Premier Kukiz

Piosenkarz (nie lubi, gdy się tak o nim dziś pisze, a niby czemu, przecież to coś jak poeta – a ci od wieków naprawdę rządzą Polakami…) mógłby pójść tropem Symeona II, nie powtarzając jednak błędów ex-monarchy, który przez cztery lata ze zmiennym szczęściem był premierem Bułgarii. W każdej innej konfiguracji – czy to wchodząc do gabinetów formowanych z decydującym głosem PiS, czy PO – Kukiz jest skazany na rolę konsumowalnej przystawki, albo na uwiąd i rozpad ruchu, od którego elektorat może po niepełnej kadencji odpłynąć w kierunku nowych „oburzonych”.

Nie wdając się w nadmierne gdybanie – Lista Kukiza faktycznie ma szanse znaleźć się w Sejmie i być w nim siłą znaczącą. Wbrew pozorom jednak tego typu formacja nie jest skazana na jedną tylko „koalicję zmiany”, co próbują już dziś wymusić udający analityków propagandyści „prasy niezależnej”. Warto bowiem pamiętać, że po pierwsze – blisko 40 proc. wyborców Kukiza poparło jednak Bronisława Komorowskiego, a rekrutując się spośród „rozczarowanych Lemingów” środowisko to wcale nie pali się do bezkrytycznego włączenia w projekt „IV RP” à la Kaczyński. Ponadto bezpośrednie zaplecze Kukiza to m.in. dawni centroprawicowcy z okolic Polski Plus i Polski XXI, nauczeni zdrowego dystansu wobec PiS. Naturalna skłonność samego lidera, czy patriotyczny sztafaż  łączący (pozornie!) kukizowców z centroprawicą wcale więc nie muszą wygrać z doświadczeniem i ostrożnością, każącymi się strzec Danaów, nawet jeśli przyniosą tak wspaniałe dary, jak tekę wicepremiera, resort rybołówstwa i wiceministerstwo komunikacji (co pewnie będzie stanowić całość pierwotnej oferty koalicyjnej PiS).

Tanio d… nie dać

Kukiz będzie działał pod presją aktywu, domagającego się szybkiego skonsumowania sukcesu (zanim poparcie opadnie), ale i pod naciskiem wyborców oczekujących przede wszystkim zachowania twarzy i niesprzedania się idola. Oba punkty widzenia powinno zadowolić twarde stanowisko „tanio d… nie damy!”, czyli postawienie warunku zaporowego: oddanie jedynej funkcji dającej szansę na względną niezależność i forsowanie oczekiwanych kierunków politycznych. Nawet, gdyby się nie udało – to w przypadku Kukiza lepiej przecież spaść z wysokiego konia, niż dać się zagłaskać w szambie, jakim może być nowy rząd po prostu zarządzający masą upadłościową III RP.

Na szczęście Kukizowi udało się już uniknąć pierwszej pułapki, w którą niegdyś wciągnięto w analogicznej sytuacji Leppera, tj. nie udzielił bezpośredniego wsparcia Andrzejowi Dudzie w II turze wyborów prezydenckich. Jest to przecież polityczny elementarz – nigdy nie wolno „oddawać poparcia”, bo raz, że wyborca może się obrazić, a dwa – może uznać, że skoro wszystko jedno, czy głosuje na kandydata A, czy na kandydata B, któremu go oddano – to zostaje B, co będzie tak często zmieniać…

Bez (nadmiernego) pośpiechu

Oczywiście ważny jest czynnik czasu. Ciąg KPN-Samoobrona-Palikot (poniekąd również Unia Pracy) wywiera presję bodaj jeszcze poważniejszą: „cholera, mamy tylko jedną kadencję!” (co jest o tyle nieprawdą, że dwie pierwsze partie aż dwa razy samodzielnie były w Sejmie, po czym popełniały samobójstwo). Ale mimo tego pośpiechu – przecież nie ma przymusu, by do rządu wchodzić za szybko! Więcej – w przypadku np. partii Leppera jej upadek przyniósł samobójczy powrót do rządu Kaczyńskiego, który i potwierdził oburzenie elektoratu „zdradą”, i utrwalił resztę wyborców w przekonaniu, że skoro zostali oddani PiS-owi, to już mogą przy nim zostać, skoro to to samo…

Mogą się też pojawić różne konfiguracje koalicyjne, do których nie ma się co pchać za czapkę śliwek, czy pomysły rządów mniejszościowych (wszak pewnie tylko wybuch jądrowy powstrzyma prezydenta Dudę przed powierzeniem misji tworzenia rządu Kaczyńskiemu). To wszystko Kukiz powinien przeczekać – i trwać przy podstawowym warunku: on premierem – albo nowe wybory!

Do czasu  milczeć

Na razie jednak droga do takich układanek daleka. W całej Polsce powstają „ruchy Kukiza”, nijak nie można się połapać czyja racja jest raćsiejsza i kto (ktokolwiek…) ma dziś prawo wypowiadać się w imieniu Numeru Trzeciego prezydenckiej elekcji. Sam Kukiz zapowiada decyzje i ruchy organizacyjne na koniec czerwca, wcześniej mają pojawić się „rzecznicy” w regionach, jednak konsekwentnie kręgi sztabowe studzą pęd do budowania struktur. „Masz pięć osób w gminie? Super, jesteś na naszej liście. Ale nie daje ci to żadnych uprawnień, nie możesz z tym lecieć do prasy i wypowiadać się w naszym imieniu publicznie” – słyszą pospieszający prace organizacyjne. Pojawia się pomysł prawyborów – pewnie z kręgu dawnych członków PO, którzy jednak powinni pamiętać, że w 2001 r., u zarania ich partii projekt ten zakończył się przywożeniem przez miejscowych producentów żelatyny dwóch zmian z fabryki autokarami na lokalne głosowania, w efekcie czego centrala musiała listy ustalać ręcznie… Inne hasła – to alfabetyczne listy kandydatów; na kolejnych jedynie słusznych zebraniach pojawiają się dobrze znane twarze spadów z centroprawicy, czy sierot po Palikocie. Tylko czekać, aż usłużne media zaczną na takie spotkania wysyłać pedofili, gangsterów i zwykłych wariatów, byle tylko ładnie wypadli na ilustracjach do tekstów pod hasłem “oto kto stoi za Kukizem!”.

Faktycznie jednak, każdy chce się załapać – a Kukiz, co nietypowe u niego – milczy. I oby tę metodę działania zachował także po ewentualnym wejściu do Sejmu i przy rozmowach na temat udziału we władzy.

Konrad Rękas

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *