bo skoro życie jest najważniejsze, to nie wolność. Wolny człowiek mógłby wystawiać życie na ryzyko lub niewłaściwie je leczyć. Jeśli napisze Pan, że sprowadziłem rzecz do absurdu, to odpowiem, że sprowadziłem ją do istoty. Także pozdrawiam 🙂

  7. @ gregorio: „Bo nie człowiek dla prawa, ale prawo dla człowieka, czyż nie?” Prawo i moralność regulują stosunki między stworzeniami, a religia stosunek do Boga. Wierny nawet nie pyta, co jest ważniejsze, bo to dla niego jest oczywiste. To, co nam stworzeniem wydaje się niezrozumiałe, zostanie pokazane na Sądzie Ostatecznym, o którym wybitny teolog, Sługa Boży Aleksander Żychliński, pisał: „Światło Boże tryskające z Oblicza Sędziego stawi wszystko w pełnym świetle tak, że każdy ujrzy dzieje serc ludzkich, a tym samym PRAWDZIWY PRZEBIEG DZIEJÓW, POSZCZEGÓLNYCH LUDZI, NARODÓW I CAŁEJ LUDZKOŚCI. Wówczas każdy pozna i w pełni uzna Bożą sprawiedliwość i miłosierdzie, Bożą mądrość i miłość. Będzie to wielkie „usprawiedliwienie” Boga i Jego rządów przed całym stworzeniem, triumf Jego doskonałości i dopełnienie Jego chwały”.

  8. Sensem braku kłamstwa, który w skrajnych okolicznościach może spowodować pozorne ziemskie nieszczęście, jest zaufanie do Boga. Jezu ufam Tobie, że nie muszę stosować złych środków dla dobrych celów. Ufam, że nie ma takiego zła, z którego nie potrafisz uczynić większego dobra. Ufam, że czuwasz także w chwili próby. To jest esencja.

  9. Absolutyści moralni unikają konkretów w dyskusji. Tymczasem przytoczony dylemat wagonika czy dylemat sąsiada człowieka ukrywającego żydów, jak również księdza wystawiającego fałszywą metrykę żydowskiemu dziecku to wszystko bardzo konkretne kwestie. Absolutysta moralny przeciwny konsekwencjonalizmowi we wszystkich przypadkach umywa ręce i patrzy w druga stronę, zadowolony ze swojego wyboru. Co ciekawe, postronny obserwator uważa owego absolutystę moralnego po dokonaniu wyboru za osobę niemoralną. Ponadto, absolutysta moralny nie powinien być dumny z żadnej ze wspólnot których jest członkiem, gdyż jeśli nie byłyby w wymuszonych okolicznościach w przeszłości łamane pewne nakazy moralne, to te wspólnoty z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością by już dawno nie istniały – tak więc, ich istnienie jest owocem niemoralnych decyzji w przeszłości. Przeżyć wojnę bez ani jednego kłamstwa jest bowiem mało prawdopodobne, a państwo rezygnujące ze służb specjalnych to abstrakcja. To są bardzo konkretne zarzuty, byłoby fajnie gdyby się ktoś z absolutystów moralnych wobec nich ustosunkował.

  10. ElDesmadre….katoliccy absolutyści nie ustosunkują się bo dla nich najważniejsze jest wypełnianie woli Bóstwa, w które wierzą. Skoro ich wiara nakazuje absolutyzm moralny to oni będą go uważać za dobry. Dlatego nie są oni dobrym partnerem w dyskusji o dylematach moralnych, rożnych punktach widzenia itp….Nie są wstanie wykroczyć poza moralność katolicką.

  11. „Sensem braku kłamstwa, który w skrajnych okolicznościach może spowodować pozorne ziemskie nieszczęście, jest zaufanie do Boga. Jezu ufam Tobie, że nie muszę stosować złych środków dla dobrych celów. Ufam, że nie ma takiego zła, z którego nie potrafisz uczynić większego dobra. Ufam, że czuwasz także w chwili próby. To jest esencja. ” – w zasadzie trudno dodać coś więcej nad zacytowany wpis p. Alka. W tzw. moralnym absolutyzmie (którego jasno nauczana Magisterium Kościoła) nie chodzi o to, by ślepo i bezdusznie przestrzegać pewnych przykazań, będąc dumnie zadowolonym z ich przestrzegania, choćby i z tego faktu miały wynikać opłakana konsekwencje dla bliźnich. Tu chodzi właśnie o pełne i całkowite zaufanie Bożej opatrzności, że Bóg wie co dla nas jest dobre i jeśli zakazał czegoś czynić, to my mamy tego nie czynić, dlatego że Mu ufamy i wierzymy, że jeśli zechce nas uratować z jakiegoś nieszczęścia, to zrobi to bez zła czynionego z naszej strony.

  12. Ad. ElDesamdre – a ja myślę, że to zwolennicy moralności sytuacjonistycznej i konsekwencjonalistycznej z natury rzeczy bardziej unikają konkretów niż poplecznicy „absolutyzmu moralnego” (jak to w tej dyskusji nazywa się tradycyjne nauczanie Magisterium). Proszę mi bowiem powiedzieć, gdzie i na podstawie jakich kryteriów należy ustawić granicę od której łamanie pewnych Bożych zakazów moralnych należałoby uznać za dobre, usprawiedliwione, a przynajmniej za dozwolone? Mamy prawo kłamać w obronie życia – załóżmy na moment, że jest to słuszna opcja? A czy mamy prawo kłamać w obronie zdrowia, pracy, po to by przynieść więcej pieniędzy do domu i dać lepsze jedzenie swym dzieciom, by ocalić swą reputację??? Idźmy dalej, a może mamy też prawo cudzołożyć w celu osiągnięcia dobrych skutków? Czy zatem można uprawiać prostytucję, po by nakarmić swe głodne dzieci? A po to, by nakarmić samego siebie, gdy jest się głodnym? Czy można iść z szefem do łóżka, by utrzymać posadę, a przez to zapewnić utrzymanie swej rodzinie? Czy można zabić w okrutnych męczarniach i zgwałcić swą Bogu ducha winną babcię po to, by ocalić od zagłady atomowej kilkumilionowe miasto??? Proszę nie mówić, że to wszystko są abstrakcyjne i teoretyczne rozważania, bo prawie wszystkie z przytoczonych przeze mnie wyżej sytuacji zdarzały się już w historii tego świata miliony razy. A nawet ostatnia (czyli casus „Zgwałcisz i zabijesz w męczarniach swą ukochaną babcię, albo my wysadzimy w powietrze kilkumilionowe miasto”) nawet jeśli nie zdarzyła się jeszcze w sensie dosłownym, to na mniejszą skalę i w nieco innej wersji też się zdarzała.

  13. Widzisz ElDesmadre ?? Z absolutystami katolickimi nie da się podjąć dialogu bo wszystko ostatecznie się kończy na stwierdzeniu „absolutyzm jest dobry bo tak kazał nam nasz Bóg i koniec!” Gdyby ci absolutyści starali się wyjść chociaż trochę poza swoją wiarę i poszukać innych uzasadnień dla swojego absolutyzmu niż tylko religijne…to mogliby przekonać więcej osób.

  14. @ Marcoviensis Prularis: „W tzw. moralnym absolutyzmie (którego jasno nauczana Magisterium Kościoła) nie chodzi o to, by ślepo i bezdusznie przestrzegać pewnych przykazań, będąc dumnie zadowolonym z ich przestrzegania, choćby i z tego faktu miały wynikać opłakana konsekwencje dla bliźnich. Tu chodzi właśnie o pełne i całkowite zaufanie Bożej opatrzności, że Bóg wie co dla nas jest dobre i jeśli zakazał czegoś czynić, to my mamy tego nie czynić, dlatego że Mu ufamy i wierzymy, że jeśli zechce nas uratować z jakiegoś nieszczęścia, to zrobi to bez zła czynionego z naszej strony.” To jest kuriozalny ciąg zdań, gdyż drugie falsyfikuje pierwsze. Chodzi właśnie o bezduszny formalizm, literalne podejście do wszelkich nakazów i zakazów. Zerojedynkowe. Jak już Oebf napisał, nie ustosunkuje się Pan do podanych przeze mnie przykładów, choćby i pewnie po to żeby nie musieć napisać, że bez wahania dałby Pan spalić swoją rodzinę żywcem przez niemieckich okupantów jeśli tylko kłamstwem by Pan ją mógł ocalić.

  15. Panie ElDesmadre, 1. Dlaczego osobę objaśniającą treść nakazu religijnego, czyli bądź co bądź stan obiektywny, nazywa Pan absolutystą moralnym? Zechce Pan wyjaśnić? Chodzi o to, co jest grzechem, a grzech nie jest kategorią etyczną/moralną tylko religijną. Nieuczestniczenie we Mszy świętej jest grzechem, a nie jest przecież niemoralne. Teraz jasne? 2. Czy zechce Pan wytłumaczyć, co wspólnego z kłamstwem ma dylemat wagonika? 3. Kwestia ukrywania Żydów była wałkowana przy poprzednim podejściu do tematu na wiele stron i to chyba z pańskim udziałem: „Czy są tu Żydzi?”, odpowiadamy: „Jacy Żydzi szanowny Panie? My polska rodzina!”.

  16. @ Alek: 1. Nie objaśniającą, a argumentującą za zerojedynkowym, zawsze literalnym podejściem do tego nakazu. Zastanawiam się, czy swoim dzieciom też byście Państwo nie mówili bajek o świętym Mikołaju? No bo jakby nie patrzeć, to też kłamstwo. 2. To ma wspólnego, że są sytuacje, w których brak działania jest zgodą na zło bądź wręcz aktywną partycypacją w nim. A działanie interwencyjne też jest obarczone popełnieniem grzechu. I co wtedy? Pan odpowie, że nie ma takich sytuacji. W idealnym świecie pewnie nie ma. 3. Owszem, z tym że w pewnym momencie żeście się z niej Panowie wyłączyli. Pański przykład odpowiedzi jest bardzo naiwny, w rzeczywistości nie byłoby tak łatwo. Oprawca naciska, „czyli są czy nie?” i co wtedy Pan mówi? Nie każdy jest zresztą rezolutny i elokwentny, rozumiem że wówczas ma wydać kupę ludzi na śmierć w męczarniach w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku? Bo nieumiejętna próba wybrnięcia z sytuacji w moim odczuciu obarcza takiego człowieka w tej sytuacji współodpowiedzialnością za zbrodnię. W tym momencie można zresztą dywagować czym się różni kłamstwo literalne od innego rodzaju celowego wprowadzenia w błąd. Jakościowo nie wydaje się różnić, pociąga za sobą docelowo bowiem ten sam skutek – powstanie u interlokutora fałszywego wyobrażenia rzeczywistości. Szukanie na siłę różnicy między tymi rodzajami działania wydaje się być sofistyką.

  17. ElDesmadre…..W poważnie traktowanym katolicyzmie sytuacja jest jasna. 1. Najpierw nakazy Bóstwa 2. Dopiero później ewentualnie kwestia życia ludzkiego. Z tego wynika, że katolik musi wydać Żydów na śmierć. Nie wolno mu skłamać. Oczywiście przeciwko takiemu postępowaniu buntuje się ludzka natura. Dlatego niektórzy katolicy, którzy chcą na serio traktować swoja wiarę, dokonują cudów aby przezwyciężyć taką sprzeczność. Na tym przykładzie widać, że katolicyzm ma wady i to bardzo poważne.

  18. Ad. ElDesmarde – widzę, że Pani unika odpowiedzi na moje pytania. A więc powtórzę je: Proszę mi bowiem powiedzieć, gdzie i na podstawie jakich kryteriów należy ustawić granicę od której łamanie pewnych Bożych zakazów moralnych należałoby uznać za dobre, usprawiedliwione, a przynajmniej za dozwolone? Mamy prawo kłamać w obronie życia – załóżmy na moment, że jest to słuszna opcja? A czy mamy prawo kłamać w obronie zdrowia, pracy, po to by przynieść więcej pieniędzy do domu i dać lepsze jedzenie swym dzieciom, by ocalić swą reputację??? Idźmy dalej, a może mamy też prawo cudzołożyć w celu osiągnięcia dobrych skutków? Czy zatem można uprawiać prostytucję, po by nakarmić swe głodne dzieci? A po to, by nakarmić samego siebie, gdy jest się głodnym? Czy można iść z szefem do łóżka, by utrzymać posadę, a przez to zapewnić utrzymanie swej rodzinie? Czy można zabić w okrutnych męczarniach i zgwałcić swą Bogu ducha winną babcię po to, by ocalić od zagłady atomowej kilkumilionowe miasto??? Proszę nie mówić, że to wszystko są abstrakcyjne i teoretyczne rozważania, bo prawie wszystkie z przytoczonych przeze mnie wyżej sytuacji zdarzały się już w historii tego świata miliony razy. A nawet ostatnia (czyli casus „Zgwałcisz i zabijesz w męczarniach swą ukochaną babcię, albo my wysadzimy w powietrze kilkumilionowe miasto”) nawet jeśli nie zdarzyła się jeszcze w sensie dosłownym, to na mniejszą skalę i w nieco innej wersji też się zdarzała.

  19. @ ElDesmadre: 1) Nikt by nie dociskał, bo już tłumacz by przetłumaczył taki zwrot na niemiecki, jako: „nie ma żadnych Żydów”. 2) Można też było spróbować Żydów nawrócić i odpowiedzieć, że tu mieszkają sami katolicy 🙂 Przyzwolenie na kłamstwo rozleniwia. 3) Poza tym do domu mojej rodziny regularnie przychodzili Niemcy i dokonywali przeszukania, więc to też nie było tak, że przychodzili, pytali i szli dalej. 4) Uratowani niejednokrotnie kłamstwami Polaków Żydzi, w latach 50′ masowo zasilili aparat komunistycznego terroru. Potem pod hasłami trockistowskimi i humanistycznymi przeszli do niszczenia w Polsce tego, co łacińskie i katolickie. Czy dla Polski ratowanie ich okazało się korzystne? Czy dla samych uratowanych takim było? Myślę, że Bóg teraz rozliczy ich surowiej, niż gdyby nie zdążyli popełnić tych grzechów. Oczywiście to jest wiedza ex post, która wówczas nie była dostępna. Nie można odebrać komuś szansy, ale niestety wyszło tak, że ta szansa, która w dużej mierze wyrosła na truciźnie kłamstwa, dała też zatrute owoce. @ Oebf: „Na tym przykładzie widać, że katolicyzm ma wady i to bardzo poważne.” Dziękuję za to zdanie. Dla Pana katolicyzm jest czymś, co ma wady lub zalety. Jeśli je ma, to ze względu na coś. Zechce Pan zdradzić co jest pańską miarą dla katolicyzmu? Względem czego powinien być utylitarny?

  20. Marcoviensis Pluralis – Chyba trzeba uporządkować pewne rzeczy. Wszelkie tutaj poczynione zastrzeżenia wobec absolutyzmu etycznego przybierają postać krytyki zewnętrznej. Na taką krytykę absolutyści odpowiadają argumentami ważnymi tylko w obrębie wiary katolickiej, co nie może wywrzeć oczywiście żadnego efektu!! Dlatego ja się ElDesmadre nie dziwię, że się uchyla. Tak to jest gdy partykularną moralność katolicką chce się przedstawić jako uniwersalną, jedną słuszną, najlepszą i doskonałą i posługując się przy tym argumentami czysto religijnymi. Jeśli ktoś chce moralność katolicką uczynić jedyną słuszną niech przekona ludzi do wiary albo w celu jej uzasadnienia używa argumentów, które wykraczają poza katolicyzm. Alek – Oczywiście, że katolicyzm ma wady i zalety. Niby czemu miałoby być inaczej??

  21. @ Alek: Mówiliśmy jednak o sytuacji w której jest wybór między kłamstwem a sileniem się na elokwencję. No i oczywiście nawrócenie byłoby dla wszystkich najbardziej korzystnym rozwiązaniem 🙂 Z pozoru słuszna uwaga z tym zasileniem aparatu terroru przez uratowanych, jednakże ma Pan przecież świadomość, że nie tyczy się to wszystkich uratowanych w ten sposób, jak również całkowicie bezgrzeszne uratowanie prześladowanych nie oznaczało, że ci prześladowani później nie zasilili aparatu terroru. Można ciągnąć dalej, sporo jest bowiem świadectw Polaków którzy uratowali się od kaźni z rąk UPA np. udając członków innych rodzin za pomocą kłamstwa. Prosiłbym również o Pańskie zdanie nt. istnienia bądź nie granicy między literalnym kłamstwem a celowym wprowadzeniem w błąd. Pytam bo sam się nad tym zastanawiam i jestem ciekaw Pańskiej opinii. @ Marcoviensie Pluralis: Proszę Pana, jeśli Pan prześledzi rozmowę, to będzie Pan widział, że ja pierwszy zadałem Panu pytania. Nie może Pan oczekiwać że ktoś będzie Panu odpowiadał podczas gdy będzie Pan ignorował uprzednio zadane pytania z jego strony. Tak ogólnie – moim zdaniem cechuje Pana prawniczy, starozakonny formalizm. Księża czasami narzekają na ludzi którzy chcą mieć czarno na białym wyłożone czy dany typ grzechu jest ciężki czy lekki, bez względu na okoliczności. Trochę mi ta postawa przypomina Pana.

  22. @ ElDesmadre – Granica pomiędzy literalnym kłamstwem, a „dyplomacją” jest taka, jak pomiędzy mową a milczeniem (dyplomata milczy na temat). Jest jednak także świadomość wywołania niezrozumienia wypowiedzi i dlatego nie wolno tego nadużywać. To jest jazda po katolickiej bandzie. @ Oebf – Dał Pan dobry przykład unikania odpowiedzi poprzez odpowiedź pytaniem na pytanie. Tylko, że sytuacja nie jest skrajna.

  23. Zaraz zaraz … Czy stwierdzenie „nie mów fałszywego swiadectwa PRZECIW bliżniemu swemu” jest tożsame z „nie będziesz kłamał” ? Chyba nie tak do końca … Czy jest możliwe kłamstwo ” ZA bliźnim swoim” ? Chyba jest mozliwe … Czy biblijna Judyta zabijajaca Holofernesa nie okłamała go aby co nieco? Czy było to kłamstwo przeciw tejze Judyty bliźnim? Oczywiscie, że nie! A Jakub wyłudzajacy błogosławieństwo Izaaka … ?

  24. @Autor: Czy katolik, będąc żołnierzem, może stosować: 1/ umundurowanie maskujące zamiast jaskrawego 2/ kamuflaż wozów bojowych 3/ zasadzkę 4/ broń wytłumioną 5/ walkę radioelektroniczną (np. tworzenie pozornych obrazów celów za pomoca antyradaru, aby skłonić przeciwnika do ujawnienia swoich pozycji przez otwarcie do nich ognia)? To wszystko jest wprowadzeniem w bład, podobnie jak każdy inny fortel, typu „zażycie z mańki” czyli przerzucenie szabli do lewej ręki. Czy sa to zachowania moralnie naganne? Co na ten temat powiedziałby np hetman Żółkiewski, Jak III Sobieski albo x. Piotr Skarga?

  25. Panie Piotrze, wypadałoby znać katolicką etykę wojskową, skoro lubi Pan wąchać trotyl o poranku. Polecam: Zarys etyki wojskowej autorstwa J. M. Bocheńskiego OP. To jest bardzo konkretna książeczka dla męskich chłopców 🙂 A maskowanie w wojnie sprawiedliwej jest dozwolone podobnie jak strzelanie do napastnika.

  26. Panie Alku, moje pytania były retoryczne, znam katolicką etykę wojskową, w szczególności pracę o. Bocheńskiego. Oczywistym jest, że wszelkie formy kamuflażu i dezinformacji są albo ukrywaniem prawdy albo fabrykowaniem nieprawdy, a więc – kłamstwem. Skoro tak, to nawet KATOLICKA etyka wojskowa dopuszcza, w pewnych sytuacjach, KŁAMSTWO, nie jest więc absolutna, jak chciałby Pan Salwowski, lecz SYTUACYJNA. Co było do pokazania. Pozdrawiam.

  27. Wiadomo tak jak scena w teatrze to nie kłamstwo tylko taka rola i praca. I tak samo np. panie prowadzące telegry w tv i te ich teksty, że za 2 minuty koniec zagadki, koniec programu a to wszystko trwa dalej pół godziny, że musimy przejść do kolejnej zagadki bo kolejne czekają chociaż to trwa do końca programu to też nie kłamstwo tylko taki scenariusz i formuła programów, które prowadzą i też nie mają na koncie kłamstwa prowadząc taki program. Gdyby były Pinokiem nos by im się nie wydłużył bo to nie kłamstwo tylko scenariusz i formuła programu telewizyjnego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.